Gorzów Wlkp: Mamy dżunglę i małpy

Zbigniew Borek
Zaledwie 50 metrów od szkoły na przerwie między lekcjami młodzi ludzie skakali po stole i ławkach, palili papierosy i klęli w najlepsze. Gdy tylko reporter wyjął aparat, niemal wszyscy zdążyli zasłonić twarze i odwrócić się plecami do obiektywu.
Zaledwie 50 metrów od szkoły na przerwie między lekcjami młodzi ludzie skakali po stole i ławkach, palili papierosy i klęli w najlepsze. Gdy tylko reporter wyjął aparat, niemal wszyscy zdążyli zasłonić twarze i odwrócić się plecami do obiektywu. fot. Zbigniew Borek
Jedna wskakuje na stół i pogwizduje. - Nie widzisz, że to stół? - pyta reporter, ale osobnik drapie się w łeb z głupawą miną, zupełnie jak małpy na filmach przyrodniczych.

Pozostali obsiadają ławkę, kuprami na oparciach, tylnymi kończynami na siedzisku, bo "tu i tak syf". A kto nasyfił? - Nauczyciele! - rechoczą małpy, aż im papierosy skaczą w kieszeniach.

Mieczysław (tak się przedstawia) przybija grubą dechę oderwaną od wiaty w małym parku przy ul. Dowbora - Muśnickiego. Pracuje w firmie Waka, która w całym Gorzowie robi porządki po wandalach.

Jest godzina 8.48, a dziś to już kolejna jego robota. Wcześniej był w Parku Róż, gdzie cymbały nocą zajrzały na plac zabaw. Jeden stanął nogami na jednej stronie chybotki (to taka belka z podpórką na środku), dwóch następnych skakało na jej drugą stronę. Musieli skakać i musiało ich być dwóch, inaczej nie daliby rady złamać belki grubej na 20 cm.

Jedną część pan Mieczysław wyłowił ze stawu. - Dobrze, że wędkę przy sobie wożę - mówi. Drugą zdemontował, żeby dzieci się nie pokaleczyły. Wrzucił do bagażnika, podobnie bazaltowe kamienie, które cymbały też roztrzaskały w parku. Pójdą do wymiany (nie cymbały, a belka i kamienie niestety).

Misie w Kłodawce

Potem pan Mieczysław zaobserwował misie w Kłodawce koło placu zabaw przy Dąbrowskiego ("misie" mówi na śmietniki, bo kiedyś koło urzędu stały takie w kształcie misia). Pan Mieczysław nie wie, kto wrzucił misie do rzeczki, ale chyba ktoś silny, gdyż misie są z betonu.

- Gdyby tak pan dorwał takiego, co by pan mu zrobił? - pyta reporter, wcale nie o misia. Z pana Mieczysława wychodzi belferska natura (był instruktorem na warsztatach), bo wcale by w dupę nie nakopał, tylko tłumaczył, "dlaczego tak nie wolno".

Pan Bronek z boku: - A ja bym ubrał takiego w koszulkę z napisem "naprawiam, bo zniszczyłem" i kazał w biały dzień usuwać szkody. Reporter dzwoni do sądu i policji, żeby się dowiedzieć, czy wandale są skazywani na usunięcie szkód. Niby tak, ale w praniu wychodzi, że to zwykle zapłata jej równowartości, nie żadna praca. Tak więc jeden z drugim płacą i tyle, a program "naprawiam, bo zniszczyłem" to marzenie ściętej głowy pana Bronka.

Syfią nauczyciele

Kiedy reporter gawędzi z panami Bronkiem i Mieczysławem, rozlega się dzwonek i ze szkoły do niecki wysypują się małpy. Chciałoby się napisać: uczniowie, ale to jednak małpy. Jedna wskakuje na stół i pogwizduje. - Nie widzisz, że to stół? - pyta reporter, ale osobnik drapie się w łeb z głupawą miną, zupełnie jak małpy na filmach przyrodniczych.

- No, widzę - odpowiada w końcu ludzką mową.
- To zejdź! - słyszy i z ociąganiem, ale schodzi. Pozostali obsiadają ławkę, kuprami na oparciach, tylnymi kończynami na siedzisku, bo "tu i tak syf".
- A kto nasyfił?
- Nauczyciele! - rechoczą małpy, aż im papierosy skaczą w kieszeniach.

Reporter z panem Bronkiem skojarzyli, że "21" przy ul. Taczaka to podstawówka i gimnazjum, razem ponad 600 młodych ludzi (bo przecież małpa to wyjątek, a nie reguła). Gdyby przekonać ich, że niecka to nie jakaś tam niecka, tylko ich park, gdyby o to zadbali jak o swoje, może mniej by tam było bałaganu? - kombinuje prosty reporter, idąc do szkoły.

W SP 21 trwa kampania wyborcza na szefa samorządu. Kandydaci obiecują dzień bez pytania, luz z mundurkami, wolność w internecie. Zadbanej niecki przed szkołą nikt. - Może powinniśmy się tym zająć - mówi Karolina Cwojdzińska z 6 b, gdy ją reporter dopytuje. - To pan chciałby, żebyśmy zmuszali uczniów do regularnego sprzątania?! - dyrektor Ewa Józefowicz nie może się nadziwić, bo "zaraz znajdzie się rodzic, który zapyta, jakim prawem". Reporter: że nie zmuszać, tylko zaproponować, że najpierw rodzicom, potem uczniom, że wystarczyłaby jedna klasa raz na miesiąc na wychowawczej, a nie tylko na kółku przyrodniczym i sprzątaniu świata. Pani dyrektor w końcu stwierdza, że pomysł nawet ciekawy i faktycznie zaproponuje, a już wiosną wyasygnuje pieniądze na grabki, worki i rękawiczki. - Nawet ostatnio z mężem rozmawiałam, że to ładne miejsce, dobrze, że te chaszcze wycięli, posprzątali. Tylko szkoda, że inni znów bałaganią - mówi.

"Wycięli, posprzątali" między innymi pan Bronek i reporter. To była wspólna akcja "Gazety Lubuskiej", mieszkańców, pomogło też miasto. Dwa lata temu przez pół roku w każdą środę w czynie społecznym usuwali chaszcze i chwasty, wynosili tony butelek, tapczanów, sedesów. Teraz serce im się kraje, że ktoś niszczy wiatę, że ktoś ławkę z betonu potrafi wyrwać, że do dzwonu wodnego nawrzuca śmieci. - A może by tak każda szkoła w naszym mieście wzięła pod opiekę kawałek zieleni? Czy pan ma tak władzę, żeby to sprawić? - szef wydziału edukacji Adam Kozłowski po drugiej stronie telefonu czuje podpuszczenie. - Nie mogę nakazać, ale zasugeruję to dyrektorom. To świetny pomysł, żeby wychowywać przez ekologię. Może niektórzy uczniowie, jakby sami dbali o porządek, by nie dewastowali.

Teoria zbitej szyby

Nikt, nawet ostry jak brzytwa pan Bronek, nie powie, że w niecce śmiecą tylko uczniowie. - To nie dzwon wodny, tylko śmietnik wodny! Przecież nikt obcy śmieci tu nie wrzucił, tylko mieszkaniec Piasków - złości się na widok jednej z atrakcji niecki. Firma LCF Group na słupie wywiesiła nielegalnie ogłoszenie o pożyczkach. - Niech pan się zajmie poważniejszymi sprawami! - złości się jej pracownik, kiedy reporter pyta prostolinijnie, dlaczego zaśmiecają nasze miasto.

Bałagani pan koło pięćdziesiątki ze spasioną bokserką. - Sprzątam zawsze! - zapewnia, ale sprzętu nie ma, a w rękę chyba tego nie bierze. - Tylko do sklepu idę! - tłumaczy reporterowi, który przed chwilą wdepnął. Aneta i Paulina, które tylko przechodzą, twierdzą: - Młodzi palą, starsi piją, wszyscy śmiecą. Reporter znajduje najbliższy kiosk. Pani zaklina się, że jak młody nie pokaże dowodu, papierosów u niej nie kupi. Żuliki tuż obok zapewniają, że niecka im niepotrzebna, wystarczy pod sklepem.

- Co by musiało się stać, żeby w niecce był porządek?

Szef straży miejskiej Czesław Matuszak najpierw się śmieje, później mówi: - Musi być czysto, teren powinien być zadbany. Jak jest trawa nieskoszona, łatwiej wyrzucić papierek. Jak leży papierek, ktoś wyrzuci puszkę, jak jest puszka, to i butelka, a potem i mebel - mówi i coś w tym jest, bo większy bałagan był z niecce, gdy miasto nie kosiło trawy. Jako dawny glina Matuszak zna teorię "zbitej szyby". W latach 90., kiedy burmistrzem Nowego Jorku był Rudolf Giuliani, policja wdrożyła program "zero tolerancji". Zaczęła od ścigania gapowiczów w metrach, pijących alkohol na ulicy, parkujących na zakazie, bazgrzących po murach. Przez kilka lat liczba drobnych przestępstw spadła o połowę, przy okazji zabójstw o prawie dwie trzecie. U podstaw programu leżał eksperyment ze zbitą szybą: z dwóch opuszczonych domów wandale zawsze szybciej zamieniali w ruinę ten, który miał choć jedną wybitą szybę. - Tu powinna być tabliczka z numerem telefonu. Widzę rozwaloną ławkę, wyciągam komórkę i powiadamiam kogo trzeba - mówi Bronek w niecce. Dawid Smoliński z wydziału gospodarki komunalnej po telefonie od reportera: - W ciągu dwóch tygodni powinniśmy się z tym uporać.

Panu Mieczysławowi też ten pomysł się podoba. - Może kiedyś będzie z tym mniej roboty - mówi, przybijając dechę do wiaty. Grube gwoździe jeden po drugim się gną, bo drewno twarde jak diabli. Ale cymbały czy inne małpy dały mu radę.

Wideo

Komentarze 19

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~lubuszczyzna~

A ja się nie dziwię. Najwyraźniej wolą palić i śmiecić niż się wypowiedzieć. A może nie potrafią czytać? Albo pisać? Jak Pan widzi, zostaliśmy sami z tym wątkiem. Internet jest dobry do "pisemnego poględzenia". Do działania już nie wystarczy. I będę się upierał, że jest symbolem tego, o czym tu piszemy. Bo znaczna część jego użytkowników nie potrafi z niego korzystać. Tak jak z alkoholu... A nieumiejętne korzystanie z używek często prowadzi do patologii.
Dyskusja o roli internetu to oddzielny temat. Ja uważam, że anonimowość prowokuje do tworzenia nowej tożsamości, odmiennej od tej istniejącej w realu. I teraz pytanie - która jest prawdziwa?

Z
Zbigniew Borek

Akcja sprzątanie świata - jak najbardziej, śmieszy mnie i to bardzo. Najpierw śmiecą, potem sprzątają, a potem: zadanie wykonane i znowu śmiecą - tak jest przecież w okolicach wielu szkół, nie tylko 21. Co do spotkania twarzą w twarz - jak najbardziej, zapraszam, przyszły tydzień brzmi dobrze. Dogadajmy się przez email - prosze o info na [email protected] Ale i tak nie wytrzymam, żeby tu sie trochę nie pospierać, tym razem w obronie internetu: to jest jak z wszystkim, jak na przykład z alkoholem - jeśli z umiarem, z głową i w odpowiednim miejscu, to przecież jest dla ludzi. Internet może być szambem, a może być też miejscem wartościowej wymiany poglądów. Mnie tylko dziwi, że oprócz NibyMałpy, która mnie doceniła przezwiskiem, ze szkoły nr 21 nikt sie tu nie wpisał, a to się przeciez dzieje pod ich nosem. Może nikt nie wie (biorę to oczywiście pod uwagę), a może nikt nie chce niczego wiedzieć.

~lubuszczyzna~

Aaaa... myślałem, że dyskutujemy szerzej. A tu chodzi "tylko" o wulgaryzowanie i śmiecenie. Ale nadal uważam, że nawet w tym zakresie reforma systemowa powinna iść równolegle z pracą "w domu". Pisząc "reforma systemowa" przede wszystkim miałem na myśli reformę oświaty a w szczególności programu nauczania. Mniej elementów obowiązków i więcej wymagań. Przestanie być w szkole "nudno" a młodzi nauczą się odpowiedzialności za czyn i słowo. Oni w tej chwili słowo lekceważą. Wyrażają się poprzez czyny, często prymitywne, chcąc zwórcić na siebie uwagę. A posługiwania się słowem tak nie traktują. Złośliwie powiem, że jest zbyt mało przekleństw, które mogłyby ich zindywidualizować. A może zwyczajnie nie rozumieją znaczenia słów. Wracając do tematu - nie jestem zwolennikiem obecnego RPO, pana Kochanowskiego, ale jego inicjatywa wystąpienia do KRRiTv w sprawie słownictwa w TVP Misyjna bardzo mi się podoba. Proszę posłuchać jak bogaty repertuar językowy ma np. pani Chylińska (i inni "wybitni" jurorzy) - jak coś się jej podoba to mówi "z***" albo "rozwaliłaś mnie". A to jest przekaz kierowany do młodych. Wiadomo, nie musi mówić językiem literackim, ale mogłaby wykazać trochę umiaru. Młodzi nie są nauczeni prawdziwej wolności słowa. Patrzą na polityków i myślą, że wolność słowa polega na obrażaniu innych.
Śmiecenie? Pamiętam z dzieciństwa (dość odległego - akcja działa się za tzw. "komuny") brudne plaże pełne niedopałków i foliowych torebek po lemoniadach (to był smak ) i lodach oraz powciskane pod kamienie puszki i butelki w TPN, gdzieś na szlaku na Giewont. To jest smutne, ale "u nas" to genetyczne. Z jednej strony ludzie wyrzucają śmieci gdzie się da, z drugiej strony w oczywistych miejscach nie ma śmietników. A tam, gdzie one są, to są przepełnione. Młodzi mają przykład. Tutaj też się polityka ochrony środowiska - złe rozwiązania systemowe - ale do ich analizy potrzebne są pogłębione studia prawa ochrony środowiska. Śmieszą mnie (gorzko) akcje zbierania śmieci raz w roku przez ludzi, którzy "syfią" przez następne 364 dni. A Pan uważa, że to jest OK? W dodatku statystyki pokazują, że rzadko używamy dezodorantów a jeśli już, to "psikamy się" pod spocone pachy.
Systemowa reforma sama nic nie poradzi. Musi być wspierana z domu. A uczeń musi być nią zainteresowany. Np. można w miejsce śmiesznej literatury średniowiecznej o diabłach i aniołach, barokowej pustki intelektualnej, lub śmiertelnie nudnej dydaktyki pozytywistycznej zaproponować coś współcześniejszego. Nie poznajemy także kultury naszych sąsiadów a czyż nie byłoby miło poczytać nowelek Hrabala albo lekko demonicznego Bułhakowa (opróćz "Białej Gwardii")? Romantyzm dla 17-latka też jest nie do przełknięcia. Czy program musi być realizowany chronologicznie?
Bilansowanie ucznia, szkoły (nauczyciela) i domu (rodziców) moim zdaniem polega na tym, że te podmioty szanują swoje prawa i starają się nawzajem zrozumieć. Respektują swoje obowiązki. Pełna podmiotowość połączona wspólnym celem. Uczeń jest nasłabszą ze stron i powinien być chroniony, ale to nie znaczy, że nie można od niego wymagać i go karcić (np. oceną niedostateczną). Rodzic wspomaga szkołę w procesie wychowaczo-edukacyjnym. Bierze w tym czynny udział. Szkoła indywidualizuje potrzeby i możliwości ucznia (reforma programu nauczania, dokapitalizowanie szkół i nauczycieli - wiem, że wynagrodzenie polskie nauczyciela ma siłę nabywczą 10 tys. dolarów a np. czeskiego - 20 tys. dolarów? A wynagrodzenia w przeliczeniu są podobne! Taki pozorny paradoks ekonomiczny.). Rodzic jest informowany o swoim dziecku. Ale szkoły zamieniają się w biurokratyczne machiny! Tysiące papierów, uzasadnień ocen, awanse zawodowe niemające nic wspólnego z rozwojem zawodowym, dyrektorzy-urzędnicy, pieniądze z ubogich samorządów. Uczeń jest traktowany indywidualnie, więc łatwiej go "prowadzić".
Muszę kończyć, choć to nie koniec.
Uważam, że net jest symbolem niszczenia słowa. Dehumanizuje. Chętnie z Panem porozmawiam face to face a nie przez monitor. Proszę tylko napisać kiedy można Pana zastać w redakcji a przyjdę. "Ujawnię się", bo temat jest tego warty. Może w przyszłym tygodniu?

Z
Zbignjew Borek

Uważam, że net to dobre miejsce na również pogłębione spostrzeżenia - i uwagi lubuszyzny moją opinię potwierdzają. I w związku z tym dwie kwestie. "Szkoła, uczeń, dom muszą się bilansować" - pisze lubuszczyzna. Co to konkretnie powinno znaczyć, tak w praktyce, a nie w teorii? Druga rzecz: nie zgadzam się z twierdzeniem, że bez reform systemowych nic się nie uda. Fakt, one by się przydały w wielu miejscach (oświata np.), ale jakich reform systemowych potrzeba, żeby zwrócić młodemu uwagę, by nie wulgaryzował albo nie śmiecił? Chyba tylko systemowej reformy nas samych... "Jak chcesz zmieniać świat, najlepiej zacznij od siebie".

~lubuszczyzna~

Nie napisałem, że tu nie ma miejsca, tylko że to internet z natury nie jest miejscem na pogłębione wywody. Starałem się także wskazać złożoność problemu a dokładnie jego przyczyn. Uważam, że trzeba zdiagnozować dobrze przyczyny a potem myśleć jak to naprawiać. Tylko wtedy to ma sens.
Ale proszę (zaznaczam, że to tylko moje przemyślenia i to wyrażone w uproszczonej formie):
1. Dofinansowanie szkół - oddziały klasowe 15-20 osób, wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli, inna ścieżka zawodowa, wynagrodzenia zróżnicowane uzależnione od popytu i podaży.
2. Wycofanie np. religii (jestem za dobrowolnym opodatkowaniem się na rzecz kościołów) i wprowadzenie w to miejsce np. kultury współczesnej (szeroko rozumianej kultury, niekoniecznie rozumianej jako malarstwo a np. środki masowego przekazu).
3. Reforma oświaty polegająca nie na wprowadzaniu "mundurków", ale na zmianie przeładowanego programu nauczania, wyłapywaniu telentów (różnych) u młodych ludzi a nie tłuczeniu im głów wszystkiego co się da.
4. Likwidacja gimnazjów, które są zbieraniną młodzieży w najtrudniejszym wieku i wprowadzenie np. modelu 7+3 (profile)+ ew. 2 (profile)+ ew. studia.
5. Przestanimy udawać po "erze Giertycha", że matura to matura. Zmieńmy ją w egzamin klasyfikacyjny.
Szkoła, uczeń, dom muszą się bilansować (modne ostatnio słowo).
6. Zwiększenie odpowiedzialność rodziców za dzieci (nawet karną i z pewnością materialną).
7. Likwidacja pojęcia nieletniego w prawie karnym (przynajmniej w ciężkich przestępstwach) - niech 10-latek za zabójstwo odpowiada jak "stary".
Zacznimy normalnie pojmować prawa dziecka - np. jako prawo do rodziny (normalnej) a nie jako zakaz stawiania wymogów przez nauczyciela.
Zgodzę się, że najgorsza jest obojętność. Musimy zacząć od siebie i musimy zwracać uwagę młodzieży na jej niewłaściwe zachowanie. Ma Pan rację - oni są w sumie "posłuszni" po małej refleksji. Może tego im brakuje na co dzień i w ten sposób próbują zwrócić na siebie uwagę?
Wydaję mi się także, że największym problemem nie są dzieciaki, ale ich rodzice - w wielu przypadkach niereformowalni. W końcu to oni mają największy wpływ na kształtowanie postaw swoich dzieci. Przepraszam za lekki chaos w wypowiedzi.
Podkreślę jeszcze raz - szacunek do siebie i do innych - jedno bez drugiego nie istnieje. To jest klucz do sukcesu. Jeśli mają się szanować, muszą czuć się dowartościowani. Ważne są drobiazgi, ale bez systemowej reformy nic się nie uda.

Z
Zbigniew Borek

normalny-nienormalny zauważył dwie - moim zdaniem - rzeczy o kapitalnym znaczeniu. Po pierwsze: przykład własny. No bo jakie masz prawo zwrócić uwagę dzieciakom, że klną w głos na ulicy, jak sam to robisz (to dotyczy również petujących policjantów, o których pisze nomalny - nienormalny)? Po drugie, zaczynajmy od dziecka, bo "czego Jaś się nie nauczył, Jan nie będzie umiał". Święte słowa, jak dzieciak pewne nawyki zdobędzie w rodzinie, to później nawet towarzystwo małp do nie zmanieruje (a może faktycznie to on wpłynie na małpy). Ale idźmy dalej: na czym polega problem wielu dorosłych z tym, że nie zwracają uwagi na rozwydrzenie młodych ludzi? Nie kupuję tego, że dorośli się boją. Czasem chodzi o wybryki nie tyle młodych, co wręcz dzieci, czyli osobników dużo od nas słabszych. Poza tym zwykle to spokojni ludzie są w przewadze, a nasze zdecydowanie potrafi zdziałać cuda. Pamiętam, jak raz byłem ze swoimi dzieciakami w Parku Róż. Kiedy mój syn Filip (7 lat) bawił się na wiszącym mostku, wpadła tam banda pięciu-sześciu wielkich gimnazjalistów (na oko) i tak zaczęła skakać, że Filip mało z tego mostku prawie zleciał. Moja reakcja była natychmiastowa, ale nie tylko: inny ojciec też podszedł do chłopaków i też poprosił ich stanowczo o zejście z zabawek dla dzieci. Trochę dyskutowali, ale zeszli. I drugi obrazek: MacDonald's przy Wybickiego na rozpoczęcie ostatniego roku szkolnego. Pod chmurką siedzą rodzice z dziećmi, a stolik w środku zajmują uczniowie (z wyglądu 15-17 lat) z pannami, którym bardzo chcą zaimponować. Lecą więc różne k..., ch, sp... Kiedy zwróciłem im uwagę, że tu są dzieci, młodzi się rozejrzeli i od razu zobaczyli, że pozostali rodzice są tego samego zdania. I od razu mięcho wyparowało z powietrza. Tak więc nie jest tak, że oni nie reagują na uwagi. Wielu z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, że robi coś złego. No bo jak dorośli patrzą, a nic nie mówią, to chyba jest OK...

n
normalny nienoramlny

Oj mamy dżunglę mamy …… i to nie tylko w dziadzienie śmiecenia, ale praktycznie w większości przypadków gdzie chodzi o dobre wychowanie. I to jest tragiczne, ba przerażające !!! że nam normalnym w zachowaniu wydaje się , że jesteśmy w mniejszości !!! Gdzie leży sedno sprawy ?? gdzie jest podłoże tego ludzkiego zmałpienia ??? pytania bez odpowiedzi dla nas tych normalnych – nie rzucających papierków pod nogi (bo od tego trzeba zacząć) uczących dzieci żeby schowały papierek do kieszonki jak w pobliżu nie ma śmietnika – to naprawdę nic nie kosztuje a uczony od małego taki berbeć 3-4 letni nie wyrzuci nigdy papierka na podłogę i jeszcze zwróci uwagę rówieśnikowi żeby szukał pojemnika !!! taki drobiazg, a naprawdę ukierunkowuje małych ludzików na to nieliczne grono tych nie śmiecących i zachowujących się normalnie !!! Popatrzcie na kierowców palaczy albo pasażerów – popali i gdzie pecik ??? no jak to gdzie otworzy okno i bach na ulicę- bezwiednie i bezmyślnie – w Polsce to już taki odruch bezwarunkowy jak oddychanie – przerażające !!! No i co tu jeszcze napisać …………… nic ……….. ci ludzie, którzy w „standardzie” mają wywalanie przysłowiowych papierków na podłogę wychowują i będą jeszcze długo wychowywać małpy, a małpy no cóż odpiszą - nie czepiajcie się przecież co ja takiego robię !!! Panie Zbigniewie B. tak dla Pana pocieszenia i poprawienia humoru – powiem Panu, że jak widzę takich pseudo śmieciarzy to ostro reaguję i w nosie mam komentarze małp – dlatego wiec Pan że nie jesteś na tym świecie sam i myślę, że jeszcze kilku walczących o taką normalność ludzi chodzi po Gorzowie, ale sami wiemy, że to kropla ………. smutne, ale prawdziwe. Już tak na samym końcu uważam, że tylko mandaty i to taki od 500 zł za np. pecika na ziemię albo papierka po lodach nauczyłyby świadomości, ale co tu wymagać jak z policyjnych radiowozów wypadają takie same peciki

Z
Zbigniew Borek

Faktycznie, lubuszczyzna pisane małą, przepraszam. Tylko że nadal nie wiem, jak według lubuszczyzny (i nie tylko) obraz rozjaśnić. A miejsca na opinie tutaj akurat jest dostatek...

~lubuszczyzna~

1. Panie Zbigniewie: lubuszczyzna a nie Lubuszczyzna. Mała różnica a cieszy (mnie).
2. Dotknąłem wielu wątków celowo, żeby podkreślić złożoność problemu. Wiem, że zrobiłem to powierzchownie, ale to nie jest miejsce na pogłębione wywody.
3. Też znam takich rodziców i takich nauczycieli, co jednak nie zmienia ogólnego trendu. Być może i Pan i ja obracamy się w takich środowiskach i pozostaje nam się cieszyć, że takowe jeszcze są. Jednak nie powinno nam to przesłaniać całości obrazu współczesnego społeczeństwa. A ten jest mroczny jak dzieła Boscha.

Z
Zbigniew Borek

Pan/Pani Lubuszczyzna dotknąła wielu wątków i nie mnie je oceniać, ale ciekaw jestem opinii samych rodziców i nauczycieli (tych za 1200 zł też). Pytanie jest proste: co my wszyscy robimy, żeby młodych ludzi wychowywać? Nie tylko w domu czy szkole, ale i na ulicy, nie tylko dzieci własne, ale i cudze. Od siebie powiem tylko tyle: znam paru nauczycieli, którzy mimo marnych pensji mają autorytet, i paru rodziców, którzy mimo zabiegania "dają radę". Czyli jednak można.

~lubuszczyzna~

Rzeczywiście. Pierwszy dobry artykuł w GL od dłuższego czasu. Szkoda, że zdarza się to tak rzadko.
Temat niezwykle istotny w tych smutnych czasach z papierowymi autorytetami. Rozumiem - prawa młodości, ale bez przesady. To co się dzieje obecnie, nawet z dzieciakami z tzw. dobrych domów, to przeraża. Rodzice w wychowywaniu "domowym" zdają się na internet bądź dvd. Dominuje "szybka kultura", szybkie newsy. Zero refleksji. Często manipulacja tekstem (GL też w tym bierze udział). To jest taki sprytny zabieg - dużo informacji, mało wiadomości (wartościowych). Młodym ludziom stwarza się ułudę wiedzy, nikt niczego od nich nie wymaga, nie zachęca się ich do stawiania sobie celów. Rodzice "wychowanie" pociech zostawiają szkole i jednocześnie niszczą jej autorytet. "Bronią" dzieciaczki przed "uciskiem" w szkole (nie chodzi mi o kary cielesne). A tak swoją drogą - jak autorytet w dobie konsumpcji może mieć ktoś, kto zarabia 1200 PLN "na rękę" i jest robiony "w bambuko" przez kolejnych rządzących opryszków?
Nikt młodych ludzi nie nauczył szacunku do siebie samych, więc dlaczego mieliby szanować innych?
I z jednym tylko się nie zgadzam. Jak dowodzą badania nad małpami i innymi stworami z dżungli, ich zachowania są racjonalne i mają swoje uzasadnienie w ich egzystencji. W przeciwieństwie do opisywanych przypadków. Ale oczywiście rozumiem kontekst w jakim zostało owo porównanie wykorzystane.

Z
Zbigniew Borek

NibyMałpa zastanawia się, dlaczego została nazwana przeze mnie małpą. Przypomnę więc, co napisałem: Wasz najazd na dziesięciominutowej przerwie na wiatę przyz niecce w niczym nie przypominał wyjścia uczniów do parku, nawet takich, którzy palą, bo samo palenie to nie zbrodnia ani nawet przestępstwo. Jeden z Was naskoczył na stół, inni powłazili na siedziska ławki, do tego doszedł głupawy śmiech, kiedy Was zapytałem, dlaczego to robicie, bo zwyczajnie nie umiecie tego wyjaśnić. Pewnie Twoim zdaniem to normalka, ale moim - zachowaliście się jak stwory z dżungli.
Pozdrawiam uczniów - nie małpy - Zespołu Szkół 21!

N
Niby Małpa z Gim21 .

Wy naprawde jestescie jacys.. porąbani .. czemu niby my jestesmy małpy? popatrzcie na siebie... i co z tego ze my palimy w tym domku koło szkoły.. my to robimy na własna odpowiedzialnosc.. a wy bez karnie piszecie o nas "małpy z dżungli" to jest porąbane.. głupia gazeta lubuska a szczególnie Pan Zbigniew Borek.. reporter ktory napisał to wszystko ..

Z
Zbigniew Borek

Nie, nie chciałbym poprzestawać na tym tekscie i uznać, że sprawa jest odhaczona. Na pewno wrócimy w gazecie choćby do obietnic, jakie złożyli pani dyrektor SP 21 Ewa Józefowicz, szef wydziału edukacji Adam Kozłowski czy pracownik wydziału gospodarki komunalnej Dawid Smoliński. Z paru powodów: 1- Jak można gdzieś w tym artykule wyczytać, z paroma jeszcze innymi dziennikarzami naszej gazety i z większą od nas grupą społeczników ten park przed dwoma laty porządkowaliśmy. Wylaliśmy tam sporo potu, dlatego na tym miejscu zależy mi szczególnie, 2 - Wandale w ogóle mnie denerwują, notorycznie mam utarczki z takimi koło mojego bloku w środmieściu - biją butelki i myślą, że ujdzie im to na sucho, więc pare razy im udowodniłem, że niekoniecznie . 3- Jeszcze bardziej denerwuje mnie taka postawa jaka Pana z firmy LCF Group, który wywiesił nielegalne ogłoszenie na słupie przy Dowbora Muśnickiego. Najbardziej mnie ubawiło to, że gość w ogóle uważał, że jest OK, bo wszyscy tak robią...
Co do reszty: zgadzam się z Alin w 100 procentach: jeśli nie weźmiemy się za to wszyscy (każdy na swoj sposó, to nic sie nie zmieni. A tak na marginesie - tytułem małej zaczepki - może Alin ma parę pomysłów? Może się czymś tu pochwali?...
Zbigniew Borek

a
alin

Że tak jest - wiemy wszyscy. Fajnie , ze gazeta zrobiła reportaż, ale.....jeśli jest to jednorazowa inicjatywa bez drążenia tematu, to nic to nie da!!!
Jeśli szkoła, straż miejska, rodzice, policja i właśnie prasa nie połączą swoich działań w długotrwałą akcję - NIC SIĘ NIE ZMIENI! Tak więc - Panie dziennikarzu - temat odhaczony?

Dodaj ogłoszenie