Brak lidera to do zera

Paweł Tracz
Krzysztof Śmigiel i jego koledzy nie spełnili we Wrocławiu pokładanych w nich nadziei i gładko przegrali do zera
Krzysztof Śmigiel i jego koledzy nie spełnili we Wrocławiu pokładanych w nich nadziei i gładko przegrali do zera fot. Aleksander Majdański
- Graliśmy bardzo nierówno i nie mieliśmy zawodnika, który popchnąłby nas do przodu - przyznał po sobotniej porażce we Wrocławiu atakujący gorzowian Krzysztof Śmigiel.

GWARDIA ENERGIAPRO GIGAWAT WROCŁAW - RAJBUD DEVELOPMENT GTPS GORZÓW 3:0 (25:18, 25:23, 25:19)

GWARDIA ENERGIAPRO GIGAWAT WROCŁAW - RAJBUD DEVELOPMENT GTPS GORZÓW 3:0 (25:18, 25:23, 25:19)

GWARDIA ENERGIAPRO GIGAWAT: Janosik, Thwaite, Krupnik, Kurian, Lech, Olejniczak, Mihułka (libero) oraz Dutkiewicz i Śmiechowski.
RAJBUD DEVELOPMENT GTPS: Kudłacik, Wroński, Jasiński, Kupisz, Kamiński, Wołosz, Maciejewicz (libero) oraz Borczyński, Śmigiel, Olichwer, Grzesiowski i Stępień.
Sędziowali: Marcin Myszkowski (Warszawa) i Bartosz Wencław (Łódź). Widzów 100.

GTPS zagrał bardzo słabo. - Na 12 chłopa, 10 musiałbym od razu zabić - przyznał bez ogródek trener gości Sławomir Gerymski.

Trudno dziwić się jego impulsywnej wypowiedzi, bo rzeczywiście nikt z jego podopiecznych nie zagrał tak, jak powinien. Cieniem samego siebie był nawet bohater poprzedniego spotkania z Nysą Michał Kamiński. Czemu było tak źle? Po części to wina małej, ciasnej hali, gdzie każdy zły odbiór lądował na trybunach. A tych mieliśmy, niestety, bez liku. Po części skutek znakomitej dyspozycji Jarosława Lecha, który w sobotę rzadko się mylił i zasłużył na miano kata gorzowian.
Pierwszy i trzeci set wyglądał tak samo. Podkręcone zagrywki sprawiały nam masę kłopotów i miejscowi od razu zbudowali kilkupunktową przewagę, którą holowali do końca. Fakt, nasi gonili, ale gdy tylko doszli gospodarzy na dwa, trzy oczka, do akcji ruszał trener wrocławian Maciej Jarosz. Jego półminutowe przerwy skutecznie wybijały naszych z rytmu i powracało stare.

Może wynik byłby inny, gdyby GTPS wygrał drugą odsłonę. Na początku nawet prowadziliśmy 5:3 i 6:4, ale gdy na zagrywkę wracał Lech, koszmar rozpoczynał się na nowo. Gładka przegrana smuci, ale z tak dysponowaną Gwardią, nie wygrałby chyba sam diabeł.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie