Mieszkańcy Dobroszowa Małego od ponad 30 lat apelują o remont drogi. – Jaka tragedia musi się stać, by ktoś nas w końcy wysłuchał? – pytają, bo dziury są tak duże, że problemy z dojazdem mają nawet karetki.

- Większość nawet nie wie, że Dobroszów Mały istnieje. Wszyscy o nas zapomnieli – słyszymy od mieszkańców. Wioska położona jest za lasem, kilka kilometrów od Nowogrodu Bobrzańskiego. Przebiega przez nią droga powiatowa i tutaj też się kończy. Dalej nie dojedziemy.

Nie ma tu sklepu, kościoła, a nawet chodników. Ale za to są dziury. Mnóstwo dziur. Droga jest w tak złym stanie, że ciężko przejechać tu nawet rowerem.

– Jak deszcze popadają, to już jest tragedia. Nie widać w który ubytek celować! Dwa razy się wywróciłam. Raz rozwaliłam głowę, kilka tygodni później nogę. Ale nie jestem jedyna, praktycznie wszyscy się tu wywracają – przyznaje Helena Hordyńska.

Każdy w wiosce ma po dwa samochody, ponieważ zazwyczaj jeden jest w naprawie. Mieszkańcy notorycznie urywają tu zawieszenia. Nie tylko oni mają problem z dojechaniem do swoich posesji. Kurierzy zatrzymują się przed wioską lub zostawiają paczki w pobliskiej miejscowości. Kilka lat temu karetka pogotowia zatrzymała się na jednej z dziur. Lekarze pogotowia musieli czekać, aż strażacy pomogą im się wydostać. – A gdyby to było coś poważnego? Gdyby w karetce znajdował się człowiek, który potrzebowałby natychmiastowej pomocy? Doszłoby do tragedii – komentuje pani Ewa. Sąsiedzi podzielają jej zdanie.

– Stan drogi wpływa bezpośrednio na nasze życie. Samochody się psują, a koszta tylko rosną. Latem, kiedy przejedzie tu jedno auto tworzą się tumany kurzu i nic nie widać. Dzieci nie mogą nawet dojść do placu zabaw. Chcemy, by nasza wioska się rozwijała. Przebiega tu szlak turystyczny – tłumaczy Wiesława Jastrzębska.

Odcięci od świata

We wsi mieszkają dwie osoby niepełnosprawne. Mężczyzna, który porusza się na wózku inwalidzkim przez fatalną drogę jest uwięziony w swoim domu. – Jak w pogotowiu słyszą, że dzwonimy z Dobroszowa Małego, to od razu pytają czy mamy możliwość przetransportowania chorego. Nie ma szans, by wyjść na spacer z wózkiem – tłumaczy Sylwia Żukowska, rodzina mężczyzny. – Wszyscy stąd uciekają. Córka też się stąd wyprowadziła. Niedługo wieś opustoszeje – dodaje.

W ostatnim z domów, na samym końcu Dobroszowa mieszka też Dominik, chłopiec chory na porażenie mózgowe. Pięć razy w tygodniu powinni dojeżdżać do niego rehabilitanci i nauczyciele. Powinni, jednak nie zawsze jest to możliwe. – Jeździmy prywatnymi samochodami. Kiedy pada deszcz, to nie widać jak głębokie są dziury i po prostu boimy się, że ugrzęźniemy. Czasami po prostu nie jesteśmy w stanie do nich dojechać, a przecież nie można przerywać terapii! Za każdym razem mam dylemat moralny – ryzykować i jechać, narażając swoje zdrowie, czy zawrócić? Ale wtedy zawsze przed oczami mam Dominika – przyznaje nauczycielka, Bożena Kapusta. Kobieta przyznała, że dyrektor szkoły wpadł nawet na pomysł, by kupić nauczycielom kalosze, by ci zostawiali samochód przed wioską i mogli dostać się do chłopca na pieszo.

Mama Dominika musiała zrezygnować z terapii w Zielonej Górze. – Jadąc przez Dobroszów są okropne wstrząsy w aucie. Boję się, że moje dziecko może dostać przez to ataku padaczki. Córka nie poszła do przedszkola. Jesteśmy tu uwięzieni, pozostawieni sami sobie – mówi Elżbieta Jeremicz.

Pieniądze wyrzucone w błoto

Mieszkańcy wielokrotnie zgłaszali swój problem w zielonogórskim starostwie. Co kilka miesięcy przyjeżdżają tu robotnicy, którzy zasypują dziury tłuczniem. Efekt utrzymuje się najdłużej przez dwa tygodnie.

– Moim zdaniem te działania to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Droga to nasza bolączka od kiedy pamiętam. Problem był poruszany już wiele razy. Ostatnie pismo wysłaliśmy w grudniu i dostaliśmy odpowiedź, że nie ma pieniędzy na naprawdę drogi. Jesteśmy bezsilni – przyznaje sołtys Dobroszowa Małego, Dawid Kuźniak.

My również w czwartek wysłaliśmy maila do Powiatowego Zielonogórskiego Zarządu Dróg. Zapytaliśmy czy w najbliższym czasie przewidziany jest remont nawierzchni i dlaczego przez tyle lat nie były tam wykonywane żadne prace. Czekamy na odpowiedź.

Problem opisaliśmy również burmistrzowi Nowogrodu Bobrzańskiego. – Będę kolejny raz rozmawiał ze starostą w tej sprawie. Na początku roku jednak powiedział, że nie ma szans na głęboką przebudowę, jednak będą działać w miarę posiadanych środków – tłumaczy Paweł Mierzwiak.

ZOBACZ TEŻ: