Buhaj Ilon to chyba jedyny byk w Polsce, który ma swój pomnik. Słynny zwierz przez lata budził uśmiech, ale też... kontrowersje.

Pomnik szarżującego byka, będący jednym z symboli Nowego Jorku, pojawił się na Manhattanie w grudniu 1989 roku. Być może jest to najsłynniejsza tego typu rzeźba na świecie, ale z pewnością nie najstarsza. Siedem lat wcześniej swojego byka dorobiła się gmina Wschowa. Jednak by zrozumieć genezę niezwykłego pomnika stojącego przy drodze na Osową Sień, musimy cofnąć się aż do lat 70.

Mama Ilona z USA

- Jak przyszedłem tu w 1998, to sytuacja ekonomiczna firmy była ciężka - opowiada Czesław Kryszkiewicz, prezes spółki Hodowla Zwierząt Zarodowych Osowa Sień, która obchodzi w tym roku swoje 70-lecie.

- Trzeba było się zastanowić, co chcemy robić, bo były tu i konie, i świnie... Ostatecznie zostaliśmy na bydle, bo w tym firma dobrze się trzymała - wyjaśnia. Krowy były najmocniejszą stroną przedsiębiorstwa po tym, jak w latach 1974 - 1977 z USA i Kanady sprowadzono niemal 200 stuprocentowych „holsztajn-fryzów” czyli bydła typowo mlecznego. - Bo do tamtej pory mieliśmy w Polsce tylko bydło mięsno-mleczne. A te były typowo pod mleko. Jałówki przylatywały do kraju samolotem, w Warszawie je rozładowywano... Można sobie tylko wyobrazić jak biegały po lotnisku, szkoda że filmów z tego nie ma - śmieje się C. Kryszkiewicz. - Jak te jałówki do nas przyjeżdżały, to były cielne. No i któregoś razu urodził się byczek. Został u nas w firmie i był wykorzystywania do krycia naturalnego - opowiada prezes. Tak, to właśnie był Ilon.

Zamiast Bismarcka

Szybko okazało się, że byk nie jest pierwszym lepszym reproduktorem. Dzięki niezwykłej wydajności Ilona hodowla w błyskawicznym tempie rosła w siłę, a sam buhaj stał się swoistą gwiazdą PRL. Kilka lat później Edmund Apolinarski, prezes ówczesnego Państwowego Ośrodka Hodowli Zarodowej stwierdził, że wypadałoby zostawić następnym pokoleniom jakąś pamiątkę tych jakże owocnych czasów. Wpadł więc na pomysł, by buhajowi Ilonowi sprawić pomnik. - Decyzja zapadła, projektanci przyjechali i zrobili go w betonie... Pozostawało pytanie gdzie ów pomnik postawić? - opowiada prezes Kryszkiewicz. Wybór padł na zaniedbany i nieco zapomniany pagórek, na którym do lat 60. stał monument upamiętniający Bismarcka. Wzgórze uporządkowano i właśnie tam, na wysokim cokole stanął pomnik. Jednak był to rok 1982, a więc czas stanu wojennego i atmosfera dla tego typu przedsięwzięć nie była najlepsza. Zanim betonowy Ilon ozdobił pagórek, rok przeczekał zamknięty w stodole. Pomnika przez pierwsze lata pilnowali nawet okoliczni myśliwi.

Rogi, zad i... jajka

Pomnik więc stał i bardzo szybko obrastał w historię i anegdoty. - Pomnik ustawili... no, w jakimś kierunku. Głowę ma w jedną stronę, zad ma w drugą - mówi C. Kryszkiewicz. - Często jak ktoś się mnie pytał o kierunki, odpowiadałem, że wszystko zależy od kontekstu. Czy tyłek do czegoś, czy rogi na coś. I zależności od tego kto przyjechał, to się mówiło dlaczego on tak ustawiony. Albo dupą do Zachodu, albo rogami na Wschód - śmieje się szef spółki.

Najwięcej kontrowersji wzbudził jednak zwyczaj malowania tego, czym Ilon zapracował na swoją sławę. - Co roku przed Wielkanocą znajdowali się tacy, co wdrapywali się na pomnik i zmieniali bycze jajka w pisanki - śmieje się prezes Kryszkiewicz. A było to zadanie wręcz karkołomne, bo pomnik jest dość wysoki. - Raz wymalowali go w kolory biało-czerwone. To się ludziom nie spodobało, nawet telefony miałem w tej sprawie. Awantura się zrobiła, mówią do mnie: „weź chłopie przemaluj, bo jak to narodowe barwy na byczych jajach...”. - Czy ta tradycja trwa do dziś? - pytam prezesa. - W tym roku jakoś nie. Brak ducha w narodzie - odpowiada ze śmiechem.

ZOBACZ TEŻ: Wykopki dawniej. Kopała wieś i miasto (archiwalne zdjęcia)