Akademicy wrócili na tarczy, Zawisza i Orion zwycięskie

Przemysław Piotrowski
Damian Lisiecki (w ataku) z AZS-u UAM-u był prawie bezbłędny. Prób ują go zatrzymać Wojciech Lis (w środku) i Jakub Kowalczyk
Damian Lisiecki (w ataku) z AZS-u UAM-u był prawie bezbłędny. Prób ują go zatrzymać Wojciech Lis (w środku) i Jakub Kowalczyk fot. Tomasz Gawałkiewicz
Niestety, marzenia o awansie do pierwszej ligi prysły jak bańka mydlana w Poznaniu, gdzie akademicy ulegli trzeci raz AZS-owi UAM-owi. Nastroje odrobinkę poprawiły ekipy z Sulechowa, które wygrały w walce o utrzymanie.

AZS UAM POZNAŃ - AZS UZ ZIELONA GÓRA 3:2 (25:19, 20:25, 23:25, 25:17, 15:8)

AZS UZ: Klucznik, Mariaskin, Przyborowski, Lis, Borkowski, Kowalczyk, Odwarzny (libero) oraz Zasowski, Świerzewski, Gwadera, Matuszewski, Paluch.

Pozostał
tylko żal

Czy wygranie finału grupy z AZS-em UAM-em Poznań jest jeszcze możliwe? To pytanie zadawali sobie chyba wszyscy kibice zielonogórskich akademików, którzy przegrywali z przeciwnikami w rywalizacji do trzech zwycięstw 0:2. Niestety, po wyprawie do stolicy Wielkopolski pozostał tylko smutek i żal.

Spuszczone głowy, minorowe nastroje i wielka sportowa złość - tak wyglądali i to czuli zielonogórzanie po trzecim przegranym meczu w Poznaniu. Co gorsza, znów 2:3, choć prowadzili już 2:1. Czego zabrakło? - Doświadczenia i odrobiny szczęścia - ocenił trener naszych Tomasz Paluch. - Walczyliśmy, ale rywale okazali się ciut lepsi.

Kto najbardziej zawiódł? Chyba wszyscy zaprezentowali się słabiej, a z tej ekipy możemy wyróżnić tylko Wojciecha Lisa, który dwoił się i troił, ale bez wsparcia kolegów nie był w stanie wygrać spotkania w pojedynkę. Lider z prawdziwego zdarzenia wziął ciężar na własne barki, ale to nie wystarczyło. Z Poznania akademicy wrócili smutni, a wielki balon zwany "awans", pękł jak mydlana bańka.

CZARNI PRUSZCZ GD. - ORION SULECHÓW 3:1 (25:18, 23:25, 25:22, 27:29) i 0:3 (25:27, 28:30, 22:25)

ORION: Janusz, Olejniczak, Lickindorf, Bilon, Pudzianowski, Gańko, Baumgarten (libero) oraz Myślicki, Kołodziński, Napieralski.

Zrobili swoje

Orion Sulechów potrzebował tylko jednego zwycięstwa z Czarnymi w Pruszcz Gd., aby wyjść z opresji i oddalić widmo spadku. Co prawda przegrał pierwszy mecz, ale w drugim był już bezwzględny.

- W sobotnim meczu gospodarzom wychodziło wszystko - mówił trener sulechowian Marcin Bilon. - Mieli dwóch zawodników, którzy mieli po prostu dzień konia. Nie mogliśmy ich w żaden sposób zatrzymać.
Rzeczywiście. Orion prezentował się słabo. Ponad 20 niewymuszonych błędów to wynik poniżej krytyki.

Na szczęście, prowadząc w walce do trzech zwycięstw 2:0, nasi mogli pozwolić sobie na słabszy dzień.
W niedzielę Orion odzyskał blask, grał równo, solidnie, a absolutnie wyróżniającym się w jego składzie był kapitan Jakub Pudzianowski, który wziął ciężar na własne barki i zluzlował trochę kolegów z zespołu. W pierwszym secie nasi triumfowali na przewagi, ale w drugim jakby stanęli. Przegrywali już 6:13, ale wtedy Bilon wziął czas, powiedział podopiecznym kilka gorzkich słów, które wzięli sobie do serca. Szło im tak dobrze, że trener gospodarzy pokłócił się z arbitrem, którego decyzje uznawał za niesłuszne.

Ostatecznie nasi zwyciężyli, a w trzecim dobili rywali. Co ciekawe, ostatni punkt sędzia przyznał naszym za darmo, bo jeden z rywali kopnął w nerwach piłkę, a arbiter potraktował to jako niesportowe zachowanie. Ten triumf dał sulechowianom oddech, ale ostatnie starcie o utrzymanie stoczą z barażu z trzecioligowym Sobieskim Żagań.

ZAWISZA SULECHÓW - CALISIA KALISZ 3:2 (19:25, 23:25, 25:20, 25:16, 15:11) i 3:0 (25:12, 25:11, 26:24)

ZAWISZA: Bielińska, Nowicka, Guzowska, Witkowska, Klatt, Gruchot, Chodorowska (libero) oraz Kowalska (tylko w niedzielę), Kędziora, Bugajak, Lubera, Nowak (tylko w niedzielę).

Brawo!
Za ambicję

Zawiszanki przegrały dwa pierwsze spotkania w Kaliszu, więc aby marzyć o utrzymaniu, musiały w Sulechowie oba zwyciężyć. Wykonały zadanie.

W pierwszym meczu zaważyła ambicja, której naszym dziewczynom na pewno odmówić nie można. Pierwszy mecz wyjątkowo nie układał się po ich myśli, wyszły na parkiet sparaliżowane, przegrywały już 0:2, ale podniosły się. Kolejne trzy partie walczyły, dawały z siebie wszystko i można powiedzieć, że "wróciły z dalekiej podróży". Wielkie brawa za ambicję, upór i serce.

Ta przemiana pozwoliła im uwierzyć w siebie i dzień później zagrały wspaniale. Wyniki do 12 i 11 w dwóch pierwszych setach mówią same za siebie. To był koncert, choć nutka fałszu pojawiła się w trzeciej odsłonie, gdy rywalki odskoczyły już na 20:15. Ale co to dla naszych dziewczyn! Znów pokazały, że w Sulechowie rządzi Zawisza. - Pokazały charakter, walkę i wielką ambicję. Jeśli zagrają tak w środę w Kaliszu, to o wynik się nie obawiam - ocenił trener Jarosław Łukaszkiewicz.

W spotkaniu o I miejsce (do trzech zwycięstw): Joker Mekro Świecie - KS Murowana Goślina 3:1 i 2:3 - stan rywalizacji 1:3.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie