Basia miała 18 lat. Miała nieszczęście spotkać na swej drodze bezwzględnego mordercę

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Dlaczego na wyjaśnienie sprawy potrzeba było 27 lat? Bo dopiero teraz nasza technika pozwoliła na zdobycie dowodów
Dlaczego na wyjaśnienie sprawy potrzeba było 27 lat? Bo dopiero teraz nasza technika pozwoliła na zdobycie dowodów archiwum
Ta zbrodnia wstrząsnęła malutkim Orzewem. Nic dziwnego, 18-letnią Basię wszyscy bardzo lubili. I byli przekonani, że nikt miejscowy nie mógł czegoś takiego zrobić. Jednak przez lata kołatało się ziarnko niepewności. Sprawiedliwości stało się zadość dopiero po 27 latach, a winny okazał się mężczyzna, którego od razu wskazywali. To był obcy. Dziwny obcy...
  • Miała 18 lat. Ładna, miła, dobrze się uczyła, była gospodynią klasy w odzieżówce w Gubinie
  • Sąsiad znalazł ciało Basi w lasku obok drogi do Radomii
  • Na mężczyznę, który przyjechał z Zielonej Góry i kręcił się po drodze do Radomii i dalej do Orzewa, wskazało kilka osób
  • Zabójca nie przyznał się do winy, choć twarde dowody, z jego DNA na czele, które znaleziono na bieliźnie ofiary, nie pozostawiły złudzeń

Najpierw był telefon z prokuratury. Pani Jadwiga przez dłuższą chwilę nie mogła dojść do siebie. W głowie tłukło się jedno zdanie: „Mają go!”. Później przyjechała pracownica prokuratury z dokumentami. To była prawda, śledztwo w sprawie śmierci jej ukochanej córeczki, Basi, będzie prowadzone ponownie. Był rok 2010. Od tej szokującej zbrodni minęło 27 lat.

Był taki dziwny

- Przez cały czas wiedziałam, że to on - wzdychała, rozmawiając z nami przed laty pani Jadwiga. - Gdy usłyszałam jego nazwisko, musiałam je zapamiętać, zostanie w głowie do końca życia. Tak samo zapamiętałam tę twarz. Przez te wszystkie lata... Tego dnia jechałam z nim autobusem, było ciasno, stał obok mnie. Razem wysiedliśmy. Poszedł czytać rozkład jazdy, ale był dziwny.

Dwadzieścia minut później autobusem z Zielonej Góry przyjechała Basia, córka pani Jadwigi.

Miała 18 lat. Ładna, miła, dobrze się uczyła, była gospodynią klasy w odzieżówce w Gubinie. Właśnie miała wyprawiać osiemnastkę i dlatego też prosiła rodziców, by odkładali kartkową czekoladę dla gości.

To były czasy reglamentacji. Tego dnia wracała z praktyki. Ostatni przystanek miała na trasie w kierunku Krosna Odrzańskiego. Musiała pokonać leśną drogą kilka kilometrów. Najpierw do Radomii, a potem jeszcze kawałek do jej rodzinnego Orzewa.

Zobacz też: Morderstwo w Chromowie (gm. Bobrowice). Syn zabił ojca

Pasek od torebki

Do domu nie trafiła. Nazajutrz zgłoszono zaginięcie nastolatki. Niestety, nadzieja szybko prysła. Sąsiad znalazł ciało Basi w lasku obok drogi do Radomii. Jak stwierdzili po badaniach śledczy i lekarz patomorfolog została zgwałcona i uduszona paskiem od torebki.

Pod koniec maja 1983 policjanci przesłuchiwali pasażerów autobusów, którzy tego dnia jechali do Orzewa.

Podobnie jak mama Basi zeznawali inni świadkowie. Na mężczyznę, który przyjechał z Zielonej Góry i kręcił się po drodze do Radomii i dalej do Orzewa, wskazało kilka osób.

I wszyscy mówili, że „facet w charakterystycznej kurtce ze skaju był dziwny”. Starał się ukryć twarz, a gdy obok pojawiali się ludzie, znikał w lesie. Później jedna z dziewcząt mówiła, że mężczyzna ruszył za nią, ale miała szczęście, że w drogę ruszyła w towarzystwie dwóch innych kobiet. Zastanawiała się, czy to jej uratowało życie. Czy ona mogła być na miejscu Basi?

- Później było rozpoznanie na komendzie, wskazałam go bez wahania - opowiadała pani Jadwiga. - Z tego, co wiem, inni zrobili to samo. Ale go wypuścili, bo podobno miał alibi. Jakie? Twierdził, że szukał pracy. Czy to było alibi?

Okazało się na tyle mocne, że Mirosława C. wypuszczono. Na podjęcie tej decyzji nie wpłynęła nawet informacja, że niespełna miesiąc wcześniej mężczyzna opuścił bramę więzienia, w którym odsiadywał wyrok za zgwałcenie i zabicie piętnastolatki w Wielkopolsce. Najpierw karę śmierci zamieniono mu na 25 lat, po czym zwolniono po ledwie 12 latach. To było ciągle zbyt mało, brakowało żelaznych dowodów. Wszelkie wątpliwości przemawiają na korzyść podejrzanego.

Archiwum X

I pewnie pani Jadwidze do śmierci śniłaby się jego triumfująca twarz, gdyby nie kryminalistyczna technologia i upór prokuratorów i policjantów. Ci drudzy działali w tzw. Archiwum X, czyli wydziale zajmującym się sprawami, które nie zostały rozwiązane. Dopisało im też szczęście. Ślady biologiczne sprzed 27 lat nie zostały zniszczone. Niestety, przy okazji takich „odgrzewanych” śledztw często okazuje się, że ich nie ma. Jednak tutaj wyizolowano kod DNA, który pasował jak ulał do Mirosława C. I to właśnie te dowody wskazały, że w lasku przy drodze do Radomii dziewczyna miała nieszczęście spotkać właśnie jego, Mirosława C.

Zobacz też: Brutalne morderstwo w lesie koło Gubina. 30-latek zdążył jeszcze zadzwonić na policję mówiąc, że został dźgnięty nożem. Kto go zabił?

Wszyscy byli przekonani

Zatrzymano go 25 maja, dokładnie w 27. rocznicę znalezienia ciała Basi. To było trochę jak memento.

- To wyjątkowa satysfakcja, gdy do prawdy i sprawiedliwości dochodzi się po latach - twierdził wówczas prokurator Zbigniew Fąfera, który zajmował się tym wznowionym śledztwem. - Z tego, co wiem, także prowadzący pierwsze postępowanie byli przekonani, że to Mirosław C. jest sprawcą. Ale niestety brakowało jednoznacznych dowodów.

- To wyjątkowa satysfakcja, gdy do prawdy i sprawiedliwości dochodzi się po latach - twierdził wówczas prokurator Zbigniew Fąfera, który zajmował się tym wznowionym śledztwem. - Z tego, co wiem, także prowadzący pierwsze postępowanie byli przekonani, że to Mirosław C. jest sprawcą. Ale niestety brakowało jednoznacznych dowodów.

- Mamy wyselekcjonowanych około osiemdziesięciu starych, umorzonych śledztw, do których zamierzamy wrócić w poszukiwaniu sprawców - dodawał wówczas Aleksander Ławreszuk, naczelnik wydziału kryminalnego lubuskiej komendy wojewódzkiej policji. Nawiasem mówiąc od tamtego czasu wiele z nich zostało prowadzonych, kilka zakończył. Dlaczego dopiero teraz? Bo dopiero teraz nasza technika pozwala na zdobycie nowych dowodów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Śmierć to za mało

I tak w maju 2010 roku w domu pani Jadwigi przez kilka dni urywał się telefon. Dzwonili krewni, bliżsi i dalsi znajomi. Wszyscy mówili o satysfakcji. O niczym innym nie dyskutowano się w Orzewie i w Radomii, ani w pobliskim Drzonowie. Ludzie nie kryli ulgi. Przykład Basi podawano, że nie można czuć się bezpiecznym nigdy i nigdzie.

- Że też nie ma kary śmierci, powinien zadyndać - mówił przed laty mieszkaniec Orzewa. - Nie, to za mało. Powinien cierpieć, jak to dziecko cierpiało. A milicjanci też przez lata nie wierzyli naszym ludziom. I chłopaków ciągali po komisariatach. Na przykład kolegę Basi od podstawówki. Jak chłopak musi się czuć?

Oby nigd

Nigdy wcześniej ani później nic równie potwornego w okolicy się nie zdarzyło. Ludzie mówili o uldze. O tym, że to był jednak ktoś obcy. Bo straszne było przez te wszystkie lata żyć nawet z cieniem podejrzenia, że zrobił to ktoś znajomy, bliski, z kim spotykamy się w sklepie czy na przystanku autobusowym.

Ruszył proces. Sędzia nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących. Wymierzył maksymalny wyrok. W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd podniósł, iż tym razem dowody są miażdżące.

Zabójca nie przyznał się do winy, choć twarde dowody, z jego DNA na czele, które znaleziono na bieliźnie ofiary, nie pozostawiły złudzeń. Po niemal 30 latach sprawiedliwość w końcu go dopadła. Ale nie wyrzuty sumienia. Siwawy już, ponad 60-letni mężczyzna nie przeprosił rodziny ofiary w sali sądowej, nie wyraził skruchy. Gdy słuchał wyroku, pozostał niewzruszony, jakby był ponad to.

- Nie patrzył w naszą stronę, nie czuł skruchy - mówiła po ogłoszeniu wyroku mama Basi. - Ale cieszę się, że w końcu trafi za kratki, tam, gdzie jego miejsce.

25 lat

Mirosław C. nie przyznawał się do winy. Podawał alibi identyczne jak przed laty, ale dorzucał nowe, niemożliwe już dziś do sprawdzenia fakty. Miał nadzieję, że i tym razem wszelkie wątpliwości będą przemawiały na jego korzyść. Co robił przez ten czas? Po tym tragicznym maju 1983 wrócił do celi za kradzież i odsiedział do końca wyrok, który „wisiał” nad nim w zawieszeniu. Wyszedł z więzienia w 1997 r.

Wyrok sądu pierwszej instancji zapadł w połowie marca 2012 roku. Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał 61-latka na 25 lat więzienia.

Z wyrokiem nie zgadzali się obrońca mężczyzny (twierdził, że jest zbyt surowy) i prokuratorzy. Ci, przeciwnie, domagali się dożywocia dla sprawcy brutalnego gwałtu i morderstwa nastolatki. Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyrok zielonogórskiego sądu. Mężczyzna wyjdzie na wolność, gdy będzie miał 85 lat.

Tak zginęła 22-letnia Kasia

Poznaj kulisy zbrodni w Nowej Soli

Doskonale zorganizowany gang kradł dzieła sztuki

Zobacz też: Zleciła morderstwo męża

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie