Film „Smoleńsk” prawie gotowy. Koproducent niezadowolony z roboczej wersji

Anita CzuprynZaktualizowano 
Antoni Krauze: Nie opuszcza mnie poczucie, że na „Smoleńsk” czeka wielu ludzi. Przestali się kryć ze swoim wsparciem i sympatią. Bo do tej pory te uczucia były ukrywane
Antoni Krauze: Nie opuszcza mnie poczucie, że na „Smoleńsk” czeka wielu ludzi. Przestali się kryć ze swoim wsparciem i sympatią. Bo do tej pory te uczucia były ukrywane Fot. Grzegorz Mehring
Film „Smoleńsk” jest już prawie skończony, odbyły się nawet pierwsze robocze projekcje. Wydawało się,że finisz to będzie bułka z masłem. Była nadzieja, że jeszcze w tym roku produkcja trafi na ekrany. Ale pojawiły się problemy. I to z najmniej oczekiwanej strony.

Takiej komplikacji chyba nikt nie przewidział. A z pewnością nie spodziewał się jej reżyser filmu „Smoleńsk” Antoni Krauze. I to, jak się okazuje, na ostatniej prostej niełatwej drogi, którą przeszła produkcja. Jak dowiedziała się „Polska”, po obejrzeniu jednej z roboczych projekcji film „Smoleńsk”, o którym głośno jest od kilku lat, nie spodobał się jednemu z głównych koproducentów, którzy do tej pory wspierali jego produkcję i realizację. Co konkretnie się nie spodobało? - O to chodzi, że wszystko - brzmi nieoficjalna wersja.

Reżyser Antoni Krauze w rozmowie z „Polską” przyznaje, że znalazł się w trudnej sytuacji. Po pierwsze, zupełnie się tego nie spodziewał, po drugie - nie chce mówić o szczegółach, bo wciąż ma nadzieję, że kłopot zostanie rozwiązany pozytywnie w ciągu najbliższych dni. - Sam nie jestem zainteresowany, aby robić wokół tego jakiś szum, wystarczająco już robili go inni - podkreśla Krauze. Producent Maciej Pawlicki dodaje: - Proszę napisać, że odmówiłem komentarza. Film wciąż jeszcze jest niegotowy.

Rzec można, że film „Smoleńsk” Antoniego Krauzego od samego początku rodził się w bólach, jego powstawaniu towarzyszyły liczne kłopoty i nie mniej liczne kontrowersje. Przypomnijmy: po pierwsze - scenariusz, który miesiącami ulegał wielu poprawkom i zmianom, choć to akurat, jak tłumaczyli twórcy, przy pracy nad każdym filmem jest naturalną koleją rzeczy.

Po drugie - aktorzy. Niektórzy, jak Marian Opania, którego reżyser widział w roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odmawiali udziału w filmie. Opania publicznie mówił, że propozycję otrzymał, ale natychmiast ją odrzucił - z powodów politycznych. Zresztą zarzuty, że film będzie upolityczniony i zbyt publicystyczny, pojawiały się niemal od pierwszych informacji o tym, że Antoni Krauze chce zrobić film o największej katastrofie, jaka dotknęła nasze państwo.

Gdyby odsłaniać wszystkie negocjacje między koproducentami, to można powiedzieć, że każdy film przeżywa perypetie

Po trzecie w końcu i niezwykle dla filmu istotne - pieniądze, a raczej kłopoty z ich zdobyciem. Co prawda w kwietniu 2013 r. ruszyły zdjęcia do filmu, ale po kilku dniach prace musiały zostać przerwane. Jak wspomina dziś w rozmowie z „Polską” Antoni Krauze, mamiono go wtedy różnymi obietnicami, z których żadna nie okazała się, niestety, prawdziwa. Szansą na zdobycie funduszy było dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Ale i z tej strony twórcy otrzymali cios: w lutym 2014 r. PISF ogłosił, że dotacji na „Smoleńsk” nie przyzna. Powód? Eksperci sztuki filmowej i znani reżyserzy zasiadający w komisji przyznającej dotacje (Anna Kazejak, Sławomir Fabicki, Grzegorz Łoszewski, Jerzy Stuhr, Jerzy Skolimowski) skrytykowali scenariusz. Wyliczali: warsztatowe wady, patetyczne dialogi, fabularyzowana publicystyka. Prawdą jest, że nie wszyscy w komisji byli przeciwni dofinansowaniu produkcji filmowej. Na przykład reżyser Sylwester Chęciński stał na czele grupy, która rekomendowała film. Producent filmu Maciej Pawlicki mówił później w rozmowie z „Polską”, że rzeczywistym powodem był zarzut, że film jest antyrosyjski, choć w oficjalnym uzasadnieniu ten akurat zarzut się nie pojawił.

- Na pewno „Smoleńsk” to film antytotalitarny, przeciwko złu, kłamstwu, wszystkiemu temu, czego w życiu nie chcemy. To film, który opowiada się po stronie dobra. A w Rosji jest i jedno, i drugie. Nie chcę utożsamiać Rosji ze złem, w związku z czym to zło było i po stronie Rosjan, i po stronie Polaków. Nie jest więc antyrosyjski, a jest przeciwko złu - podkreślał wówczas w rozmowie z „Polską” producent Maciej Pawlicki.

Fundacja „Smoleńsk 2010”, którą założył reżyser Antoni Krauze, wezwała więc obywateli do narodowej zbiórki. Powstała specjalna strona internetowa, na której zamieszczono licznik na bieżąco wskazujący dokonane przez ludzi wpłaty oraz to, ile jeszcze pieniędzy brakuje, aby film mógł zostać ukończony (nawiasem mówiąc, wciąż brakuje ponad 1,7 mln zł). Odzew był na tyle duży, że można było rozpocząć prace. - Jest kilku inwestorów większych, kilkudziesięciu mniejszych, ale z samych darowizn od indywidualnych osób zebrano ponad milion złotych - mówił wtedy jeden z twórców. Wśród nich znalazł się też producent amerykański. Ale dla twórców filmu najważniejsze wciąż było i jest to, że wiele ludzi na niego czeka. Na stronie Fundacji „Smoleńsk 2010” można było przeczytać: „Czekają przede wszystkim ci, dla których opowieść o tym, co naprawdę wydarzyło się w smoleńskim lesie 10 kwietnia 2010 roku, jest ważna dla kształtu polskiej tożsamości, losów indywidualnych i przyszłości wspólnoty narodowej. Kultura polska bez tego filmu byłaby kulturą kaleką, uciekającą od podstawowych powinności, pozbawioną więzi z emocjami i życiem duchowym Polaków”.
Jak pisał następnie Maciej Pawlicki w tygodniku „W Sieci”: „Mimo nieznanej w historii kina mobilizacji dwóch ministrów kultury, wielu urzędników, kilku reżyserów, aktorów i wielu mediów, by ten film nie powstał - on powstaje. Już nas nie zatrzymacie”.

I rzeczywiście - udało się. Zdjęcia do filmu ostatecznie zakończono w maju tego roku. Twórcy przystąpili do kolejnego etapu montażu. Jak już kilkakrotnie pisaliśmy, film ma być opowieścią o poszukiwaniu prawdy na temat tego, co się stało z prezydentem Lechem Kaczyńskim i państwową delegacją, która udawała się na obchody rocznicy mordu dokonanego przez Sowietów na oficerach polskich w Katyniu w roku 1940. Bohaterką filmu jest młoda dziennikarka Nina (w tej roli Beata Fido), która poszukując prawdy na własną rękę, dochodzi do zgoła odmiennych wniosków niż polscy i rosyjscy eksperci. Ale to śp. prezydent Lech Kaczyński ma być główną postacią filmu.

Autorzy scenariusza oparli się przede wszystkim na tym, co ustalił zespół parlamentarny do spraw zbadania przyczyny katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem, oraz eksperci tacy jak prof. Kazimierz Binienda, prof. Kazimierz Nowaczyk z USA i dr inż. Grzegorz Szuladziński z Australii. Zdjęcia powstawały m.in. w Warszawie, Dęblinie, Mińsku, Krakowie, Chicago i Smoleńsku. Do prac nad filmem jako konsultantów zaproszono też dowódcę tupolewa 154 nr 101 podczas lotu 7 kwietnia 2010 r. podpułkownika Bartosza Stroińskiego oraz dowódcę jaka-40, który 10 kwietnia lądował tuż przed rządowym tupolewem, porucznika Artura Wosztyla. Wosztyl kandyduje teraz do wyborów parlamentarnych z list PiS, podobnie zresztą jak producent Maciej Pawlicki.

Jeszcze przed zakończeniem zdjęć do filmu, w kwietniu tego roku reżyser w rozmowie z Radiem Wnet mówił, że robi film dla tych wszystkich, którzy nie dali się zmanipulować ani okłamać. Podkreślał, że film opowiada o tym, co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia, i został oparty na faktach, a nie natchnieniach artystycznych. Mówił też, że traktuje to jako zadanie - zrobić film, na który czeka tak wielu Polaków mieszkających w różnych częściach świata. Przypomniał, że wielu aktorów odmówiło udziału, ale wcale - według niego - nie dlatego, że fakty kłamią, a dlatego, że nie chcą o tym pamiętać. Tak jak nie chcą pamiętać o największych świństwach i draństwach, które mają miejsce na scenie politycznej. A nie chcą pamiętać ze strachu.

Antoni Krauze: Nie popadam w samozachwyt, broń Boże, ale zobowiązałem się dokończyć ten film. On wciąż powstaje

- Ja robię wszystko, żeby odwrotnie: wstrząsnąć, nie kłamać w drugą stronę, ale po prostu uświadomić tym filmem, na co się zgodziliśmy. To będzie bardzo przykre dla wielu. Myślę, że mechanizm jest taki: jeśli nie będę myśleć, spróbuję zapomnieć, to jeszcze jakiś czas pożyję w spokoju. Chyba o to chodzi. Inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć - tłumaczył w wywiadzie. I wyobrażał sobie, że jeśli doprowadzi ten film do premiery, będzie najszczęśliwszym człowiekiem świata.

Reżyserowi udało się obsadzić w filmie uznanych aktorów. Lecha Kaczyńskiego zagrał Lech Łotocki, Marię Kaczyńską - Ewa Dałkowska, Annę Walentynowicz - Katarzyna Łaniewska. Wystąpią też m.in. Jerzy Zelnik, Redbad Klynstra, Blanka Kaczorowska, Halina Łabonarska, Anna Samusionek, Maciej Półtorak. Aktorzy w wywiadach oświadczali, że były to propozycje nie do odrzucenia. Niektórym, jak Lechowi Łotockiemu, który w wywiadach bez ogródek mówił, że to jedna z najważniejszych ról, jaką zagra, oberwało się od internetowych hejterów.

Wtedy w obronę wzięła aktora Ewa Wanat, pisząc: „Zbiera mi się na wymioty, kiedy czytam różne komentarze na temat decyzji Lecha Łotockiego, żeby zagrać Lecha Kaczyńskiego. Piszą ludzie, którzy z polskich aktorów kojarzą wyłącznie tych, którzy się pokazują w telenowelach. Ludzie, którzy do teatru wybiorą się może raz na ruski rok albo i rzadziej. Lech Łotocki jest wspaniałym, charakterystycznym aktorem o specyficznej, niepokojącej, nieco neurotycznej ekspresji, jest aktorem rozedrganym, zatrzymującym się często w pół drogi, kiedy ktoś inny już by ostro szarżował, zawieszonym pomiędzy różnymi światami, nieoczywistym, ciekawym”. Przypomniała, że Łotocki jest od wielu lat jednym z filarów aktorskiego zespołu Grzegorza Jarzyny.

Nad scenariuszem pracowali: Marcin Wolski, wspominany już Maciej Pawlicki, który jest zarazem producentem, i Tomasz Łysiak. Jak kilka dni temu dowiedziała się „Polska”, Marcin Wolski, który obejrzał już zmontowany film, nie krył swojego zadowolenia. Był pod wrażeniem tego, co zobaczył. Film chwalił też znany kompozytor Michał Lorenc, który jest autorem muzyki do „Smoleńska”. Publicznie mówił, że film jest znakomity, choć nie rozstrzyga jednoznacznie, co się wydarzyło, nie przesądza o winie, nie narzuca, jak interpretować różne zdarzenia związane z tragedią smoleńską. Jest portretem Polaków po katastrofie, zawiera wiele wzruszających momentów. Przyznał, że czuje się zaszczycony współpracą przy tym filmie.
Po takich rekomendacjach można było się spodziewać, że teraz wszystko pójdzie jak z płatka: ostatni etap to udźwiękowienie filmu (dźwięk autorstwa Michała Muzyki, dźwiękowca wcześniejszego filmu Antoniego Krauzego „Czarny czwartek”) i efekty specjalne. Prace nad udźwiękowieniem rozpoczęły się w minioną sobotę. Samo zgranie filmu, dźwięku to sprawa dwóch tygodni. Antoni Krauze nie tracił nadziei, że film będzie gotowy jeszcze w tym roku. - Może jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia? - mówi w rozmowie z „Polską”. Nie przewidział, że tym razem cios padnie nie z zewnątrz, ale z wewnątrz - od osoby, która miała duży wpływ na produkcję i realizację filmu. Po roboczym pokazie do reżysera doszły informacje, że ów koproducent ma zupełnie inną wizję tego filmu.

- Trzeba być ostrożnym w opiniach, bo film przecież ciągle powstaje, to wciąż rzecz nieskończona - tłumaczy Antoni Krauze, choć nie ukrywa, że jest zainteresowany, aby film pozostał w takim kształcie, w jakim udało się mu go zrobić. - Nie popadam w samozachwyt, broń Boże, ale zobowiązałem się dokończyć ten film. Wygodniej mi będzie rozmawiać o filmie za kilka dni, gdy sprawa się wyjaśni - dodaje reżyser.

Niemniej jednak w zespole twórców i osób, które miały wpływ na powstanie filmu, trwa spór, czy dodawać kolejne fakty, bo przecież w sprawie katastrofy smoleńskiej wciąż coś się dzieje, czy też zamknąć tę opowieść tak, jak to pierwotnie planowano: symboliczną sceną, w Lesie Katyńskim, gdzie spotykają się duchy pomordowanych oficerów Wojska Polskiego oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy smoleńskiej. Na koniec oficerowie salutują prezydentowi, prezydent podaje im rękę.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Polska”, ekipa pracująca przy filmie podjęła decyzję, że po pierwsze, nie chcą wchodzić z filmem do kin w gorącym czasie trwania kampanii wyborczej. Po drugie - okres Bożego Narodzenia to również nie jest najlepszy moment na jego wyświetlanie. Film miał więc ukazać się po nowym roku.

- Trudno mi komentować to, o czym pani mówi, bo poprawianie filmu jest zupełnie normalnym trybem - mówi jeden z twórców. - Film wciąż jest niegotowy, a my chcemy, aby był on bardzo dobry. Proces twórczy trwa i to też jest naturalne. Gdyby odsłaniać wszystkie negocjacje między koproducentami, scenarzystami, wszystkie te niuanse, o których widzowie nie wiedzą, to można powiedzieć, że każdy film przeżywa podobne perypetie. Normalne jest to, że są różne wersje montażowe, wszystko po to, by opowieść była klarowna, by nie mnożyć wątków bądź przeciwnie - by dodać wątek. Ale podawanie tego w tej chwili do mediów dla filmu korzystne nie jest - uważa.

Zdaniem części twórców teraz film potrzebuje dwóch, trzech miesięcy ciszy. - Powinno się dać twórcom czas na ukończenie filmu. Na tym polega okres postprodukcji, by film mógł nabrać ostatecznego kształtu.

- Chodzi o to, by nie zniszczyć atmosfery tego filmu po stronie tych ludzi, którzy mu dobrze życzą - dodaje jeden z nich.

Antoni Krauze nie ukrywa, że praca nad filmem bardzo go zmęczyła. - Ta liczba kłopotów, które przeżyłem w ciągu ostatnich kilku lat, przekroczyła moją granicę odporności. Mówiąc krótko: mam dość. Jestem już w tym wieku, kiedy nie powinno się kręcić filmów. Ale nie opuszcza mnie poczucie, że na „Smoleńsk” czeka wielu ludzi. I ostatnio, na festiwalu filmowym w Gdyni widziałem, że ci ludzie przestali się kryć ze swoim wsparciem i sympatią. Bo do tej pory te uczucia były ukrywane. Wyraźnie widać, że zmienił się klimat - mówi Antoni Krauze.

Ale czy reżyser faktycznie wycofa się z zawodu i zrezygnuje z kręcenia filmów? Jak wyjawił w rozmowie z „Polską” jeden z twórców, Antoni Krauze już rozmawia o kolejnym projekcie.

***

Antoni Krauze jest reżyserem, scenarzystą, twórcą filmów fabularnych oraz realizatorem obrazów krótkometrażowych produkowanych przez łódzką Wytwórnię Filmów Oświatowych. Wyróżniony Nagrodą im. Andrzeja Munka za najlepszy debiut w 1973 r. i nagrodami na festiwalach krajowych i zagranicznych. W 1988 r. otrzymał nagrodę specjalną za całokształt twórczości na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Autorskich w San Remo

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Film „Smoleńsk” prawie gotowy. Koproducent niezadowolony z roboczej wersji - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 15

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obywatel

"symboliczną sceną, w Lesie Katyńskim, gdzie spotykają się duchy pomordowanych oficerów Wojska Polskiego oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy smoleńskiej. Na koniec oficerowie salutują prezydentowi, prezydent podaje im rękę."

BŁAGAM NIE, TYLKO NIE TEN KICZ I PATETOZA!!!

Jeśli film ma tak wyglądać, to ja mu dziękuję. Peerelowskie "symboliczne" kino było dobre w peerelu, epatowanie dzisiaj takimi obrazami to powtorna tandeta.

J
J

Paranoja siegnela zenitu.....

p
ps

no, jak towarzysz sekretarz Wolski był zadowolony, znaczy - będzie dobrze :) towarzysz Jasiński tez pewnie będzie kontent...

K
Kat

Twórcy filmu chwalą go przed premierą, że jest rewelacyjny - a co na to krytycy?. Stary aktor Opania od razu wyczuł pismo nosem i odmówił udziału, bo co innego dokument, relacja, fabuła na faktach autentycznych, a co innego robienie filmu pod zamówienie polityczne.
Jeżeli drogę OpaniI wybrało wielu innych aktorów (a tak wynika z artykułu) to już to samo mówi za siebie, jaki pseudoatentyzm jest grany. Zamiast prawdziwej relacji, mamy "Kłamstwo Smoleńskie"

G
Gość

CO DWA TYDNIE WCZESNI Z HONORAMI I OCHRONOM RZICIA PRZES POtINA PRZYJYNTY W ŁADZIE I BESS POlaCKI HAMAMA BUTY ZWADY.A SAMO LOT TUTKA BYŁ REMONTOWANY PRZEZ ZaUFOnaCH Z KGB.Z TEGO POwoDU TUSSEK DRUGO TUTKA ODDOŁ NA ZŁOM A BULL W WYWIADZIE RADIOWYM ROK WCZESNI PO wieDZIOŁ A MORZE SAMOLOT SIE ROZBIJE I CAŁKI RZOND ZGINIE =WSI PRUSZKOWA I WOLO MINA AF SsATRPIH I WARhlaLACHssKICH .

s
sgh

Jest oficjalnie stanowisko Rosyjskiej prokuratury:
Te dźwięki to wybuchy gaśnic, ŚCIEMA, ŚCIEMA ŚCIEMA!!!!!!!!
Miliony internautów słyszy przeładowywanie magazynka identyczne zresztą jak te na strzelnicy w czasie lekcji Przysposobienia Obronnego!!!!!!!!!!
KOGO DOWNY CHCECIE OSZUKAĆ!!!!!!!!!
TEN FILMIK JEST NAJWAŻNIEJSZYM DOWODEM KTÓRY 100% POTWIERDZA DOBIJANIE TYCH KILKU OSÓB KTÓRE PRZEŻYŁY ZRESZTĄ MÓWIŁ O TYM TEŻ STONOGA!!!!

c
czuje na 100%

Jak pisiory wygraja i będa rządzic ruskie sami szybko odadzą samolot tasiemki po to żebyśmy tu się żarli .Juz widze jak tu będą krojone na kawałki blaszki i do kościołow wstawiane i w klapy dla prawdziwych polaków a spec od wybuchów z gwardia uwalonych zaraz potwierdza zamach był w smoleńsku.

G
Gość

Najwazniejsze dojebac rzadzacym a co po tem to sie zobaczy jak bedzie po ptokach.

G
Gość

Lot wogóle nie powinnien sie odbyc juz na starcie warszawie !!!!!
Jak juz zmusili pilotow do polecenia w momecie zauwazenia takiej mgły lot na zapasowe lotnisko.Pozatym totalny rozpiżdziel w 36 pułku lotniczym każdy robil co chciał pod rozkazy tego co niby nie pił.
A producent doskonale wie ze taka jest prawda i nie chce zaklamywac rzeczywistosci przynajmniej jeden porzadny !!!!!

M
Marti

Wczoraj kupiłam sobie fajne sexi ciuszki.

G
Gość

Głowny spec od wybuchów juz tam oreśli jaka forma expolzji nastąpila.Napewno będzie tam zdrada Tuska i Putina pamiętacie takie zdięcie jak się cieszyli w namiocie w smoleńsku.A tak serio gowno mnie to interesi to pod publiczkę wyborcow prawdziwych polakow będzie.
Prawda jest jedna niech opublkuja nagrania księzycowych i idiotyzm wystartowania w takich warunkach atmosferycznych .

n
niePISmienny

czy będzie to fil o takim jednym strategu wszech czasów co zaprosił dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych na pokład jednego samolotu a ich pycha nie pozwoliła im odmówić?... A później jego brat chcący przykryć ten fakt narobił krzyku, że wszystkiemu winni tamci drudzy ....

J
Jola

o krańcowo nieodpowiedzialnym prezydencie, który nie zadecydował o powrocie do kraju, kiedy nie było warunków do lądowania, że zaryzykował życie 96 ludzi, bo msza na grobach pomordowanych polskich oficerów jest w okresie wyborczym najważniejsza, o zrzucaniu odpowiedzialności na innych za fatalną decyzję o lądowaniu we mgle. Poszłabym na taki film, ale wiem, że to będzie manipulacja zaczadzonych pisowską propagandą "twórców", dlatego do kina się nie wybiorę.

G
Gość

KARA BOZA ZA UKRYWANIE FAKTYCZNYCH pisranskich WINNYCH

KARA BOZA ZA pisdowskie OSZUSTWA, OPLUWANIA I OSZCZERSTA PRAWOWITYCH WLADZ.

KARA BOZA ZA WIELOLETNIE pisranskie fajdanie W POLSKIE GNIAZDO.

KLATWA OFIAR jarkacza WYSLANYCH WLASNIE PRZEZ NIEGO NA RUSKIE KARTOFLISKO BO maliniak nr.1 nigdy nie wygralby reelekcji podobnie jak maliniak nr.2 nigdy jej nie wygra.

Ciekawe gdzie kaczafi go wysle za 5 lat czy moze duzo wczesniej aby sie go pozbyc?

s
spokojny

Pseudoeksperci to ludzie, którzy nie mają „wypranych mózgów“ ale właśnie są na zimno wyrachowani politycznie. Przykłady wypowiedzi tych maciarewiczowskich pseudonaukowów są kompletnie nienaukowe więc nie ma dla nich miejsca na konferencjach naukowych: „w dzieciństwie nacinałem korę brzóz“, "sklejałem modele samolotów", "widziałem wybuch w szopie", "latając samolotami, oglądam skrzydła" itp. Z pewnością ci ludzie są inteligentni, potrafią logicznie myśleć a w kwestii smoleńskiej popierają fantazje w stylu „UFO zrobiło sztuczną mgłę i dobijało ludzi z kałasza”.

Czy naprawdę tak myślą? Sądzę, że nie. Sądzę, że grają politycznie tymi, którzy są mniej inteligentni a opierają swój światopogląd na hasełkach typu „panie, na pewno Ruski ich zabili i tak na pewno było, bo Ruscy tacy są kropka”.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3