[ALEKSANDRA BOĆKOWSKA] [KSIĘŻYC Z PEWEKSU] Nawet na Titanicu bawiono się do końca

Aleksandra Boćkowska
Aleksandra Boćkowska "Księżyc z Peweksu. Luksus w PRL", Wydawnictwo Czarne Materiały prasowe
W PRL królowały puste półki w sklepach, ludzie gnieździli się w małych mieszkankach. Luksusy owszem były, ale nie dla wszystkich - pisze Aleksandra Boćkowska.

Stali jeden przy drugim, potupując. Na głowach hełmy z osłonami, przy boku pałki i broń - pisał Tadeusz Mazowiecki. - Przy zgaszonym świetle obserwowaliśmy się wzajemnie - my z hotelu, oni z zewnątrz. To, co widzieliśmy, nie było do pojęcia. Było nas w hotelu może 30-40 osób. […] Do mojego pokoju przyszło kilkanaście osób. Siedzieliśmy przy świetle, czekając na rozwój akcji. Od pierwszej chwili instynktownie chcieliśmy być razem. […] Próbowaliśmy rozmawiać18.

Karol Modzelewski:

Zajrzałem piętro wyżej do obszernego pokoju Tadeusza Mazowieckiego. Zastałem tam poza gospodarzem spore grono kolegów, którzy z powagą dyskutowali, co też może oznaczać otoczenie hotelu przez ZOMO. Zapytałem, czy ktoś chce wziąć prysznic. Spojrzeli na mnie okrągłymi ze zdumienia oczami i zaprzeczyli. „To może ja” - powiedziałem i wszedłem do łazienki. Nie zachowałem się ładnie wobec kolegów. Z nich wszystkich tylko ja znałem regulamin więzienny i wiedziałem, że łaźnia jest raz na tydzień. Zdążyłem wziąć prysznic, zanim do pokoju weszło ZOMO19.

Mazowiecki:

Po trzeciej nastąpiło krótkie ostre pukanie do drzwi pokoju i bez czekania na odpowiedź - wejście. Nie umiem już odtworzyć sobie, ilu ich było. W każdym razie w pokoju zaroiło się od umundurowanych, uzbrojonych ludzi, którzy objęli nas kołem i otoczyli. Zjawiło się też kilku cywilnych, z których jeden robił wrażenie wydającego polecenia. Wykonywane czynności wydawały się absurdalne i gdyby nie cała groza sytuacji, byłyby śmieszne: otwieranie szafy, szuflad, balkonu, zaglądanie pod łóżka. Padło nawet bodajże pytanie, czy ktoś nie ma broni. Pytań i słów było w ogóle niewiele. […] Po kolei kazano wychodzić kolegom mieszkającym w innych pokojach. Za każdym udawał się jeden lub dwóch milicjantów, których tłum stał oprócz tego w korytarzu. […]

CZYTAJ TAKŻE: Bąbelki i socjalizm z ludzką twarzą: Pepsi-cola w PRL

Zostaliśmy ostatecznie w pokoju - najpierw we trzech: Janek Strzelecki, Krzysztof Wyszkowski i ja, a później już tylko we dwóch, po wyprowadzeniu Janka. I czterech czy pięciu wyprężonych nieruchomo ludzi, którzy nas pilnowali. Co chwila ktoś wchodził lub wychodził, coś sprawdzał. Wzięto od nas dowody osobiste i najpierw mnie oświadczono, żebym zabrał swoje rzeczy. Pożegnałem się krótko uściskiem dłoni z Krzysztofem. Założono mi kajdanki, a gruby, wysoki, barczysty milicjant wziął moją torbę i lekko jakby za rękę mnie podtrzymując, skierował na korytarz ku wyjściu. Tu stali jeden przy drugim uzbrojeni w hełmy wraz z zasłonami, pałki i broń. Im bliżej schodów, tym było ich coraz więcej, coraz gęściej. Szedłem tym szpalerem równo i spokojnie, czułem na sobie ich wzrok20.

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 w sopockim Grand Hotelu zatrzymano dwudziestu pięciu członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, która od piątku obradowała w Gdańsku.

W Trójmieście jest akurat wicedyrektor Victorii Marek Stopczyk. W sobotę był na zjeździe kajakarzy - hobbystycznie spływał Dunajcem, na niedzielę zaplanował spotkanie z gdańskimi hotelarzami, bo poza tym, że jest wicedyrektorem w Warszawie, jest też prezesem Polskiego Zrzeszenia Hoteli Turystycznych.

Na razie śpi w gdańskim Monopolu, trochę po imprezie, bo kajakarzy zaszczycił przewodniczący Jugosłowiańskiego Komitetu Olimpijskiego. Wtem pukanie do drzwi:

- Marek, otwieraj, stan wojenny!

Stopczyk sądzi, że kolega przesadził z piciem, ale nie. Bladzi kajakarze w piżamach siedzą w czyimś apartamencie. Wiedzą już, że parę godzin wcześniej ZOMO zgarnęło stąd, tak samo jak z Grandu, delegatów Solidarności. W telewizji zaraz zacznie się przemówienie generała Jaruzelskiego.
Dyrektor jedzie jednak na spotkanie z hotelarzami, w Sopocie oczywiście pusto. Wypija na molo parę małpek z kolegą i wraca do Warszawy.

W Victorii trzeba ostrożnie. Bo tu goście z zagranicy, co gorsza - dziennikarze z zachodnich gazet, nie można zamknąć hotelu. Ale dobrze ograniczyć widok na plac Zwycięstwa, nie wiadomo, co się może wydarzyć.

- Władza musiała być pragmatyczna - wspomina ówczesny wicedyrektor Maciej Grelowski. - Zakazała jedynie filmowania z okien. Jako tłumacz chodziłem od pokoju do pokoju i prosiłem, by nie otwierać okien, nie kręcić żadnych scen. Poza tym nie czuło się u nas, że dzieje się coś wyjątkowego.

Pod koniec stanu wojennego Grelowski namawia Wacława Kisielewskiego - połowę duetu Marek i Wacek - by zagrał koncert w Victorii. Spotykają się czasem w Zielonym Barku, coś pijają, trochę się przyjaźnią. Kisielewski stawia warunek: fortepian.

Grelowski zna wszystkich, więc na jego prośbę wiceminister kultury wydaje Filharmonii Narodowej nakaz, żeby pożyczyła.

Dyrektor Filharmonii przerażony.

- Proszę uważać, bo jeśli fortepian ulegnie uszkodzeniu, to nie będzie najbliższego Konkursu Chopinowskiego!

Tysiąc zezwoleń, tona papierów, wreszcie Kisielewski gra koncert. Sala pełna, panie w średnim wieku i panowie w średniej randze. Przerwa, owacja, po przerwie pianista wstaje.

CZYTAJ TAKŻE: Bąbelki i socjalizm z ludzką twarzą: Pepsi-cola w PRL

- A teraz zagramy dla tych, którzy siedzą w więzieniach, obozach internowania, są gnębieni przez komunistów.

Grają motyw z Polskich dróg. Wiwaty, fantastycznie.

- Dla nas koncert zaczął się następnego dnia, kiedy wszyscy palanci wrócili do swoich urzędów i zaczęli skarżyć - opowiada Grelowski.

Najpierw wzywa go dyrektor, że koncert podobno bez pozwolenia. Na szczęście tona papieru zaświadcza, że legalnie. Wkracza ZAiKS, bo - kto wie, może nie odprowadzono tantiem? Utwory jednak w większości były klasyczne, wyłączone z prawa autorskiego. Oprócz Polskich dróg. Kończy się łagodnie - karą za nielegalne zagranie motywu z filmu. Finansową.

Tomasz Rzeszut w Kasprowym dostał dwadzieścia cztery godziny na opróżnienie hotelu.

- Strefa przygraniczna, nie było o czym mówić.

Kasprowy stał pusty mniej więcej do lutego, potem zaczął przyjmować pracowników Orbisu na wczasy. Po kosztach, ale odżył. Aż zaczęli się zjeżdżać: gumiarze z Poznania, przemytnicy z Trójmiasta, krawcy z Wrocławia, rzemieślnicy z Warszawy, z Łodzi kupa ludzi. Panowie tego miasta i kraju. Podobno niżej szynszyli damy na Krupówkach w ogóle się nie poka­zywały.

W. - ten, który kanadyjskie dolary pomnożył, produkując sztuczne kwiaty - robił już wówczas w galanterii do włosów. Spinki, opaski, tego typu rzeczy. Szybko się zorientował, że stan wojenny oznacza duże problemy z benzyną, więc kupił golfa diesla. Kiedy tylko można się było ruszyć, zapakował rodzinę do auta i pojechali do Zakopanego. Andrzej Mogielnicki, autor tekstów wielkich wówczas przebojów, bawił w Zakopanem z Elż­bietą i Januszem Krukami z zespołu 2 plus 1. Mieszkali gdzie indziej, ale do Kasprowego wpadali podjeść.
- Kobiety w etolach i norkach, obwieszone biżuterią. Faceci z porządnymi zegarkami. Ekstrakt pieniędzy PRL - wspomina. - Wyglądało to tak, jakby cała polska prywatna inicjatywa została uwięziona w Kasprowym.

Pękał ze śmiechu, gdy ich podsłuchiwał.

- Kaziu, jak to, dlaczego tego nie załatwiłeś? Ciągle siedzimy w Kasprowym! - grymasiły one.

- Przyjdzie wojsko i nas ograbią - przeczuwali oni.

- W kraju internują ludzi, kilkanaście tysięcy siedzi w więzieniach - wtrącał Mogielnicki.

- Panie, ale nam niestarannie góralka sprząta - słyszał w odpowiedzi.

Pili na potęgę w straceńczej atmosferze. W końcu ktoś rzucił hasło:

- I na Titanicu bawili się do końca!

CZYTAJ TAKŻE: Bąbelki i socjalizm z ludzką twarzą: Pepsi-cola w PRL

Więc się zaczęło. Narty, kuligi, kiełbaski, baseny, bankiety, drinki. Miało trwać dwa tygodnie, ale w Warszawie ciągle zastój, koksowniki na ulicach, nie ma po co wracać. Zatem tylko kierowca wsiadał czasem w golfa i przywoził z domu pajdę pieniędzy w reklamówce. I znów narty, kuligi, kiełbaski, bankiety, drinki, baseny, tak przez trzy miesiące.

- Nikt się nie czuł zmęczony, fajne, intensywne życie - mówi W. - Najpiękniejszy okres zabawy, nigdy to się już nie powtórzyło.

Aleksandra Boćkowska "Księżyc z Peweksu. Luksus w PRL", Wydawnictwo Czarne Materiały prasowe

Wideo

Materiał oryginalny: [ALEKSANDRA BOĆKOWSKA] [KSIĘŻYC Z PEWEKSU] Nawet na Titanicu bawiono się do końca - Polska Times

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

JAK PARTYJNYM KOLEGOM WSZYSTKICH OPCJI NIEZBYT PODOBA SIĘ WSZYSTKO CO WYCZYNIAJĄ KRYSZTAŁOWI PRZYWÓDCY I NIEMRAWO LIŻĄ ICH TYŁKI, TO WYPIERPAPIER . PODOBNIE W INNYCH DZIEDZINACH. CZYSTKI ZA CZYSTKAMI. KOMUCHY TO BYŁY WREDNE, PILNOWAŁY SWOJEJ PARTYJNEJ LINII I BY PRYWATA NIE PODSKAKIWAŁA.

G
Gość

dewastują kraj. a Polska była jeszcze na kolanach po wojnie, zostawiona przez super sojuszników kolejny raz i szarpana przez imperialistów sankcjami, lichwiarskimi pożyczkami bo nowa władza pozabierała majątki kapitalistycznych wyzyskiwaczy. i socjalizm by dorósł, gdyby nie trzeba było ciągle pilnować jedynych słusznych którym marzyły się takie bandyckie czasy jak dziś. coście "wywalczyli" dla robotników ? wolne niedziele? a może równy podział majątku PRL ? to może kupę kamieni ? i owszem, to tak. z gratisami ! niewolnictwo bezrobocie, wyrzucanie z mieszkań, grabież, afery i sprzedaż kraju byłym wojennym oprawcom. zabraliście nawet emerytury zwykłym ludziom żadnym ubeckim psycholom. tyle wywalczyliście. aż duma rozpiera od solidarnej idei.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3