"Afera gruntowa" w Nowym Miasteczku?

(pif)
- Pięć lat temu odkryłam, że ta ziemia nie jest moja. Zszokowana pobiegłam do burmistrza i powiedziałam, że chcę kupić ten kawałek. On się zgodził, ale potem przedłużał, kręcił i ostatecznie nic z tego nie wyszło - opowiada J. Zawiślak-Mendaluk.
- Pięć lat temu odkryłam, że ta ziemia nie jest moja. Zszokowana pobiegłam do burmistrza i powiedziałam, że chcę kupić ten kawałek. On się zgodził, ale potem przedłużał, kręcił i ostatecznie nic z tego nie wyszło - opowiada J. Zawiślak-Mendaluk. Filip Pobihuszka
Przewodnicząca rady pięć lat temu odkryła, że jej ziemia, która sąsiaduje z gminnym przedszkolem przy ul. Lipowej w Nowym Miasteczku... nie jest jej. Od tamtej pory dyrektor Zespołu Szkół, wraz z burmistrzem Wiesławem Szkondziakiem, próbują "wyszarpać" sporny pas ziemi od Joanny Zawiślak-Mendaluk.

Aby jednak poznać genezę wspomnianej kłótni o "miedzę" dzwonimy bezpośrednio do pani przewodniczącej.

- Mój ojciec kupił ten teren w 1975 roku. Wybudował tam dom, a działkę ogrodził. Tyle, że zrobił to źle - tłumaczy. - Czy zrobił to celowo, czy nie... Tego nie wiem. W każdym razie przepisał mi tę ziemię, jak skończyłam osiemnaście lat - opowiada radna. - Przez cały ten czas zajmowałam się tym gruntem, sprzątałam tam. No i jakieś pięć lat temu odkryłam, że ta ziemia nie jest moja. Zszokowana pobiegłam do burmistrza i powiedziałam, że chcę kupić ten kawałek. On się zgodził, ale potem przedłużał, kręcił i ostatecznie nic z tego nie wyszło - mówi J. Zawiślak-Mendaluk.

Przedszkole w Nowym Miasteczku od jakiegoś czasu znajduje się w strukturach Zespołu Szkoły, stąd nasz telefon do dyrektora placówki, Sławomira Kopyciela. - Jak rozpoczęliśmy remont przedszkola, to zaraz wyszły na jaw jakieś formalne niezgodności. Odkryłem, że coś jest nie tak, jak tylko wziąłem dokumenty z geodezji - opowiada. - Inaczej wyglądało to w papierach, a inaczej w rzeczywistości. Bo według dokumentów mamy ten odcinek ziemi, a tak naprawdę jest on ogrodzony płotem - tłumaczy dyrektor. - W grę wchodzi pas długi na jakieś 30 metrów i szeroki na sześć, siedem (według przewodniczącej, wymiary spornej ziemi to mniej więcej 17 na 3 metry - dop. red). Spokojnie moglibyśmy tam sobie postawić jakieś wiaty i chować w nich sprzęt - argumentuje S. Kopyciel. - Skierowałem sprawę do sądu, by odzyskać tą działkę na drodze cywilnej - dodaje.

**Więcej o sprawie przeczytasz w sobotnio-niedzielnym "Tygodniku Nowej Soli", który otrzymasz 29 marca z "Gazetą Lubuską".
Zobacz też:

Szok! Kupujesz jedzenie? Sprawdzaj daty. Ponad 70 proc. produktów przeterminowanych!Lokalny portal przedsiębiorców

**

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie