Biskup pełen optymizmu. Anegdoty z życia bpa Adama Dyczkowskiego

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski

Wideo

Zobacz galerię (7 zdjęć)
Na spotkaniach z wiernymi chwytał za gitarę, doprowadził do wizyty papieża w diecezji, a uśmiech praktycznie nie schodził z jego pogodnej twarzy. Taki był bp Adam Dyczkowski, w latach 1993-2007 ordynariusz zielonogórsko-gorzowski. Biskup-senior zmarł w niedzielę 10 stycznia nad ranem.

Biskup Adam Dyczkowski zmarł w wieku 88 lat. Pod koniec 2020 roku przeszedł Covid-19, po którym pojawiły się powikłania. Do Domu Ojca odszedł w niedzielę 10 stycznia 2021 po 6.00 w Domu Księży Emerytów w Zielonej Górze.

Pochodził z Małopolski

Adam Dyczkowski urodził się 17 listopada 1932 r. w Kętach koło Oświęcimia.
- Miałem bardzo radosne dzieciństwo. Ojciec uczył w ogólniaku, był cenionym pedagogiem, którym wtedy nieźle się powodziło, także w domu nie było jakichś przesadnych luksusów, ale było dostatnio. Ten szczęśliwy obraz przetrwał do września 1939 r., kiedy ojciec ze swoją kompanią z Kęt poszedł prosto na front - opowiadał bp Dyczkowski w „Niedzieli”.
Gdy dorastał, też chciał iść na wojnę. - Wszyscy moi starsi koledzy walczyli w Armii Krajowej. Mnie nie chcieli przyjąć, bo byłem za smarkaty. Mówili: „Zmiataj do mamy! Jak będziesz miał 14 lat, będziesz łącznikiem, ale teraz zmiataj do domu” - wspominał przed kamerami Telewizji Polskiej.

Wojna na szczęście się skończyła i można było myśleć o przyszłości. A ta nie okazała się różowa...
- Mając 17 lat, zdawałem maturę i chciałem od razu iść do seminarium. Ojciec jednak mówi: „Słuchaj - masz 17 lat. Co ty wiesz o życiu?! Ty masz czasu dosyć. Skończ sobie studia świeckie i zobaczysz. Jeśli ci przejdzie, to znaczy, że to nie było powołanie, tylko chwilowy poryw, a jeśli ci nie przejdzie, pójdziesz na teologię” - wspominał przed laty bp Dyczkowski.
Niespełna 18-letni Adam złożył podanie na Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Jego licealna postawa nie podobała się jednak władzom komunistycznym, więc dostał tzw. wilczy bilet. Nie chciano go przyjąć także na inne uczelnie.

PRL „pchnął” go do seminarium

- Popracowałem sobie przez dwa lata w budownictwie. Miałem okazję przyjrzeć się PRL-owskiej gospodarce, gdzie o wszystkim decydował pierwszy sekretarz partii, a nie dyrektor budowy czy fachowcy. To mnie jeszcze bardziej przekonało, żeby pójść do seminarium - żeby tych ludzi ustawiać etycznie i żeby nie dali się zdemoralizować - mówił w materiale telewizyjnym.
Seminarium duchowne Dyczkowski skończył we Wrocławiu, gdzie biskupem był wówczas Bolesław Kominek. Święcenia przyjął w 1957 r. Władze komunistyczne jeszcze tego samego roku odmówiły 25-latkowi paszportu i nie mógł on wyjechać na studia zagraniczne. Bp Kominek namówił go więc na Katolicki Uniwersytet Lubelski.

WIDEO: Kolęda w Marwicach. Ksiądz odwiedził parafian... na hulajnodze

Kumpel papieża

- Kominek mówi: „Jedź na KUL, tam filozofia przyrody też dobrze stoi. Skoro ci nie dają paszportu, nie trać czasu”. Przyjechałem więc do Lublina, nie znając nikogo. Wchodzę do stołówki na śniadanie, a tam prawie pusto. Wszyscy poszli na zajęcia. Siedzi tam taki młody ksiądz. Przysiadłem się, przedstawiłem. On mi się też przedstawił. Powiedział, że nazywa się Karol Wojtyła i jako pierwszy zapytał mnie, z jakiej diecezji przyjechałem. Wyglądał o wiele młodziej od księży, którzy wtedy tam studiowali. Jak już się wszystkiego dowiedział, pytam go: A kolega na jakim wydziale? „Na etyce” - odpowiedział. To ja dalej: A na którym roku? „Ja już skończyłem”. A ja dalej brnę: To co, kolega przyjechał pewnie bliźnich odwiedzić? „Nie. Ja tu wykładam” - opowiadał były ordynariusz zielonogórsko-gorzowski.

Księża Dyczkowski i Wojtyła się zaprzyjaźnili. Zanim starszy z nich został papieżem, wiele razy jeździli wspólnie na narty. Obaj mieli też wspólnego znajomego - ks. prof. Tadeusza Stycznia. On z kolei odegrał rolę w latach 90., gdy bp Dyczkowski, wówczas już ordynariusz zielonogórsko-gorzowski, zabiegał o wizytę papieża na Ziemi Lubuskiej.
- Walczyłem o to, jak mogłem. Tadzia Stycznia, który jechał z Ojcem Świętym w Alpy, prosiłem: Tadziu, rób wszystko, żeby przekonać Ojca Świętego, aby koniecznie do mojej diecezji przyjechał. Tadek widocznie się naprzykrzał, bo Ojciec Święty powiedział: „A daj mi już spokój! Powiedz wreszcie temu Adamowi, że na pewno przyjadę”. Na spotkaniu z papieżem około pół miliona ludzi było, co na naszą diecezję, która liczy 900 tys. ludzi, było ogromnym zgromadzeniem - wspominał w telewizji biskup. Jan Paweł II był w Gorzowie 2 czerwca 1997 r.

Harnaś z młodzieżą

Kapłańskim marzeniem ks. Dyczkowskiego była praca z młodzieżą. I to się spełniło. W 1965 r. zaczęła się jego 22-letnia przygoda z duszpasterstwem akademickim.
To właśnie w czasach duszpasterstwa akademickiego na bpa Dyczkowski zaczęto mówić: Harnaś. - Pamiętajmy jakie, to były czasy. Próba prowadzenia obozów letnich dla młodzieży kosztowała więzienie lub inne srogie kary. Dlatego my, księża, musieliśmy „tajniaczyć”, czyli występować pod pseudonimami. Kardynała Wojtyłę nazywaliśmy Wujkiem, a mnie, jako że bardzo lubiłem chodzić z młodzieżą po górach, nazwano Harnasiem - mówił „Gazecie Lubuskiej” ponad dziesięć lat temu.

Jak się ma gitarę, to się na niej gra

Biskup Dyczkowski nie tylko lubił góry, ale też śpiewanie.
- Bardzo często mam okazję spotykać się z różnymi grupami i wtedy zawsze biorę gitarę. I jakby nie było, kończy się naszym wspólnym śpiewaniem - mówił nam przed laty biskup.
Wierni do dziś to pamiętają.

- To zdarzało się bardzo często. Gdy na spotkaniu ktoś miał gitarę, ksiądz biskup brał ją i zaczynał grać. Jego ulubioną piosenką musiały być „Czarne oczy”. Tam są słowa: „Gdybym miał gitarę, to bym na niej grał”. Pamiętam, że śpiewał ją bardzo często - wspominała Elżbieta Jeleńska z Gorzowa. W latach 90 należała do duszpasterstwa akademickiego przy gorzowskiej katedrze, a dziś prowadzi parafialny oddział Caritas.

„Nie nadaję się na biskupa”

W okresie duszpasterstwa akademickiego ówczesny ks. Dyczkowski został biskupem. Był rok 1978. To, jak się tego dowiedział, to też niezła anegdota:
- Przychodzę do księdza prymasa, zdziwiony, że nikogo więcej nie ma, tylko ja sam. Siedzę w poczekalni i myślę sobie, czy czegoś nie przeskrobałem i nie jestem wzywany na dywanik. Wreszcie wchodzę, kardynał Wyszyński wita mnie bardzo serdecznie i zamiast cokolwiek mówić, wręcza list papieża Pawła VI. List mianujący mnie biskupem pomocniczym we Wrocławiu. Nogi się pode mną ugięły. Zaniemówiłem. Zanim mi mowę puściło, minęło trochę czasu. Tłumaczę księdzu kardynałowi, że mam za wielki szacunek dla Kościoła, żeby mu takich biskupów życzyć. On na to: „Jeśli kard. Kominek doszedł do wniosku, że zasługujesz na to, to bądź spokojny”. Wyszedłem z listem w kieszeni, nie zdążywszy się wytłumaczyć, że nie nadaję się na biskupa - opowiadał w telewizyjnych „Notacjach”. Ordynariuszem zielonogórsko-gorzowskim bp Dyczkowski został w 1993 r. Jan Paweł II mianował wtedy metropolitą przemyskim bpa Józefa Michalika, który od 1986 r. przewodził Kościołowi w naszym regionie. W jego miejsce papież mianował bpa Dyczkowskiego. Wiernych nowy pasterz zjednał sobie bardzo szybko. Gdy pojawiał się w lubuskich kościołach, obowiązkowo... grał na gitarze.

Ingres do katedry w Gorzowie odbył się 5 września 1993. - To biskup doświadczony, wrażliwy na dzisiejsze potrzeby duchowe społeczeństwa. Diecezja otrzymuje wspaniałego pasterza - mówił wtedy abp Marian Przykucki. Sam nowy ordynariusz zapewniał: - Rolą parafii jest otaczanie troską chorych i biednych. Nasza diecezja spełni swoje zadania i wobec Kościoła, i wobec rodziny - mówił w trakcie kazania.

Nie krytykował innych

W tamtym czasie bpa Dyczkowskiego poznał dzisiejszy ordynariusz zielonogórsko-gorzowski bp Tadeusz Lityński.
- Budowało mnie jego podejście do drugiego człowieka. Nigdy nie słyszałem jakichś krytycznych opinii i uwag na temat innych ludzi, zarówno świeckich jak i kapłanów. Zawsze doszukiwał się pozytywnych cech. Na tą jego aktywność w relacji ze świeckimi i młodzieży miało wpływ to, że był duszpasterzem akademickim. To pozostawiło na trwałe ślad jego człowieczeństwa radosnego, bardzo optymistycznego, radosnego, w kontaktach i relacjach z innymi. To też pozostawia bardzo konkretny rys, który zostawia ślad także w moim kapłańskim i biskupi posługiwaniu - mówił nam bp Lityński.

Sam bp Dyczkowski pogodną postawą starał się zarażać innych. - Życzę wszystkim takiego optymizmu, jakim ja się cieszę. W życiu jest tyle radosnych chwil, a ludzie często nie myślą o nich, tylko o tych przykrych, trudnych i stąd rodzi się w nich przygnębienie, pesymizm i zgorzkniała postawa. Trudnym chwilom nie można się jednak poddawać - mówił zmarły w niedzielę biskup.

Pogrzeb będzie w katedrze

Biskup Adam Dyczkowski zostanie pochowany w krypcie katedry w Gorzowie. Termin uroczystości pogrzebowych nie jest jeszcze znany. Wynika to z tego, że oprócz byłego ordynariusza w katedrze ma zostać pochowany także bp Antoni Stankiewicz, który 4 stycznia zmarł w Rzymie i jego ciało trzeba jeszcze sprowadzić do Polski.

Czytaj również:
Diecezja zielonogórsko-gorzowska. W zeszłym roku umarło aż 19 kapłanów. Księża zmarli w 2020

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Q
QQ

Od 2015 r. z budżetu państwa przez fundacje redemptorysty – według wyliczeń OKO.press – przeszło już ponad 214 mln zł. Na co konkretnie – Rydzyk nie ujawnia.... MÓWIMY O FUNKCJONARIUSZACH KOŚCIOŁA....

Dodaj ogłoszenie