Delegacja prezydenta na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Jak to wyglądało "od środka"? Rozmowa z Piotrem Nowackim

Anna Moyseowicz
Anna Moyseowicz
Piotr Nowacki jest doradcą prezydenta RP do spraw sportu.
Piotr Nowacki jest doradcą prezydenta RP do spraw sportu. Piotr Nowacki/ archiwum
Z Piotrem Nowackim, doradcą prezydenta RP do spraw sportu, rozmawiamy o towarzyszeniu głowie państwa na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, locie ze sportowcami i emocjach na trybunach podczas jednego z największych wydarzeń sportowych na świecie.

- Jak lot? Czy przebiegł bez problemów?

Lot bez problemów, leciało się wspaniale. Lecieliśmy Dremlinerem, polskimi liniami lotniczymi, w towarzystwie zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego i zawodników. Była okazja porozmawiać i z władzami Komitetu, jak i oczywiście ze sportowcami.

- O czym rozmawialiście?

Tematy były różne. Pytaliśmy ich o oczekiwania, o wrażenia. Wszyscy mieli podobne obawy, bo wiedzieliśmy, że w Japonii wprowadzono obostrzenia i rzeczywiście dały się one później we znaki.

Czytaj też: Polska - Japonia. Kolejny mecz Polaków na Igrzyskach Olimpijskich Tokio 2020. Relacja online, na żywo, live

- Jacy sportowcy byli na pokładzie?

Lecieliśmy z jedną z grup lekkoatletów, która wybierała się na igrzyska. Niektórzy sportowcy przylecieli już kilka dni wcześniej - ze względu na dużą różnicę czasu zawodnicy wymagają aklimatyzacji na miejscu. Powinna ona trwać tyle dni, ile godzin wynosi różnica. Pomiędzy Polską, a Japonią jest to siedem godzin, a więc aklimatyzacja wynosi siedem dni. O tyle wcześniej należy przylecieć, choć wiem, że niektóre ekipy przyjechały jeszcze wcześniej. Mieliśmy okazję porozmawiać przede wszystkim z grupą lekkoatletów, którzy siedzieli niedaleko nas, byli to kulomioci, a także rzucający młotem, w tym pan Fajdek, Nowicki, Haratyk, Bukowiecki, ale również Joasia Fiodorow, rzucająca młotem i Maria Andrejczyk, oszczepniczka. To były bardzo sympatyczne rozmowy, ale też nie chcieliśmy przeszkadzać w locie, aby sportowcy mogli odpocząć. Jednak była chwilka żeby wymienić kilka sympatycznych słów, mówię tu oczywiście głównie o panu prezydencie, który rozmawiał z zawodnikami, ale pozostali członkowie ekipy również mieli okazję do rozmów.

- A jakie były nastroje zawodników, czy się stresowali?

Nastrój był bojowy. Za zawodnikami stoją wyniki, jakie w tym roku osiągali i już teraz plasują ich na czołowych miejscach tegorocznych list, tak więc oczywiście są duże nadzieje. Z drugiej strony, igrzyska rządzą się swoimi prawami, bywa różnie, co było widać na poprzednich. Nie zawsze wygrywają faworyci. Wszyscy przyjeżdżają po to, aby się dobrze zaprezentować, przygotowują się miesiącami, a niektórzy nawet latami, a potem trzeba trafić w jeden, odpowiedni moment, co oczywiście nie zawsze się udaje. Jednak bardzo liczymy na Polaków, w szczególności na lekkoatletów. Nasi zawodnicy to trzon reprezentacji, to takie nasze "pewniaki" - oczywiście w cudzysłowie, bo tego nigdy nie wiadomo - na medale.

- Jak ocenia Pan szanse pozostałych sportowców?

Po pierwszych dniach dopadły nas nieco minorowe nastroje, bo niestety w wielu dyscyplinach nie wypadamy najlepiej. Trudno orzec, jaka jest przyczyna tego, że polskim sportowcom nie za bardzo wychodzą te igrzyska, może to kwestia pierwszych dni? Niestety, niektórzy zawodnicy od początku startują w systemach pucharowych. Są to systemy, które eliminują przegranego - jak przegrają, to odpadają i mogą wracać do kraju. Niektórzy, jak siatkarze, będą grali trochę dłużej. Przegrali pierwszy mecz z Iranem, trochę nieszczęśliwie, trochę na własne życzenie, trochę też z powodu błędów taktycznych, ale wygrali z Włochami 3:0 i są już na dobrej drodze. Mają ogromny potencjał, potencjał na medal. Siatkarze to ta grupa sportowców, od której oczekujemy po wcześniejszych wynikach medalu.

- Interesuje mnie także strona organizacyjna, której nie widać na ekranach telewizorów, a która odgrywa ogromną rolę przy tego typu wyjeździe. Pan również brał udział w przygotowaniach.

Koordynowałem stronę sportową wyjazdu, czyli między innymi wybierałem z programu wydarzenia, na które warto, by pan prezydent wraz z delegacją się udał. Oczywiście, inni członkowie delegacji mieli inne obowiązki organizacyjne, w tym polityczne.
De facto z trzech dni, które pan prezydent przebywał w Japonii, mieliśmy tylko jeden, aby obejrzeć zmagania polskich sportowców i ich wesprzeć. Wyraziliśmy wsparcie również organizatorom igrzysk, którzy włożyli mnóstwo pracy w tym niesprzyjającym czasie pandemicznym, aby ta impreza w ogóle się odbyła. Tuż przed igrzyskami premier Japonii wprowadził tam stan wyjątkowy na czas trwania igrzysk, czyli między innymi ograniczono możliwość poruszania się, swobodnych spotkań, zamknięto sklepy, nie można było się swobodnie przemieszczać, ani wychodzić z hotelu, nie można podawać ręki, cały czas należy chodzić w maseczce i często myć ręce. Zaraz po przyjeździe na lotnisko byliśmy testowani, a w hotelu musieliśmy czekać na wyniki testu, nie mogliśmy opuścić swojego pokoju. To trudny czas, nie jest to ta sama atmosfera, która towarzyszy zwykle igrzyskom. Zwykle był to okres radości, swobody, spotkań sportowych. To wszystko oczywiście jest też teraz, ale w innym wymiarze. Gdzieś z tyłu, za plecami są te wszystkie ograniczenia. Trzeba powiedzieć, że Japończycy bardzo skrupulatnie przestrzegają zakazów, które wprowadzili, bez przerwy są kontrole, mnóstwo policji, wszystkie obiekty są osłonięte wysokimi przegrodami, w ogóle nie widać, co tam się dzieje. Jest też bardzo dużo ochrony, mnóstwo wolontariuszy, na dane obiekty można przejść tylko wyznaczonymi korytarzami. To trudna sytuacja dla sportowców, ale też dla delegacji, które przyjechały i chcą wspierać swoich zawodników. Każde wyjście poza hotel wiązało się z tym, że już w pokojach należało założyć maseczki, często dezynfekować ręce, przy każdym powrocie do hotelu kamery termowizyjne mierzyły nam temperaturę. Oczywiście przestrzegaliśmy tych wszystkich obostrzeń wprowadzonych przez organizatorów Igrzysk Olimpijskich.

Zobacz też: Witold Bańka: Igrzyska olimpijskie w Tokio to impreza, która elektryzuje cały sportowy świat. To najważniejsza chwila w waszym sportowym życiu

Źródło:
TVN 24

- Jak już mówimy bezpieczeństwie, chciałabym zapytać o obecność BOR-u podczas delegacji, ale także pozostałych osób, pełniących ważne funkcje, a niewidocznych przy takich wydarzeniach.

Oczywiście oficerowie Służby Ochrony Państwa towarzyszą zawsze panu prezydentowi w każdej delegacji, również tutaj w Japonii wykonywali swoje obowiązki. Część obowiązków na miejscu przejmowali funkcjonariusze japońscy, ale zawsze gdzieś w pobliżu jest osoba, która odpowiada za bezpieczeństwo pana prezydenta i go chroni.

- Czy panu prezydentowi towarzyszył tłumacz?

Pan prezydent swobodnie porusza się w anglojęzycznych grupach, nie ma tu żadnego problemu, na przykład rozmowy z prezydentem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomasem Bachem odbywały się w języku angielskim, podobnie jak kilka innych spotkań. Na innych z kolei byli tłumacze, jak podczas spotkania z premierem Japonii czy z prezesem Toyoty, który jest głównym sponsorem IO.

- A co z audiencją u cesarza? Czy miał Pan możliwość przebywania w pobliżu? Jak ona wyglądała?

Nie było takiej możliwości, abym przy tym był. Cesarz zajmuje w Japonii wyjątkową pozycję, o wiele wyższą, niż prezydenci i premierzy w innych państwach. Spotyka się tylko i wyłącznie z głowami państw. Niestety, niewiele mogę powiedzieć o tym, jak wyglądało to spotkanie od środka. Trwało ono, tak jak tego typu spotkania, bardzo krótko. Wyrażono szacunek, wzajemne ukłony, pozdrowienia i to wszystko. Spotkanie nie odbyło się jeden na jeden, to nie wygląda w ten sposób. Cesarz Naruhito spotyka się wspólnie ze wszystkimi głowami państw, które przyjechały do Japonii na igrzyska, z każdym zamienia kilka słów.

- Ile dni trwała cała delegacja i jak wyglądała?

Wylecieliśmy do Japonii 21 lipca, wylądowaliśmy 22-go. Po lądowaniu mieliśmy chwilkę odpoczynku, bo czekaliśmy na wyniki testów, i już po południu rozpoczęły się spotkania pana prezydenta. W czwartek 23-go odbyły się kolejne spotkania i wieczorem otwarcie igrzysk. 24-go braliśmy udział w wydarzeniach sportowych, które skończyły się około godziny 23. Potem powrót do hotelu, a następnego dnia rano przylot do Polski. Właściwie byliśmy tylko dwa i pół dnia roboczego w Tokio.
Był to bardzo intensywny wyjazd, a dla pana prezydenta intensywny był w szczególności 23 lipca, czyli dzień spotkań z wieloma osobami, w tym prezydentem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, spotkanie w ambasadzie Polski w Tokio, spotkanie z prezesem Toyoty. Była także chwila na zwiedzanie świątyni, którą obejrzeliśmy z zewnątrz, ponieważ w Japonii obowiązują określone dni i godziny, kiedy można wejść do środka. Jednak z zewnątrz wszystko doskonale było widać, przewodnik, czyli pracownik ambasady Polski w Tokio, wszystko pięknie opowiedział. Wieczorem odbyły się kolejne spotkania, trwały aż do późnego wieczora. Program był napięty maksymalnie. Był to krótki czas, który trzeba było wykorzystać do maksimum.

- Zapytam jeszcze o wrażenia z boiska, bo podejrzewam, że dla Pana, jako człowieka sportu, była to jedna z najbardziej interesujących rzeczy, prawda?

To było dla mnie najpiękniejsze - bycie uczestnikiem, nawet biernym, igrzysk, możliwość kibicowania.

- Czy spodziewał się Pan tego, co zobaczył na boisku?

Nie uczestniczyłem w otwarciu, bo było to wydarzenia przeznaczone dla głów państw. Ja byłem uczestnikiem wydarzeń sportowych w ostatnim dniu naszego pobytu. Emocji na boisku było bardzo dużo, a emocje sportowe to coś najpiękniejszego. Bardzo przeżywaliśmy rozgrywki, szczególnie mecz siatkarzy z Iranem. Spotkanie zaczęło się bardzo dobrze, a później nagle jakby wszystko stanęło i zaczęło się odwracać, tendencja ruszyła w drugą stronę, Iran nabrał mocy mentalnej, która się przełożyła na siłę fizyczną, zaczęli osiągać przewagę i niestety tak już pozostało do samego końca. Były pewne wahnięcia po drodze, ale niestety, mecz przegrany. Oczywiście nie jest to wielka tragedia. Z grupy wychodzą cztery drużyny, my na pewno też wyjedziemy i będziemy grali w ćwierćfinałach. Najważniejszy mecz dla naszych siatkarzy to mecz właśnie ćwierćfinałowy, bo od tej fazy turnieju zaczyna się turniej pucharowy, w którym przegrany pakuje walizki i wraca do domu. Przed nami jeszcze trzy mecze i wszystko jest możliwe. Myślę, że zawodnicy bez problemu pokonają kolejnych przeciwników, tym bardziej, że teoretycznie są słabsi niż nasi. Najmocniejsi są Iran i Włochy. Szkoda, że to właśnie z Iranem zagraliśmy pierwszy mecz, ale tak bywa.

- Czyli nie przesadzę, jeśli na zakończenie powiem, że najbliżsi Pana sercu są właśnie siatkarze i lekkoatleci?

Jestem trenerem sportowym, dla mnie wszystkie dyscypliny są ważne, wszystkie lubię oglądać, choć oczywiście nie wszystkie wzbudzają takie same emocje. Niektóre budują trochę bardziej. Z siatkówką kiedyś byłem związany zawodowo, więc chętnie patrzę na mecze siatkarzy, ale lekkoatletyka to królowa sportu. Wciąga wszystkich, poza tym to lekkoatletyka przyniosła w historii IO Polsce najwięcej medali, więc mamy wobec niej duże oczekiwania. Liczymy, że nasze gwiazdy nie zawiodą i przywieziemy do kraju kilka medali, również i złotych.

- Oby, trzymamy za to kciuki. Bardzo dziękuję za rozmowę

-Dziękuję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie