Brak miejsc na porodówkach we Wrocławiu. Gdzie rodzić?

Adriana Boruszewska
Adriana Boruszewska
Tego lata zaplanowano zamknięcie dwóch porodówek. Z powodu remontów. Przez dwa tygodnie, do 31 lipca, nieczynny był oddział przy Chałubińskiego, a do 20 sierpnia porodówka przy ul. Borowskiej.
Tego lata zaplanowano zamknięcie dwóch porodówek. Z powodu remontów. Przez dwa tygodnie, do 31 lipca, nieczynny był oddział przy Chałubińskiego, a do 20 sierpnia porodówka przy ul. Borowskiej. Tomasz Bolt/Polska Press
Ścisk i niekomfortowe warunki - tak mówią pacjentki o „wakacyjnym” pobycie na wrocławskich porodówkach. Powód? W połowie lipca na czas remontu zamknięto oddział ginekologiczno-położniczy przy ul. Chałubińskiego, a do 20 sierpnia nieczynna jest porodówka w szpitalu przy ul. Borowskiej.

Tego lata wrocławianki rodzą głównie w szpitalu przy ul. Kamieńskiego albo na Brochowie. Mówią jednak, że łatwo nie jest. - Tłok na oddziale był ogromny. Kobiety na korytarzach czekały na wolne miejsce. Raz lub dwa zdarzyło się tak, że jedno łóżko było wolne - relacjonuje nam pani Kamila, która urodziła właśnie syna w szpitalu przy ul. Kamieńskiego. Pacjentka zauważa także, że warunki na salach poporodowych zostawiały dużo do życzenia. - Takie trochę popeerelowski szpital. Przez dwa dni nie miałyśmy bieżącej wody w umywalce na sali - podkreśla. Dodaje jednak, że w szpitalu można liczyć na doskonałą opiekę położnych, które cierpliwie wszystko tłumaczą i dbają o rodzące kobiety.

Dyrekcja szpitala przy ul. Kamieńskiego w komunikacie umieszczonym na stronie internetowej informuje, że „w związku z brakiem miejsc na oddziale położniczo-ginekologicznym i dużą liczbą pacjentek, które chcą rodzić w tutejszym szpitalu, jesteśmy zmuszeni, tam, gdzie jest to możliwe zwolnić miejsca dla przyszłych rodzących”.

Janusz Wróbel, dyrektor szpitala na Brochowie, przyznaje, że 120-łóżkowym oddział pracuje się pełną parą. - Staramy się funkcjonować normalnie i nie odsyłać pacjentek - zaznacza. Wylicza też, że liczba porodów w lecie znacznie wzrosła - o prawie 1/3.

Kobiety szukają miejsc na porodówkach nie tylko we Wrocławiu. Pani Katarzyna pomoc znalazła dopiero w Oleśnicy. - W żadnym z wrocławskich szpitali mnie nie przyjęli. Porodówkę w Oleśnicy polecił mi lekarz - tłumaczy pacjentka. Mówi też, że jest bardzo zadowolona z pobytu w tamtejszym szpitalu. - Oddział jest mały i kameralny. Pacjentki leżą w dwuosobowych salach. Wcześniej rodziłam na Kamieńskiego, gdzie nikt z personelu się nie wyrabiał ze względu na dużą liczbę pacjentek. W łazienkach były plamy z krwi. Wszędzie było brudno - wspomina młoda mama i podkreśla, że gdyby miała rodzić raz jeszcze, to ponownie wybrałaby Oleśnicę. - Mimo iż musiałam tam jechać 50 km, a mąż był przy mnie krócej - dodaje.

Szpital w Oleśnicy rzeczywiście przeżywa „najazd” wrocławianek. Również ze względu na młody personel, który przeniósł się tam z wrocławskich „klinik”. - Pacjentki pojawiają się u nas przede wszystkim ze względu na możliwość indywidualnej opieki położonej - podkreśla ginekolog Gizela Jagielska. Zaznacza także, że w Oleśnicy kobiety nie czekają na korytarzach, nie ma też tłoku na salach. - Wypuszczamy pacjentki do domu w drugiej dobie po porodzie, kiedy noworodek ma ukończoną diagnostykę - zauważa lekarka.

Miejsc na oddziałach wrocławianki szukają również w Oławie, gdzie rocznie rodzi się 1200 dzieci. - Przyjeżdżają do nas pacjentki nie tylko z Wrocławia, ale też ze Strzelina i województwa opolskiego - mówi nam dyrektor szpitala, Andrzej Dronsejko, który cieszy się, że na popularności zyskuje nie tylko wizerunek szpitala, ale też i jego finanse, bo porody to świadczenia nielimitowane przez NFZ.

Co ciekawe swoje łóżka wrocławiankom oferuje również szpital im. Biernackiego... w Wałbrzychu.
- Dla mieszkanek Krzyków to tylko godzina drogi - zauważa prof. Sławomir Suchocki, dyrektor ds. medycznych placówki i wymienia, że pacjentki mają dostęp do znieczulenia oraz hotelu dla mam. - Przyjmujemy prawie dwa tysiące porodów rocznie, z czego tylko 25 procent to „cesarki”- zaznacza Suchocki i zaprasza wrocławianki. - Mamy wolne miejsca i komfortowe warunki - zachęca.

Wideo

Materiał oryginalny: Brak miejsc na porodówkach we Wrocławiu. Gdzie rodzić? - Gazeta Wrocławska

Komentarze 56

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Baja
Mój drugi poród.Przyjechałam na Borowska,miałam najbliżej a zaczęły się u mnie skurcze i krwawienie, mimo braku miejsc nie można mnie było już nigdzie odesłać (Kamińskiego zamkneli,kto mógł,to wysyłano za Wrocław ). Udało mi się zalapac na porod rodzinny. Położne super rewelacyjne,bardzo pomagały przy porodzie, p.Monika-anioł,panowała nad wszystkim, na znieczulenie za późno, urodziłam Leona 3950g siłami natury,bez pęknięcia i nacięcia krocza, Dziękuję
K
Kama
Nie było pomocy od państwa przy narodzinach to źle, że na zachodzie to mają dobrze się mówiło Teraz jest pomoc to wszyscy oburzeni,że jak to. Do momentu aż córka,synowa czy żona nie rodzi. Smutna ta nasza polska hipokryzja, bo przecież kraj katolicki, tylko dzieci rodzic przecież mamy i wszyscy tacy prorodzini. A poza tym akurat właśnie wyż demograficzny z lat 80 się rozmnaza. Tak dla przypomnienia.
G
Gość
To nie będziecie miały powodów do narzekać na wrocławskie porodówki . Jednak chyba u was na razie wygrywa rządza piiiii... niądza - rządowego a nie swojego wypracowanego .
T
Tata
Moze prestiż a moze branie pod uwagę wszystkich czynników..wiadomo ze w razie nieszczęścia to we WRO jest największa szansa na uratowanie dziecka a nie w okolicznych szpitalach gdzie miło i czysto tylko umiejętności czy sprzętu do ratowania brak
O
On
Ci jeszcze "ważne" - miły lekarz...pożartuje, przytuli ale porodu odebrać nie umie
L
Luk
Super rodzenie w domu póki nie ma powikłań, wtedy płacz, nerwy i pytanie gdzie szpital
L
Lukas
Taa, ordynator obraza kobiety bo powie ze za gruba, jakby to było w tym czasie najważniejsze..
Ważne zeby opieka i bezpieczeństwo było zapewnione i to raxzej jest skoro tyle chętnych a ordynatora po dwóch porodach mojej żony jak najbardziej pochwale..lekarz z powołania
p
pawel
Kiedyś pisałem do gazety wrocławskiej ale nikt się nie zainteresował tematem, warto aby ktoś zweryfikowal zachowania Pana ordynatora z wydziału ginek-pol z Kamińskiego jego obrażanie pacjentek a także ustalony przez przynajmniej niektóre położne cennik porodów nazywany "opieka" w szpitalu publicznym gdzie usługi powinny być darmowe.
j
jamama
Kolejna mądra osoba, która uważa, że za dodatkowe 500 zł warto jest rodzić dziecko. Za tyle to sobie można kupić pieluchy i kilka ubranek, a nie wyżywić i zadbać o odpowiednią opiekę dla małego człowieka. Ci, którzy wykorzystują 500 + na swoje potrzeby to sama patologia, a rodzin naprawdę potrzebujących jest bardzo wiele. Jak nie masz gdzie się uzewnętrznić z tymi mądrościami to po prostu zamilcz.
r
ret
We Wrocławiu w centrum miasta stoją puste budynki po szpitalach np. Poniatowskiego cz Wiśniowa
L
LILI
ja tam ise cieszyłam ze wreszcie do domu :) kobieta powinna sama decydować czy chce już wyjśc do domu.
c
czechna
PRZESTAŃCIE WYPŁACAĆ 500+.
O
Ola
PIS powinien stworzyć dobre warunki kobietą ciężarnym zarówno w czasie ciąży ( brak bezpłatnej pomocy, prawie wszystko płatne), jak i w czasie porodu i po porodzie. Czy to normalne, żeby obolała kobieta po porodzie była wypisywana z maleństwem na drugą dobę do domu?
W
Wrocławianin
Jak to gdzie? Rodzić w ratuszu w gabinecie dupkiewicza oraz na ścieżkach rowerowych...
A
Aśka
W NL kobiety ridzą w domach z połozną i nie narzekaja
Dodaj ogłoszenie