28. Uphill Race Śnieżka. Ok. 350 zawodników w wyścigu na szczyt Śnieżki. Redaktor Michał Korn też próbował! [WYNIKI, ZDJĘCIA, FILM]

Michał Korn
Michał Korn

Wideo

Zobacz galerię (69 zdjęć)
W niedzielę, 17 czerwca w Karpaczu odbył się 28. Uphill Race Śnieżka. Blisko 340 zawodników od pokonania miało odcinek liczący 13,2 km długości oraz jeden kilometr przewyższenia. Na starcie u naszych sąsiadów z południa pojawiło się 15 Lubuszan. Było ogromne zmęczenie, pot i łzy szczęścia. I ja tam byłem żel, wodę i izotonik piłem!

To jedne z tych zawodów, do których przygotowujesz się cały rok. Tak było i w moim przypadku. Treningi, mnóstwo wyrzeczeń i rosnące z dnia na dzień podniecenie kolejną próbą zdobycia Śnieżki. Niestety, gdzieś po drodze przedobrzyłem. Czegoś nie dopatrzyłem. Z powodu uszkodzonej ramy byłem zmuszony zmienić rower. Tak na dobrą sprawę niecały miesiąc przed imprezą przygotowywałem się na nowej maszynie, która nieco geometrią oraz rozmiarem kół różniła się od poprzedniej.

Podekscytowany i jednocześnie lekko zaniepokojony robiłem swoje. Trening gonił trening, była regeneracja, wszystko zgodnie z przykazaniami kolarza. Gdzieś jednak coś "nie zatrybiło" - o 8 dni przed startem doznałem urazu kolana. Ból był znośny, ale sam fakt, że był, już mnie irytował. Miałem jednak nadzieję, że w dniu zawodów adrenalina zrobi swoje. Miałem też świadomość, że będę musiał się oszczędzać, nie pojadę na 100 procent, ale jednocześnie byłem przekonany, biorąc poprawkę na to, jak dobrze znam swój organizm, że dam radę.

W niedzielny poranek, 17 czerwca około godziny 7 rano obudził mnie śpiew ptaków i to czego się obawiałem, promienie słońca, które były zwiastunek upalnego poranka. Jak się później okazało, na szczęście dla mnie oraz innych, myliłem się. Mimo to musiałem spróbować swoich sił. Miałem ogromne wsparcie, żony, rodziny oraz kolegów i koleżanek z pracy. Wiedziałem co mnie czeka, bo był to już mój trzeci udział w tej imprezie. Przez kilka dni spędzonych w Karpaczu odpoczywałem i delikatnie sprawdzałem, jak sprawuje się noga. Było nieźle.

Pół godziny przed startem zdawało mi się, że byłem gotów. Miałem za sobą rozjazd i rozciąganie. Ustawiłem się na końcu stawki w obawie, że narzucone zostanie przewyższające moje możliwości tempo, choć rozsądek podpowiadał mi, że niestety będę musiał większość z uczestników wyprzedzić... Część z nas stała w "rowerowych zbrojach" i kaskach w pełnym słońcu. Grzaliśmy się jak Krzyżacy pod Grunwaldem w 1410. Było bardzo słonecznie, od czasu do czasu pojawiały się chmury przynoszące ukojenie.

Niosący się po centrum miasteczka i okolicznych lasach wystrzał dał sygnał do startu. Spokojnie ruszyliśmy, bowiem przez pierwsze kilkaset metrów było dosyć ciasno. Prawdziwe ściganie zaczęło się dopiero po wyjechaniu na główną ulicę Karpacza. O dziwo noga podawała, trzymałem swoje tempo, szybką kadencję. Przez całą drogę pilnowałem tętna, aby było równomierne. Wiedziałem, że tylko pewna symetria pozwoli mi osiągnąć cel.

Było tak, jak przewidywałem. Sukcesywnie wyprzedzałem swoich rywali. Wielu jednak widząc moje zachowanie podejmowało decyzję o ponownym wyprzedzeniu mnie, co w niektórych przypadkach okazywało się błędem, bowiem nieco na wyrost brali swoje umiejętności.

Kryzys? Mnie nie dopadł. Widziałem go w oczach rywali
Było tak, jak przewidywałem. Sukcesywnie wyprzedzałem innych zawodników. Wielu jednak widząc moje zachowanie podejmowało decyzję o ponownym wyprzedzeniu mnie, co w niektórych przypadkach okazywało się błędem, bowiem na wyrost brali swoje umiejętności.

Kryzys? Po raz pierwszy w ogóle się nim nie przejmowałem, bo wcale go nie było! Ważący 11 kg rower, 29-calowe koła oraz moje dobre przygotowanie robiły swoje. Metr po metrze pokonywałem trudną trasę na szczyt Śnieżki. Ja nie miałem chwili zwątpienia, ale widziałem osoby, które nie miały lekko. Zdaję sobie sprawę, że bardzo trudno pokonuje się trasę, która wiedzie pod stromą górę. Jednak gorsze od tego jest to, że trasa ta ciągnie się kilometrami. Naszym oczom ukazywał się niemający końca podjazd. Tak właśnie było w drodze na Dach Karkonoszy.

28. Uphill Race Śnieżka. Karpacz, 17 czerwca 2018. Cały wjazd:
Jeśli nadal wahacie się czy wstać z fotela i podjąć jakąkolwiek formę aktywności, to obejrzyjcie poniższy film.

Powinniście wiedzieć, że w Karkonoszach nie da się wjechać wyżej i dojechać dalej! Uphill Race Śnieżka to sprawdzian, na którym wiele osób już poległo, bowiem wyścig ten wymaga od uczestników ogromnej koncentracji i ducha walki. Meta tego morderczego i wymagającego wyścigu znajduje się dokładnie 1603 metry n.p.m., na szczycie Śnieżki.

Ruszasz w lecie, wjedziesz zimą
Ci, którzy podjęli wyzwanie, mieli świadomość, iż nie jest to prosta sprawa. Jeśli ktoś z was kiedykolwiek „wdrapywał” się na szczyt tej góry, to niech sobie teraz wyobrazi, że są śmiałkowie, którzy wjeżdżają tam na rowerach. W drodze na szczyt do pokonania są rozmaite trudności w postaci wyboistej, śliskiej nawierzchni i niekiedy silnego wiatru. Na starcie poza zawodnikami z kraju i Europy znalazło się także kilkunastu Lubuszan ze Świebodzina, Zielonej Góry, Nowej Soli, Skwierzyny czy Żar.

"Jeśli chcesz poczuć ból i lubisz jak pot zalewa Ci oczy – ten wyścig jest dla Ciebie. Jeśli chcesz podziwiać spektakularne widoki z grani Karkonoszy, jadąc w szpalerze wiwatujących kibiców – ten wyścig jest dla Ciebie. Jeśli chcesz wjechać tak daleko i wysoko, że dalej i wyżej się nie da – to właśnie wyścig dla Ciebie. Jeśli chcesz finiszować i czuć, że po prostu szybciej nie można i zaraz się zatrzymasz, choć dalej pedałujesz – to tym bardziej wyścig dla Ciebie." - Tak Uphill Race Śnieżka opisuje organizator i nie ma w tym przesady.

Bez przygotowania „zginiesz”
To prawdziwy sprawdzian wytrzymałościowy. Pokonując własne słabości uczestnicy są w stanie sprawdzić na co naprawdę ich stać. Jeśli chcesz poczuć ból, lubisz jak pot zalewa Ci oczy, podziwiać spektakularne widoki z Karkonoszy jadąc w szpalerze wiwatujących kibiców, wjechać tak daleko i wysoko, że dalej i wyżej się nie da, finiszować i czuć, że po prostu szybciej nie można i zaraz się zatrzymasz, choć dalej pedałujesz, to ten wyścig jest dla Ciebie. To najwyższa góra w Polsce, gdzie można wjechać rowerem. Wielu jednak zmuszonych jest wprowadzać swoje maszyny. W tym wyścigu trzeba być gotowym na wszystko, łącznie z tym, że wystartujesz w lecie, a na metę wjedziesz w zimie. Prawda jest taka, że jeśli się nie przygotowujesz, to będzie ci bardzo trudno ukończyć tę trasę. Wiem to z doświadczenia.

To najwyższą góra w Polsce, gdzie można wjechać rowerem. Wielu jednak zmuszonych jest wprowadzać swoje maszyny. "W tym wyścigu trzeba być gotowym na wszystko – łącznie z tym, że wystartujesz w lecie, a na metę wjedziesz w zimie" - informuje organizator. Prawda jest taka, że jeśli się nie przygotowujesz, to będzie ci bardzo trudno ukończyć tę trasę.

28. Uphill Race Śnieżka. Ok. 350 zawodników w wyścigu na szc...

Kiedy pokonywałem kolejne etapy Uphillu, widziałem ogromne zmęczenie na twarzach swoich rywali, bowiem liczący ponad 13 km podjazd jest niesamowitym wysiłkiem. Wielu z nich już prowadziło swoje rowery. Tak odpoczywali. Po kilkunastu-kilkuset metrach spaceru, ponownie próbowali wskakiwać na jednoślad i walczyć z górą.

W drodze na szczyt łączy się przyjemne z pożytecznym. Poza samym wyścigiem można podziwiać naprawdę piękne widoki. Można, ale nie każdemu jest to dane. Na tej wyboistej trasie wyłożonej kamieniami lepiej się nie dekoncentrować. W jednej chwili zmierzasz ku upragnionej mecie, a w drugiej możesz mieć bliski kontakt z podłożem. I wierzcie mi, widziałem kilka takich wypadków. Nie jest to nic przyjemnego i może skończyć się poważnymi stłuczeniami.

Wiatr może zwalać z rowerów
Im wyżej się znajdowaliśmy, tym chłodniej było. Wjeżdżając na szczyt trzeba mieć świadomość, że tam na górze, na wysokości powyżej 1000 metrów n.p.m. temperatura będzie o ok. 10 stopni niższa.

Kilkadziesiąt metrów przed szczytem Śnieżki słyszałem już doping żony i rodziny. Miałem jeszcze spore pokłady energii, więc dało mi to dodatkowego kopa. Noga dobrze podawała i warunki, a te potrafią być bezlitosne, sprzyjały. W 2017 roku podczas wyścigu wiało ponad 100 km/h. Tym razem na przedostatniej prostej wiał delikatny wiaterek, żona robiła zdjęcia, wszyscy dopingowali i włączyłem przyspieszenie wyprzedzając jeszcze pięć osób. Po wjeździe na szczyt nie czułem zmęczenia, była radość, euforia, uhonorowanie medalem i gratulacje. Ostatecznie zająłem 163 miejsce (open) i 27 w swojej kategorii. Mój czas to 01.25.41 i był poprawiony w stosunku do poprzedniego roku o ok. 13 minut. To moja nowa życiówka. I z tego jestem bardzo dumny.

Tegoroczne zawody wygrał Łukasz Derheld (Ase Trek Gdynia): 00:53:16, drugi był Wojciech Polcyn: 00:53:46 a trzeci Paweł Kwiatkowski (Fitstyle Team): 00:55:59. Pełne wyniki znajdziecie TUTAJ.

28. Uphill Race Śnieżka. Karpacz, 17 czerwca 2018. Cały wjazd:
Jeśli nadal wahacie się czy wstać z fotela i podjąć jakąkolwiek formę aktywności, to obejrzyjcie poniższy film.

Uprawiać sport i pokonywać własne słabości to niesamowite uczucie. Jeśli uważacie, że nie jest dane wam branie udziału w rywalizacji sportowej, to wcale nie musicie tego robić! Jeździjcie na rowerze, biegajcie, ćwiczcie na siłowni - trenujcie dla siebie! Zadbacie nie tylko o swoje dobre samopoczucie, ale także zdrowie! Kto wie, może za rok to właśnie z Tobą zobaczę się na starcie?

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Recepta na długowieczność? Wystarczy przestrzegać tych 5 zas...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.