MKTG SR - pasek na kartach artykułów

- Czesław byłby żartobliwie poirytowany - mówi Małgorzata Niemen

Krzysztof Fedorowicz 68 324 88 19 [email protected]
MAŁGORZATA NIEMENModelka, aktorka, żona Czesława Niemena, który zmarł w 2004 r. Mama Natalii i Eleonory.
MAŁGORZATA NIEMENModelka, aktorka, żona Czesława Niemena, który zmarł w 2004 r. Mama Natalii i Eleonory. fot. Ryszard Poprawski
- Podczas spaceru w Łagowie Czesław zrobił mi zdjęcie, które zainspirowało go do namalowania okładki płyty "Mourners Rhapsody". Czas świebodziński i łagowski nieodwracalnie wrył się w życie Czesława i moje - mówi Małgorzata Niemen.

- Jakie wrażenie zrobił na pani Świebodzin?
- Przyznam, że jechałam do Świebodzina z uśmiechem sentymentalnym. To dla mnie bardzo ważne miejsce pięknych wspomnień związanych z Czesławem. Pamiętam jego sylwetkę, kiedy wchodził do hotelu, chyba Lubuskiego, do dzisiaj mam sześć miseczek, które kupiłam niegdyś w Świebodzinie. Aż dziw, że przetrwały te dziesiątki lat... No i Łagów, pamiętne chwile nad jeziorem, na zamku na próbach zespołu. Podczas jednego ze spacerów Czesław zrobił mi zdjęcie, które zainspirowało go do namalowania w Stanach okładki płyty "Mourners Rhapsody". Jednak ostatecznie szefowie wytwórni CBS zdecydowali, że na awersie będzie portret Czesława, a jego rysunek umieszczono na drugiej stronie. Po latach użył go na płycie "Katharsis" wydanej w Polsce. Czas świebodziński i łagowski nieodwracalnie wrył się w życie Czesława i moje.

- Pamięta pani, jak poznała przyszłego męża?
- Po jakimś pokazie mody przedstawiła nas sobie projektantka Grażyna Hase. Ale wcześniej widzieliśmy się na terenie Wytwórni Filmów Dokumentalnych. Czesław wówczas robił muzykę do filmu "Dziewczyny do wzięcia", gdzie przez sekundę przemazuję się w scenie w kuchni. I kiedy zobaczył mnie tamtego słonecznego dnia w Wytwórni Filmów Dokumentalnych, obejrzał się i jak mi później powiedział, miał nadzieję, że i ja się obejrzę. U mnie jednak przeważyła duma nad ciekawością. Pomyślałam pewnie - niech sobie artysta nie myśli. No, a potem los jeszcze kilkakrotnie rzucał nas w te same miejsca. I tak zaczęło się to nasze zauroczenie.

- Czy pani wtedy myślała, że mąż będzie wybierany na patrona polskich szkół?
- Ależ skąd! Kiedy jest się młodym, aż tak perspektywicznie wyobraźnia nie działa. Myślę, że Czesław byłby żartobliwie poirytowany i chyba jednak zdziwiony, że to piąta szkoła w Polsce otrzymała jego imię. Uhonorowały go gimnazja w Strzelcach Opolskich, Warszawie i Świebodzinie oraz szkoła muzyczna we Włocławku i studium piosenkarskie w Poznaniu.

- Jakim człowiekiem był pani mąż? Jakie przesłanie przekazał uczniom gimnazjum w Świebodzinie?
- Czesław był spokojnym i życzliwym człowiekiem. I na pewno idealistą. Dziwił się obłudzie świata, a właściwie nie świata, tylko ludzi. W jednym z ostatnich wywiadów powiedział: ten świat nie jest dziwny, ten świat jest dziki. Wydawać by się mogło, że czasem moralizował, ale sądzę, że Czesław poprzez swoje teksty czy poezję Norwida, Herberta i innych klasyków chciał nami potrząsnąć, wywołać w nas refleksję, jacy jesteśmy, jacy moglibyśmy być przy odrobinie dobrej woli. Myślę, że to przesłanie odczytuje kolejne pokolenie rodziców i dzieci na przykład w Świebodzinie.

- A co pani myśli o nadaniu imienia Czesława Niemena polskim szkołom?
- Odczuwam wielką dumę z tego, że mogłam być żoną i przyjaciółką człowieka, artysty tak wyjątkowego. Uważam, że nadanie szkołom jego imienia jest megawyróżnieniem, bo przecież za sprawą młodych ludzi wchodzących w meandry życia, Niemen będzie nadal im towarzyszył. Od razu nasuwa mi się tu zdanie o Czesławie świetnego reżysera Grzegorza Królikiewicza: "Był pocieszeniem, jest drogowskazem" albo "Wielkość Niemen osiągnął przez samodzielność i dzielność zarazem". To ostatnie może być swego rodzaju receptą na przyszłość wszystkich młodych ludzi opuszczających szkoły.
- Ale Niemen był artystą kontestującym, niepokornym...
- W jakim punkcie swojej muzycznej drogi znalazłby się, gdyby nie poszukiwał nowego wyrazu, nowej formy? Na przykład, niczego nie ujmując panom Krzysztofowi Krawczykowi czy Jerzemu Połomskiemu, którzy są absolutnie fantastycznymi wykonawcami w swojej stylistyce, to są to artyści, którzy tak samo śpiewali dawniej i dziś. Natomiast Czesław był niespokojnym duchem i nie obawiał się artystycznych metamorfoz. Odważnie podejmował ryzyko pracy nad głosem czy nowatorskimi rozwiązaniami muzycznymi. Wiedział, czego chce i stąd pewnie jego często bezkompromisowa obrona własnego ja. W życiu na przykład nie godził się, by jego płyty były dołączane do pism. Uważał, że to w pewnym sensie dyskredytuje muzykę. Tymczasem tuż po pogrzebie Czesława z Polskich Nagrań zadzwonił pan Zet, mówiąc, że chcą płytę z jego piosenkami dołączyć do pisma tak zwanego kolorowego. Kiedy napomknęłam, że to wbrew Czesławowi, pan ów odpowiedział, że wie, bo w zeszłym roku rozmawiał z nim na ten temat. Byłam zaskoczona. No tak, artysty już nie ma, nie może się bronić, to my za niego zdecydujemy. Kiedy powiedziałam, że nie zgadzam się na tę płytę, usłyszałam uprzejme "ale ja pani nie pytam, ja panią informuję". Pomijam już czas, w jakim ta rozmowa się odbyła - trzy tygodnie po pogrzebie - ale czy Czesław zasługuje na takie traktowanie? Pan Zet podczas dalszej rozmowy jeszcze dwukrotnie powtórzył owo zdanie w nadziei na przekonanie mnie - skutek był jednak odwrotny. Zupełnie nie mogłam pojąć tej sytuacji...

- I jak skończyła się ta historia?
- Następnego dnia dostałam telefon, że Polskie Nagrania rezygnują z tego projektu. Okazało się, że był to początek podobnych zachowań ze strony pewnych panów, o których mówię, że najchętniej weszliby w kapcie Niemena. Panowie ci, mówiący o sobie, że są jego przyjaciółmi, samowolnie dysponują niepublikowanymi nagraniami artysty i jego zdjęciami prywatnymi, które mają w swoich zbiorach. Od kilku już lat lekceważą prawa spadkobierców - dlaczego mają ich pytać o cokolwiek, przecież propagują Niemena, bez nich Niemena by nie było. Przyzwoitość, dobry obyczaj - hm, to jakieś takie archaiczne, niedzisiejsze. Wydawać by się mogło, że panowie ci nie znają zasad prawa do własności intelektualnej, ale niejeden z autorów książki o Czesławie nie omieszkał umieścić w niej takiej oto adnotacji: "Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszego albumu nie może być reprodukowana (...) bez pisemnej zgody posiadacza praw".

- Ale po śmierci Niemena był wielki głód jego nagrań. Zrobił się wtedy w Polsce tak popularny, jak niedawno Michael Jackson...
- Tak, i tu wspomnę o Polskim Radiu, które po śmierci Czesława zaczęło wydawać płyty z niepublikowanymi nagraniami ze swoich archiwów. I o dziwo, w porozumieniu ze spadkobiercami - czyli można, wystarczy tylko dobra wola i uczciwość. I tak słuchacze mieli możliwość poznania świetnego koncertu z płyty "41 potencjometrów pana Jana" z lat 70., która uzyskała status Złotej Płyty. Również wydano podwójny album z Jazz Jamboree 72 i 75 "Kattorna" i "Pamflet na ludzkość". Już same lata pokazują, że to Niemen ten trudniejszy, dla bardziej wymagającego odbiorcy. Ponadto zamiarem moim jest wydanie i innych, mniej znanych produkcji Czesława.

- Dziękuję.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska