MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Gdzie się bawić?

Tomasz Hucał
Czy już niedługo żagańska młodzież nie będzie się miała gdzie pobawić?
Czy już niedługo żagańska młodzież nie będzie się miała gdzie pobawić? Fot. Aleksander Majdański
Młodzież narzeka, że w mieście nie ma gdzie się bawić wieczorami.

Starsi domagają się zamykania dyskotek, bo te im przeszkadzają. W ubiegłym tygodniu oficjalnie otwarto lokal, zamknięty w czerwcu przez straż pożarną.

Do klub Vega na osiedlu XXX-lecia, jednej z ostatnich czynnych dyskotek w mieście, przyjeżdża młodzież z całego Żagania. Na początku czerwca bar zamknięto po kontroli straży pożarnej. - To miasto niedługo zamkną na kłódkę i nic tu się nie będzie działo - denerwuje się spotkany w pobliżu lokalu 20-letni Krzysztof Kowalczykowski.

Światła z rygorem

-- Kontrolujący lokal strażak zarzucił mi brak świateł awaryjnych, odbioru lokalu przez kominiarza i elektryka. Tego dnia nie miałem nawet możliwości dojść do tablicy z głównym wyłącznikiem prądu, bo przecież tylko dzierżawię lokal - opowiada o kontroli z początku czerwca Arkadiusz Szalek, właściciel Vegi. - Gdy wszystko sprawdziłem, zaniosłem papiery do straży i pokazałem też światła.

- W dniu kontroli ten pan nie wiedział, że ma światła awaryjne. Nie miał też przy sobie odpowiednich dokumentów - uzasadnia Krzysztof Sowa z żagańskiej straży pożarnej.

Właściciel Vegi szybko wziął się za dostarczenie dokumentacji. - Gdy wszystko zrobiłem okazało się jeszcze, że światła awaryjne nie są takie, jak trzeba - opowiada A. Szalek.
- To także urządzenie przeciwpożarowe i podlega rygorystycznym przepisom. Trzeba mieć do świateł opinie rzeczoznawcy i eksperta - wyjaśnia K. Sowa.

Było głośno?

Właścicielowi lokalu zależało na czasie i od ręki ściągnął fachowców, otrzymał ekspertyzy i pognał do straży pożarnej. Tam usłyszał, że przed kolejnym weekendem nie otrzyma decyzji o cofnięciu zamknięcia lokalu. - Najpierw ten pan był na urlopie, potem na szkoleniu - żali się A. Szalek.

- Zgodnie z prawem na odpowiedź mamy 30 dni. Pan Szalek wysłał pismo 15 czerwca. My zdecydowaliśmy o ponownym otwarciu lokalu 3 lipca - wyjaśnia K. Sowa. Dodaje także, że właściciel Vegi otrzymał jeszcze jedną decyzję - m. in. o zamontowaniu hydrantów i zdjęciu desek ze ścian wewnątrz lokalu.
- Założyłem je po to, żeby wytłumić salę. Przecież od dawna grupa ludzi narzeka na hałas - tłumacz A. Szalek.

Właśnie o zakłócanie ciszy nocnej toczy się sprawa przed sądem grodzkim. Jeden z mieszkańców osiedla skarży się na hałas. - Majowej nocy znów nie mogliśmy spać i wzywaliśmy policję, tak było głośno w Vedze - zeznawał przez sądem (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
Kolejna rozprawa odbędzie się 25 lipca. Do tematu wrócimy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska