Gowin kontra Kaczyński. Teraz po obu stronach trwa już tylko ograniczanie strat [ANALIZA]

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Adam Jankowski
Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki wyrzucili z rządu Jarosława Gowina za krytykę Polskiego Ładu. W efekcie koalicja straciła stabilną większość, a Gowinowi po raz kolejny rozpadła się parlamentarna reprezentacja. To zdecydowanie nie jest gra o sumie zerowej.

Dymisja Jarosława Gowina z funkcji wicepremiera i ministra i następnie formalne opuszczenie koalicji rządzącej przez Porozumienie (czy raczej jego część) to początek nowego rozdziału w historii Zjednoczonej Prawicy. Wiele wskazuje na to, że będzie to rozdział zawiły i pełen dramatów. I że - z punktu widzenia polityków Zjednoczonej Prawicy - „dobrze już było”.

Niezależnie od tego, co mówią polityczni kibice Zjednoczonej Prawicy i opozycji, rządząca koalicja straciła stabilną i trwałą większość w Sejmie niezbędną do komfortowego rządzenia. Wprawdzie podczas wtorkowych głosowań w sprawie „lexTVN”, ale też podwyżek dla posłów czy ustawy reprywatyzacyjnej, Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego ludziom udało się taką większość zmontować, ale najbardziej odpowiednie wydają się tu słowa w rodzaju „sklecić” lub „zlepić”. Żeby wygrać głosowanie, Kaczyński nie mógł już po prostu ogłosić dyscypliny w klubie parlamentarnym. Musiał umówić się z Konfederacją, grupą odszczepieńców z Porozumienia, Kukizem i dwoma posłami bezpartyjnymi - za każdym razem godząc się na określone żądania i składając kosztowne obietnice. I tak jednak zamiast zamierzonej demonstracji siły i sprawności, która miała dowieść, że koalicja świetnie sobie poradzi bez głosów Gowina i jego posłów, wyszedł niemal blamaż. Żeby ostatecznie przepchnąć ustawę przez Sejm, Marek Suski musiał biegać po poselskich ławach z wnioskiem o osławioną reasumpcję głosowania w sprawie wniosku o odroczenie posiedzenia Sejmu do września, co jednocześnie przesunęłoby znacznie w czasie głosowanie w sprawie „lexTVN”.

Wszystko dlatego, że umówieni już z PiS-em kukizowcy pomylili się - lub tez zdaniem sceptyków raczej „pomylili” - w tym głosowaniu. I choć podczas reasumpcji zagłosowali już zgodnie z umową z PiS, chwilę wcześniej postawili swego nowego sojusznika w bardzo nieciekawej sytuacji. Media błyskawicznie obiegło zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego, Ryszarda Terleckiego i Mariusza Błaszczaka z kwaśnymi i nieco zdezorientowanymi minami tuż po głosowaniu. Zdania na temat tego, co się wtedy właściwie wydarzyło, są podzielone, część naszych orzmówców twierdzi, że kukizowcy postanowili licytować swe żądania pod adresem PiS do ostatniej chwili.

Nie ma w każdym razie większych szans, by bieżący rachunek zysków i strat z rozstania z Porozumieniem mógł w pełni zadowalać Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i innych rozgrywających w PiS. Przeciwnie - najbliższa polityczna przyszłość jawi się jako pasmo męczarni z montowaniem sejmowej większości przed każdym kolejnym ważniejszym głosowaniem. A przecież do sejmowej kolejki zaraz mają trafiać ustawy związane z Polskim Ładem.

Na tym nie koniec zagrożeń, które otwierają się przed Zjednoczoną Prawicą. Owszem, ryzyko, że opozycja będzie w stanie przechylić bardziej trwale przechylić szalę w Sejmie na swoją korzyść wciąż nie jest duże - choćby ze względu na to, że wymagałoby to zgodnego porozumienia i współdziałania wszystkich sił politycznych w parlamencie niewchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy. A zatem przynajmniej chwilowej wspólnoty interesów obejmującej i Razem i Konfederację, SLD i Gowinowców, Polskę 2050 i Platformę.

Nie zmienia to jednak mało, że po zebraniu wszelkich potencjalnych rezerw w rodzaju kukizowców i posłów bezpartyjnych koalicja może liczyć jedynie na jedno-dwugłosową przewagę nad opozycją w głosowaniach. To ekstremalnie mało, bo przecież nie mówimy już o sile koalicji, co o maksymalnym potencjale, jaki może uzyskać jej rozszerzenie w trybie ad hoc. Uzyskanie takiej przewagi każdorazowo będzie wymagało żmudnych targów, negocjacji, obietnic i nacisków. Raz, drugi, trzeci się uda, za którymś razem jednak nie - choćby przez przypadek, chorobę kilku posłów, już nie wspominając o „zastrzaśnięciu się w toalecie”.

Jarosław Gowin tez jednak nie ma powodów do samozadowolenia. Koalicję opuszcza poobijany, z resztkami partii. Atmosfera na opozycji jest zaś taka, że nikt na niego nie czeka z otwartymi ramionami.

- Nikt tego nie chciał, ale też wszyscy już tego chcieli. Myślę że te wszystkie porównania do rozwodów, które posypały się w mediach, są tu całkiem trafne. Przy pakowaniu rzeczy wciąż pojawiają się jakieś wspomnienia lepszych chwil, na rozprawie jest otwarta niechęć, ale i jakaś pamięć o dawnej więzi - mówi nam nieźle zorientowany w sytuacji w koalicji polityk PiS.

Bardzo poetycki opis, aż łza się w oku kręci. W wypadku rozstania Jarosława Gowina z Jarosławem Kaczyńskim znacznie bardziej stosowna wydaje się jednak metafora bardziej ze świata biznesu niż uczuć: ograniczanie strat. Bo Gowin walczył o polityczne przetrwanie - nawet kosztem udziału w rządzeniu a Kaczyński o sterowność koalicji - nawet kosztem większości parlamentarnej.

- Wycięliśmy raka. To kosztowało i będzie kosztować, ale już nie było innego wyjścia. - mówi zwięźle inny polityk PiS.

Ostatni akt długiego serialu pod tytułem „Gowin myśli o wyjściu z koalicji” rozegrał się wokół programu Polski Ład. Zaraz po ogłoszeniu założeń programu i pierwszej ostrej krytyce jaka na niego spadła z powodu zawartych w nim rozwiązań podatkowych, Gowin zaczął bardzo konsekwentnie ustawiać się w roli „obrońcy klasy średniej” i „rzecznika przedsiębiorców”. Pierwsze sondaże na temat Polskiego Ładu szybko przyniosły odpowiedź, że to się mu może politycznie opłacać, natomiast sam Polski Ład nie dał rządowi ani PiS oczekiwanego efektu sondażowego, co szybko przyznał sam Jarosław Kaczyński - najpierw na spotkaniu z posłami PiS, a następnie podczas kongresu partii.

Mimo to Kaczyński i Morawiecki zgodzili się, że będą kontynuować promocję programu, jednocześnie naprawiając zawarte w nim niekonsekwencje. Zarazem jednak zamawiane przez PiS (albo rząd - nie mamy tu pełnej jasności) badania jakościowe szybko przyniosły wiadomość, że zasadnicze problemy z Polskim Ładem mają również wyborcy PiS. Część z nich - tak samo jak liberałowie - potraktowała bardzo nieufnie zapowiedzi wzrostu składki zdrowotnej, część jednak dzieliła się z moderatorami grup focusowych niewiarą, że w obliczu problemów koalicji program w ogóle da się wprowadzić w życie.

W takiej sytuacji prowadzona przez Gowina wewnątrzkoalicyjna krytyka Polskiego Ładu wymierzona w jego politycznie najsłabsze punkty stała się bardzo poważnym problemem z punktu widzenia rządu i PiS.

Według naszych informacji decyzja o wyrzuceniu Gowina z rządu zapadła po tym, gdy powołał on z powrotem do swego resortu (tyle że na stanowisko doradczyni i pełnomocniczki ministra) usuniętą przez Mateusza Morawieckiego za krytykę Polskiego Ładu wiceminister Annę Kornecką. Początkowo dymisję planowano na koniec wakacji, tak żeby nowy polityczny sezon można było zacząć z wizerunkowym efektem odświeżenia składu rządu. Sprawy uległy jednak lawinowemu przyspieszeniu, gdy Gowin na antenie Polsat News ogłosił, że Polski Ład to program „skrajnie socjalistyczny” i tłumaczył, że w jego efekcie „emeryci zyskają tylko pozornie”, a przedsiębiorców czeka bolesna podwyżka podatków.

- Na dobrych rozwiązaniach, jakie zawiera Polski Ład, cieniem kładą się te złe. W tym przede wszystkim propozycja podniesienia składki zdrowotnej dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw, co przełożyłoby się na znaczący wzrost opodatkowania dla przedsiębiorców - mówił także Gowin. Po tym wywiadzie zapadła decyzja o natychmiastowej dymisji.

Koalicjanci PiS „wierzgali” od wyborów 2015 roku, początkowo zresztą głównie w stylu podobnym do tego, w jakim „wierzgało” PSL Waldemara Pawlaka, stopniowo jednak coraz ostrzej. Do początku pandemii o wiele większe problemy od Porozumienia sprawiała PiS-owi Solidarna Polska. Po wyborach 2019 roku obaj koalicjanci - zupełnie wbrew intencjom Jarosława Kaczyńskiego, który przy układaniu list grał na coś zgoła przeciwnego - urośli i powiększyli swe sejmowe stany posiadania. Od tego czasu ich pozycje przetargowe uległy wzmocnieniu - tym bardziej, że początkowo odejście każdego z nich razem z kompletem posłów raczej trwale pozbawiłoby Zjednoczoną Prawicę większości parlamentarnej.

Paradoksalnie jednak choć to Ziobro grywał znacznie ostrzej, rozgrywki PiS-u z Solidarną Polską stały się rodzajem koalicyjnego rytuału, serią burz w szklance wody, po których uczestnicy wciskali zawleczki z powrotem do tych granatów, które jeszcze nie eksplodowały i rozchodzili się pogwizdując złowrogie melodie. Za to z Gowinem poszło naprawdę na noże. Sprzyjały temu liczne pogłoski o próbach dogadania się opozycji z Gowinem, w których pośredniczyli zwłaszcza politycy PSL. Mówiło się, że Porozumienie może zmienić front i dołączyć do klubu PSL z gwarancjami „biorących” miejsc na listach w nadchodzących wyborach, ewentualna wolta Gowina odgrywała też kluczową rolę w rozmaitych scenariuszach tworzenia „rządu technicznego”

O tym, że Gowin gra już tylko na to, by zostać z koalicji wyrzucony, politycy PiS mówili od miesięcy - jeszcze zanim światło dzienne ujrzał w ogóle Polski Ład. Faktem jest, że relacje Porozumienia z PiS stały się bardzo złe już wiosną zeszłego roku, gdy toczyła się batalia o „wybory kopertowe”. Gowin otwarcie się im sprzeciwił - i na kilka miesięcy opuścił rząd. Wrócił do niego po burzliwej rekonstrukcji prowadzonej w atmosferze niemal otwartej wojny Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim, ale po paru kolejnych miesiącach spotkała go bolesna kara. W wyniku trwającej do dziś próby wrogiego przejęcia partii przez wspieranego niemal jawnie przez Nowogrodzką Adama Bielana bezpowrotnie stracił kilkoro posłów i tym samym sporą część swych pozycji przetargowych. PiS zaś dalej grał na demontaż parlamentarnej reprezentacji Porozumienia, oczywiście po to, żeby w przełomowym momencie nie dać Gowinowi szansy na rzucenie koalicji rządzącej na kolana.

Teraz, gdy po opuszczeniu przez Porozumienie koalicji aż pięcioro posłów Gowina pozostało w klubie PiS, widać, że ten plan udało się w dużej mierze spełnić. Nie na tyle jednak, by do utraty większości nie doszło. Koszty „wycięcia raka” przez PiS już są spore, bo widok doraźnie kleconej większości w Sejmie działa na wyborców PiS zupełnie inaczej niż dotychczasowe popisy bezwzględnej sprawności koalicyjnej „maszynki do głosowania”. PiS-owi może być zaś niezwykle trudno taką większość zebrać w niedalekiej przyszłości - gdy decydować się mają losy ustaw związanych z Polskim Ładem.

Położenie, w którym znajduje się obecnie Gowin, też nie jest obecnie godne pozazdroszczenia. Porozumienie ma już zbyt mało posłów, by odegrać decydującą rolę w jakiejś przyszłej sejmowej operacji „odsuwania PiS od władzy” - choćby przy okazji uchwalania budżetu na następny rok. Wola do dogadywania się z Gowinem po stronie Koalicji Obywatelskiej znacząco też spadła wraz z powrotem do Platformy Donalda Tuska, który po doświadczeniach z poprzednią wielką woltą Gowina nie bardzo chce słyszeć o współpracy, w ramach której Gowin miałby odegrać jakąkolwiek bardziej przedmiotową rolę.

Szanse Gowina na przygarnięcie przez PSL również nie wydają się w tej chwili wielkie. Z sondażami na granicy progu wyborczego ludowcy musieliby mieć niezwykle poważne powody, by przekazać Gowinowi część swych bardzo nielicznych „biorących” miejsc na listach. Skoro zaś głosów Porozumienia jest obecnie za mało, by zmienić w Polsce władzę, takich powodów trudno się doszukać.

Być może Gowin będzie miał czego szukać gdzieś u boku Polski 2050 i Szymona Hołowni - przynajmniej mogłoby to sugerować pobieżne porównanie profili obu ugrupowań . Dla odżegnującego się od udziału w wojnie PO z PiS-em Hołowni, towarzystwo niedawnego sojusznika PiS-u może jednak stanowić obciążenie, przynajmniej w oczach najbardziej antyPiS-owsko nastawionej części elektoratu Polski 2050.

Rozpad koalicji sprawia, że i Kaczyński, i Gowin wypłynęli właśnie na nieznane, za to burzliwe wody. Kaczyński nadal płynie transatlantykiem, musi jednak trwożnie wypatrywać góry lodowej za każdą nową falą. Gowinowi zaś został najwyżej jacht, który walczy o samo utrzymanie się na powierzchni.

- Paweł Kukiz wykonywał kiedyś numer Całuj mnie. Teraz już wiemy kogo i w co- napisał Wojewódzki.

Kuba Wojewódzki w ostrych słowach o Pawle Kukizie. To nie je...

Dopłaty do cen energii

Wideo

Materiał oryginalny: Gowin kontra Kaczyński. Teraz po obu stronach trwa już tylko ograniczanie strat [ANALIZA] - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Gowin wpadł w szambo !
Dodaj ogłoszenie