Bursztynowa Komnata: trop prowadzi do...

Dariusz Brożek 95 742 16 83 [email protected]
- Międzyrzeckie fortyfikacje kryją jeszcze wiele tajemnic. Może właśnie tu Niemcy ukryli Bursztynową Komnatę - zastanawia się Janusz Klupsch, na którego polach znajduje się kilka bunkrów.
- Międzyrzeckie fortyfikacje kryją jeszcze wiele tajemnic. Może właśnie tu Niemcy ukryli Bursztynową Komnatę - zastanawia się Janusz Klupsch, na którego polach znajduje się kilka bunkrów. Dariusz Brożek
Bunkry w okolicach Międzyrzecza wciąż odsłaniają kolejne tajemnice. Jedną z nich są komory między wioskami Pniewo i Wysoka. Zdaniem poszukiwaczy skarbów, pod koniec wojny Niemcy mogli w nich ukryć Bursztynową Komnatę.

Połowa grudnia. Pola wokół wsi Pniewo skrzą się dziewiczą bielą. Śnieg zamaskował rów przeciwczołgowy, najeżony smoczymi zębami - betonowymi zaporami, które miały zatrzymać radzieckie zagony pancerne. Białymi czapami pokrył też betonowe kopuły na wzniesieniu przy drodze do wsi Wysoka. - W pobliżu odkryłem ostatnio tajemniczy szalunek. Po drugiej stronie stoją identyczne obiekty. A pod nimi znajdują się komory, których nie ma na żadnych mapach - opowiada Janusz Klupsch, właściciel gospodarstwa rolnego z Pniewa.

Jesteśmy w samym sercu Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. To najbardziej tajemniczy zakątek Ziemi Lubuskiej. W latach 30. XX wieku Niemcy wbudowali tu ponad 20 potężnych bunkrów, które połączyli labiryntem podziemnych korytarzy. Umocnienia miały bronić tzw. Bramy Berlińskiej, czyli najkrótszej drogi z Poznania i Warszawy do stolicy Trzeciej Rzeszy. - Rosjanie przełamali fortyfikacje bez większych strat na przełomie stycznia i lutego 1945. Od zakończenia ostatniej wojny minęło już prawie 68 lat, ale nasze bunkry wciąż odsłaniają nowe tajemnice i rozpalają wyobraźnię poszukiwaczy skarbów. Jedna z teorii głosi, że właśnie w ich podziemiach pod koniec wojny hitlerowcy ukryli Bursztynową Komnatę - mówi Tadeusz Świder z muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie, jeden z najbardziej doświadczonych przewodników po międzyrzeckich bunkrach.

Co się kryje pod kopułami?

Razem ze Świdrem i Klupschem lustrujemy kopuły między Pniewem a Wysoką. Zrobiono je z betonu, podczas gdy te na bunkrach są z wysokogatunkowej stali. Mają też inny kształt. Dlaczego wybudowano je ponad kilometr za główną linią fortyfikacji? Zdaniem przewodników, to tzw. kopuły pozoracyjne. Miały wprowadzać w błąd atakujące z wschodu oddziały przeciwnika. Po co więc Niemcy wydrążyli koło nich głęboki na kilkanaście metrów szyb, który następnie zasypali żwirem? Takich pytań bez odpowiedzi jest więcej. Jesienią pracownik Klupscha zahaczył pługiem o rurę o średnicy 50 mm, która łączy konstrukcję z oddaloną o blisko kilometr studnią głębinową. - W jakim celu doprowadzono tam wodę, skoro szyb został zasypany? A może Niemcy po prostu coś tam ukryli - pyta rolnik.

Kolejną zagadkę kryją kopuły po drugiej stronie drogi. Zdaniem właściciela pola, pod betonowymi konstrukcjami znajdują się komory. - W czasie wiosennych roztopów wokół stoi woda, a tam od razu robi się sucho - stwierdza. - Topniejący śnieg i deszczówka spływają do ukrytych pod ziemią pomieszczeń, których nie ma jednak na znanych mi planach fortyfikacji. Niemcy musieli coś tam w pośpiechu budować, gdyż wokół jest sporo gruzu i betonu najeżonego prętami zbrojeniowymi. Dlatego musiałem tu nawieźć kilka przyczep ziemi, żeby podnieść i wyrównać teren.

Jakieś 20 metrów pod nami biegnie tzw. główna droga ruchu, czyli korytarz o długości około 10,5 km, który jest kręgosłupem fortyfikacji. Komunikację ułatwiały kolejki wąskotorowe. Tor był jeden, dlatego mijały się w podziemnych dworcach, oddalonych od siebie o kilkaset metrów. Bezpośrednio pod kopułami Niemcy wydrążyli komorę i zamontowali w niej potężny zbiornik. Z metalowej metryczki wynika, że cysterna powstała w roku 1942 w zakładzie we Frankfurcie nad Menem. Tymczasem rozbudowę fortyfikacji przerwano w 1938 roku. - Dlaczego prace zostały wznowione cztery lata później, mimo wyraźnego rozkazu Hitlera o ich przerwaniu? - zastanawia się Klupsch.

Podziemna bateria na wzgórzu

Zdaniem Świdra, Niemcy budowali w tym miejscu baterię artyleryjską i wjazd do podziemnego systemu. Nie wiadomo, czy zdążyli ukończyć wszystkie szyby i komory. - Jedno jest pewne. Te obiekty nie mają żadnych połączeń z korytarzami ani wyjść na powierzchnię. Prawdopodobnie zostały zasypane pod koniec wojny - podejrzewa Świder. Przed kilkoma laty dotarł do byłego więźnia obozu w Brójcach, który podczas wojny pracował w bunkrach. Twierdzi, że działania wojenne i rozkaz Hitlera nie przerwały prac w podziemiach. - Widział wagoniki żółtego piasku, wywożonego na powierzchnię głównym wjazdem koło Wysokiej - dodaje.
Robert Jurga z Zielonej Góry, znawca fortyfikacji i autor wielu książek na ich temat, potwierdza, że niemieccy inżynierowie planowali w tym miejscu baterię. Budowę przerwano, a w czasie wojny powstał tam artyleryjski punkt obserwacyjny. W rejonie MRU wybudowano ponad 50 takich obiektów, ale znany jest tylko jeden. - Bunkry wciąż są ogromną tajemnicą. Po wojnie wiele szybów i wejść zostało zasypanych, dlatego nie znamy wszystkich wybudowanych obiektów - przekonuje Jurga.

"Stańczyka" też schowali

Jedziemy do Wysokiej. Samochód powoli forsuje kolejne zaspy. Podobne warunki panowały tu w nocy z 29 na 30 stycznia, kiedy główną linię fortyfikacji przełamały czołgi majora Aleksieja Karabanowa z 44. Brygady Pancernej Gwardii. Oficer zginął w Wysokiej, zaś brawurowy atak jego pancerniaków przeszedł do historii jako Rajd Karabanowa. Kilka tygodni później dotarł tu specjalny batalion Armii Czerwonej, który rabował odnalezione na tyłach frontu dzieła sztuki i kosztowności. Dowodził nim podpułkownik Andriej Biełokopytow. Jego podwładny major Siergiej Sidorow natrafił w MRU na komory, w których pod koniec wojny żołnierze Wehrmachtu schowali eksponaty z Muzeum Cesarskiego w Poznaniu. Rosjanie wynieśli stąd około 500 skrzyń wypełnionych obrazami, rzeźbami, dokumentami i zabytkowymi meblami, które przewieziono 22 wagonami do Moskwy. Wśród nich był obraz "Stańczyk" pędzla Jana Matejki, który został zwrócony Polsce dopiero w 1956 roku i obecnie możemy go podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie.

W czasie wojny Niemcy przygotowali w MRU komory depozytowe. Według Jurgi, schowki nigdy nie zostały odkryte. Dzieła sztuki z Poznania zwieziono po prostu do korytarzy i magazynów amunicyjnych Pętli Boryszyńskiej. Jak dodaje Świder, schowków na skarby nie budowano w pobliżu magazynów amunicji i paliwa. Chodziło o to, by przypadkowa eksplozja nie zniszczyła bezcennych depozytów.
Wielu poszukiwaczy skarbów jest przekonanych, że to właśnie w międzyrzeckich bunkrach Niemcy schowali Bursztynową Komnatę, którą jakoby zdążyli wywieźć z Królewca przed okrążeniem miasta przez czerwonoarmistów lub już w czasie oblężenia. Powołują się na dokumenty o pociągu ze zrabowanymi dziełami sztuki, który w 1944 roku zatrzymał się w Paradyżu. Czyli zaledwie dwa kilometry od najbliższych bunkrów. - Turyści często nas o nią pytają. Odpowiadamy, że według jednej z hipotez, została ukryta właśnie w naszych bunkrach. Nie ma na to jednak żadnych dowodów. Bo gdyby były, już dawno zostałaby odnaleziona - nie ukrywa Sylwia Banak, przewodniczka z muzeum w Pniewie.

Komory czekają na odkrycie?

Wielu znawców fortyfikacji twierdzi, że od zakończenia wojny nie odkryto jeszcze wszystkich korytarzy i magazynów w MRU. Niektórzy rozkuwają znajdujące się w podziemiach zamurowane wejścia tuneli. Zdaniem przewodników, to ślepe odnogi, za którymi jest tylko piasek.
- Niemcy zdążyli wybudować zaledwie 30 procent planowanych obiektów. Drążąc główne korytarze, szalowali ich ściany betonem, ale w miejscach projektowanych odnóg robili niewielkie wgłębienia, które zamurowywali cegłami. Chodziło o to, żeby nie rozkuwać betonu podczas późniejszej rozbudowy i drążenia bocznych tuneli. Teraz wiele osób sądzi, że to zamurowane korytarze. Dlatego kują ściany i są bardzo zdziwieni, kiedy zza cegieł zaczyna się sypać piasek - mówi Leszek Lisiecki, dyrektor muzeum w Pniewie.
Wyjaśnienia przewodników nie przekonują eksploratorów. - Niemcy mogli wysadzić prowadzący do komór korytarz. Potem wystarczyło zabudować zawał cegłami. Wiele wskazuje na to, że są tam pomieszczenia, które czekają jeszcze na odkrycie - przekonuje jeden z naszych rozmówców.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Slaff
A ciekawe to co napisałeś Perkunie. Z dużą dozą nieomylności sformułowałeś pogląd z treści którego wynika, ze wiesz co się z nią stało. O szczegóły nie mogę przecież zapytać wprost ale proszę, podaj nazwę kraju w którym ona jest albo rok kiedy uległa zniszczeniu. Czekam na odpowiedź i pozdrawiam.
P
Perkun
Zajmuję się tematyka od lat wywozu dzieł sztuki do podziemi OWB (MRU) i nie rozumiem dlaczego z uporem maniaka, pisze się takie bzdury o Bursztynowej komnacie w MRU. Jeśli ktoś zna temat BK, to wie co się z nią stało. Kolejna rzecz to zwożenie dzieł sztuki do podziemnych komór, zaczęło się już w drugiej połowie 1942, i nie składowano pochopnie w korytarzach a w komorach pod Panzerbatterie Nr .5. i na to są dokumenty!!!
Zapraszam do przeczytania publikacji książkowej pt" Podziemny Skarbiec Rzeszy" Tam jest bardzo precyzyjnie opisane kiedy i jak przygotowywano pomieszczenia do składowania skrzyń. Oraz dokładny opis jak Brygady Trofiejne trafiły na skrytki.
Dodaj ogłoszenie