Czasami krzyczeć się chce...

Iwona Zielińska-Adamczyk
Iwona Zielińska-Adamczyk
archiwum
Iwona Zielińska, redaktor naczelna "Gazety Lubuskiej"

Trudno mnie, zwykłemu człowiekowi, pojąć to, co w naszym pięknym kraju robią czasami z emocjami takich prostych obywateli jak ja niektórzy przedstawiciele naszego rządu. Wydawać by się mogło, że skoro od tygodni każdego niemal ranka dowiadujemy się o śmierci niewinnych, niezaangażowanych w politykę ludzi i nikt nie jest w stanie zapanować nad złem, które czai się nie wiadomo gdzie – to właśnie u nas teraz powinna panować atmosfera spokoju, wsparcia i integracji.

Dziś przecież jesteśmy krajem, do którego przybyły setki tysięcy młodych ludzi – śpiewających o miłości, pokoju, zrozumieniu, jedności. Dziś jesteśmy krajem, do którego przybył papież z przesłaniem miłosierdzia, które zawiera w sobie miłość, przebaczenie, pomoc, zrozumienie, bezinteresowność – a u nas co? A u nas kolejny wątek polskiego piekła. I to z jakiej przyczyny?

Trudno w to uwierzyć, ale chodzi o kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Kogo czcić, kogo nie czcić, kogo publicznie wspominać, kogo nie wspominać? Zamieniono Apel Poległych na Apel Pamięci – zrobiono nową listę nazwisk i piekło polskich niechęci znowu zwyciężyło, tym razem za przyczyną nazwiska profesora Władysława Bartoszewskiego, bo niegodny, by – zdaniem niektórych rządzących – trafić do Apelu Pamięci. Choć sam powstańcem był. Na nic się zdało stanowisko Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, który chce, by wspomnienia na Apelu Pamięci nie miały charakteru politycznego, a kombatancki, powstańczy, ogólnopolski.

Władysław Bartoszewski dbał o upowszechnianie wiedzy o Powstaniu Warszawskim oraz brał w nim udział. Zbierał materiały na temat AK, i to w czasach, gdy ludziom się to nawet nie śniło. Później oddał je narodowi i stanowią teraz wielki skarb. Dlatego w ewentualnym włączeniu go do Apelu Pamięci nie widzimy żadnej obrazy czy dolewania oliwy do ognia. Nasz związek nie traktuje Apelu jako działań politycznych. Taka była zawsze postawa Armii Krajowej – tłumaczyła rzeczniczka prasowa Światowego Związku Żołnierzy AK.

A jakie są głosy przeciw? Że za późno zgłoszono to nazwisko, że lista już zamknięta. Słysząc takie dyskusje, czasami krzyczeć się chce. Po co to? W jakim celu? Powinniśmy przecież pamiętać o każdym z tysięcy cywili i żołnierzy, którzy wtedy zginęli, walczyli, i o tych, którzy żyją do dziś. Czy ktoś ich wtedy pytał, czy chcą być na naszych współczesnych listach apeli pamięci czy poległych? Walczyli ze złem, z przemocą. Naszym obowiązkiem jest wiedza i pamięć o nich wszystkich. A nie stałe rozsiewanie złych emocji nad prochami i symbolami.

Czytaj także: Co zapamiętają turyści?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie