Afera bananowa. Rafał Kamecki: "Sztuka konsumpcyjna"...

    Afera bananowa. Rafał Kamecki: "Sztuka konsumpcyjna" spełniła swoją rolę. Za prace Natalii LL kolekcjonerzy są gotowi zapłacić 40-50 tys. zł

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Czy są granice, których w sztuce przekraczać nie wolno? Jest granica, zawsze jest granica. To granica pewnego smaku, wyczucia - ona jest niewidzialna, wyznacza ją zarówno artysta, jak i kolekcjonerzy - mówi Rafał Kamecki, ekspert i kolekcjoner sztuki, właściciel Artinfo.pl
    Śledzi pan tak zwaną aferę bananową?
    Tak, śledzimy ją z dużym zainteresowaniem. Nas, ludzi z branży, takie historie z jednej strony ekscytują, z drugiej - zastanawiają. Zawsze takie decyzje, jaką podjął dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, są dość kontrowersyjne, zwłaszcza że podejmują je osoby związane ze sztuką, znające, z racji swojego wykształcenia, historię sztuki. Takie osoby wiedzą, że sztuka ma za zadanie być kontrowersyjną, ma prowokować pewne reakcje, zmuszać do myślenia. Taka jest rola sztuki.

    KOMENTARZ | DLACZEGO JEDZENIE BANANA PRZEZ BLONDYNKĘ JEST OBLEŚNE?



    Dla tych, którzy nie wiedzą: z Muzeum Narodowego zniknęły prace dwóch polskich artystek: „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL i „Pojawienie się Lou Salome” Katarzyny Kozyry. Okazało się, że decyzję o ich usunięciu, po wcześniejszej wizycie w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podjął dyrektor muzeum Jerzy Miziołek. Profesor tłumaczył się troską o wrażliwość polskiej młodzieży mogącej nie znieść widoku „gorszących” dzieł oraz tym, że „to jest Muzeum Narodowe i pewna tematyka z zakresu gender nie powinna być explicite pokazywana”. Te eksponaty wróciły na swoje miejsce, myślę, że pod naciskiem opinii publicznej. To, pana zdaniem, tak kontrowersyjne prace?
    Absolutnie nie! Powiem tylko, że prace Natalii LL pochodzą z lat 70. i lat 80., te konkretne z lat 70., czyli Natalia Lach-Lachowicz wpisała się już dawno w kanon historii sztuki. Trudno teraz, po tylu latach, negować tę sztukę czy się z nią nie zgadzać - ona już wrosła w naszą historię. Co więcej, Natalia LL właśnie zdobywa rynek zagraniczny.

    ZOBACZ TEŻ | JEDZENIE BANANÓW PRZED MUZEUM NARODOWYM. TŁUMY NA PROTEŚCIE W OBRONIE WOLNOŚCI ARTYSTYCZNEJ [ZDJĘCIA]



    Z tego co mi wiadomo, jej „Sztuka konsumpcyjna” byłą wystawiana w galeriach na całym świecie.
    Natalia LL jest znana za sprawą dwóch głównych cykli: „Sztuczna fotografia” i „Sztuka konsumpcyjna”, ta wystawa była związana właśnie ze „Sztuką konsumpcyjną”. W swoich pracach Natalia Lach-Lachowicz w sposób bardzo otwarty, erotyczny konsumuje pewne obiekty: to może być arbuz, banan, kiełbasa - z takimi przedmiotami robiła zdjęcia. Rynek światowy uznał Natalię LL za bardzo ważną i istotną artystkę sztuki awangardowej z Europy Środkowo-Wschodniej. Dodam tylko, że na ostatniej edycji Paris Photo w październiku zeszłego roku była indywidualna ekspozycja dotycząca Natalii LL. Bardzo rzadko się zdarza, że tak duże targi jak Paris Photo, jedyne, najważniejsze targi na świecie dotyczące fotografii, decydują się na to, aby jedna artystka miała swoją indywidualną ekspozycję. Jej prace kosztowały, to warto odnotować, 10-15 tys. euro, to duże kwoty jak na fotografię. Światowy rynek, światowi kolekcjonerzy są gotowi wydać takie pieniądze, aby mieć prace tak ważnej artystki. To samo dotyczy się Katarzyny Kozyry.
    W tym przypadku okazuje się, że ta wybitna sztuka spełniła swoją rolę, bo doprowadziła do tzw. afery bananowej
    Czy są jakieś granice, których w sztuce przekraczać nie wolno? Czy pan, będąc właścicielem galerii, nie wystawiłby jakichś prac?
    Jest granica, zawsze jest granica. To granica pewnego smaku, wyczucia - ona jest niewidzialna, wyznacza ją zarówno artysta, jak i kolekcjonerzy czy wręcz odbiorcy sztuki. Zdarza się, że artysta tę granicę przekroczy, wybierze dość niestosowny styl, wtedy pojawia się niesmak. Moim zdaniem, zarówno artysta jest świadomy, że tę granicę przekroczył, jak i odbiorcy czy kolekcjonerzy. Tego typu prace nie spotykają się z zainteresowaniem ani krytyków, ani marszandów, ani kuratorów. Bo choć ta granica nigdy nie zostałam ustalona, jest płynna, to jest w jakimś stopniu definiowalna. I tak się dzieje: jeśli ktoś zrobi coś absolutnie niestosowanego w sensie estetyki, w sensie piękna, to taki rodzaj sztuki natychmiast zostanie odebrany negatywnie i nie będzie się cieszył powodzeniem. W tym przypadku mówimy o sztuce, która została już i zaakceptowana i uznana, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Z naszego punktu wiedzenia, czyli portalu zajmującego się rynkiem aukcyjnym, ważna jest konstatacja: Natalia LL, jak również Katarzyna Kozyra, to najdrożej sprzedawane artystki polskie, jeśli chodzi o polski rynek fotografii kolekcjonerskiej. Poza pracami Witkacego wykonanymi jeszcze przed wojną, Natalia LL jest drugą polską artystką, jeśli chodzi o ceny uzyskiwane za swoje fotografie. Zarówno kolekcjonerzy, jak i środowisko krytyków uznaje ją za jedną z najwybitniejszych autorek prac feministycznych i awangardowych.

    ZOBACZ TEŻ | Jedli banany przeciwko cenzurze w Muzeum Narodowym


    Źródło: TVN 24



    W tym miejscu można by sobie zadać pytanie: co jest sztuką, a co nią nie jest?
    To pytanie o wspomnianą wyżej granicę, wszystko dzieje się w sferze wyczuwalnej. Tego nie da się wyznaczyć wyraźnymi granicami - nawet historia sztuki udowadnia, że rzeczy kontrowersyjne, uznane za niegodne czy niewłaściwe po wielu, wielu latach stają się wręcz kanonem sztuki. Twórczość chociażby Marcela Duchampa, prace Vincenta van Gogha, innych mistrzów w swoim czasie nie były absolutnie uznawane za sztukę, wręcz obrażane tylko dlatego, że nie pasowały do danego czasu. Po latach okazywało się, że tak mocno wyprzedzały moment, w którym powstawały, że zostały uznane za arcydzieła. Ich autorzy są dzisiaj oceniani jako geniusze sztuki.
    1 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Jesienne wycieczki z atrakcjami pociągami POLREGIO

    Jesienne wycieczki z atrakcjami pociągami POLREGIO

    Bajkowy spektakl baletowy „Śpiąca królewna” w Zielonej Górze. To trzeba zobaczyć!

    Bajkowy spektakl baletowy „Śpiąca królewna” w Zielonej Górze. To trzeba zobaczyć!

    Żabi dwór - miejsce z duszą

    Żabi dwór - miejsce z duszą