Dotknij kamień, a odpowie. Cztery cmentarze w gminie Kargowa. I jedna trylogia "Wendyjska Winnica" Zofii Mąkosy

Zdzisław Haczek
Zdzisław Haczek

Wideo

Zobacz galerię (6 zdjęć)
Rok 1938. Marta z kuzynką Janką po pracy na winnicy schodzą do wsi Chwalim, którą pół roku wcześniej władze III Rzeszy przemianowały na Altreben. Kobiety nie idą od razu do swoich domów. Zachodzą na pobliski cmentarz. Tu gdzie nagrobki Petrasów, Klójów, Swadów, Jendrzików, Hoffmannów, Figlarków… Marta i Janka jeszcze nie wiedzą, że z nimi wszystkimi zmartwychwstaną. W 2017 roku.

Grudzień 2020 roku. Drzewa i krzewy puste od liści. Trawy przywiędły. Teraz najlepiej widać kamienie. Omszałe tablice albo ich resztki, wyzierają spod ziemi.

Cztery cmentarze
Cmentarze są cztery. Gdyby wykreślić na mapie linię prostą z zachodu na wschód, to na osi najpierw mamy ewangelicki cmentarz Wendów w Chwalimiu (Altreben), potem ewangelicki – „niemiecki” - w Kargowej (Unruhstadt), a żydowski kirkut - już poza miastem, najbliżej przedwojennej granicy z Polską. Trochę poniżej linii lokuje się katolicki - „polski” - gdzie do dziś mieszkańcy gminy Kargowa odprowadzają swoich bliskich. W covidowym czasie – coraz częściej.

Wendowie
1938 rok. Jeśli w powieści Zofii Mąkosy „Wendyjska Winnica. Cierpkie grona” jest niedziela, to z chwalimskich domów wylewa się potok ludzi. A im bliżej będzie ewangelicki kościół w Unruhstadt, tym bardziej wzbiera ta rzeka wiernych. Starsze mieszkanki Altreben mają na sobie ciemnoniebieskie lub czarne spódnice, które same uszyły z materiału, utkanego z wełny. Na głowach usztywnione czarne czepki z długimi wstęgami, zawiązanymi w kokardę… Starsi mężczyźni włożyli czarne surduty, okrągłe niskie kapelusze, buty z cholewami… Ubrali się tak, jak ich przodkowie – Wendowie, którzy mieli przybyć do Chwalimia w XVII lub XVIII wieku. Słowianie mówiący w swoim dialekcie, których – jak podkreśla pisarka - badacze niemieccy wiążą z Serbołużyczanami, a polscy historycy z Dolnym Śląskiem.
Marta zmierza w kościoła ewangelickiego, w którego pobliżu rozciąga się cmentarz z okazałym grobowcem, okolony nagrobnymi ścianami, z mogiłami otoczonymi metalowymi płotkami.
Kuzynka Marty – Janka ma bliżej. Jej ojciec był Polakiem, jest katoliczką – idzie do kościoła z czerwonej klinkierowej cegły. Tu, gdzie proboszczem jest ksiądz Wdowczyk.

Landrynkowy meteoryt
Koniec lat 30. Marta Neumann z powieści Zofii Mąkosy jak co dzień na godzinę odrywa się od pracy w gospodarstwie. W sypialni otwiera Biblię. Stopniowo odkrywa, że to, co tam napisano, ma coraz mniej wspólnego z tym, co się dzieje w jej Altreben i całej III Rzeszy. Że mundurek Związku Dziewcząt Niemieckich, w którym jej córka Tila biega na zbiórki organizacji – odciska piętno… Że czasy, gdy mieszkańcy Unruhstadt i Chwalimia - w tym żydowscy właściciele miejscowej fabryki słodyczy - spotykali się na tańcach w restauracji nad jeziorkiem Schwentesee już nie wrócą. Że teraz na witrynie sklepu Rosenbaumów przy rynku ktoś namalował białą farbą gwiazdę Dawida – znak, że tu się już nie kupuje.

Grudzień 2020. W centrum Kargowej oczodołami pustych okien straszy cały kwartał. Poznańska fabryka Goplana na fali prywatyzacji w latach 90. porzuciła ten kompleks dawnej Fabryki Cukrów „Dąbrówka”. Nowy właściciel – koncern Nestle zainteresowany był częścią zakładu za torami, przy ul. Kolejowej. Tam było gdzie stawiać nowe hale.

Połowa lat 70. Na ulicy gwarno. Tornistry podczas pielgrzymki między podstawówką a salką katechetyczną przy kościele z czerwonego klinkieru zatrzymują się. W dziecięce nozdrza bije cudowny zapach landrynków! Nasilają się wołania… Nagle okno na pierwszym piętrze uchyla się. Kobieta w białym czepku wykonuje lekki zamach i… kolorowy meteoryt rozbija się na bruku. Tornistry – teraz w przysiadzie – tańczą z radości.
Za rogiem - ciągnie się od rynku ul. Dworcowa. W ciągu domów ze spadzistymi dachami wyróżnia się jeden. Wysoki, nakryty prostym dachem, z dziwnym uskokiem. To przerobiona na mieszkania synagoga z 1842 roku.

Rok 1938. Schokoladen Kakao und Zuckerwarenfabrik działa w sercu Unruhstadt już 24 lata. Z sukcesem. Ale Carla Lichtensteina już on nie cieszy. Jest Żydem. Dostaje propozycję nie do odrzucenia. „Za grosze” sprzedaje fabrykę miejscowemu naziście Frietzowi Deigowi i wyjeżdża z miasta.

Chwalim

2017 rok. „Czasem o zmierzchu, kiedy jestem w domu sama, nawiedza mnie uczucie, że poza mną ktoś tu jest…” – pisze Zofia Mąkosa w słowie wstępnym „Cierpkich gron”, przywołując swoje odczucia z 1974 roku z domu w Chwalimiu, gdzie mieszka w dzieciństwie i młodości przez kilkanaście lat. Skąd wyjeżdża na studia.

Ośmiu powstańców, cztery trumny
Luty 2018 roku. Między drzewami cmentarza ewangelickiego dumnie celują w niebo lufy armat przeciwlotniczych. Dzieciaki, które w latach 70. uganiały się tu między mogiłami z łukami niczym Winnetou czy Robin Hood, rażąc do siebie strzałami z krzywych patyków – teraz byłyby szczęśliwe.
Polscy żołnierze w gotowości. Orkiestra. Sztandary. Pal! Huk salwy honorowej niesie po okolicy.
Na odsłoniętym właśnie obelisku - nazwiska ośmiu powstańców wielkopolskich. Zginęli w lutym 1919 roku, walcząc o utrzymanie Kargowej w polskich rękach. Większość z nich wojskowe szlify zdobyła w niemieckiej armii i walczyła na frontach I wojny światowej. Większość urodziła się w Wielichowie i w 1918 roku wstąpiła do kompanii wielichowskiej.

Luty 1919. Unruhstadt jednak jeszcze nie będzie Kargową. Milkną karabiny maszynowe, działa. Kule nie sypią się z luf pociągu pancernego, który nadjechał od Zullichau. Niemcy chowają zabitych Polaków na ewangelickim cmentarzu. W zbiorowej mogile. Bez trumien. Bez ceremonii. Tylko Barbara Domagalska kropi trupy święconą wodą. Później polscy mieszkańcy Unruhstadt sadzą na grobie kwiaty, ale zawsze ktoś je wyrywa.

Luty 1928 roku. Na cmentarzu ewangelickim w Unruhstadt nad nowiutkimi trumnami stoją między innymi konsul RP w Pile Stanisław Ptaszycki i prezes Związku Uczestników Powstania Wielkopolskiego Władysław Tata. To zwieńczenie starań o ekshumację polskich powstańców.
Trumny są cztery. W każdej – zalutowana trumna metalowa, a niej szczątki dwóch żołnierzy zawinięte w prześcieradła. Jana Humerczyka ojciec rozpoznał po resztkach kieszonkowego lusterka. Józefa Obierskiego zidentyfikowano po kożuszku. Leona Burmistrzaka po złamanej nodze - skutek postrzału w czasie I wojny światowej…
Wóz z trumnami, okrytymi kirem i wieńcami, rusza ku granicy z Polską. Odprowadza go kilkuset Polaków – mieszkańców Unruhstadt i okolicy. Uroczysty kondukt - nim dotrze na cmentarz w Wielichowie - zatrzyma się na rynku w Wolsztynie. Na trumnami będzie przemawiał burmistrz.

Luty 2018 r. W 90. rocznicę ekshumacji powstańców na cmentarzu ewangelickim w Kargowej pojawia się nowy kamień.
Wokół nie ma już nagrobków, na których rosły cudownie pachnące konwalie.
Nie ma grobowca. Ani metalowych, kutych płotków wokół grobów. Kilkadziesiąt lat wcześniej na jeden z nich spadł trzecioklasista Andrzej, gdy wspinał się na drzewo do gniazda sroki.
Teraz jest pusta przestrzeń niczym w parku. Tylko jedna nagrobna ściana na obrzeżu cmentarza - ze stosowną tablicą - przypomina, kto tu spoczywa.

41 kobiet
Styczeń 1945 roku. Marta z „Cierpkich gron” staje jak wryta. Ulicą Unruhstadt ciągnie kolumna wychudzonych, brudnych kobiet. Niektóre idą boso. Te, które upadają, dobijają strzałem niemieccy strażnicy.
Wśród żydowskich więźniarek obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, które w „marszu śmierci” idą przez Unruhstadt, nie ma już ich 41 towarzyszek. Leżą w rowie kilka kilometrów stąd, na polanie między Starym a Nowym Jaromierzem. Niemcy uznali, że są za słabe na dalszą marszrutę, Nim zginą od kul, rzucają tylko do siebie: „Szalom”, „Serwus Hela”.

Styczeń 2019. Przed kamieniem pamięci, w miejscu, gdzie zamordowano 41 kobiet – jak co roku - sztandary, delegacje. Ale w leśnej mogile nie ma już ciał więźniarek. Po tym, jak świadek opowiedział o szczegółach mordu, w 1960 r. szczątki złożono w zbiorowym grobie na cmentarzu w Kargowej. Tym, który zawsze 1 listopada rozjaśniają setki płonących zniczy.
Tym, gdzie nad szpalerami lśniących granitów góruje przedwojenny grobowiec familii Dimke, której nestor Josef – jak opisuje Zofia Mąkosa w „Cierpkich gronach”– był właścicielem firmy murarskiej, sklepu z materiałami budowlanymi, tartaku.
Lata 90. Drzwi grobowca rodziny Dimke są uchylone. Uczniowie z pobliskiej podstawówki okadzają trumny papierosowym dymem.

Czaszki
Lata 70. Na boisku przy ul. Szkolnej – mecz. Ktoś przyniósł z niemieckiego cmentarza za płotem czaszkę. Toczy się w kierunku bramki. Kości nie wytrzymają uderzenia zbrojonym roboczym butem.
Początek lat 80. Wejście do krypty w największym grobowcu na niemieckim cmentarzu jest przysypane od lat. Ale do stojących piętrowo trumien można się wślizgnąć. Ci, którzy naoglądali się filmów z Frankensteinem za nic tam nie wejdą. Reszta znika w ciemnym otworze. Po kwadransie wychodzą. Jeden z chłopaków chciał zdjąć trupowi buty z cholewami, ale nieboszczyk nie oddał. Stracił więc głowę.
Pożółkła czaszka z rzędem zębów w górnej szczęce zostaje zatknięta ma metrowym drągu. Tak wędruje w kierunku szkoły. Trwa przerwa. Dziewczyny piszczą. Jedna z nauczycielek każe zakopać czaszkę w szkolnym ogródku.

Kirkut
2011 rok. Jesienią przywiędłe trawy odsłaniają kawałki rozbitych macew. Na kargowskim kirkucie nie spoczywa urodzona w Unruhstadt w 1898 r. Margarethe Blumenfeld. W 1943 roku trafiła do Auschwitz.
Nie pochowano tu też urodzonej w Unruhstadt w 1892 r. Rosalie Blumenfeld, którą w 1943 roku zamknięto w getcie w Terezinie, a w październiku 1944 r. wywieziono do Auschwitz. Podobnie jak zabrano tam kargowiankę Ellę Grossmann Heymann (rocznik 1897). Jak kargowianina Ericha Kaisera (rocznik 1892). Jak innych pochodzących z Unruhstadt Żydów. Na przykład Irmę i Siegfrieda Rosenbaumów, wywiezionych z Berlina do Auschwitz 19 lutego 1943 roku.
Z urodzoną w Unruhstadt w 1861 roku Pauline Marcus jest inaczej. W 1942 roku z getta w Terezinie Niemcy wywieźli ją do Treblinki.

Cierpienie
Styczeń 2019 roku. - Zrozumienie czyjegoś cierpienia otwiera drogę do poznania się – mówi Zofia Mąkosa przed kamerami w studiu telewizyjnym Gazety Lubuskiej. I opowiada o swojej wizycie w Neuruppin, gdzie dziś mieszkają przedwojenni mieszkańcy Chwalimia. – Oni mówili, że ostatnio byli w domu 10 lat temu. Czyli dla nich ten Chwalim to ciągle jest dom.
- Widziałam jak tęskni rodzina mojej mamy do swojej utraconej ojczyzny. I domyślałam się, jak Niemcy tęsknią do swojej – dodaje pisarka. – Zauważyłam, że Niemcy też tylko mówią o sobie. O swoim cierpieniu. Swoim wypędzeniu. A temat wypędzeń Polaków od 1939 roku jest im kompletnie nieznany.

Czerwiec 1946 roku. W kościele katolickim pod wezwaniem św. Wojciecha w Kargowej – tłumy. Dzieci przesiedleńców po raz pierwszy przystępują w tej świątyni na tzw. ziemiach odzyskanych do Pierwszej Komunii Świętej. Zofia Mąkosa w „Winnym mieście” opisuje wzruszającą scenę. Stłoczeni wierni, na widok dzieci w bieli, zaczynają szlochać. Wspominając bliskich, którzy nie doczekali. Zginęli na froncie, w obozie, z głodu na Syberii. Zostali w grobach na Wileńszczyźnie czy pod Lwowem…

Październik 2017 rok. Członkowie poznańskiego Stowarzyszenia Pomost kopią na obrzeżu ewangelickiego cmentarza. W miejscu gdzie – jak im powiedzieli kargowiacy – jeszcze kilka lat po wojnie widać było kopczyk. Ziemia stopniowo odsłania 12 szkieletów. Jednego mężczyzny. Dziewięciu kobiet. Dwojga dzieci. Tylko na jednej czaszce widać ślady gwałtownej śmierci.
Styczeń 1945 roku. Dla żołnierzy Armii Czerwonej Unruhstadt to pierwsze niemieckie zdobyte miasto. Po wyparciu hitlerowców, palą domy, gwałcą, rabują… Niektóre kobiety nie czekają. Wieszają się.

Październik 2017 roku. Zofia Mąkosa z okazji ukazania się „Cierpkich gron” ma spotkanie z czytelnikami w wojewódzkiej Bibliotece Norwida w Zielonej Górze. – W jednej z grup Niemców pędzonych ku Nysie i Odrze nie przeżyło żadne roczne dziecko. Ja, która jestem babcią rocznego wnuka, myślę sobie, jakie to musiało być straszne dla tych matek… Ja oczywiście wiem, co zaraz ktoś mi powie. Bo kiedy rozmawiam o tych moich refleksjach, słyszę wówczas: Oni nam robili gorsze rzeczy. I to też jest prawda. Tylko nie da się wyważyć cierpienia jednych i drugich… Ja po prostu myślę o ludziach, którzy cierpieli – mówi pisarka, emerytowana nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie.

Ślady
Grudzień 2020 roku. Zofia Mąkosa, nagrodzona za dwa pierwsze tomy trylogii „Wendyska Winnica” Lubuskimi Wawrzynami Literackimi, przyznaje, że zasiadając do pisania „Cierpkich gron”, nie przypuszczała, że tyle się później zdarzy.
Że kilkudziesięciu czytelników pójdzie w Zielonej Górze na „Spacer winiarski śladami Matyldy Neumann”. Że biuro turystyczne będzie wozić ludzi na wycieczki do Chwalimia i Kargowej. Że zewsząd sypną się zaproszenia na spotkania i prośby o wywiady. Że ktoś z chwalimskim adresem na busie będzie zaczepiany i pytany, czy jest z TEGO Chwalimia…

Ocalenie
Listopad 2017 roku. Przy wylocie drogi z Chwalimia na Sulechów zostaje ustawiona tabliczka z napisem „Cmentarz ewangelicki do roku 1945”. I powyżej: „Ocalić od zapomnienia…”.

Porusz kamień, a odpowie.
Przeczytaj książkę, a…

Autor w latach 1970-1990 mieszkał w Kargowej. Od 1990 r. jest dziennikarzem Gazety Lubuskiej. Korzystał też z materiałów na: kargowa.pl, powiatwolsztyn.pl, pomost.net.pl, geni.com, „Kargowskie wspomnienia” (Gminna Biblioteka Publiczna w Kargowej), Zofia Mąkosa: „Wendyjska Winnica” – „Cierpkie grona” (Wydawnictwo Książnica).

Dodaj ogłoszenie