Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Dagestański szariat i zamachy na bloki mieszkalne w Rosji. Putin mordował Rosjan, by zdobyć Kreml

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Wideo
od 16 lat
Dokładnie 24 lata temu doszło do zamachu w Bujnaksku. To był początek serii podobnych terrorystycznych aktów w Rosji, za którymi nie stali Czeczeni, a FSB. W ten sposób znaleziono pretekst do ataku na Czeczenię. Ta wojna dała Władimirowi Putinowi popularność wśród Rosjan i wygraną w wyborach prezydenckich 2000. To był grzech pierworodny leżący u podstaw wieloletniego i zbrodniczego panowania Putina.
W zamachu na blok w Moskwie 9 września 1999 zginęły 94 osoby
W zamachu na blok w Moskwie 9 września 1999 zginęły 94 osoby PAP/EPA

Latem 1999 roku, gdy oligarchowie podjęli decyzję, że trzeba znaleźć schorowanemu i ciągle pijanemu Borysowi Jelcynowi następcę, stało się jasne, że trzeba też będzie takową postać odpowiednio wypromować. Tak, aby w przedterminowych wyborach nie miał problemu z wygraną, najlepiej w pierwszej turze. Wszak wciąż nie można było lekceważyć komunistów i ich lidera Giennadija Ziuganowa. I tak zapadła decyzja, żeby wykorzystać problem czeczeński i wywołać „małą zwycięską wojenkę”, która zapewni sławę i zaufanie Rosjan nowemu przywódcy.

Dagestańska prowokacja

Rosyjskie służby zawsze miały agentów wśród czeczeńskich rebeliantów. Moskwa grała też na wewnętrznych podziałach w Republice Iczkerii, podburzając radykałów przeciwko Asłanowi Maschadowowi. W lipcu 1999 r. na Lazurowym Wybrzeżu dochodzi do spotkania szefa kremlowskiej administracji, człowieka Borysa Bieriezowskiego, Aleksandra Wołoszyna ze sławnym czeczeńskim komendantem Szamilem Basajewem. W spisek zaangażowany jest też Władimir Putin, wtedy jeszcze dyrektor FSB, a za chwilę (od sierpnia 1999) premier Rosji, namaszczony na następcę Jelcyna. Celem jest sprowokowanie radykalnych rebeliantów czeczeńskich do rajdu na Dagestan, żeby był pretekst do inwazji Rosji na Czeczenię.

Ostatniego dnia lipca 1999 dowództwo wojsk ochrony pogranicza w Dagestanie otrzymuje szyfrogram z Moskwy: „Wycofać patrole znad odcinka granicy z Czeczenią”. 7 i 8 sierpnia około tysiąca bojowników pod wodzą Basajewa i al-Chattaba przekracza granicę, zajmując kilka wsi i proklamując państwo islamskie w Dagestanie. Niecałe dwie doby po tej inkursji Jelcyn przedstawia parlamentowi kandydaturę premiera „na czas wojny”. Władimir Putin bez problemu uzyskuje nominację. I od razu rozpoczyna rozprawę z Czeczenami. Rosyjskie oddziały, wycofane wcześniej znad granicy, ruszają do kontrataku. W stronę Czeczenii ciągnęły duże zgrupowania wojskowe. 12 sierpnia rosyjskie lotnictwo zaczyna intensywnie bombardować wsie opanowane przez ludzi Basajewa. Ten wycofuje się do Czeczenii, zaś rosyjska armia równa „kalifat” z ziemią. Ale to dopiero początek.

Na początku września, po trzech tygodniach na urzędzie, większości Rosjan Putin wciąż nie jest znany. Ma opinię kolejnego „premiera-kaprysu” Jelcyna, który lada moment podzieli los poprzedników. W sondażach prezydenckich notuje zaledwie 2 proc. poparcia. Awantura w Dagestanie daje pretekst do pogrożenia pięścią „terrorystom czeczeńskim”. Ale to wciąż za mało, by wstrząsnąć rosyjską opinią publiczną.

Operacja służb specjalnych

Operację planuje i potem realizuje sztab w składzie: premier Putin, dyrektor FSB Nikołaj Patruszew, szef Departamentu Walki z Terroryzmem FSB gen. German Ugriumow, oraz czterej agenci FSB: Maksim Łazowski, Abu Bakar oraz dwóch bezpośrednio odpowiedzialnych za techniczne przygotowanie akcji. Ale zanim wchodzą do akcji, wyprzedza ich konkurencja z wywiadu wojskowego. Grupa operacyjna złożona z dwunastu oficerów GRU jedzie do Dagestanu. Przed pięciopiętrowym blokiem mieszkalnym na wojskowym osiedlu w Bujnaksku 4 września 1999 eksploduje ciężarówka wyładowana materiałem wybuchowym. 64 zabitych osób, dwa razy tyle rannych. Nie przypadkiem to Dagestan, gdzie dopiero co doszło do walk z czeczeńskimi rebeliantami.

To dopiero początek. Wczesnym rankiem 9 września ponad 400 kg materiałów wybuchowych dosłownie rozrywa dziewięciopiętrowy blok przy ulicy Gurianowa w Moskwie. 94 zabitych, 164 rannych. 12 września wieczorem mieszkańcy ośmiopiętrowego bloku przy Szosie Kaszyrskiej na południu Moskwy wzywają milicję, widząc kogoś podejrzanego w piwnicy. - Jestem z administracji osiedlowej. Sprawdzam, czy mieszkańcy korzystają z piwnic zgodnie z przepisami – zapewnia milicjantów. Nawet nie sprawdzają jego dokumentów. Kilka godzin później budynkiem wstrząsa potężny wybuch. Blok składa się jak domek z kart, grzebiąc w gruzach mieszkańców. 118 ofiar śmiertelnych, blisko dwa razy tyle rannych. Trzy dni później w Wołgodońsku też dochodzi do zamachu. W dziewięciopiętrowym budynku mieszkalnym ginie 17 osób.

Premier Putin występuje na posiedzeniu Dumy poświęconym walce z terroryzmem, ostro atakując Czeczenię. Chwilę później powtarza to na forum Rady Federacji. Przedstawia raport na temat utworzenia „kordonu sanitarnego” wzdłuż granicy rosyjsko-czeczeńskiej, a także wzmożenia rozpoczętych we wrześniu bombowych nalotów i ostrzału artyleryjskiego Czeczenii. Tymczasem w samej Rosji zaczyna się nagonka na Czeczenów: zatrzymania, rewizje, wyrzucanie z pracy. Wszystko idzie według scenariusza, Putin wreszcie zaczyna zdobywać popularność dzięki twardym wystąpieniom i zapowiedzi bezkompromisowej wojny z terroryzmem. Ale o włos nie dochodzi do kompromitującej wpadki i ujawnienia, że za rzekomymi atakami „czeczeńskich terrorystów” stoją ludzie FSB.

Riazański cukier nie zaszkodził

To słynna historia z Riazania. Mieszkańcy informują lokalne organy ścigania o podejrzanej ciężarówce, z której podejrzani ludzie znoszą podejrzane ciężkie worki do piwnicy bloku. Zjawia się milicja. Faktycznie, na podłodze znajdują trzy worki na cukier, ułożone jeden na drugim. Sprawdzają je – i okazuje się, że to nie żadna „słodka śmierć”. To śmierć jak najbardziej realna: żółte grudki heksogenu. Takiego, jaki został użyty do wcześniejszych zamachów. Rusza „Operacja Przechwycenie”. Blokady na wszystkich drogach wylotowych z miasta. Ponad tysiąc milicjantów, wojskowych i funkcjonariuszy FSB z portretami pamięciowymi poszukiwanych w ręku rusza w pościg. Władze ogłaszają, że w Riazaniu udaremniono atak terrorystyczny. Informacja idzie w świat. Szef riazańskiej FSB, gen. Aleksandr Siergiejew gratuluje mieszkańcom i chwali za czujność. Jeszcze tego samego dnia wieczorem w telewizyjnym talk-show udział bierze rzecznik FSB. Aleksandr Zdanowicz jest oszczędny w słowach. Ostrożnie omija rafy pytań o materiał wybuchowy czy o zapalnik, ale w końcu mówi: „mieliśmy do czynienia z elementami zapalnika ze zdalnym sterowaniem”.

Tymczasem trójka zamachowców jakby zapada się pod ziemię. Wygląda na to, że chyba jednak zdołali wyjechać z Riazania, zanim na drogach ustawiono blokady. Ale pracownica centrali telefonicznej powiadamia riazańską FSB, że w nocy z 22 na 23 września, zaraz po rozpoczęciu pościgu za terrorystami, nagrała dziwną rozmowę międzymiastową. „Wyjeżdżajcie pojedynczo. Wszędzie przy drogach są patrole” - takie polecenie ktoś w Moskwie wydał swym rozmówcom w Riazaniu. Lokalna FSB sprawdza stołeczny numer, z którym łączyli się poszukiwani. To jedno z biur… centrali FSB na Łubiance. W międzyczasie służby riazańskie ustaliły adres, pod którym ukryła się ścigana trójka. I wtedy centrala zabrania podjęcia próby zatrzymania, informując, że tak naprawdę 22 września w jednym z bloków odbywały się… ćwiczenia. Tyle że 23 września szef MSW Władimir Ruszajło mówi, że w Riazaniu zapobieżono atakowi terrorystycznemu. Kilkanaście minut później, na tej samej konferencji dyrektor FSB Nikołaj Patruszew mówi coś zupełnie przeciwnego, przekonuje, że nie ma mowy o terrorze: „Tu nie chodzi o wybuch, nie zapobieżono żadnej eksplozji, gdyż w Riazaniu odbywały się ćwiczenia i tam był cukier”. Patruszew wyjaśnia, że chodziło o sprawdzenie czujności władz i obywateli.

Nie minęły dwie doby od wkroczenia riazańskiej milicji do piwnicy napakowanej heksogenem, gdy naczelnik moskiewskiej FSB wydał oświadczenie, że wcześniejsze zamachy bombowe w Moskwie były dziełem Czeczenów, a sprawcy już zostali zatrzymani (później obaj Ingusze, o których mówił, zostali zwolnieni z braku dowodów). Tego samego dnia rosyjskie lotnictwo przeprowadza nalot na lotnisko w Groznym, rafinerię oraz osiedla mieszkaniowe na północnych przedmieściach stolicy Czeczenii. Jelcyn zaś podpisuje dekret prezydencki otwierający drogę do regularnej wojny. Cała państwowa machina przystępuje do realizacji ostatniego etapu „Operacji Następca”. 1 października 1999 roku rosyjskie czołgi przekraczają granicę Czeczenii. Do końca października armia zajmuje blisko 80 procent terytorium republiki. Putin staje się telewizyjną gwiazdą, notowania idą w górę. W marcu 2000 bez trudności, i bez fałszowania, wygrywa wybory prezydenckie w I turze i z p.o. prezydenta staje się pełnoprawną głową państwa.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Portal i.pl codziennie. Obserwuj i.pl!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Dagestański szariat i zamachy na bloki mieszkalne w Rosji. Putin mordował Rosjan, by zdobyć Kreml - Portal i.pl

Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska