Bachiczny Kabareciarz na koniku, czyli o radości tworzenia

Redakcja
Mozolne odtwarzanie tradycji winiarskich jest sposobem łączącym nas z przeszłością. Rozpiszmy poważny, ogólnopolski a może i międzynarodowy konkurs na rzeźbę, fontannę, pomnik - proponuje Wojciech Kozłowski.

Z przyjemnością, choć podszytą dużą dozą wątpliwości, przyglądam się dyskusji dotyczącej rzeźb w przestrzeni Zielonej Góry. Optymizmem napawa fakt, że mieszkańcy miasta chcą decydować o jego kształcie estetycznym, także w ten sposób przyczyniając się do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego.

Wątpliwości płyną z przekonania, że przestrzeń miasta, zarówno w materialnym jak i ideowym sensie jest obszarem delikatnym i o wiele łatwiej zepsuć, niż polepszyć.

Mamy mało pomników

Zielona Góra, co jest szczęściem w nieszczęściu, ma bardzo mało pomników i innych realizacji przestrzennych. Właściwie nie musimy dyskutować, co usunąć, możemy za to zastanawiać się, co postawić.

Warto przy tym zadać sobie podstawowe pytania - czemu te dzieła (rzeźby, pomniki, obiekty) mają służyć? Czy mają dotyczyć utwierdzania naszej, ciągle nowej tożsamości mieszkańców - zielonogórzan? Czy też mają być ciekawym dopełnieniem przestrzeni miasta? W sensie atrakcji turystycznej, ale też codziennej?

Czy mają być specjalnością Zielonej Góry, czy raczej mamy równać do innych, bardziej doświadczonych miast? Czy zapraszać artystów z zewnątrz, czy może liczyć tylko na zielonogórskich? Czy w ogóle artystów, czy każdego, kto chce? Czy ma to być wyraz naszego zainteresowania przestrzenią publiczną jako elementem demokracji, czy jedynie obszarem do estetycznego zawłaszczenia? Kto ma decydować o realizacji projektu - wszyscy w referendum, czy może specjalna komisja?

Czy komisja lokalnych autorytetów, czy raczej fachowców od sztuki w przestrzeni publicznej? Te pytania nie służą hamowaniu jakże słusznego trendu, są tylko wyrazem troski o coś, co jest wspólne i łatwe do zdemolowania.

Artyści milczą

Zadziwiające jest też to, że w dyskusji najwięcej do powiedzenia mają politycy wszystkich opcji, lobby kabaretowe, liczni mieszkańcy a jakoś nie słyszę głosu fachowców od przestrzeni miejskiej, architektów, urbanistów, artystów wreszcie.

Być może ich głos jest za cichy, być może też nie potrafią stworzyć skutecznej grupy nacisku, rozpętać prawdziwej dyskusji a może obawiają się nie być wysłuchanymi...
Jak na razie, radosna twórczość prowadzi nas prostą drogą do sytuacji, w której największą szansę na realizację mają pojedyncze pomysły, będące wyrazem aspiracji ich autorów. Czy będą to Bachus, Winiarka czy symbol naszej kabaretowej świetności, nadal nie wiemy, po co?

Mozolne odtwarzanie tradycji winiarskich jest jednak jedynym chyba sposobem łączącym nas z przeszłością. Jeśli tak - rozpiszmy poważny, ogólnopolski a może i międzynarodowy konkurs na rzeźbę, fontannę, pomnik - obiekt materializujący pamięć tej tradycji, w sposób adekwatny do wymogów współczesności. Jeśli dotrzemy do dobrych artystów zapewniam, że efekt będzie znakomity. Nie popełniajmy dotychczasowych błędów, nie ograniczajmy dostępu do wiedzy o takim konkursie.

Twórcom zależy często na realizacji ich pomysłów, a nie na wielkich nagrodach, choć czynnika finansowego nie należy oczywiście lekceważyć. Do jury wybierzmy fachowców, także z zewnątrz i dodatkowo poddajmy projekty ocenie mieszkańców. Podobne zasady można przyjąć w wypadku postulowanych innych realizacji pomnikowych, w tym pomnika Wypadków Zielonogórskich.

Kabareciarze nie na pomniki

Entuzjazm, z jakim red. Haczek odnosi się do "brązowych" rzeźb jestem w stanie zrozumieć - na całym świecie możemy się na nie natknąć, choć czasami budzą wątpliwości. Np. przytaczany w tekście fortepian Rubinsteina jest projektem kuriozalnym, źródłem sporu rodziny artysty z Łodzią (dla chętnych - o rzeźbach w Łodzi www.fashionet.pl/?sid=wywiady&pp=2&view=82 )

Przy całym szacunku dla Władysława Sikory - nie można być najlepszym w każdej dziedzinie. Jeśli już postaci z ciężkich materiałów, to dlaczego nikt nie upomina się o upamiętnienie takich chociażby postaci powojennej Zielonej Góry, jak Klem Felchnerowski, czy Hilary Gwizdała? Przecież nie w formie pomnika, a właśnie stolika, do którego można się przysiąść, na przykład. Mamy swoje legendy, które powinniśmy kultywować, bo nikt za nas tego nie zrobi. Artyści na takie legendy nadają się najlepiej.

Kabarety są ważnym elementem kulturotwórczym w naszym mieście, powinny mieć stałe miejsce występów, ale nie pozwólmy im szpecić otoczenia. Ich pomnikiem są występy, nagrania, śmiech i radość.

Przyjazne miasto

Tradycja myślenia o sztuce przestrzeni miasta ma w Zielonej Górze kilkadziesiąt lat. Przy okazji wystaw i sympozjów "Złotego Grona" artyści prezentowali tu wiele projektów, czasami wyprzedzających epokę a nigdy nie zrealizowanych. Być może nie ma, po co do nich wracać, ale może warto pomyśleć o nowych. Nic tak mocno, jak sztuka nie potrafi budować obrazu miasta jako miejsca przyjaznego dla mieszkańców i gości. Warto by przy tym zadbać, by była ona naprawdę wysokiej jakości.

Żeby nie było niedomówień, nie zamierzam czerpać korzyści, apanaży - ani materialnych, ani moralnych z realizacji dobrych pomysłów na przestrzeń miasta. Mogę jako prowadzący miejską instytucję kultury przyczynić się do ich ucieleśnienia i służyć pomocą. Jak nam wszystkim, zależy mi bowiem na jakości mojego miejsca na Ziemi, duchowej, materialnej i estetycznej też.

Wojciecjh Kozłowski
autor jest dyrektorem BWA w Zielonej Górze

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie