Artur Barciś: Trzeba wierzyć w marzenia i starać się je realizować

Aleksandra Szymańska 95 722 57 72 [email protected]
Artur Barciś (na zdjęciu podczas Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie) to znany i ceniony aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. W tym roku skończy 56 lat. Ma żonę Beatę i syna Franciszka. Od połowy lat 80. jest aktorem warszawskiego Teatru Ateneum. Ale największą popularność przyniosły mu role serialowe, m.in. Tadeusza Norka w "Miodowych latach”, Janka w "Doręczycielu” czy przebiegłego Czerepacha w serialu "Ranczo”. Wiosną zobaczymy kolejną serię "Rancza”. Barciś zapewnia, że Czerepach będzie "rozrabiał”.
Artur Barciś (na zdjęciu podczas Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie) to znany i ceniony aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. W tym roku skończy 56 lat. Ma żonę Beatę i syna Franciszka. Od połowy lat 80. jest aktorem warszawskiego Teatru Ateneum. Ale największą popularność przyniosły mu role serialowe, m.in. Tadeusza Norka w "Miodowych latach”, Janka w "Doręczycielu” czy przebiegłego Czerepacha w serialu "Ranczo”. Wiosną zobaczymy kolejną serię "Rancza”. Barciś zapewnia, że Czerepach będzie "rozrabiał”. Tomasz Gawałkiewicz
- Jak kocham, to kocham. Moja żona wiele razy to ode mnie słyszała - mówi Artur Barciś, reżyser spektaklu "Kochać", który stworzył dla Teatru Osterwy w Gorzowie. To musical ułożony z piosenek Piotra Szczepanika.

- "Kochać" to historia opowiedziana piosenkami, więc porozmawiajmy... słowami piosenek!
- Oj, nie wiem, czy wszystkie pamiętam...

- To raczej ja się obawiam, czy dobrze je znam. Pan miał najwyżej dziesięć lat, kiedy Piotr Szczepanik śpiewał swoje hity, więc ten spektakl to chyba powrót "do krainy marzeń, gdzie zawsze wiosna trwa", jak jest w szlagierze "Żółte kalendarze"?
- Tak, to jest "Przyszła do mnie nostalgia" (tytuł innej piosenki - dop. red.). To jest tęsknota za dzieciństwem, za światem, który odszedł bezpowrotnie, światem młodości, ale też muzyki, która była w moim domu, której słuchałem i którą od dziecka śpiewałem. To też - szczególnie w dzisiejszych czasach - tęsknota za piosenkami, które mają treść, jakiś dramat, jakąś historię i są piękne!

- W dzieciństwie śpiewał pan piosenki Szczepanika?!
- Tak, z tego, co pamiętam, chyba "Żółte kalendarze". Byłem solistą w chórze i śpiewaliśmy wszystkie największe przeboje, które wtedy chodziły, na przykład Jerzego Połomskiego. Pamiętam, że brylowałem w piosence "Cała sala śpiewa z nami". To był mój największy sukces.

- Ale przyszedł czas, że "krainę marzeń" trzeba było opuścić. Było jak w piosence: pójdę drogą gdzieś w daleki, obcy świat czy może: żegnaj kochana, wiesz, na mnie już czas?
- W moim przypadku to było: pójdę w daleki, obcy świat. Najpierw świat łódzkiej Szkoły Filmowej, a potem Warszawy. Skończyłem szkołę, nikt nie chciał mnie zaangażować, więc postanowiłem w Warszawie szukać swojego miejsca i powoli, powoli jakoś ta moja droga zaczęła się układać.

- Zaczęła się kariera! Dobry będzie cytat: spojrzenia dziewczyn są gorące, można się w tańcu zatracić?
- Bywało i tak (śmiech)... Zawsze lubiłem tańczyć.

- No tak, ale chodziło mi o to, czy kariera nigdy nie uderzyła panu do głowy, czy się pan w niej nie zatracił, bo piosenka ostrzega: można znaleźć się na deskach!
- Starałem się nie zatracić, nie zapamiętywać w tym, co robię, bo wtedy można stracić kontrolę i... "można znaleźć się na deskach, jeśli trafi się źle". To nie znaczy, że ja zawsze dobrze trafiałem. Ale jeśli już chciałem znaleźć się na deskach, to na deskach scenicznych i to jak najlepszych. W związku z tym trafiłem do Ateneum, gdzie jestem do dziś. To zresztą było moje marzenie i... szukam odpowiedniego tekstu Szczepanika...

- ... ja mam taki tekst z piosenki "Zabawa podmiejska": wygra, kto śmielej gra, bo myślę, że pan nie boi się wyzwań. Gra pan w teatrze, w filmie, reżyseruje albo - jak z musicalem "Kochać" - tworzy spektakle, daje recitale i jeszcze sam potrafi zaprojektować i uszyć kostium. W dzisiejszych czasach tak właśnie trzeba?
- Nie wiem, czy tak trzeba. Ja ma taką potrzebę! Potrzebę, żeby się realizować w różnych formach. Aktorstwo mi nie wystarcza. Oczywiście bardzo lubię grać i to jest moje podstawowe zajęcie, ale lubię czasami spróbować czegoś innego. Za dużo jest możliwości, żeby z nich nie skorzystać!

- Aktorstwo to też prestiż, popularność, pieniądze. Są dla pana ważne, czy jak w piosence: po co mi ściany, po co dachy, wystarczy sufit z gwiazd?
- Popularność ma znaczenie. Oczywiście. Nigdy nie chciałem być anonimowy i jeśli jakiś aktor mówi, że nie zależy mu na sławie, to łże! Ale popularność nie jest najważniejsza. To jest raczej konsekwencja, bo jeśli się człowiek stara, ma umiejętności, wykonuje ten zawód najlepiej jak potrafi, ma trochę szczęścia, które też jest ważne, to popularność sama przychodzi. I ja nigdy na nią nie narzekałem i nie będę narzekał. Chciałem, to mam. Jeżeli mnie ktoś zaczepia na ulicy, "bo mnie zna", to dobrze! Mogę się tylko cieszyć. Gdyby mnie nikt nie rozpoznawał, to by znaczyło, że niepotrzebnie wybrałem ten zawód. Pieniądze też mają swoje znaczenie, bo to rodzaj wolności. Dzięki nim mogę coś zrobić albo nie - bo nie muszę, nie jestem w sytuacji, że nie starcza mi do pierwszego. Brawa na koniec spektaklu to też jest wielka przyjemność, jeśli nie są to oklaski konwencjonalne, jeśli publiczności spektakl naprawdę się podobał. Przecież po to się gra. Nasza praca bez widzów nie miałaby żadnego sensu.
- Pan jest też chyba jednym z nielicznych artystów, którzy kontaktują się ze swoją publicznością przez internet. Widziałam stronę www.barcis.pl. Pisze pan tam bloga, rozmawia z ludźmi na forum. Świetna sprawa taki bezpośredni kontakt, choć pewnie ma też złe strony.
- No ma, bo internet jest ogromnym medium i zdarzają się ludzie, którzy - anonimowo zazwyczaj - coś mi tam wygarną albo dla samej frajdy, że wygarnęli komuś znanemu, albo rzeczywiście tak myślą. Kiedy funkcjonowałem trochę politycznie, popierając pewną partię, to straszne rzeczy ludzie pisali. Nie zdawałem sobie sprawy, że tyle jest nienawiści, takiej bezinteresownej niechęci...

- Mimo to ma pan potrzebę dzielenia się poglądami politycznymi?
- Nie, wycofałem się z tego. Zrozumiałem, że jest ogromna część moich widzów, którzy po prostu nie chcą tego wiedzieć. Nie chcą znać moich poglądów, bo to im przeszkadza... w odbieraniu mnie.

- Nie ma pan o to pretensji?
- Do kogo mam mieć pretensje?! Mogę mieć pretensje do polityków. To mam! Ale co im mogę zrobić? Mogę ich nie wybrać... Wie pani, obchodzi mnie, co tu się dzieje. Jestem obywatelem tego kraju, jestem Polakiem. Interesuje mnie polityka, irytują mnie jej różni ludzie. Chciałbym, żeby ten kraj był dobrze rządzony, żeby ludziom żyło się lepiej, żeby byli szczęśliwi. Po prostu!

- To może na fali własnej popularność mógłby pan coś zrobić dla kraju?
- Ale cóż ja mógłbym zrobić? Zostać politykiem?! Wielokrotnie miałem takie propozycje, ale wtedy musiałbym przestać być aktorem, a aktorstwo jest jednak dużo ciekawsze. Poza tym polityka jest brudna. Zawsze! Polityka ma jeden parszywy element: kompromis. Trzeba wybierać mniejsze zło. Czasami trzeba zagłosować tak, a nie inaczej, bo jest dyscyplina partyjna i koniec. A ja bym nie chciał stawać przed takimi wyborami, no i konsekwentnie tego nie robię... Ale my rozmawiamy o polityce, a ja nie chcę rozmawiać o polityce!

- Rzeczywiście, Piotr Szczepanik o niej nie śpiewał. To wróćmy do piosenek o miłości. Pasuje do pana cytat: kochać, jak to łatwo powiedzieć?
- (chwila zastanowienia) Jestem otwartym człowiekiem. Jak kocham, to kocham. Moja żona wiele razy to ode mnie słyszała. Nie jestem facetem, któremu takie rzeczy nie przechodzą przez gardło. Mówiłem, że kocham i mówiłem prawdę. Zresztą może dlatego jesteśmy takim udanym małżeństwem, że rozmawiamy. Nie dopuszczam do sytuacji, że żona ma do mnie o coś pretensje i nie mówi. Natychmiast siadamy i rozmawiamy i ona wie, że ja nie odpuszczę, dopóki mi nie powie. Wie, bośmy się siebie nauczyli przez te ponad 25 wspólnych lat.

- A w życiu warto "gonić kormorany" czy lepiej się pogodzić z tym, że "nikt nie powstrzyma biegu fal"?
- (śmiech) Nie, na pewno nie trzeba się z tym godzić. Zawsze trzeba wierzyć w marzenia i starać się je realizować. Moim marzeniem było zrobienie musicalu "Kochać" i to się właśnie spełnia. Musical wymaga ogromnej sprawności, wszystko musi się zgadzać. Jak będzie jakikolwiek fałsz, to będzie słychać. Jak ktoś będzie źle grał, to będzie widać. Tu trzeba dobrze tańczyć, dobrze śpiewać, być dobrym aktorem... I jeszcze mieć reżysera, który to wszystko ładnie zbierze, zainscenizuje, oświetli, zrobi jakąś niespodziankę. To wszystko, mam nadzieję, jest w tym spektaklu i myślę, że widzowie będę przychodzili na niego po kilka razy, jak przychodzą na "Trzy razy Piaf".

- Dziękuję.

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie