Dziś o 13.00 prawomocny wyrok w aferze budowlanej

Tomasz Nieciecki 95 722 57 72 tnieciecki@gazetalubuska.plZaktualizowano 
- Nikomu ani w prokuraturze, ani w sądzie pierwszej instancji nie zależało na tym, aby dociec prawdy - mówił przed sądem odwoławczym prezydent Jędrzejczak. A gdy zeznawali świadkowie, łapał się za głowę.  <br>
- Nikomu ani w prokuraturze, ani w sądzie pierwszej instancji nie zależało na tym, aby dociec prawdy - mówił przed sądem odwoławczym prezydent Jędrzejczak. A gdy zeznawali świadkowie, łapał się za głowę. Tomasz Nieciecki
W czwartek Sąd Apelacyjny w Szczecinie ogłosi wyrok w najgłośniejszej sprawie karnej w historii miasta. O uniewinnienie walczy tu m.in. prezydent Tadeusz Jędrzejczak skazany nieprawomocnie na 6 lat więzienia.

Finał afery budowlanej - Sąd Apelacyjny w Szczecinie

Będziemy dzisiaj na sali sądowej Sądu Apelacyjnego w Szczecinie. Aby na bieżąco śledzić relację z wyroku, kliknij w ten link:**Dzisiaj wyrok w tzw. “Aferze budowlanej" **

Sędzia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Janusz Jaromin odczyta wyrok dziś o 13.00. Dwóch dziennikarzy będzie to relacjonować na naszej stronie internetowej www.gazetalubuska.pl, relację z komentarzami zamieścimy w jutrzejszym wydaniu gazety, o sprawie napiszemy też w sobotę. Tymczasem przypomnijmy, o co chodzi w gorzowskiej aferze budowlanej, która wstrząsnęła miastem. I jak prezydent bronił się w sądzie odwoławczym od nieprawomocnego wyroku 6 lat więzienia, który usłyszał w lipcu 2011 r. przed Sądem Okręgowym w Gorzowie.

O co oskarżyła prezydenta prokuratura? Nie, nie o korupcję, jak uważa wielu Czytelników. Być może błąd wynika ze stopnia skomplikowania tej gospodarczej sprawy, w której śledztwo rozpoczęło się w styczniu 2012 r., a proces w sądzie pierwszej instancji trwał aż 2,5 roku. Sędzia Dariusz Hendler, który prowadził go w pojedynkę, musiał zapoznać się aż z 16 tys. stron akt!

Oczywiście, słowo korupcja była odmienianie na procesie przez wszystkie przypadki.

Szczecińska prokurator Ewa Cybulska mówiła nawet, że skala korupcji w gorzowskich inwestycjach była porażająca, a udało się udowodnić jedynie ,,czubek góry lodowej''. - Bez przyzwolenia prezydenta i jego urzędników korupcja nie byłaby możliwa na tak wielką skalę - podkreślała prok. Cybulska. Zdaniem prokuratury, która prześwietliła miejskie inwestycje z lat 1998 -2002, w Gorzowie istniał układ między władzami miasta i przedsiębiorcami budowlanymi. Miasto miało stracić w sumie 6 mln zł, płacąc m.in. za niewykonane prace czy zawyżając faktury. Jednak - podkreślmy to jeszcze raz - Jędrzejczak nie usłyszał żadnego korupcyjnego zarzutu.

Za co został skazany

Prezydent został nieprawomocnie skazany za to, że w kwietniu 2000 r. - w celu ,,osiągnięcia korzyści majątkowej przez inne osoby'' - polecił prezesom spółek PBI Zygmuntowi M. (to dzięki niemu śledczy wpadli na trop całej afery budowlanej) i Marciniak SA Zbigniewowi M., żeby zapłacili po 400 tys. zł za fikcyjną dostawę roślin ozdobnych. Pieniądze dostał właściciel firmy zieleniarskiej z Żywca powiązany z szefami Agencji Mienia Wojskowego, od której miasto chciało kupić byłe poligony.

- Prezydent wiedział, że taka dostawa nie nastąpi. Działając w ten sposób, wykorzystał uzależnienie przedsiębiorców od możliwości uzyskania przez nich zleceń na inwestycje - uważa prokuratura. Sąd Okręgowy, wydając nieprawomocny wyrok, podkreślał, że oceniając zarzuty stawiane Jędrzejczakowi, musiał odpowiedzieć na pytanie, na czym polega społeczna szkodliwość jego decyzji w sprawie drzewek. Zwłaszcza że punktem wyjścia było działanie w interesie miasta, tzn. obniżenie kosztów zakupu byłych poligonów od Agencji Mienia Wojskowego.

- Społeczna szkodliwość czynu prezydenta wyraża się przede wszystkim w tym, że był nielegalny. Ale także w tym, że było w to zaangażowanych bardzo wiele osób, które musiały pójść na kompromisy moralne, popełnić przestępstwa, żeby nie ponieść śmierci cywilnej w tym środowisku - uzasadniał wyrok sędzia Handler. Dodawał, że "materiał dowodowy absolutnie i jednoznacznie potwierdził winę prezydenta".

Jędrzejczaka skazał także za to, że w 2001 r. zdecydował o wypłacie z miejskiej kasy 200 tys. zł na rzecz PBI za jeden z etapów trasy średnicowej, który nie został wykonany. Zdaniem prokuratury był to częściowy zwrot 400 tys. zł, które właściciel firmy zapłacił za fikcyjną dostawę drzewek. Kolejny zarzut wobec prezydenta: w 2002 r., w czasie budowy fragmentu drogi nr 22 w Gorzowie, podpisał z firmą Marciniak SA porozumienie na wykonanie dojazdu do tej firmy wraz z wagą towarową za 370 tys. zł. To też miała być rekompensata za drzewka.

Wyroki skazujące na bezwzględne więzienie usłyszeli prócz prezydenta także były wiceprezydent i wojewoda Andrzej K. oraz współwłaściciele Budinwestu Janusz K. i Ryszard S., którzy nadzorowali miejskie inwestycje.

Jak się bronił

Sąd Apelacyjny rozpatruje odwołania 15 z 17 skazanych w pierwszej instancji. Prezydent bronił się przed nim m.in. takimi słowami: - W żaden sposób żadna z firm prywatnych nie była i nie jest uzależniona ode mnie jako prezydenta miasta. I nie mogłem im wydawać ani nie wydawałem jakichkolwiek poleceń. Wszystkie umowy miasta zawierane były w oparciu o ustawę o zamówieniach publicznych. Nigdy nie zasiadałem w komisjach przetargowych nigdy nie wpływałem ani nie zmieniłem wyników przetargu. (...) Wysoki Sądzie, jestem człowiekiem odpowiedzialnym. Wszystkie decyzje, jakie podejmowałem, czy to samodzielnie czy jako członek zarządu miasta i jego przewodniczący, były zgodne z prawem i w interesie Gorzowa. Z całym przekonaniem stwierdzam, że gdybym dzisiaj miał jeszcze raz podejmować tamte decyzje, byłyby one takie same. W związku z tym, Wysoki Sądzie, proszę o uniewinnienie.

W zeszły piątek prezydent mówił jeszcze: - W moim najgłębszym przekonaniu nikomu ani w prokuraturze, ani w sądzie pierwszej instancji nie zależało na tym, aby dociec prawdy.

Sąd Apelacyjny może utrzymać wyrok, zmienić go, cofnąć sprawę do ponownego rozpatrzenia albo nawet do prokuratury, czego domagali się w mowach końcowych niektórzy obrońcy, kwestionując kompetencje i rzetelność biegłej. Jeśli choć część winy prezydenta zostałaby uznana, straciłby on stanowisko. - Musiałbym wtedy poczekać na oficjalną informację od sądu o wyroku, potem zwołać sesję, na której radni formalnie wygasiliby mandat prezydentowi, stanowiska straciliby też wiceprezydenci. Przez trzy miesiące miastem rządziłby komisarz powołany przez premiera na wniosek wojewody, potem odbyłyby się wybory - tłumaczył nam wczoraj szef Rady Miasta Jerzy Sobolewski.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3