Austria podzielona. Wiedeń stał się poligonem skutków kryzysu Europy

Agaton Koziński, korespondencja z WiedniaZaktualizowano 
Austriackie elity stoją plecami do Partii Wolności. Ale przy urnach na jej kandydata głosuje połowa obywateli. To skala kryzysu.

Co się właściwie dzieje w Austrii? Ten kraj gości w serwisach informacyjnych od wielkiego dzwonu. Przez moment było o Austrii głośniej w 1999 r., kiedy w wyborach świetny wynik zanotowała populistyczna, oskarżana o neonazizm Austriacka Partia Wolności (FPÖ), na której czele stał wtedy Jörg Haider. Ale w 2000 r., gdy Haider wycofał się z koalicji rządowej, z pola widzenia europejskich mediów znikła. I w to pole (z wyjątkiem skrajnych sytuacji jak sprawa Josefa Fritzla w 2008 r., który przez lata gwałcił i więził w piwnicy własną córkę - ale takie sprawy zawsze przyciągają uwagę) nie wracała. Wiadomo było, że w Austrii wszystko jest ułożone, uporządkowane, w polityce nie ma skandali, a jego gospodarka stabilnie się rozwija. Wiedza o tym państwie nie wychodziła poza kilka ogranych klisz i skojarzeń jak sznycel, Mozart, noworoczny koncert filharmoników wiedeńskich, czy tort Sachera. Poza tym Polacy o Austrii słyszeli tylko wtedy, gdy rozmawiali o wyjazdach na narty, albo zastanawiali się, jak najlepiej dojechać do Włoch na wakacje.

Nagle to uległo zmianie. Wizerunek kraju perfekcyjnie zorganizowanego i aż do przesady przewidywalnego zachwiał się, gdy poznaliśmy wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich, która odbyła się w maju. Okazało się, że do rundy drugiej nie przeszli kandydaci głównych partii politycznych. Socjaldemokratyczna Partia Austrii oraz prawicowa Austriacka Partia Ludowa dzieliły między sobą najważniejsze stanowiska w kraju od 1945 r., ale tym razem ustąpiły miejsca przedstawicielowi FPÖ Norbertowi Hoferowi oraz kandydatowi Zielonych Alexandrowi Van der Bellenowi. W dodatku przewaga Hofera nad rywalami była na tyle wyraźna, że tytuły „Neofaszysta najprawdopodobniej nowym prezydentem Austrii” można było przeczytać w całej Europie.

W Austrii zaczęło się dziać. Do dymisji podał się kanclerz Werner Faymann, coraz więcej mówiło się o poważnym kryzysie. Druga tura wyborów elektryzowała wszystkich - do tego stopnia, że nawet przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i szef europarlamentu Martin Schulz uznali za stosowne wskazać swojego faworyta w tym wyścigu (Van der Bellena). Ostatecznie stało się tak jak pragnęli - ale zwycięstwo kandydata Zielonych w drugiej turze zostało ogłoszone w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Po policzeniu głosów wrzuconych do urn okazało się, że prowadzi Hofer - i ma prawie 4 punkty procentowe przewagi nad rywalem. Ale gdy policzono głosy oddane korespondencyjnie (ok. 15 proc. wszystkich głosów) sytuacja się odwróciła. Zwycięzcą wyborów był Van der Bellen, który wyprzedził kandydata FPÖ o 30 tys. głosów.

Ale na początku lipca doszło do kolejnego gwałtownego zwrotu sytuacji. Wtedy głos zabrał Austriacki Sąd Konstytucyjny, który rozpatrzył skargę Norberta Hofera i zdecydował, że wybory trzeba powtórzyć. Okazało się, że w trakcie liczenia głosów doszło do nieprawidłowości na tyle poważnych, że - zdaniem sądu - mogły one mieć wpływ na wiarygodność wyników. Ta decyzja wywołała wiele emocji, decyzję sądu otwarcie kontestowano w komentarzach prasowych (rzecz bez precedensu w austriackim życiu publicznym), ale klamka zapadła. Powtórka drugiej tury odbędzie się 2 października.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy w austriackiej polityce wydarzyło się więcej niż wcześniej w ciągu całej dekady - a konieczność przeprowadzenia kolejnych wyborów gwarantuje, że to wcale nie koniec zawirowań. Zresztą wybór nowego prezydenta (sondaże dają obu rywalom równe szanse) wcale nie gwarantuje powrotu spokoju i porządku, który przez lata cechował życie polityczne nad pięknym, modrym Dunajem. W ciemno można zakładać - obserwując dynamikę sporu politycznego w Austrii oraz głębokość kryzysu politycznego w całej Europie - że wybory prezydenckie są dopiero początkiem zawirowań.
- Te przetasowania wywołała kombinacja dwóch kryzysów: wywołanego napływem imigrantów latem ubiegłego roku oraz spowolnienia gospodarczego. Austriacy zaczęli się bać utraty pracy, dlatego tym bardziej boją się imigrantów - tłumaczy prof. Peter Filzmaier, politolog z Universität für Weiterbildung w Krems.

- Wielu Austriaków ma poczucie, że główne partie stworzyły coś na kształt politycznego kartelu, który podzielił władzę podzielił między siebie. Partia Wolności na tym poczuciu buduje swą popularność - dodaje Eric Frey, politolog, redaktor dziennika „Der Standard”.

- Austriacka polityka wraca do normalności. Po 1945 r. mogliśmy wybierać właściwie tylko między dwoma partiami. Wreszcie pojawił się szerszy wybór - podkreśla dr Tassilo Wallentin, prawnik i komentator austriackiej polityki.

Nowy Wiedeń
Ottakring, 16. dzielnica miasta, nie jest ani nowa, ani stara. Ot, zwykła dzielnica, na której stoi sporo powojennych bloków, z rzadka tylko urozmaiconych efektownymi secesyjnymi kamienicami. Oprócz tego kilka knajpek i kawiarni, jedno centrum handlowe, dwie stacje metra, przelotówka Hernalser Gürtel (hałaśliwa obwodnica centrum). Jeśli opisywać ją jakimś przymiotnikiem, to najlepiej pasuje „zwyczajny”. Podobne kwartały ulic można znaleźć w co drugim mieście na naszym kontynencie. Średnia europejska, nic więcej.

Ale ta dzielnica ma jednak swój wyróżnik - na tyle duży, że można o niej mówić jako o zalążku „nowego Wiednia”. Dlaczego? Stolica Austrii to ciągle miasto mocno jednorodne. Jeżdżąc metrem, czy spacerując po centrum, widać turystów i typowych wiedeńczyków - takich, jakich znamy z filmów kręconych w tym mieście. Nie spotyka się obrazków tak charakterystycznych dzisiaj dla Brukseli, Londynu, czy Paryża, gdzie bez problemu można trafić na wagon metra, w którym połowa pasażerów mówi po arabsku, lub przejść się ulicą, którą chodzą kobiety w większości noszące chusty na głowie. W Wiedniu tego nie ma. To ciągle typowe, europejskie miasto - w bardzo klasycznym, konserwatywnym tego słowa znaczeniu.

Ale pojawiają się wyjątki. Takie jak Ottakring. W tej okolicy chętnie osiedlają się bowiem przybysze z innych krajów. Wystarczy krótki spacer po Brunnenmarkt, jednym z największych wiedeńskich targowisk, które znajduje się w sercu tej dzielnicy, by przekonać się, jaką ewolucję przeszedł ten fragment miasta. Rynek powstał pod koniec XVIII w. przy okazji rewitalizacji dzielnicy. Kompletnej przebudowie został poddany jeszcze na początku XXI wieku. Dziś właściwie nie pozostało na nim nic, co przywoływałoby na myśl stary Wiedeń - może z wyjątkiem (dość licznych) straganów z owocami i warzywami. Poza nimi królują chińska taniocha, budki z fast-foodami oraz stoiska z różnego rodzaju produktami kolonialnymi typu oliwki, czy suszone daktyle. Właściwie każdy z tych straganów jest prowadzony przez muzułmanina, a wśród klientów wyraźnie dominują kobiety w ciemnych powłóczystych szatach i z chustami na głowie.

Oczywiście, nie da się obronić tezy, że wielu muzułmanów robiących zakupy na Brunnenmarkt sprawiło, że Hofer jest bliski zwycięstwa w wyborach prezydenkich. Ale na pewno ich rosnąca liczba w Austrii pomogła mu osiągnąć świetny wynik. - Hofer oparł swą kampanię na prostej polaryzacji. Mówił, że on jest „Austriakiem”, a jego przeciwnicy to „Europejczycy”. Przed majowymi wyborami mówił chciał nawet referendum w sprawie wyjścia z UE, ale po Brexicie zmienił zdanie - podkreśla Franz Schausberger, były gubernator kraju związkowego Salzburga, wykładowca Uniwersytetu Salzburskiego.
Warto zauważyć, że jeszcze w 2014 r. w wyborach do europarlamentu zanotowała przeciętny wynik zdobywając niecałe 20 proc. głosów. Jednak rok później rozpoczął się masowy napływ do Europy tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Austria stała się jednym z głównych krajów tranzytowych, a Austriacy kompletnie nie wiedzieli, jak w tej sytuacji zareagować.

Dotyczyło to zarówno władz, które twardo opowiadały się za utrzymywaniem szeroko otwartych granic (a wspierały ich w tym powszechnie austriackie media, powszechnie określające wszystkich domagających się ich zamknięcia „rasistami” i „ksenofobami”), jak i zwykłych mieszkańców, którzy zaczęli zwyczajnie bać się o siebie. Te błędy w zarządzaniu oraz wywołany tym strach zdyskontowała Partia Wolności. W pierwszej turze wyborów prezydenckich Hofer zdobył 16 proc. głosów więcej niż jego ugrupowanie w eurowyborach. A zwycięzcy z 2014 r. wybory prezydenckie kończyli z podkulonym ogonem.

Austriackie pęknięcie
Jednak proste wyjaśnienie politycznych przetasowań w Austrii kryzysem migracyjnym byłoby zbyt dużym skrótem myślowym. - To nie jest tak, że FPÖ dopiero teraz pojawiła się w naszej polityce.Ta partia miała już silną pozycję w latach 70., kiedy wspierała słynnego kanclerza Bruno Kreisky’ego - przypomina Peter Filzmaier.

Wysoka popularność z czasów, gdy na jej czele stał Haider, uleciała - ale teraz FPÖ znów ją odbudowała. Głównie dzięki słabości rywali oraz wykorzystując pogrążoną w kolejnych słabościach Europę. - Dziś największym problemem dla Austriaków jest swobodny przepływ ludzi wewnątrz Unii Europejskiej. Choć wcale to nie znaczy, że Austriacy chcieliby z Unii wyjść - podkreśla Eric Frey. Innymi słowy, Austriacy chcieliby mieć ciastko (korzystać z zalet, jakie daje członkostwo w Unii) i zjeść ciastko (móc stosować protekcjonistyczne metody obrony własnego rynku pracy). - Trzeba zadać pytanie o wpływ Unii na Austrię. Przecież 80 proc. decyzji jest podejmowanych w Brukseli, a Eupejski Bank Centralny odpowiada za naszą politykę budżetową. Coraz większej grupie Austriaków to się nie podoba, ale główne partie w ogóle tego nie zauważały. Dopiero Hofer poruszył tę kwestię w kampanii wyborczej - zaznaczaTassilo Wallentin.

Owszem, zaznacza, ale nie pokazuje gotowych rozwiązań. Jakie one mogłyby być? Tego nie wie nikt. Brytyjczycy poszli na całość decydując się na Brexit. Austriacy tego nie chcą - ale też nie chcą widzieć, jak przybysze z innych krajów unijnych, przede wszystkim z Europy Środkowej pozbawiają ich miejsc pracy. Szukają na to panaceum - i znajdują je w słowach Hofera.

Bo trzeba przy okazji podkreślić, że Hofer jest prawdziwym „zwierzęciem” kampanijnym. Na wiecach przedwyborczych prezentował się dużo lepiej od rywali, co też kilka punktów w wyborach mu dało. - Partia Wolności rzeczywiście umie mówić, ale oni nie wiedzą, jak rządzić. To amatorzy - uważa Franz Schausberger.

Faktem jest, że austriackie elity właściwie w całości odrzucają Partię Wolności. - Oni mają autorytarne ambicje. Konsekwetnie niszczą wiarę Austriaków w państowe instytucje, podważają zaufanie do nich - mówi Eva Konzett, dziennikarka „Wirtschaftsblatt”. - To partia z tej samej półki do Front Narodowy we Francji, czy Donald Trump w Stanach Zjednoczonych - zaznacza Filzmaier. Tego typu wypowiedzi słychać w całym Wiedniu. Chodząc po mieście nie udało mi się spotkać ani jednej osoby, która popierałaby Hofera - choć kilku zapytanych uniknęło odpowiedzi.

Nie zmienia to faktu, że Hofer ma poważne szanse na zwycięstwo w wyborach - a jego Partia Wolności na wygranie wyborów parlamentarnych za dwa lata. Austriaków będzie czekało kolejne trzęsienie.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Austria podzielona. Wiedeń stał się poligonem skutków kryzysu Europy - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mc

W przypadku Austrii to Slowacy, Wegrzy i dopiero potem Polacy. Mysle ze nawet przed PL sa wszystkie yugo nacje...warto wiedziec przed wymadrzaniem sie.

s
spokojny

„przybysze z innych krajów unijnych, przede wszystkim z Europy Środkowej pozbawiają ich miejsc pracy”.

Znowu ta polityczna poprawność. Niech powiedzą wprost, że nie chodzi tu o plemię z Marsa
ale przede wszystkim Polaków. Mają do nas podobnie niechętne nastawienie jak Anglicy.
Z drugiej strony znając „wyczyny” rodaków za granicą nie dziwię się.

G
Giroflee

"elity"...jak ja lubie to sformulowanie. w austrii "elity" maja najczesciej bardzo nieciekawe rodzinne historie (czytaj rodzicow i dziadkow zazartych nazistow), kogoz jeszcze mozemy nazwac tymi elitami? Zydow? Ci z kolei nie moga mentalnie wyjsc ze wschodnioeuropejskiego sztetla swoich przodkow wiec wierza bezkrytycznie w socjalizm. elitami w Polsce nazywamy rowniez tabuny ludzi z prowincji dla ktorych zycie w miescie, z biezaca woda w domu, praca w korporacjach i kredyty w bankach na te "apartamenty" w ktorych mieszkaja to niebywaly spoleczny awans. Ci ludzie czesto nawet nie zapraszaja swoich rodzin do nowych miejsc poniewaz sie wstydza. to sa dzisiejsze "elity", w przypadku Polski, elity zostaly wymordowane przez elity austriackie w latach 39-45.

X
XXyz

ha ha ha, no to piekny stereotyp. dodac nalezaloby jeszcze sound o music. 12 lat zylam w austrii, nic dobrego powiedziec o austriakach nie moge (byc moze to zlozona historia naszego kraju) ale jednak trzeba przyznac ze spora czesc spoleczenstwa nie dala sie oglupic w tym kraju.

G
Gość

Ciekawe czy lewacy sfałszują wybory po raz drugi ?

H
Hans bleib do

stop oszołomom socjalistyczno-muzułmańskim

a
abcd

To jest temat. To jest obraz ideologicznej nędzy nie tylko Austrii, ale całej Europy. Czytaj więcej: "Europa czy dyktatura ciemniaków?"

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3