Andrzej Niedzielan: Robert Lewandowski nie musi odchodzić z Bayernu, żeby spełnić swoje marzenia [ROZMOWA]

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Fot. Mikolaj Suchan / Polskapres
- Nie wydaje mi się, żeby Robert musiał koniecznie szukać szczęścia na przykład w Madrycie, skoro wciąż ma szanse spełnić wszystkie swoje marzenia w Monachium - uważa Andrzej Niedzielan. Z byłym reprezentantem Polski, dziś piłkarskim ekspertem ekspertem Polsatu rozmawiamy również o szansach Bayernu na wygranie Ligi Mistrzów, PKO Ekstraklasie, kandydatach do mistrzostwa i spadku, coraz trudniejszej sytuacji Krzysztofa Piątka w Hercie Berlin, a także o tym co usłyszał niedawno od Leo Beenhakkera.

Ten wywiad ukaże się po meczu Wisły z Legią, ale nie mogę o niego nie zapytać. Trener Legii Aleksandar Vuković powiedział w piątek, że bez względu na wszystko mecz z Wisłą zawsze będzie dla niego hitem.
Zgadzam się z Vuko, moim serdecznym kolegą. Co prawda Legia jest [rozmawialiśmy 5 czerwca – red.] zdecydowanym faworytem i wiadomo, że Wisła ma swoje problemy. Taki mecz jest jednak jak derby, a pamiętam jak to bywało w Krakowie. Nawet jak Wisła biła się o mistrzostwo, a Cracovia broniła przed spadkiem, to jak przychodziło do derbów mecze były na styku. Dla mnie starcia Wisły z Legią to takie derby Polski, mecze o bardzo dużej randze. Vuković doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo wiele takich derbów rozegrał jeszcze jako zawodnik. Wisła może być groźna nawet jeśli jest w tym momencie w kryzysie, bo zaraz po wznowieniu rozgrywek dostała „czwórkę” od Piasta Gliwice. Nie można jej lekceważyć, nawet jeśli zagra przy pustych trybunach...

Czytaj także

Atut własnego boiska mocno chyba traci znaczenie w takich okolicznościach?
To na pewno piłkarzom nie pomaga. Jeżeli ktoś mówi, że to nie ma znaczenia czy gramy z kibicami czy bez, to chyba nie bardzo wie co mówi. To ma ogromne znaczenie, bo – zwłaszcza w takich meczach – kibice są dwunastym zawodnikiem. Drużynie może nie iść, może mieć słabszy okres, ale jak trybuny rykną, to piłkarze potrafią wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.

Bez względu na wynik meczu w Krakowie można chyba zaryzykować stwierdzenie, że kwestia mistrzowskiego tytułu znów rozstrzygnie się pomiędzy Legią i Piastem?
Wydaje mi się, że – z całym szacunkiem dla Piasta i trenera Fornalika, którego bardzo cenię – tym razem mistrzem będzie Legia. Co prawda Piast ma swoje atuty i dobrze prezentuje się po powrocie na boiska. Dwa mecze, dwa zwycięstwa...

Przed zawieszeniem rozgrywek ograł Legię w Warszawie…
Dokładnie. Jednak przewaga punktowa Legii jest na tyle duża, a ekipa Vukovicia ma tyle jakości w zespole. Nie wyjdę przed szereg jeśli powiem, że tym razem raczej nie da się wyprzedzić na finiszu.

Na dole tabeli dramatyczna robi się sytuacja ŁKS-u.
To prawda. Po porażce z Piastem nieciekawa robi się również sytuacja Korony. Wisła, gdyby przegrała w niedzielę, również miałaby problem. Tam z kolei dużo się jeszcze może wydarzyć. Jeżeli chodzi o ŁKS, to w Łodzi zmienili trenera i w pierwszym meczu po kwarantannie ich gra wyglądała lepiej. Nawet sam Wojciech Stawowy przyznał jednak, że graniem do boków i do tyłu daleko się nie zajdzie. Trzeba zagrać odważniej. Tym bardziej, że oni nie mają już nic do stracenia. Jeśli szybko nie zmienią podejścia, to szanse na utrzymanie mają znikome. Przedostatnia w tabeli Arka Gdynia zmieniła nie tylko trenera, ale również właścicieli. Za wcześnie, by oceniać pracę Ireneusza Mamrota, ale w meczu z Lechią widać było, że ten zespół mentalnie wstał z kolan. Ja bym Arki jeszcze nie skreślał…

Wracając do kibiców, a raczej ich braku? Jak się Pan zapatruje na pomysły, by wspierać piłkarzy dopingiem puszczanym z głośników. Na razie jest to w Polsce zabronione, a Cracovia dostała nawet za to karę, ale…
Niektórzy mówią, że to głupi pomysł, ale ja się z nimi nie zgadzam. Piłka nożna wzbudza emocje, a doping jest potrzebny, nawet jeśli będzie sztuczny. Odgłosy trybun napędzają piłkarzy, z punktu widzenia kibica przed telewizorem również są ważne. Wystarczy porównać – bo mamy taką opcję – jak się obecnie ogląda mecze Bundesligi bez dopingu, albo z dogranym dopingiem. Ja mimo tego, że widzę puste trybuny, to jednak czuję się jakbym oglądał „prawdziwy” mecz. Taki sztuczny doping to fajna sprawa. Pod warunkiem tylko, że nie będzie generował zbyt wielu negatywnych emocji.

No i chyba lepiej jest jeśli kibice nie słyszą co piłkarze mówią do siebie na boisku…
(śmiech) Zdecydowanie. Piłkarze są przyzwyczajeni do tego, że porozumiewają się w trakcie meczu krótkim i ogólnie zrozumiałymi zwrotami. Nie są czasem zbyt parlamentarne, ale nie jesteśmy przecież w parlamencie, tylko na boisku, a w ferworze walki, w emocjach, człowiek czasem nie przebiera w słowach. Kibice, zwłaszcza dzieci, niekoniecznie chcą poznawać swojego idola od tej strony.

Wspomniał Pan o Bundeslidze, w której również sporo dzieje się ciekawych rzeczy z udziałem naszych piłkarzy. Robert Lewandowski śrubuje strzelecki rekord, za to Krzysztof Piątek znów zaczął mecz [z Borussią Dortmund – red.] na ławce, a po wejściu na boisko wyróżnił się w zasadzie tylko to faulem, po którym dostał żółtą kartkę.
Może za wcześnie na kategoryczne wnioski, ale można mieć wątpliwości czy Piątek dobrze wybrał przechodząc z Milanu do Herthy. Wszyscy znamy okoliczności tego transferu – przekonał go do niego Juergen Klinsmann, który zaraz potem powiedział wszystkim: „to na razie, bawcie się dalej beze mnie”. Uważam, że zachował się bardzo nie w porządku w stosunku do Krzyśka, bo przecież on mówił głośno, że decyduje się na ten transfer właśnie ze względu na Klinsmanna, który pokazał jak wyobraża sobie ścieżkę rozwoju Piątka, jak będą grać, na co będą stawiać. Krzysiek się na to zgodził...

I teraz ma problem...
Nie da się ukryć, że Klinsmann wsadził go trochę na minę, bo Hertha zapłaciła za Krzyśka sporo pieniędzy i wszyscy w Berlinie liczyli, że te 32 mln euro szybko się zwrócą. Ponadto o ile Bundesliga nie odstaje poziomem od Seria go A, o tyle Milan – przy wszystkich swoich problemach – nadal jest bardziej uznaną marką niż Hertha. Hertha to taki klub, który ciągle by chciał, ale nigdy nie może. Z nie do końca jasnych powodów, bo finansowo niby wszystko się zgadza, logistycznie, stadionowo i kibicowsko również. Za to jeśli chodzi o wyniki to nic się nie zgadza od wielu lat. Piątek na pewno miał świadomość, że Hertha to nie jest Borussia Dortmund, Bayer Leverkusen, czy VfL Wolfsburg, nie mówiąc już o Bayernie. Wybrał Herthę i teraz faktycznie ma problem, bo presja jest w Berlinie ogromna i widać, że ostatnio nie za bardzo sobie z nią radzi. Przegrywa przecież rywalizację o miejsce w składzie z 35-letnim Vedadem Ibiseviciem. Nie wiem czy będąc na miejscu Krzyśka nie postawiłbym na słabszy klub, ale taki, w którym miałbym większe szanse na granie. Bo jeśli jemu nie poszło w Milanie, a teraz nie pójdzie w Berlinie, to jego kariera może znaleźć się na poważnym zakręcie. Oczywiście trzymam kciuki za to, by dostawał swoje minuty, wytrzymał presję i znów zaczął regularnie trafiać do siatki. Bo strzelać na pewno umie – pytanie tylko czy poprzedni sezon to nie było jego takie złote pięć minut. Mam nadzieję, że nie.

Jak na ironię, gdyby Piątek został w Mediolanie to w przyszłym sezonie znów miałby szansę powalczyć o pierwszy skład. Zlatan Ibrahimović nie planuje przedłużać kontraktu z Milanem.
Tak to już niestety bywa, Piątek był zbyt niecierpliwy w swoich poczynaniach. Gdyby poczekał jeszcze rok, dał sobie czas na to, żeby się porządnie rozpakować w Mediolanie, to być może wszystko by w końcu zaskoczyło. A teraz spakował się, pojechał do innego kraju, do innej kultury. Piłkarskiej na pewno. No i musi od początku budować swoją markę, a na razie idzie mu to topornie i mozolnie.

Na drugim końcu tęczy – jeśli można tak powiedzieć – jest z kolei Robert Lewandowski. Pytanie tylko czy Bayern nie jest jednak dla niego złotą klatką?
To znaczy?

Zarabia w Monachium fortunę i jest tam największą gwiazdą. Być może największą w całej Bundeslidze. Wygrał w Niemczech wszystko co było można, aktualnie ściga się z rekordem Gerda Muellera. Ale zwycięstwa w Lidze Mistrzów wciąż nie może się doczekać…
To prawda, ale nie wiem czy na jego miejscu ryzykowałbym w tym momencie zmianę klubu. Wydaje mi się, że Robert myśli podobnie i robi swoje. Pracuje na swój pomnik w Bayernie. Goni tego Gerda Muellera, choć przecież jeszcze niedawno wszyscy w Niemczech mówili, że to jest „Tor-Machine” i jego dogonić po prostu się nie da. A teraz jest „Tor-Machine” z Polski, która strzela dziesiątki bramek i wciąż prze do przodu, nie zatrzymuje się. Co mnie w grze Lewandowskiego naprawdę urzeka to to, jak on biega za obrońcami rywali. On nie tylko chce strzelać, chce również bronić. Pomagać w defensywie. To jest bardzo rzadka cecha u wybitnych napastników. Jak go porównamy z innymi – z Messim, Ronaldo, czy Benzemą, to oni nie walczą w defensywie, a Robert jak najbardziej.

Może w innym klubie radziłby sobie jeszcze lepiej?
Może tak, jednak nie wydaje mi się, żeby Robert musiał koniecznie szukać szczęścia na przykład w Madrycie, skoro wciąż ma szanse spełnić wszystkie swoje marzenia w Monachium. Do tej pory się nie udawało i można było usłyszeć opinie, że głównym winowajcą był właśnie Lewandowski, bo zawodził w ważnych meczach. Prawda jest jednak taka, że to cały Bayern zawodził. Tak jak Hertha nie może dobić do ścisłej czołówki w Niemczech, tak Bawarczycy zatrzymywali się w ostatnich latach w Lidze Mistrzów na etapie ćwierćfinałów i półfinałów, a rok temu na 1/8 finału. Coś ich psychicznie blokowało, bo na pewno nie było to spowodowane brakiem umiejętności.

Teraz jest inaczej?
Na razie wszystko jeszcze przed nami, bo przez tę przerwę w rozgrywkach nie udało się nawet wyłonić wszystkich ćwierćfinalistów Ligi Mistrzów. Miałem jednak przyjemność komentować mecz Chelsea – Bayern i byłem pod ogromnym wrażeniem. Tak grający zespół z Monachium to dla mnie jeden z głównych, jeśli nie główny, kandydat do wygrania całych rozgrywek. Grał z takim polotem, z taką pewnością siebie. A Lewandowski i Serge Gnabry to takie cuda wyprawiali na tle naprawdę bardzo dobrej Chelsea, że oczy przecierałem ze zdumienia.

Co się zmieniło?
Przede wszystkim przyszedł nowy trener, który natchnął drużynę. Trochę nieoczekiwanie, bo miał być przecież tylko na chwilę, aż znajdzie się ktoś z dużym nazwiskiem. Jego przecież prawie nikt nie znał. A jednak zaskoczyło i w sumie nie ma w tym przypadku.

To znaczy?
Tuż przed zamknięciem granic byłem w Holandii i miałem okazję porozmawiać z Leo Beenhakkerem. Powiedział mi mądrą rzecz, że w dzisiejszych czasach trener jest tylko w 50 procentach w szatni i na boisku, a w drugich 50 poza nimi. To są rozmowy z zawodnikami, mobilizacja, uświadomienie im do czego mogą dojść. Hansi Flick dokładnie to zrobił. Zastał w Bayernie gruzowisko po Niko Kovacu, skłóconą szatnię. I posprzątał ten bałagan, poukładał wszystko na nowo. Pozwolił drużynie grać w piłkę, odkurzył Thomasa Muellera i Jerome’a Boatenga, których wszyscy spisali już na straty. I dziś widzimy zupełnie inny Bayern, silny mentalnie, głodny sukcesów. Bardzo interesującą mieszankę rutyny z młodością bo przecież mają jeszcze m.in. tego niesamowitego Alphonso Daviesa.

To wystarczy do wygrania Ligi Mistrzów?
W tym sezonie wszystko jest możliwe, Liverpool już odpadł z Ligi Mistrzów i jest bardzo prawdopodobne, że jego los podzieli Real Madryt. Królewskich czeka jeszcze co prawda rewanż z Manchesterem City, ale w pierwszym meczu [przegranym 1:2 – red.] dali się u siebie tak zdominować rywalom, że nie daję im zbyt wielu szans na odrobienie strat. Zakładając oczywiście, że forma The Citzens nie spadnie drastycznie po tej koronawirusowej przerwie. Jeśli nie, to mamy kolejnego faworyta.

Finał Bayern – Manchester City jest realny?
Dla mnie to byłby najlepszy możliwy finał. Z jednej strony Manchester i Pep Guardiola – trener, którego uwielbiam i podziwiam. Z drugiej Bayern i Robert Lewandowski.

Komu by Pan kibicował?
Oczywiście Bayernowi. Bawarczycy wygrywając udowodniliby, że znów są na absolutnym europejskim topie. A Robert spełniłby swoje marzenie i zamknąłby wreszcie usta wszystkim mówiącym, że powinien zmienić klub, by wygrać Ligę Mistrzów.

ZOBACZ TEŻ:

Trener Legii zadedykował wygraną z Wisłą Piotrowi Rockiemu. „Miałem szczęście spotkać go na swojej drodze”

Wideo

Materiał oryginalny: Andrzej Niedzielan: Robert Lewandowski nie musi odchodzić z Bayernu, żeby spełnić swoje marzenia [ROZMOWA] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3