MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Co dalej z prawami jazdy kursantów ze szkoły jazdy "Marchewa"?

Wojciech Olszewski Filip Pobihuszka [email protected]
Utrata "prawka” jest dla mnie równoznaczna z utratą pracy. Mam prawo jazdy, czy go nie mam? - Grzegorz Ligucki pokazuje pisma ze starostwa.
Utrata "prawka” jest dla mnie równoznaczna z utratą pracy. Mam prawo jazdy, czy go nie mam? - Grzegorz Ligucki pokazuje pisma ze starostwa. Filip Pobihuszka
Co dalej z naszymi prawami jazdy? - pytają byli kursanci szkoły jazdy "Marchewa", którym grozi utrata uprawnień kierowcy. Starosta zachęca do składania odwołań.

Na liście osób z zakwestionowanymi przez prokuraturę uprawnieniami do kierowania samochodami jest 145 nazwisk, ale może być ich więcej. Byli kursanci szkoły "Marchewa" nie wiedzą, co dalej stanie się z ich prawami jazdy. Nie chcą stracić wydanych już dokumentów, a kolejne pisma od starostwa nie rozwiewają ich obaw. - Dotąd dostałem dwa pisma ze starostwa, ale mój znajomy ma ich już trzy - przychodziły jedno po drugim, a każde następne anulowało poprzednie. Przestaję cokolwiek z tego rozumieć. Mam prawo jazdy, czy go nie mam? - mówi Grzegorz Ligucki i pokazuje dokumenty, które otrzymał.

- Sprawa dotyczy ponoć praw jazdy wydanych w okresie od 1 sierpnia 2006 do 31 stycznia 2007 r.. Nie rozumiem więc dlaczego mam oddać swoje, skoro wyrobiłem je w sierpniu 2007. W moim przypadku jest to dodatkowy stres, bo pracuję jako kierowca. Utrata "prawka" jest dla mnie równoznaczna z utratą pracy - mówi G. Ligucki.

- Dlaczego traktuje się nas jak przestępców? Dlaczego my maluczcy, którzy wybrali tę akurat szkołę, mamy odpowiadać za to, że ktoś gdzieś zawinił? Siedem razy zdawałam na prawo jazdy. Stres, pieniądze, tego nikt mi nie zwróci. Ale teraz mogę stracić pracę i jedyne źródło dochodów - mówi oburzona była kursantka "Marchewy". Nie chce ujawnić nazwiska.

Naczelnik wydziału komunikacji Andrzej Kowal był w ubiegły piątek na konferencji szefów wydziałów komunikacji z przedstawicielami ministerstwa infrastruktury. Przywołał sprawę "Marchewy". Usłyszał, że nowosolskie starostwo musi w trybie Kodeksu Postępowania Administracyjnego rozpatrzyć sprzeciw prokuratora.

- Zgodnie z KPA wznawiamy postępowanie. Strony, zarówno prokurator jak i kursanci mogą wnosić uwagi, dokumenty w sprawie. Potem będzie wydana decyzja. Albo zgodna z wnioskiem prokuratora, który domaga się uchylenia pierwszej decyzji starosty o przyznaniu uprawnień do prowadzenia pojazdów lub inna. Na dziś przychylamy się do decyzji prokuratora - informuje A. Kowal.

Decyzja ma zapaść jeszcze w październiku. To jednak nie koniec skomplikowanej procedury. Od przyszłej decyzji starosty zarówno prokurator jak i kursanci "Marchewy" będą mogli się odwołać do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO sprawę rozstrzygnie, jednak ta decyzja może skończyć się potem odwołaniem w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym a i zapewne w końcu przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. A to może potrwać. Odwołania na każdym etapie to jedyna formalna droga do tego, by poszkodowani przez "Marchewę" mogli wciąż używać prawa jazdy do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy.

- Namawiam gorąco do dochodzenia swoich praw i składania odwołań od decyzji starostwa. Zapewniam, nie obrażamy się na osoby to czyniące. Na każdym etapie postępowania będziemy udzielać stosownych informacji - deklaruje starosta Małgorzata Lachowicz-Murawska. - To trudny przypadek, bo niezawiniony ani przez starostwo, ani tym bardziej przez osoby, które uzyskały po szkoleniu i zdaniu egzaminu prawo jazdy. Nikt nie kwestionuje tego, że te osoby w dobrej wierze zapisały się do szkoły, ukończyły szkolenie, złożyły i zdały egzamin przed komisją WORD.

Starosta podkreśla, że winą właściciela "Marchewy" jest to, że od sierpnia 2006 do stycznia 2007 roku ośrodek nauki jazdy prowadzony był bez wymaganego zgłoszenia do ewidencji działalności gospodarczej w nowosolskim urzędzie miejskim oraz bez wpisu do rejestru działalności regulowanej starostwa od lutego 2007 do marca 2009. - To powoduje, że od sierpnia 2006 do marca 2009 wszystkie zaświadczenia o odbyciu szkolenia z mocy prawa są nieważne. A to one stanowiły podstawę do przystąpienia do egzaminu na prawo jazdy - mówi A. Kowal.

Według M. Lachowicz-Murawskiej precedensowa sprawa szkoły jazdy "Marchewa" jest wynikiem luki prawnej. Urzędy gminy nie mają bowiem obowiązku przekazywania starostwom informacji o zmianach w ewidencji gospodarczej, jakich dokonały ośrodki nauki jazdy. Muszą to zrobić same firmy, jeśli tego zaniechają lub ukryją zmianę wyjść to może jedynie przy okazji jakiejś kontroli. Starostwo wysłało do ministerstwa infrastruktury pismo z prośbą o prawną interpretację sprawy. Jednocześnie interpelację do ministra złożył poseł Bogdan Bojko. Na odpowiedzi trzeba będzie poczekać.

- Pisma, odwołania, sądy, chyba nie na tym to powinno polegać. Czy nie ma innej możliwości uznania naszych praw jazdy? Przecież kończyliśmy kurs, zdaliśmy egzamin z teorii, na placu i podczas jazdy. Niech starosta nie cofa nam praw jazdy. Przecież dobro człowieka jest najważniejsze - komentuje była kursantka.

- Nie możemy rozstrzygać, czy prawo jest dobre, czy złe. Musimy działać zgodnie z jego literą. Ale chcemy też próbować pomóc poszkodowanym ludziom wszystkimi prawnymi środkami - zaznacza starosta.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska