Ambicja ponad wszystko

DANUTA KULESZYŃSKA
Izabela Palewska jest krawcową. I szwaczką. Tak zapisano na świadectwie szkolnym, gdy 14 lat temu opuszczała mury zawodówki.

- Ale krawcową nigdy nie byłam! - tłumaczy nerwowo. - Nawet przez jeden dzień! Ani szwaczką żadną. Już dawno zapomniałam, jak szyje się na maszynie.
Teraz pani Iza powinna sobie wszystko przypomnieć. Dlaczego? Bo jako bezrobotna otrzymała z urzędu pracy skierowanie do zakładu krawieckiego. Na krawcową. Ale przypomnieć sobie niczego nie chce. Dlaczego? Bo sześć lat temu skończyła policealne studium. I zdobyła fach specjalisty do spraw marketingu i biznesu. - To mój ostatni zawód i w nim powinnam znaleźć zatrudnienie - dodaje.
Ale urząd pracy nowego fachu I. Palewskiej nie wziął pod uwagę. Gdy odmówiła przejścia na krawiectwo, odebrał jej status bezrobotnej. Na trzy miesiące. Co się za tym kryje? Ano to, że na ten okres samotna matka z 12-letnią córką zostały pozbawione praw do ubezpieczenia. - Co będzie, gdy któraś z nas zachoruje? - martwi się kobieta. - Nie mam pracy, pieniędzy... Nie stać mnie na prywatne wizyty u lekarzy. A moja córka choruje dość często!

Ambicja ponad wszystko

Pani Izabela w swoim życiu była już ekspedientką. Przez trzy lata. Potem w jednej z firm składała obicia na meble. - Odeszłam, bo ostatnio właściciel płacił nam po 350 zł. A ja mam ambicje i za takie pieniądze harować po osiem godzin dziennie nie będę - wyjaśnia.
I. Palewska zarejestrowała się w powiatowym urzędzie pracy. W dokumentach musiała wykazać wszystkie szkoły i kursy jakie do tej pory skończyła. Wykazała, że jest absolwentką zawodówki o specjalności krawiec-szwaczka. - Byłam w szoku, jak mnie potraktowano. Bez żadnych wyjaśnień od razu dostałam skierowanie do Barteksu. Ale odmówiłam przyjęcia tej pracy. Bo krawcową nie chcę być!
- Dlaczego? Przecież ma pani córkę na wychowaniu, z czego będziecie żyły?
- Z alimentów. A potem założę jakąś własną działalność. Do Barteksu nie pójdę, bo wiem co tam kobiety przeżywają.

Trudno zrozumieć

Wioletta Tybiszewska, dyrektorka PUP nie może zrozumieć jednego: dlaczego przy tak dużym bezrobociu, tyle osób nie chce pracować.
- Gdybym miała dziecko na wychowaniu, bez zastanowienia wzięłabym każdą robotę - argumentuje. - Tym bardziej, że Barteks oferuje przyuczenie do zawodu. Więc ta pani mogłaby sobie przypomnieć to, czego nauczyła się w szkole. A skoro odmówiła pracy, musi za to ponieść konsekwencje. Takie są przepisy.
Starosta Zenon Rzyski rozumie trudną sytuację w jakiej znalazła się młoda kobieta. Ale zrozumieć nie potrafi jej postawy. I postawy wielu innych osób. - W powiecie mamy osiem tysięcy bezrobotnych - mówi. - Firmy szukają ludzi, a chętnych do pracy nie ma. Powiatowy urząd ma aż 300 ofert, z których nikt nie chce skorzystać!
Starosta wymienia: zakład włókienniczy Bob poszukuje dziewiarzy, mechaników maszyn, pracowników transportu...Zatrudnić może w sumie 100 osób, które w razie potrzeby przeszkoli. Każdą ilość krawcowych przyjmie Barteks. Nowy market potrzebuje sprzedawców...
- Kierujemy bezrobotnych do pracy, a oni wracają z zaświadczeniami lekarskimi, że w tym zawodzie pracować nie mogą - dodaje dyrektor Tybiszewska. - Więc ja tu czegoś nie rozumiem.
I. Palewska decyzję urzędu zaskarżyć może do wojewody lubuskiego. Gdy za trzy miesiące przyjdzie zarejestrować się jako bezrobotna, otrzyma inną ofertę pracy. - Żeby nie wyglądało, iż szykanujemy osobę - dodaje dyrektorka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.