Jak denaturat

DANUTA KULESZYŃSKA 0 68 324 88 43 dkuleszynska@gazetalubuska.pl
Tylko dzięki czujności uczniów i szybkiej reakcji kierowcy nie doszło do dramatu. - Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdybyśmy zostali w środku - mówi nauczycielka.

Krzysztof T. nie może dojść do siebie. Głos mu się łamie, ręce trzęsą. Choć od wypadku minęły dwie godziny, ciągle łapie się za głowę. I nie może uwierzyć w to, co się stało. W środę do Zielonej Góry przywiózł uczniów z gimnazjów nr 1 i 2 w Żaganiu. W sumie około 20 osób. Przyjechali na zawody. - Jeszcze przed wyjazdem sprawdziłem autobus. Był w porządku - opowiada.

Jak denaturat

Na zawodach gimnazjaliści zdobyli kilka medali. Szczęśliwi, wracali do domu. Nikt nie przypuszczał, że kilkanaście minut później będą o krok od tragedii. Na obwodnicy przed Wilkanowem siedzący na tyłach autobusu chłopcy wyczuli dym. - Zaczęło śmierdzieć z kratki pod siedzeniem - opowiada Mateusz Szczur. - Śmierdziało jak denaturatem - dodaje Mateusz Martyniuk. Chłopcy podnieśli wrzawę. Do kierowcy poszła Patrycja Jania. - Coś się dzieje z autobusem - powiedziała. Krzysztof T. zatrzymał się na poboczu. Poprosił wszystkich, by zabrali bagaże i spokojnie wyszli na zewnątrz.

Jak pochodnia

To były sekundy. Na tyłach autobusu zaczęło dymić. - Chwyciłem za gaśnicę, ale nie mogłem dostać się do silnika, bo klamka od klapy była już stopiona - opowiada kierowca. - Paliło się od wewnątrz.
Chwilkę później cały autobus stanął w ogniu. Od momentu wyjścia uczniów minęły dwie, trzy minuty. - Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdybyśmy zostali w środku - mówi Teresa Gałek, nauczycielka. Wspólnie z Dorotą Łabak opiekowały się uczniami. Czteroletni jelcz, należący do żagańskiego MZK, płonął jak pochodnia. Przybyli na miejsce strażacy gasili już szkielet pojazdu. Nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Prawdopodobnie zapalił się silnik. - Cieszę się, że dzieci są całe, że nikomu nic się nie stało - mówi z ulgą w głosie Krzysztof T.
Na podstawiony autobus gimnazjaliści czekali prawie trzy godziny. - Nie mogłem dotrzeć wcześniej - mówi Andrzej Rewaj. - Czekałem w korku, bo pod Świdnicą też był wypadek.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.