MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Gorzowskie rzeźby przynoszą szczęście

Renata Ochwat
- Trzeba dotknąć teczki Szymona labo końcówki laski, a będzie się miało farta przez cały dzień - mówią gorzowianie. Szczęśliwych pomników jest w mieście więcej.

- To takie proste. Szymon był fajnym facetem i dlatego teraz przynosi szczęście - mówią Agata i Jagoda spotkane koło rzeźby największego oryginała w powojennym Gorzowie. I obie jak na komendę dotykają brązowej teczki. Choć wylana w brązie figura stoi przy Parku 111 dopiero cztery lata, na dobre zdążyła się wpisać w miejski pejzaż.

Bohater anegdot

Szymon Gięty, czyli Henryk Wnuk znany był ze swobodnego stylu życia. W czasach komuny przed każdym 1 Majem milicja usiłowała go zatrzymać, żeby nie podważał powagi pochodu. Ale za każdym razem Szymon i tak pochód zamykał pchając przed sobą wózek wypełniony różnymi bambetlami.

Kiedyś w pociągu spotkał Szymona prof. Ludwik Lipnicki. - Szymon tradycyjnie zbierał puste butelki. Nagle natrafił na wyjątkowy skład i wówczas wypowiedział słynne słowa "Pan Bóg to jest ludzki człowiek. Nie da umrzeć Szymonowi" - opowiada.

Gorzowski oryginał wziął też udział w pierwszych mistrzostwach świata w toczeniu fajerki po ulicy. I choć już był wówczas wiekowy, wygrał go w cuglach.
- No i jak go było nie kochać? Teraz dodaje ducha i klimatu naszemu miastu - mówią gorzowianie.

W siodełku Jancarza

Gorzowskie rzeźby przynoszą szczęście

Od trzech lat w centrum stoi rzeźba Edwarda Jancarza. Nie ma dnia, żeby ktoś się z najsłynniejszym gorzowskim żużlowcem nie sfotografował. Codziennie też można spotkać jakieś dziecko, które siedzi na brązowym siodełku mistrza. Zresztą gorzowianie traktują tę rzeźbę jak pomnik. W święto zmarłych, święta Bożego Narodzenia oraz w rocznice urodzin i śmierci Eddy'ego palą się tu znicze.

- Jak mam jakąś ważna sprawę do załatwienia, to zawsze przychodzę pogłaskać kierownicę motoru Eddy'ego i zawsze się uda - mówi Henryk Nowak z centrum, zresztą zapiekły kibic żużlowy. Takich wierzących w sprawczą moc mistrza jest więcej.

Łódka cumuje na bulwarze

Gorzowskie rzeźby przynoszą szczęście

Zaledwie kilka miesięcy ma rzeźba Pawła Zacharka. Legendarny przewoźnik siedzi w łódce na nadwarciańskim bulwarze. Rzeźba została ustawiona najbliżej jak się dało historycznego miejsca, gdzie Zacharek rzeczywiście ludzi przez wartę przewoził. Na odsłonięcie przyszła masa ludzi. A i teraz bez przerwy ktoś przysiada w łódce, stale fotografują się tu rodziny z małymi dziećmi. - Lubimy tu przyjść i od czasu do czas sobie posiedzieć - mówią Ania i Kasia Kosmowskie.

Takich jak ona jest zresztą oraz więcej. - Bo pan Zacharek to magiczna postać, taki romantyczny bohater, co to niejednego z opresji wyciągnął. Miło się patrzy na tę rzeźbę - mówią gorzowianie.

I choć akurat z tą postacią jeszcze żadne mity ani przesądy się nie łączą, już też zdążył się wpisać w miejski.

Wszystkie trzy postacie w mieście pojawiły się dzięki społecznemu komitetowi pod przewodnictwem mecenasa Jerzego Synowca i przedsiębiorcy Arkadiusza Grzechocińskiego.

Patrzy na nas z góry

Wśród pomników wyróżnia się figura Jana Pawła II stojąca na papieskim placu. Niezbyt udana rzeźbę z groźnie uniesiona ręką i rachitycznym krzyżem wyrastającym z głowy Ojca Świętego zaprojektował krakowski profesor Czesław Dźwigaj. Była to jego 25, czy 26 realizacja tego tematu.

Ale choć papież nie zachwyca, gorzowianie mają do niego szczególny stosunek. Młode pary składają tu kwiaty, stąd wychodzą różnego rodzaju marsze.
- To najważniejszy pomnik i samo patrzenie na niego przynosi ukojenie. A jeszcze jak się człowiek pomodli u stóp, to będzie miał szczęście przez długi czas - mówi starsza pani spotkana na placu.

Inne też są

W mieście jest jeszcze kilka ciekawych pomników. Wśród nich na prym wychodzi Śfinster, rzeźba metalowego człowieka. Dziś stoi ukryty na ciemnym skwerku przy ul. Jagiłełły. Trafił tu za karę za rządów PiS-u w mieście.

Były na niego zamachy, przykrywano go całunami przed każdym Bożym Ciałem, aż w końcu próbowano zniszczyć. teraz już nie budzi emocji.

Mamy też pomnik Adama Mickiewicza. I też jest trochę nieudany, bo ma prawą rękę o jedną czwartą dłużą, od lewej. Stoi sobie przy ul. Sikorskiego i obojętnym wzrokiem patrzy na siedzibę Enei. Czasem tylko jakaś szkoła się ulituje i umyje wieszcza.

Za jego plecami od 11 listopada paradę Legionów prowadzi marszałek Józef Piłsudski na kasztance i z szablą w uniesionej dłoni. Wiedzie swych żołnierzy prosto do Askany. Ale postać Dziadka jeszcze nie zdążyła się wpisać w tradycję. - Jeszcze jest za nowy - mówią gorzowianie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska