MKTG SR - pasek na kartach artykułów

GORZÓW WLKP. Proces w sprawie pożaru katedry. Alarm ostrzegał o pożarze już po 17.00

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski
W piątek 25 października odbyła się już druga rozprawa w sprawie pożaru katedry.
W piątek 25 października odbyła się już druga rozprawa w sprawie pożaru katedry. Jarosław Miłkowski
System przeciwpożarowy w katedrze został rozłączony ze strażą pożarną już w 2008 r. Księża nie wiedzieli, co mają robić w przypadku pożaru, a alarm pożarowy zawył jeszcze przed mszą, która została przerwana przez ewakuację. Takich rzeczy dowiadujemy się na procesie dotyczącym pożaru katedry w Gorzowie.

W sądzie rejonowym trwa proces w sprawie pożaru katedry, do którego doszło w sobotę 1 lipca 2017 r. Jedynym oskarżonym jest ks. Zbigniew K. - od 2012 r. proboszcz najważniejszej świątyni w diecezji. Ma zarzuty sprowadzenia zagrożenia bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru, które dotyczą wielu osób i mienia w wielkich rozmiarach. Chodzi m.in. o to, że przynajmniej raz w roku nie była sprawdzana instalacja elektryczna katedralnej wieży czy też nie było szczegółowych instrukcji na wypadek pożaru. Podobne – bo różniące się jedynie datą – zarzuty miał także ks. Zbigniew S., poprzednik dzisiejszego proboszcza. On jednak dobrowolnie poddał się karze roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 7 tys. zł grzywny. Ks. Zbigniew K. do winy się nie przyznaje.

W piątek była druga rozprawa w procesie dzisiejszego proboszcza. Sąd wysłuchiwał na niej m.in. jednego z dwóch księży, którzy 1 lipca 2017 r. odprawiali wieczorną mszę (o 18.00). To właśnie w jej trakcie przechodnie dostrzegli wydobywający się z katedry dym. Zgłoszenie o pożarze strażacy dostali o 18.28.

Były wikariusz katedralny mówił m.in. że tuż przed mszą włączył się alarm przeciwpożarowy, którego sygnał dochodził z wieży do centrali w zakrystii. – Byłem w kościele od 17.00 i on załączył się z 2-3 razy do momentu mojego wyjścia na mszę. Nigdy nie zagłębiałem się w działanie tego systemu, bo wiedziałem, że pan Zenon (kościelny – dop. red.) się na tym zna – opowiadał w sądzie. Dodawał, że gdy alarm wył, to „wywalało bezpieczniki”. W czasie mszy alarmu nie słyszał.

Wikariusz mówił też: - Nie byłem zapoznany z instrukcją na wypadek pożaru, ale była taka kartka w zakrystii. W chwili pożaru działałem pod wpływem instynktu. O tym, że jest pożar w katedrze, poinformował go, mniej więcej w połowie mszy, jeden z mężczyzn. Ksiądz poprosił wtedy około 70 wiernych o opuszczenie katedry.

O tym, że alarmy odzywały się wcześniej mówił też mężczyzna, który w dniu pożaru zastępował organistę: - Pan Zenon mówił coś w stylu: „Znowu alarm się włączył”. Dawał mi do zrozumienia, że nie powinienem się tym przejmować – opowiadał. Gdy 1 lipca tuż przed mszą wchodził na chór, gdzie były organy, odniósł wrażenie, że palą się zielone lampy z napisem „wyjście ewakuacyjne”. Etatowy organista mówił, że widział je już 29 czerwca.

Jednym ze świadków, którzy w piątek byli wysłuchiwani w sądzie, był też pracownik firmy, która w pod koniec lat 90. zakładała system instalacji przeciwpożarowej w katedrze. Składała się ona z 18 czujek i z dwóch sygnalizatorów akustycznych. On z kolei mówił, że w 2008 r. zerwana została umowa na obsługę tego systemu i jego firma nie przesyłała już sygnału o zagrożeniach w katedrze do straży pożarnej. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, umowa została zerwana, bo strona kościelna z czasem przestała płacić za obsługę systemu (miał to być koszt porównywalny z tym, jaki w tamtym czasie płaciło się za abonament telefonii komórkowej).

Świadkiem na procesie był też 68-letni technik elektronik, który ma także uprawnienia elektryka. Zadzwonił po niego proboszcz, bo od paru dni przed pożarem w kościele nie działał rzutnik do wyświetlania tekstów.

- Zostałem poproszony o naprawienie gniazdka. Ono nie działało, bo nie było napięcia. Bezpiecznik był uszkodzony, bo nie było jednej fazy. Naprawiłem to– mówił 68-latek. Przyznał, że „naprawa była na zasadzie pomocy, przysługi”. On sam był którymś z kolei elektrykiem, do którego zgłaszał się proboszcz. Inni byli zajęci.

Kłopoty z elektryką już przed pożarem dostrzegał także katedralny organista. – Problemy zaczęły się po burzy, która musiała być w środę (28 czerwca 2017 r. – dop. red.). W czwartek chciałem wyświetlić z rzutnika teksty po łacinie i już był problem. Z elektryką musiało być coś nie tak, bo uszkodzenia piecyka w zakrystii powodowały wyłączenie organów – mówił na sali rozpraw.
Ksiądz Zbigniew K. nie przyznaje się do winy. Kolejna rozprawa została zaplanowana na 22 listopada.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska