Gwiezdne safari nad głowami. Mając lornetkę i będąc głową w gwiazdach, możemy obserwować niezwykłe zjawiska - rozmowa z Karolem Wójcickim

Michał Korn
Michał Korn

Wideo

Zobacz galerię (20 zdjęć)
Jak zacząć obserwacje kosmosu? Z kim i gdzie wybrać się na upolowanie zorzy polarnej? Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Jakie niesamowite zjawiska astronomiczne możemy obserwować nad naszymi głowami i jaki sprzęt jest nam do tego potrzebny? Rozmawiamy z Karolem Wójcickim, popularyzatorem astronomii, który całe życie jest z głową w gwiazdach.

Jesteś, jak sam o sobie mówisz i piszesz, popularyzatorem astronomii. Kiedy w tobie zrodziła się pasja do astronomii? Dlaczego właśnie ta, a nie inna nauka?
Bardzo trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Myślę, że u każdego wygląda to inaczej i jest to długotrwały proces, na którego wpływ ma wiele czynników. Trudno wskazać jeden decydujący moment w życiu, dzięki czemu przyszłaby ta fascynacja. U mnie to mogło się zacząć w nawet bardzo wczesnym dzieciństwie. Mając 3-4 lata i będąc u dziadków, daleko poza miastem już wpatrywałem się w gwiazdy. No i ten widok rozgwieżdżonego nieba, spadających gwiazd utkwił mi w pamięci. W późniejszym czasie doszły zainteresowania tematami kosmicznymi. Gdy podłączono w domu kablówkę i internet można było czerpać trochę więcej informacji za pośrednictwem między innymi programów popularnonaukowych. A później to zainteresowanie samym kosmosem, planetami i galaktykami przerodziło w ciekawość tego, co z tych rzeczy możemy zobaczyć na niebie. Że to nie są rzeczy opisywane tylko w książkach i telewizji, ale to wszystko jest nad naszymi głowami i również możemy tego doświadczyć. To trochę takie gwiezdne safari, w którym cały czas bierzemy udział. Wtedy będąc nastolatkiem, zacząłem częściej spoglądać w stronę nieba i szybko się okazało, że taką samą wielką frajdę, jak obserwacja gwiazd, daje mi opowiadanie innym o nich.

Białe noce otwierają przed nami możliwość obserwacji niesamowitych zjawisk. Jednym z nich są tak zwane obłoki srebrzyste, czyli przepiękne zjawisko z pogranicza astronomii i meteorologii. Są to najwyższe znane ludzkości chmury powstające na granicy ziemskiej atmosfery.

W Polsce również mamy białe noce

Na "Z głową w gwiazdach" pisałeś o ciekawym zjawisku białych nocy, które zwykle kojarzone są z Islandią, czy Sankt Petersburgiem. Okazuje się, że występują także w Polsce. Jak to w ogóle możliwe?
Czym innym oczywiście jest noc dla przeciętnego zjadacza chleba, dla którego, jak tylko zrobi się nieco ciemno, to może powiedzieć, że jest już noc, a czym innym dla osób wpatrujących się w niebo. Mam tutaj na myśli astronomów zawodowych czy też miłośników astronomii. Z formalnego punktu widzenia noc jest zjawiskiem, które występuje, kiedy Słońce chowa się poniżej osiemnastu stopni pod horyzontem. Dopiero gdy jest tak głęboko, my przestajemy widzieć na horyzoncie charakterystyczną poświatę zachodzącego Słońca i można cieszyć się widokiem ciemnego, rozgwieżdżonego nieba. Okazuje się, że na naszej szerokości geograficznej i w okolicach przesilenia letniego, czyli tych pierwszych dni lata kalendarzowego, taka sytuacja u nas nie występuje. W większości krajów Słońce zachodząc, chowa się płycej, niż te osiemnaście stopni pod horyzontem, przez co noce są krótkie i jasne. Z formalnego punktu widzenia mamy więc w Polsce białe noce. Oczywiście to nie jest zjawisko o takiej skali, jak na dalekiej północy i dla większości ludzi pewnie jest ono czymś naturalnym, ale miłośnicy astronomii, którzy wypatrują różnych rzeczy na niebie, dostrzegają, że latem niebo jest dużo jaśniejsze, niż w innych porach roku, przez co czasem trochę trudniej prowadzi się obserwacje, a niektóre z nich są w tym czasie niemożliwe. Z drugiej jednak strony takie warunki otwierają przed nami możliwość obserwacji innych niesamowitych zjawisk. Jednym z nich są tak zwane obłoki srebrzyste, czyli przepiękne zjawisko z pogranicza astronomii i meteorologii. Są to najwyższe znane ludzkości chmury powstające na granicy ziemskiej atmosfery, a powstają one przez opadanie pyłu kosmicznego do atmosfery, który ulega oblodzeniu i tworzy takie wielkie chmury nad Arktyką, które będąc tak wysoko nad Ziemią, prawie na wysokości 100 km, są w stanie odbijać światło słoneczne w kierunku drugiej strony planety, działając jak wielkie zwierciadło. W efekcie latem z Polski możemy zobaczyć takie jasne, wręcz świecące w środku nocy chmury o charakterystycznym srebrzysto-błękitnym blasku, które w zeszłym roku zrobiły niesamowitą furorę, bo były bardzo jasne i bardzo często się pojawiały. W tym roku liczymy na powtórkę z rozrywki. Już pierwsze z nich zaczęliśmy w Polsce obserwować, a ich nasilenie dopiero przed nami.

Biała tęcza księżycowa.
Biała tęcza księżycowa. Karol Wójcicki/Z głową w gwiazdach

Kilka miejscowości w Polsce będzie miało szansę zobaczyć miniaturowe zaćmienie Słońca w pierwszy dzień astronomicznego lata - zaćmienie obrączkowe.

Zaćmienie, Galaktyka, planety. Co możemy obserwować na naszym niebie?

Białe noce to jedno. Powiedz, jakie jeszcze zjawiska możemy obserwować na naszym niebie?
Na niebie mamy całą gamę różnych niesamowitych zjawisk astronomicznych, które możemy oglądać o różnych porach roku i przy różnych okazjach. Trzeba często wiedzieć gdzie i kiedy patrzeć, ale są i takie zjawiska, które same rzucają się w oczy. Oczywiście zaćmienia należą do tych, o których jest najgłośniej i na które z pewnością zwraca uwagę nie tylko ten, kto na co dzień spogląda w stronę nieba, ale każdy przeciętny Kowalski. Jednak z zaćmieniami nie zawsze jest tak kolorowo. W tym roku zaćmień prawie żadnych nie będziemy mieć. Mówię prawie, bo w przypadku Księżyca, teraz akurat czeka nas kilkuletnia przerwa przed jakimiś fajnymi zaćmieniami widocznymi na niebie. Zaćmienia Słońca z kolei zdarzają się dosyć rzadko. Chociaż w tym roku mamy jeden dosyć niezwykły wyjątek, dlatego że kilka miejscowości w Polsce i mówię to dosłownie, będzie miało szansę zobaczyć miniaturowe zaćmienie Słońca w pierwszy dzień astronomicznego lata. Wówczas w Bieszczadach będziemy mogli zobaczyć sam skraj zaćmienia, które będzie przebiegało przez okolicę półwyspu arabskiego i indyjskiego. To będzie zaćmienie obrączkowe, czyli bardzo niezwykłe. Mało kto wie, że zaćmienie to w bardzo małej formie będzie widoczne z Bieszczad zatem ten, kto pojedzie w ten rejon Polski, przez piętnaście minut będzie miał możliwość widzieć, jak Księżyc muska delikatnie krawędź Słońca. Ale to oczywiście zjawisko dosyć ekstremalne jeśli chodzi o obserwacje, dlatego tutaj odsyłam do siebie na fanpage "Z głową w gwiazdach", gdzie będę robił transmisję z tego wydarzenia. Ponadto mamy też inne zjawiska, które spokojnie można zobaczyć na naszym niebie. Każdej pogodnej nocy możemy wypatrzyć na niebie planety, o których wspominałeś. Wyglądają one jak gwiazdy z tą różnicą, że są często troszkę od gwiazd jaśniejsze i w przeciwieństwie do gwiazd, które cały czas do nas mrugają, planety nie migocą, świecą blaskiem stałym, niezmiennym i łatwo je przez to rozpoznać. Teraz na niebie obserwujemy planety przede wszystkim nad ranem. Przez ostatnich parę miesięcy wieczorem pięknie dopisywała nam na niebie jasna Wenus, która rozświetlała zachodnią część nieba, ale z nią się właśnie pożegnaliśmy. Ona zbliżyła się do Słońca i wkrótce pojawi się o świcie w dużo gorszych warunkach obserwacyjnych. Ale przed wschodem Słońca bez problemu nad południowo-wschodnim horyzontem zobaczymy też Jowisza, Marsa, Saturna. Te trzy planety są pięknie teraz widoczne, a w ciągu kolejnych miesięcy będą powoli wędrować do coraz wcześniejszych godzin i pewnie po wakacjach będziemy je widzieli już na niebie przez większą część nocy.

- Jasne centrum naszej galaktyki nazywanej Drogą Mleczną to niezwykle wdzięczny obiekt do fotografowani. Zdjęcie to jest próbą ukazania Wam piękna skomplikowanych
- Jasne centrum naszej galaktyki nazywanej Drogą Mleczną to niezwykle wdzięczny obiekt do fotografowani. Zdjęcie to jest próbą ukazania Wam piękna skomplikowanych struktur gazowo-pyłowych ukazujących się na tle setek tysięcy, a być może miliardów gwiazd znajdujących się w centralnym zgrubieniu galaktycznego dysku. Nasza szerokość geograficzna nie daje nam dobrego widoku na te skarby: niskie położenie nad horyzontem i krótkie noce sprawiają, że trzeba się trochę postarać - wyjaśnia Karol Wójcicki. Karol Wójcicki/Z głową w gwiazdach

W przypadku astronomii nawet osoba wyposażona w lornetkę czy teleskop, wciąż jest w stanie odkrywać na niebie nowe obiekty jak przelatujące komety czy planety. I takie odkrycia są dokonywane.

Musisz przyznać, że w Polsce sporo osób jest zainteresowanych astronomią. Patrzę na twój fanpage, gdzie liczba użytkowników przekroczyła już 110 tys. Ludzie chętnie o podniebnych zjawiskach dyskutują z tobą i między sobą.
Astronomia jest jedną z tych nielicznych nauk, które mogą być bardzo blisko człowieka. Żeby bawić się w chemię dzisiaj i odkrywać w niej coś nowego, niezwykłego często trzeba mieć profesjonalne laboratorium. Aby dokonać przełomowego odkrycia w fizyce, tutaj niestety prawdopodobnie nie obejdzie się bez wielkiego akceleratora zakopanego głęboko pod ziemią. W przypadku astronomii nawet osoba wyposażona w lornetkę czy teleskop, wciąż jest w stanie odkrywać na niebie nowe obiekty jak przelatujące komety czy planety. I takie odkrycia są dokonywane. Na niebie dzieje się naprawdę bardzo dużo fajnych rzeczy. Wystarczy po prostu więdzieć kiedy i gdzie patrzeć. W Polsce ludzie chcą patrzeć w gwiazdy, ale czasami potrzebują przewodnika do tego, osoby, która powie: "Hej, zobacz, tu będzie coś ciekawego działo się na niebie". No i ja pełnię taką rolę. Dzielę się z ludźmi swoją pasją i świetnie się dogadujemy, bo ja potrzebuję czasem o tym komuś opowiedzieć, a oni chętnie tego słuchają.

Czytaj także

W ogóle nie trzeba znać się na gwiazdach. Nie musimy wiedzieć, na co się patrzymy, żeby zobaczyć coś niezwykłego.

Jak zacząć obserwację gwiazd? Nie ma nic prostszego!

A w jaki sposób najlepiej dokonywać obserwacji nieba? Trzeba mieć szczęście, czy raczej wiedzę, która pozwoli na odpowiednie przygotowanie się? Można obserwować niebo z balkonu mieszkania w mieście, czy lepiej wybrać się na łąkę na wsi?
Astronomia daje nam tę niezwykłą szansę, że możemy na to wszystko spojrzeć zewsząd. Oczywiście nie wszędzie warunki do obserwacji będą tak dobre, jak poza granicami dużego miasta, gdzieś na wsi. Nie wszyscy mogą sobie na taki komfort pozwolić. Na szczęście wiele zjawisk widać również z miasta. Pytałeś jak zacząć. Słuchaj, nie ma nic prostszego. Wystarczy poświęcić kilka godzin, podczas których będziemy gapić się w gwiazdy. Nie musimy wiedzieć na co spoglądamy. Wystarczy tylko żebyśmy patrzyli i z pewnością po tych kilkudziesięciu minutach takiego uczciwego patrzenia się, zobaczymy tak wiele ciekawych, fascynujących rzeczy, które będą dla nas niejasne, ale będziemy musieli je zrozumieć, że przyniesie nam to mnóstwo frajdy. I to jest tak proste. Wiele osób często boi się, mówią, że nie wiedzą jak zacząć obserwacje, że nie znają się na gwiazdach. W ogóle nie trzeba znać się na gwiazdach. Nie musimy wiedzieć, na co się patrzymy, żeby zobaczyć coś niezwykłego. A jak zobaczymy coś, co nas zaciekawi, to dużo łatwiej i szybciej w stanie znaleźć odpowiedź na to, co widzieliśmy, czym tak naprawdę jest ten niezwykły widok. Wiedza nabyta w ten sposób zostaje z nami zdecydowanie dłużej i przychodzi o wiele łatwiej, niż w sytuacji, kiedy ktoś w ramach jakiegoś wykładu próbuje nam cokolwiek do głowy włożyć. Zdobywanie wiedzy przez własną ciekawość jest najlepszą metodą do nauki.

Jeśli będziemy na tyle obeznani z niebem, że będziemy wiedzieć, co chcemy obserwować dalej, to szybko sami zorientujemy się jaki sprzęt będzie nam niezbędny.

Chcesz obserwować kosmos? Weź do ręki lornetkę

Ciekaw jestem, czy obserwacja gwiazd wymaga specjalnego przygotowania? W jaki sprzęt musimy się zaopatrzyć? Czy każdy z nas może pozwolić sobie na zakup teleskopu? Idąc dalej, czy jako zwykły Kowalski mogę kupić sobie aparat z takim obiektywem, który pozwoli mi fotografować zorze polarne, pełnię Księżyca, zaćmienie Słońca?
Obserwację warto rozpocząć samym wzrokiem, aby zapoznać się z niebem, zupełnie jak z nowo nabytą mapą. Zanim zdecydujemy się na zakup teleskopu, zaopatrzmy się w zwykłą turystyczną lornetkę z dziesięciokrotnym powiększeniem. Jeśli chodzi o zakup teleskopu, to ja zawsze powtarzam, że dopóki nie wiemy, jaki teleskop chcemy kupić, oznacza to, że wcale nie jest nam potrzebny. Urządzenia tego typu mają różne przeznaczenie. Jedne są do mgławic, inne dedykowane do planet, jeszcze inne bardziej sprawdzają się w tzw. astrofotografii, która jest jedną z najtrudniejszych dziedzin fotografowania w ogóle i wymaga specjalistycznej wiedzy. Zaczynajmy od najprostszego sprzętu, albo w ogóle zaczynajmy bez sprzętu. Wszystko przyjdzie z czasem. Jeśli będziemy na tyle obeznani z niebem, że będziemy wiedzieć, co chcemy obserwować dalej, to szybko sami zorientujemy się jaki sprzęt będzie nam niezbędny.

Czytaj także

Wiele osób jeździ samodzielnie do Arktyki w poszukiwaniu zórz polarnych i zdarza się, że wraca z niczym. Ale trzeba, jak w przypadku zwierząt w lesie, wiedzieć kiedy, gdzie i jak szukać, aby znaleźć.

Polowanie na zorze polarne

Organizujesz również wyprawy, w których główną atrakcją są barwne zorze. Kto może wziąć w nich udział? Do kogo są adresowane i przede wszystkim kiedy planujesz kolejny wyjazd?
W moich wyprawach udział może wziąć każdy. Organizuję je po to, żeby każdy mógł ze mną pojechać do Arktyki i zobaczyć te niezwykłe cuda natury. Rzeczywiście przynajmniej dwa miesiące w roku spędzam na takich wyprawach za kołem podbiegunowym i pokazuję ludziom zorze polarne, które są absolutnie niezwykłym i unikatowym zjawiskiem i które trudno sobie w ogóle wyobrazić. To po prostu trzeba przeżyć i zobaczyć na własne oczy. Wyjazdy te organizuję od września do marca, kiedy w Arktyce panują ciemne noce, bo latem są tam dni polarne i nie ma mowy o obserwacjach żadnych gwiazd czy w szczególności zorzy polarnej. W wyjeździe może wziąć udział każdy, chociaż stawiałbym na osoby pełnoletnie, bo warunki do najłatwiejszych nie należą. Czasem trzeba poświęcić sporo godzin na mrozie i to nie jest raczej takie miejsce, w którym dzieciaki by się dobrze odnalazły. Podczas wypraw szukamy takich zórz, jest to absolutnie fascynujące zjawisko, wymagające pewnego doświadczenia w obserwacjach. Wiele osób jeździ samodzielnie do Arktyki w poszukiwaniu takich zjawisk i zdarza się, że wraca z niczym. Ale trzeba, jak w przypadku zwierząt w lesie, wiedzieć kiedy, gdzie i jak szukać, aby znaleźć. Stąd też zawsze powtarzam, że wsparcie bardziej doświadczonego przewodnika w poszukiwaniu zorzy, potrafi być nieocenione. Najbliższe wyprawy planuję już we wrześniu, październiku i kolejno w styczniu i lutym. Miejmy nadzieję, że sytuacja na świecie już się na tyle uspokoi, że będziemy mogli gdzieś w Arktyce na zupełnym odosobnieniu, na śnieżnym pustkowiu, takich zórz ponownie wypatrywać.

Karol Wójcicki: "Długo wyczekiwana zorza polarna zlokalizowana nad bazą, ok. północy. Światła północy, choć słabe i rozproszone, pięknie odbijały
Karol Wójcicki: "Długo wyczekiwana zorza polarna zlokalizowana nad bazą, ok. północy. Światła północy, choć słabe i rozproszone, pięknie odbijały się w płytkiej wodzie pobliskiego fiordu" - północna Norwegia, ok 100 km od Tromsø. Karol Wójcicki/Z głową w gwiazdach

Było niezwykle zimno, bo temperatury spadały do nawet -30 stopni Celsjusza. Nawet przy -20, jak było tak względnie ciepło, to silny wiatr dodatkowo dawał w kość, ale widoki, których doświadczałem były tego warte.

Przyznaj się, masz tam gdzieś w głowie jakąś wyprawę, którą wspominasz z wielkim "wow" na zasadzie, że wróciłeś do domu, usiadłeś w fotelu przy kawie czy herbacie i powiedziałeś do siebie: "Kurde, to było to! To było coś niesamowitego"?
Oczywiście, że tak. Jeśli mówimy o zorzach polarnych, to szalenie miło wspominam swoją wyprawę z przełomu stycznia i lutego 2019 roku. Był to taki dłuższy wyjazd, bo najpierw byłem przez tydzień ze znajomymi w Arktyce, później miałem ze sobą grupę i pamiętam, że przez te blisko dwa tygodnie noc w noc były przepotężne zorze polarne, które udało mi się z dużym wyprzedzeniem przewidzieć. Dzięki temu zdecydowałem się na poszerzenie swojego wyjazdu o te kilka dni razem z przyjaciółmi. Dodam, że miesiąc wcześniej ja w tym rejonie byłem samochodem z rodziną. Zabrałem ich na wycieczkę za koło podbiegunowe w czasie świąt Bożego Narodzenia, co było dosyć niezwykłe móc odwiedzić wioskę św. Mikołaja kilka dni po świętach, a później pojechać za koło podbiegunowe i zobaczyć noc polarną. Potem się okazało, że wtedy dobrze nie trafiliśmy, jeśli chodzi o zorzę polarną, ale jak wspomniałem, udało mi się wyliczyć, że wkrótce one się powtórzą. No i te wyliczenia okazały się bezbłędne. Zorze polarne były tak niesamowite i tak wielkie, tak spektakularne, jakich chyba jeszcze nigdy nie widziałem. To wszystko było do tego stopnia, że w pewnym momencie nie miałem już sił, żeby dalej je oglądać. Było niezwykle zimno, bo temperatury spadały do nawet -30 stopni Celsjusza. Nawet przy -20, jak było tak względnie ciepło, to silny wiatr dodatkowo dawał w kość, ale widoki, których doświadczałem były tego warte. To było coś niezwykłego. A z innych wypraw to szalenie miło wspominam moją wyprawę w 2019 roku do Chile na całkowite zaćmienie Słońca. To była jedna z takich nielicznych wpraw, na którą udałem się całkowicie sam, aby zmierzyć się z tym zjawiskiem, jakie nie było łatwe w upolowaniu. Musiałem docelowo zmienić miejsce obserwacji, ale wszystko się udało i ponownie można było przez kilka minut stanąć sobie w cieniu Księżyca, podziwiając jedno z najbardziej niezwykłych zjawisk astronomicznych na naszej planecie.

"To była jedna z najfajniejszych wypraw jakie odbyłem w życiu. Przepełniona niezwykłymi miejscami i fantastycznymi widokami na niebo. Stanąłem
"To była jedna z najfajniejszych wypraw jakie odbyłem w życiu. Przepełniona niezwykłymi miejscami i fantastycznymi widokami na niebo. Stanąłem w najgorętszym miejscu na planecie i nad miejscem, gdzie spora asteroida na zawsze odcisnęła na niej swój ślad. Nad brzegiem Wielkiego Kanionu podziwiałem najczarniejsze niebo jakiego byłem świadkiem z Drogą Mleczną jakiej jeszcze nie widziałem!" (Całkowite zaćmienie Słońca, 21.08.2017, USA). Karol Wójcicki/Z głową w gwiazdach

(...) gdybyś mnie wsadził do wyłączonego Boeinga 737, to myślę, że po krótkim przypomnieniu sobie sprzed lat kilku instrukcji, bym go zaprogramował no i może poleciał trochę.

A poza kosmosem i wszystkim, co tego dotyczy, w wolnych chwilach czym się zajmujesz? Jest u ciebie życie poza gwiazdami, miejsce na jakieś dodatkowe hobby?
Moją pasją głównie jest astronomia. Mam jeszcze drugie hobby związane z lotnictwem i jako że mieszkam blisko lotniska, to lubię spoglądać na przelatujące samoloty tuż nad moim domem. Interesuję się też samym pilotażem. Co prawda samolot prowadziłem w życiu tylko raz i to było bardzo przyjemne, natomiast dużo latałem na symulatorach lotniczych samolotów cywilnych. Jest to moja druga pasja, o której nie często mówię, bo też nie mam okazji, ale gdybyś mnie wsadził do wyłączonego Boeinga 737, to myślę, że po krótkim przypomnieniu sobie sprzed lat kilku instrukcji, bym go zaprogramował no i może poleciał trochę. W takie rzeczy się też dużo bawiłem w wirtualnej sieci pilotów VATSIM, gdzie jedni wcielają się w rolę pilotów, inni zasiadają na stanowiskach kontroli no i staramy się, najlepiej jak możemy, odwzorować ruch lotniczy. To jest fajna pasja, tylko niestety wymaga mnóstwa czasu, bo niestety jak ktoś chce lecieć do Hongkongu, to nie ma siły i te 12-13 godzin przy komputerze trzeba spędzić.

"Interstellar", "Marsjanin", "Kontakt", "Grawitacja". Czy Karol Wójciki lubi oglądać flimy science-fiction?
(Śmiech) Lubię oglądać filmy science-fiction i staram się głównie takie filmy oglądać, bo jest to kino, które sprawia mi dużo frajdy. Niektóre z tym filmów są lepsze, inne gorsze. Z tych wymienionych przez ciebie to chyba najbardziej lubię "Interstellar", który jest absolutnie fascynującą produkcją, zresztą jak wszystkie dzieła Chrtophera Nolana.

To film, który jest w całości stworzony z materiałów archiwalnych, nagrań dokumentalnych i pokazuje historię lotu Apollo 11. Nigdy nie wiedziałem czegoś tak dobrego (...)

A bardziej stawiasz na produkcje realistyczne pokroju "Apollo 13", biograficzny "Pierwszy człowiek" czy właśnie te dalekie od realizmu?
Wiesz co, "Pierwszy człowiek" strasznie mnie wynudził. Ale najlepszą produkcją o locie kosmicznym, jaką kiedykolwiek widziałem, na której przez półtorej godziny siedziałem w kinie, jak na szpilkach, chociaż doskonale wiedziałem, jak ta historia się skończy jest "Apollo 11" z 2019 roku. Nigdy nie widziałem tej historii przedstawionej w taki sposób. To film, który jest w całości stworzony z materiałów archiwalnych, nagrań dokumentalnych i pokazuje historię lotu Apollo 11. Nigdy nie wiedziałem czegoś tak dobrego, nawet jeśli oczywiście weźmiemy pod uwagę filmy fantastycznonaukowe, gdzie ten świat nauki przeplata się jednak z jakąś fikcją. Tutaj oczywiście mamy wszystko tak, jak w rzeczywistości było i żadne kino akcji dziejące się w kosmosie nie może dorównać emocjom, które są pokazany w tej produkcji. Fantastyczne zdjęcia, fantastyczny montaż, niesamowity dźwięk i historia, która nie dość, że łapie za serce, to jeszcze trzyma w napięciu przez cały czas.

Bardzo ważne jest tworzenie programów obserwacyjnych, które śledzą różnego rodzaju obiekty w kosmosie, informując nas zawczasu o tym, co mogłoby się wydarzyć niepokojącego i tym samym dając szansę na jakąś reakcję w międzyczasie.

Zagrożenie dla Ziemi z kosmosu

Na wielu filmach o tematyce science-fiction widzimy zagrożenia dla naszej planety. "Obcy", "Predator" czyli produkcje bardziej fantazyjne, ale są też te katastroficzne, jak "Armegoddon" z Brucem Willisem, gdzie widzimy zbliżającą się do naszej planety niszczycielską asteroidę. Obecnie często też motyw zagrażających naszej planecie asteroid pojawia się w mediach. Piszą, że NASA ostrzega, że asteroida minie nas o włos itd. Chyba jednym z takich najsłynniejszych obiektów jest asteroida Bennu. Wiemy, że w naszym Układzie Słonecznym poruszają się ciała niebieskie takie jak komety, meteoryty, planetoidy. Naukowcy przyznają, że nie wszystkie da się wykryć. O ile te mniejsze spalą się w naszej atmosferze, o tyle te większe mogą wyrządzić poważne szkody. Weźmy na tapetę np. tzw. meteor czelabiński z 2013 roku. Są obiekty, których pojawienia się nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Podczas jednej z rozmów usłyszałem zdanie, że "Kończy nam się okres niekolizyjny ciała niebieskiego z naszą planetą". Oczywiście wynika to ze statystyk. Dawno coś w nas nie przywaliło, to w końcu przywali. Jak to jest? Rzeczywiście mamy się czego bać, czy Ziemia może być raczej postrzegana jako oaza spokoju, na której nic nam nie grozi?
Nie, Ziemia na pewno nie jest oazą spokoju, co też pokazywała nasza historia i za sprawą geologii można odnaleźć ślady różnych zdarzeń z przeszłości, które równie dobrze mogą się powtórzyć teraz. Przykład Czelabińska sprzed lat pokazuje dobitnie, jakie zjawiska mogą nas totalnie zaskoczyć i być naprawdę dużym zagrożeniem. Co prawda żadne realne zagrożenie w tym współczesnym świecie obecnie nad nami nie wisi, bo też nie widzimy na naszym horyzoncie żadnej planetoidy, która w ciągu najbliższych miesięcy, lat mogłaby uderzyć w naszą planetę, powodując globalną katastrofę, ale musimy brać pod uwagę, że takie scenariusze są możliwe. Stąd bardzo ważne jest tworzenie programów obserwacyjnych, które śledzą różnego rodzaju obiekty w kosmosie, informując nas zawczasu o tym, co mogłoby się wydarzyć niepokojącego i tym samym dając szansę na jakąś reakcję w międzyczasie. Ale tak jak mówię, to wszystko, co pokazane jest w filmach science-fiction, jest nadal domeną filmów tego typu, bo jeszcze w kosmos nie latamy, żeby spychać na bok planetoidy, jeszcze nie wysadzamy ich bombami atomowymi, jednak to wszystko kręci się wokół "jeszcze". Zagrożenie, o którym mówimy, może się wkrótce wydarzyć. Trzeba być czujnym, bo niektóre sytuacje, jak Czelabińsk, mogą nas po prostu zaskoczyć.

Zbudowaliśmy stację orbitalną na naszej planecie, zresztą nie jedną od tamtego czasu. Idąc dalej, nasze sondy eksplorują niemal każdy zakamarek Układu Słonecznego. Na Marsie co chwilę pojawiają się nowe łaziki. Dowiadujemy się o kosmosie tak dużo, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było zwyczajnie niemożliwe.

Eksplorujemy niemal każdy zakamarek Układu Słonecznego

Niebawem będziemy mieć 51. rocznicę lądowania na Księżycu. Mija pół wieku od wielkich planów, ambicji, chęci dalszego podbijania kosmosu. Powiedzieć, że misja Apollo 11 była kolosalnym przedsięwzięciem, które zakończyło się jeszcze większym sukcesem, to jak nie powiedzieć nic. Kwestia lądowania na Księżycu to temat rzeka. Napisano już o tym wiele książek, nakręcono sporo filmów. Świadczy to o skali wydarzenia, jego znaczeniu, rozgłosie i przede wszystkim przekroczeniu granicy, która do lipca 1969 roku wydawała się fikcją. Mimo ogromnego postępu technologicznego, do tej pory nie udało się powtórzyć sukcesu programu Apollo. Wydawało się, że w dobie takich potęg jak SpaceX, kolejny krok ku podbojowi Wszechświata jest tylko kwestią czasu. Nie uważasz, że stanęliśmy trochę w miejscu? Z czego to może wynikać? Strach, czy rzeczywisty brak rozwiązań technologicznych?
Ale my się niczego nie boimy. Powiem więcej, my się niesamowicie rozwinęliśmy od tego czasu. Oznaką postępu nie jest tylko to czy znowu polecimy na Księżyc, bo już tam byliśmy. Oczywiście, możemy w kółko latać na Księżyc, ale to właśnie wtedy byśmy się nie rozwijali, a zauważ, że zrobiliśmy niesamowite inne rzeczy. Zbudowaliśmy stację orbitalną na naszej planecie, zresztą nie jedną od tamtego czasu. Idąc dalej, nasze sondy eksplorują niemal każdy zakamarek Układu Słonecznego. Na Marsie co chwilę pojawiają się nowe łaziki. Dowiadujemy się o kosmosie tak dużo, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było zwyczajnie niemożliwe. Oczywiście loty kosmiczne załogowe skupiły się na czymś zupełnie innym, co było przejawem naturalnie możliwości finansowych, ale też sytuacji politycznej na świecie, zakończonego kosmicznego wyścigu, tej rywalizacji i początku kosmicznej współpracy. Są zupełnie nowe obszary do badania i chyba lepiej, że to idzie w takim kierunku, niż w kierunku ciągłych napięć i lęków, które potem odnajdowały swoje ujście w popychaniu rozwoju lotów kosmicznych. To nie był dobry koń napędowy. On co prawda robił wrażenie, ale docelowo to nie było nic dobrego. Teraz mamy fajne czasy. Wchodzimy w zupełnie nową erę lotów kosmicznych. Zauważ, że zaczynają nam tutaj grać pierwszą rolę już nie agencje kosmiczne, ale też prywatne filmy, które robią niesamowite rzeczy, co widać na przykładzie wspomnianego SpaceX. Trzeba im się przyglądać, bo to właśnie oni za chwilę będą robić rzeczy wielkie, co nie znaczy, że nie robiły ich agencje kosmiczne. Skupiliśmy się po prostu na czymś innym, może trochę mniej spektakularnym, ale równie ważnym.

Czytaj także

Podbój Czerwonej Planety coraz bliżej

Naukowcy są niemal pewni, że podbój i kolonizacja Marsa w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat są możliwe. Nie będzie to jednak proste. Czerwona Planeta jest mało przyjaznym miejscem do życia dla ludzi. Kolonizatorzy będą musieli poradzić sobie nie tylko z intensywnymi burzami piaskowymi. Do tego dochodzi opracowanie systemu podtrzymywania życia w kosmosie oraz szereg zagadnień technologicznych, z którymi trzeba się zmierzyć. Myślisz, że Mars jest w naszym zasięgu, że można tam stworzyć dom będący alternatywą dla naszej planety?
Myślę, że to jest tylko kwestia czasu. Co ciekawe nie będzie to moim zdaniem zasługą agencji kosmicznej, ale właśnie prywatnej firmy i tutaj trzeba bardzo uważnie śledzić to, co SpaceX będzie teraz robiło.

Czytaj także

Myślę, że w kosmosie jest całe mnóstwo innych cywilizacji i może niektóre stoją na dużo wyższym poziomie zaawansowania od nas, aczkolwiek kompletnie nie wierzę, by w jakikolwiek sposób mogły nas odwiedzać i spędzać tutaj czas incognito, czy na tajniaka w latających spodkach.

A chciałbyś znaleźć się wśród kolonizatorów Marsa? Czy raczej wolałbyś być obserwatorem?
Nie (śmiech). Kolonizatorem Marsa nie mógłbym być, bowiem córka mi zabroniła, ale myślę, że może kiedyś na jakiś krótki lot w kosmos bym się wybrał.

Obce cywilizacje w kosmosie. Niektóre mogę być bardziej rozwinięte od nas

To na zakończenie powiedz jeszcze, czy uważasz, że jesteśmy sami we Wszechświecie? Czy gdzieś tam jednak jest planeta i tym samym cywilizacja zbliżona do naszej, ale z racji odległości nie będzie lub na razie nie jest nam dane się poznać?
Jest tak jak mówisz. Ja myślę, że w kosmosie jest całe mnóstwo innych cywilizacji i może niektóre stoją na dużo wyższym poziomie zaawansowania od nas, aczkolwiek kompletnie nie wierzę, by w jakikolwiek sposób mogły nas odwiedzać i spędzać tutaj czas incognito, czy na tajniaka w latających spodkach. Nie wierzę w koncepcję UFO, ale wiem, że w kosmosie gdzieś życie istnieje. Aczkolwiek po przeczytaniu fantastycznego cyklu "Wspomnienie o przeszłości Ziemi", książki nazywają się "Problem trzech ciał", "Ciemny las" i "Koniec śmierci", zmieniłem swoje podejście do tematu obcych cywilizacji w kosmosie (śmiech). Myślę sobie, że jak się siedzi w ciemnym lesie pełnym łowców, to trzeba siedzieć cicho no i się nie wychylać. Bardzo ciekawa koncepcja jest zawarta w tej książce i polecam się z nią zapoznać każdemu fanowi kosmosu, bo to niezwykłe spojrzenie na otaczający nas Wszechświat.

Bardzo ci dziękuję za rozmowę i życzę wszystkie dobrego.
Dzięki serdeczne.

Jeśli również jesteście tak pozytywnie zakręceni, jak Karol i choć trochę lubicie astronomię, to "Z głową w gwiazdach" jest miejscem właśnie dla Was! :)

Gwiezdne safari nad głowami. Mając lornetkę i będąc głową w ...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie