Czarni Browar lepsi od Odry, Steinpol Ilanka górą w starciu ze Stilonem [ZDJĘCIA]

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Starcie Czarnych Browar Witnica z Odrą Górzyca (na niebiesko) miało dość niespodziewanie bardzo jednostronny przebieg. Alan Rogalski
Rozgrywki czwartej ligi jeszcze na dobre się nie rozkręciły, a już mamy pierwsze sensacje, jak choćby tę w Rzepinie. Niespodzianki nie było w Witnicy, chociaż liczono na znacznie bardziej wyrównane starcie.

Drugi raz z rzędu przed własną publicznością wystąpili Czarni Browar Witnica. I po raz kolejny dwa razy trafili do siatki, ale tym razem te gole dały im trzy punkty w potyczce z Odrą Górzyca. Na listę strzelców w ciągu pierwszego kwadransa wpisali się Krzysztof Grzybowski z rzutu karnego i Łukasz Antkowiak. Więcej, gdyby gospodarze mieli lepiej ustawione celowniki, to ten wynik byłby znacznie wyższy. - Już po pięciu minutach mogło być 2:0, bo Patryk Dudziak i Karol Zakryszko mieli dwustuprocentowe okazje. Ten ostatni musiał opuścić boisko, bo dostał w głowę łokciem. Sędzia tego nie zauważył. Dużo dał nam przedsezonowy sparing z górzyczanami. Gdy trzymaliśmy się nakreślonego planu, to przeciwnik nam nie zagrażał - powiedział uradowany trener witniczan Tomasz Jeż. Humor nie dopisywał Tomaszowi Dziabasowi. - Przez pierwsze dwadzieścia minut nas nie było na murawie, zostaliśmy w szatni. Chcieliśmy grać z kontrataku, a musieliśmy atakiem pozycyjnym - stwierdził szkoleniowiec przyjezdnych.

Aczkolwiek hit drugiej kolejki został rozegrany w sobotę (13 bm.) w Rzepinie, gdzie Steinpol Ilanka mierzyła się ze Stilonem Gorzów. I triumfowała, po przepięknej bramce zza pola karnego w pierwszej połowie strzelonej przez Andrzeja Pawłowskiego. - Bardzo cieszę się z tej wygranej, zwłaszcza że mamy problemy kadrowe. Nie dość, że zespół cały czas jest w przebudowie, to trzech naszych piłkarzy nie powinno zagrać ze Stilonem. Marcin Żeno ma podkręconą kostkę, Marcin Adamczewski narzeka na uraz kolana, Dawid Chanas też jest kontuzjowany i w tym tygodniu na treningu miałem 5-7 graczy. A mimo to Stilon dwa razy ratowała poprzeczka, dwa razy też w sytuacjach sam na sam z Maciejem Wolarkiem był Że¬no i Maciej Ossowski. Od 70 minuty brakowało nam sił i w końcówce gorzowianie rzucili się do ataku, ale świetnie bronił Artur Tumaszyk. Pod dwóch meczach mamy sześć punktów i komfort psychiczne - trener rzepinian Kamil Michniewicz nie krył zadowolenia.

W zupełnie odmiennym nastroju był szkoleniowiec Stilonu Adam Gołubowski. - To dla mnie i moich podopiecznych zimny prysznic. Wciąż powtarzam, że jesteśmy silni, dobrzy, nie wycofuję się z tego, ale jest cienka granica między tą pewnością a samozadowoleniem. Jestem przekonany, że po 20 minutach moim graczom wydawało się, że wyjdą z tego pojedynku zwycięsko i zlekceważyli rzepinian. My będziemy wielkim Stilonem, ale nie teraz, a za kilka lat. To nie jest kwestia umiejętności, a podejścia mentalnego. Zawiodła nas głowa. Jednak to nie jest tragedia. Wiedziałem, że prędzej czy później poniesiemy porażkę, choć nie przypuszczałem, że tak szybko. Stworzyliśmy sobie 8-10 sytuacji, ale żadnej nie wykorzystaliśmy. W Rzepinie niejeden przegra, a my nadal chcemy awansować do trzeciej ligi - dodał opiekun gorzowian.

Więcej o czwartej lidze lubuskiej we wtorkowym (16 sierpnia) papierowym wydaniu "Gazety Lubuskiej", w szesnastostronnicowym magazynie sportowym.

Zobacz też: 12 sposobów, jak zaoszczędzić paliwo podczas jazdy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie