MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Czekała na pracę

SYLWIA DOBIES
Ojciec dziewczyny, która stara się o pracę w oddziale Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, uważa, że nabór odbył się niezgodnie z zasadami.

Zgodnie z porozumieniem zawartym przez agencję restrukturyzacji rolnictwa z ministerstwem pracy nabór miał być prowadzony przez powiatowe urzędy pracy, które listy kandydatów miały przekazywać do oddziałów regionalnych agencji. Według mieszkańca Jędrzychowic Teodora Marciniaka takich zasad we Wschowie nie przestrzegano.

Czekała na pracę

- W listopadzie pytałem o pracę dla córki, która jest zootechnikiem po wyższych studiach. Kierownik oddziału ARiMR powiedział mi, żeby złożyła dokumenty, to coś jej znajdzie - opowiada T. Marciniak. - Kiedy córka poszła dowiedzieć się o pracę, pani w sekretariacie powiedziała jej, że w oddziale nikogo nie przyjmują, bo kadry są w Zielonej Górze.
W tym czasie ruszyła akcja przyjęć osób do pracy sezonowej, więc córka T. Marciniaka zgłosiła się na organizowane przez agencję testy. Uzyskała za mało punktów i nie została przyjęta.
- Kierownik powiedział mi, że szukają kogoś, kto dobrze zna się na komputerach - twierdzi ojciec bezrobotnej. - Spośród kandydatów wybrano trzy osoby, w tym syna kierownika oddziału agencji.
T. Marciniak uważa, że kandydaci nie zostali wytypowani przez urząd pracy spośród bezrobotnych. Wieść o pracy rozeszła się pocztą pantoflową i nie wszyscy znali kryteria przyjęć.

Decydowały testy

- Gdybym wiedziała, że od kandydatów wymagana będzie dobra znajomość obsługi komputera, podszkoliłabym się z Excela - żali się Zuzanna Marciniak, która uzyskała ósmy wynik w teście.
Do pracy spośród 12 kandydatów agencja wybrała trzy osoby, które uzyskały najwyższą liczbę punktów z testu. Egzamin najlepiej zaliczył syn kierownika oddziału agencji.
- Nie miałem wpływu na wynik testów - zapewnia kierownik oddziału ARiMR Jerzy Śladewski. - Przeprowadzała je komisja złożona z pracowników agencji i urzędu pracy. Testy na dwa tygodnie przed egzaminem przywiozłem z Zielonej Góry, informatyk wgrał je do systemu dzień przed egzaminem.
J. Śladewski zaprzecza, by obiecywał córce T. Marciniaka pracę. - Przez wzgląd na znajomość z jej ojcem powiedziałem, żeby złożyła podanie i CV, bo może jakieś miejsce się znajdzie - twierdzi. - Tak jak wszyscy kandydaci córka pana Marciniaka wzięła udział w teście, ale uzyskała słaby wynik, więc nie została przyjęta. Na okres od kwietnia do końca lipca zatrudniliśmy trzy osoby: mojego syna, który jest informatykiem, oraz dwie osoby z wykształceniem rolniczym. Wszyscy rozpoczęli szkolenia dotyczące programu, który będą obsługiwać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska