MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Brak dobrej roboty

CZESŁAW WACHNIK
Na wielu naszych drogach jazda przypomina slalom. Kierowcy muszą omijać dziury. Dlaczego nawierzchnie dróg są w tak złym stanie?

Drogowcy zrzucają winę na naukowców, którzy opracowują skład materiałów wykorzystywanych do budowy nawierzchni. Naukowcy z kolei przekonują, że winni są inwestorzy i budowniczowie dróg, bo wykonują roboty nie dochowując reguł.

Brak dobrej roboty

Dyrektor zielonogórskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych i Autostrad Robert Mikołajski mówi: - Teoretycznie każda droga po zbudowaniu powinna bez remontu służyć 10-12 lat. Ale nawierzchnie rozsypują się po upływie od dwóch do pięciu lat. A na ich łatanie, nie mówiąc już o położeniu nowego dywanika, nie mamy pieniędzy.
R.Mikołajski przekonuje, że na remonty ma rocznie około 5 mln zł. To wystarcza na odnowienie ok. 10 km nawierzchni. - A my zarządzamy 800 kilometrami - dodaje.
Inną opinię na temat stanu polskich dróg ma jeden z drogowców. Nie chce podać nazwiska: - Winna jest też bieda kasy państwowej i samorządowej. Ale najbardziej winny jest bałagan oraz niechlujne wykonywanie robót drogowych.
O jakości nawierzchni decydują składniki mieszanki, wyjaśnia drogowiec, którą używa się do wylewania tzw. nawierzchni ścieralnej. Musi być tam odpowiednie kruszywo, dodatkowo w ściśle określonych proporcjach, czyste i niezwietrzałe. W przeszłości nikt się tymi proporcjami nie przejmował.
Dlaczego tak wykonane drogi, odbierał inwestor czyli zielonogórski oddział GDDKiA?
- Być może niekiedy nasze służby zostały oszukane - twierdzi z kolei R.Mikołajski. - Mogło się bowiem zdarzyć, że po zniknięciu z pola widzenia naszych laborantów, wykonawca partaczył robotę. Ale to margines tego problemu. Główną przyczyną tak szybkiego niszczenia się dróg są stosowane przez lata złe receptury - przekonuje R.Mikołajski, - których my musieliśmy przestrzegać.

Winne są receptury

Podobną diagnozę stawia dyrektor Przedsiębiorstwa Drogowego ,,Kontrakt’’ w Krośnie Odrzańskim Karol Jankowski: - Kiedy w upalne lato 1994 roku wielkie ciężarówki zniszczyły tysiące km polskich dróg, zmieniono receptury. Zamiast bitumu, nazywanego popularnie asfaltem, zaczęto stosować materiały bardziej sztywne.
Dzięki temu drogi stały się bardziej wytrzymałe na odkształcenia w czasie upałów. Ale po kilku latach zaczęły szybko pękać i kruszyć się. W zimie popękana nawierzchnia jest bardziej narażona na ciągłe zmiany temperatur i niszczeje jeszcze szybciej. Gdy miną mrozy, z jedni wypadają całe kawałki nawierzchni i tworzą się dziury wszelkich rozmiarów.
Dopiero od dwóch, trzech lat stosuje się inne receptury, które gwarantują bardziej szczelną, a jednocześnie sztywną i plastyczną nawierzchnię.
Kto odpowiada za przyjęte przed laty wadliwe normy? - Instytut Budowy Dróg i Mostów w Warszawie - odpowiada K. Jankowski.
Dyrektor IBDiM prof. Dariusz Sybilski przyznaje, że w 1994 roku zmieniono receptury.
- Mniej asfaltu i lepsze kruszywo, to podstawowe zmiany - dodaje D.Sybilski. - Ale wtedy też wskazywaliśmy na konieczność stosowania asfaltów polimerowych. To one miały uszczelnić warstwę ścieralną.
Asfalty polimerowe są droższe od zwykłych. Dlatego drogowcy, obniżając koszty robót, rezygnowali z polimerów. Tu dyrektor Sybilski podaje przykład obwodnicy Nowej Soli, która zbudowana w 1998 roku niszczeje w zastraszającym tempie, bo zabrakło tam polimerów. Takich dróg w Polsce jest tysiące kilometrów. Dopiero od 2000 roku GDDKiA zaleciła swoim oddziałom, aby wymuszały stosowanie asfaltów polimerowych. Drogi są wprawdzie droższe w wykonaniu, ale podobno nie będą pękać po kilku latach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska