Czarna kobra

JANUSZ DOBRZYŃSKI [email protected] (95) 722 69 37
Udostępnij:
Fama o jego niepowtarzalnym talencie dotarła do Europy już trzy lata temu. I wystarczyło mu zaledwie 25 minut, by swoją grą ośmieszyć rywali i olśnić hiszpańskich kibiców.

Było to w ostatnią niedzielę sierpnia, gdy w inauguracyjnej kolejce hiszpańskiej Primera Division Królewscy toczyli na wyjeździe bezpardonowy bój z Cadiz CF. 21-letni Robinho wszedł na boisko dopiero w 65 minucie gry, ale pokazał kilkanaście zagrań zapierających kibicom dech w piersiach! To właśnie po jego akcji z Ronaldo, na pięć minut przed końcem meczu, Raul zdobył zwycięskiego gola dla Realu. "Wygląda na to, że kibice w Kadyksie byli świadkami narodzin nowego króla futbolu" - skwitowali jego występ fachowcy.

Czarna kobra

Rzeczywiście, show w wykonaniu Robinho pozostawił niesamowite wrażenie. Wcześniej kilkakrotnie oglądałem w akcji zdolnego młodzieńca, ale w jego grze było trochę "sztuki dla sztuki", efektownych, lecz bezproduktywnych dryblingów i zbyt dużo strat piłek. Teraz był właściwie bezbłędny, a lekkość, z jaką "czarował" nogami futbolówkę i mijał bezradnych rywali, wręcz zachwycała! Imponuje niesamowitym przyspieszeniem, a jego technika - nawet jak na standardy brazylijskie - jest doprawdy wyjątkowa. Nic dziwnego, że ciemnoskóry piłkarz momentami wręcz hipnotyzuje obrońców przeciwnika, by po chwili, ze zwinnością kobry, zadać im śmiertelny cios.

Z namaszczenia Pelego

Robinho przyszedł na świat w skromnej dzielnicy Parque Bitaru trzystutysięcznego Sao Vicente, znanego dotąd z atrakcji turystycznych i handlu bananami. Mieszkał tam w jednym pokoju z rodzicami, o których wyraża się z najwyższym szacunkiem. Ojciec był hydraulikiem, matka gospodynią domową, ale ich troska o przyszłość syna sprawiła, że mogą dziś być z niego dumni. Gdy miał cztery lata, ojciec zaprowadził go na trening do małego klubu Beira Mar, gdzie zetknął się z futbolem halowym. Mając osiem lat, przeniósł się do konkurencyjnego Portuarios, który w lidze halowej pokonał nawet rówieśników ze słynnego Santosu. To ponoć wówczas wyznał rodzicom, że jego marzeniem jest grać kiedyś jak wielka gwiazda tego klubu, legendarny Pele. Zrządzeniem losu, kilka lat później, podczas jednego z meczów ligi halowej ujrzał go sam Król Futbolu, a za jego rekomendacją w wieku 15 lat Robinho znalazł się w drużynie biało-czarnych.
Umiejętności nabyte w hali, bardzo przydały się także na murawie. Jako osiemnastolatek zadebiutował w zespole seniorów, a rok później także w reprezentacji Brazylii.

Z Santosem na szczycie

Młody zespół Santosu stał się rewelacją rozgrywek sezonu 2002, sięgając po pierwszy w historii klubu tytuł mistrza Brazylii. Był też o krok od triumfu w Copa Libertadores, ustępując jednak w finale argentyńskim Boca Juniors. W następnym sezonie ligowym następcy Pelego musieli zadowolić się srebrem, ale po roku wrócili na tron, a ich młoda gwiazda świeciła już pełnym blaskiem. Mimo coraz wyższych notowań na arenie międzynarodowej, zarobki Robinho pozostawały daleko w tyle za apanażami europejskich gwiazd. Dość powiedzieć, że jego roczna gaża w Santosie wynosiła niewiele ponad 500 tysięcy dolarów, i to wraz z dodatkową umową z firmą Nike. Mieszkał już jednak z rodzicami w wynajętym mieszkaniu w ekskluzywnej dzielnicy Santosu, a na treningi przyjeżdżał szybkim audi A3. Odczuł jednak i negatywne strony rosnącej popularności oraz statusu majątkowego...

Na muszce kidnaperów

W listopadzie ub. roku przeżywał rodzinny dramat, jakim było uprowadzenie jego matki przez dwóch uzbrojonych napastników. Gehenna trwała aż 43 dni, w trakcie których Robinho zaprzestał gry w Santosie, tracąc tym samym szansę na tytuł króla strzelców brazylijskiej ligi (ostatecznie był trzeci, z dorobkiem 21 bramek) i kolejne występy w reprezentacji. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia seniora Marina Silva de Souza wróciła do domu, ale do dziś pozostaje tajemnicą, czy została uwolniona za sprawą kilkusettysięcznego okupu czy sprawnej akcji policji.
To głęboko stresujące przeżycie sprawiło, że młody as Santosu postanowił jak najszybciej opuścić Brazylię - nawet za cenę 7,5-milionowej straty finansowej z przysługujących mu 30 procent od sumy transferu. A nauczony przykrym doświadczeniem, zaangażował do swojej osobistej ochrony dwóch muskularnych "goryli", którzy nie odstępują go nawet na krok.

Więcej niż trener

Bardzo ważną osobą w życiu nowego idola jest trener Wanderley Luxemburgo. Pracował z nim już w Santosie, a teraz trafił pod jego skrzydła do Realu. Nie brakowało nawet spekulacji, że zatrudnienie przez Królewskich brazylijskiego szkoleniowca, było częścią misternie skonstruowanego planu! Nie jest bowiem tajemnicą, że przystojny i zawsze nienagannie ubrany szkoleniowiec jest dla chłopaka autorytetem nie tylko piłkarskim. - Nauczył mnie gry z pierwszej piłki, długich podań do partnerów, poprawił technikę strzału i orientację w polu karnym rywali. Luxe to dla mnie ktoś więcej niż trener, to prawdziwy przyjaciel! - powtarzał Robinho przy każdej okazji. Można więc było zakładać, że z pomocą odpowiednich argumentów, nietrudno go będzie namówić na przeprowadzkę do Madrytu.

Miliony na szali...

Jeszcze jako nastolatek piłkarz miał oferty z Benfiki Lizbona, Atletico Madryt i PSV Eindhoven. Przed rokiem przystąpił do ofensywy właściciel Chelsea Roman Abramowicz, lecz i on niewiele wskórał. Wszystkie atuty przemawiały za nadzwyczaj skutecznym prezydentem Królewskich Florentino Perezem, jednak w ostatniej chwili sytuacja zaczęła się komplikować, a całej operacji groziło fiasko. Pertraktacje w sprawie transferu filigranowego napastnika Santosu przedłużały się, by nagle utkwić w martwym punkcie. Brazylijczycy żądali 50 milionów dolarów (bo tyle miał zapisane w klauzuli odejścia), Hiszpanie godzili się na połowę tej kwoty, a sam Robinho zaczął bojkotować treningi oraz grę w macierzystym klubie... Zanosiło się na wielki skandal! Zatrzymanie idola w Brazylii stało się sprawą narodową, w którą zaangażowali się bankierzy z Sao Paolo, a nawet kilku ważnych polityków. Pierwsi uzbierali 6 milionów dolarów na jego dwuletnią gażę, drudzy próbowali wyperswadować młodzieńcowi wyjazd do Europy przed przyszłorocznymi mistrzostwami świata w Niemczech, lecz bezskutecznie. Robinho był zdeterminowany, więc w końcu dopiął swego.

U boku Ronaldo i Zidane’a

30 lipca podpisał z Królewskimi pięcioletni kontrakt, a na konto Santosu trafiło blisko 28 milionów euro. Przychodząc do Realu, pozbawił miejsca w składzie samego Michaela Owena, który powrócił już na Wyspy. Brazylijczyk jest bowiem na boisku bardziej kreatywny i predestynowany do kombinacyjnej gry z Zidane’m, Raulem i swym rodakiem Ronaldo.
- Razem z Robinho będziemy twórcami nowej epoki w dziejach Realu Madryt - zapewnia Ronaldo w imieniu zespołu. A widząc w akcji nowego idola kibiców z Estadio Santiago Bernabeu, można mu naprawdę uwierzyć.
Słychać już zresztą głosy, że będzie on piątym w galerii brazylijskich geniuszów futbolu na literę R. Po Romario, Rivaldo, Ronaldo i Ronaldinho, wybieranych przez FIFA najlepszymi piłkarzami świata, nastanie wkrótce era Robinho...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie