Jak na winobraniowym deptaku dopadła mnie Polska - komentarz...

    Jak na winobraniowym deptaku dopadła mnie Polska - komentarz red. Iwony Zielińskiej

    Iwona Zielińska

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Komentarz red. Iwony Zielińskiej.

    Komentarz red. Iwony Zielińskiej. ©Mariusz Kapała

    Czy Państwo też tak mają, że wracając z urlopu boją się wrócić do pracy? Ja tak mam. Stres próbował mnie udusić. Urlop, świadomie, spędziłam w głuszy, bez Internetu, telewizji. Wróciłam, a w redakcji dopadło mnie wysokie, informacyjno-polityczno-samorządowe, codzienne ciśnienie.
    Komentarz red. Iwony Zielińskiej.

    Komentarz red. Iwony Zielińskiej. ©Mariusz Kapała

    Dlatego uciekłam na zielonogórski deptak zobaczyć jak samorządowa stolica województwa obchodzi swoje dni w ramach Winobrania. Ponieważ pod oknem redakcji w Zielonej Górze trzeszczy olbrzymie koło diabelskiego młyna i rozpiera się toaleta – poszłam szukać smaku święta pomiędzy straganami owianymi, jak co roku zapachem grillowanych kiełbas, mięsa, oscypków, smalcu. Chciałam przez chwilę poczuć się jak na urlopie.
    Ale nawet nad naszym drogim morzem pajda chleba ze smalcem i ogórkiem nie kosztuje 20 zł. Choć może pajda wielka, to i droga być może, bo przecież susza nas dopadła, zboża brakuje, to ma prawo być drogo. W ciągu ostatnich tygodni w sklepach chleb także podrożał. Niektóre piekarnie, lojalne wobec klienta, uprzedzały kartkami przyklejonymi na kasach: Uwaga! Chleb podrożał! Rzadkie zjawisko i godne pochwały. Szczególnie w kontekście podwyżek cen wielu innych produktów i usług.
    W poszukiwaniu winobraniowych akcentów dotarłam do kilkunastu budek, skupionych wokół ratusza, w których właściciele lubuskich winnic prezentowali swoje produkty. Częstowali chętnych i namawiali do kupienia swoich win. Niestety ich ceny od 45 zł w górę zniechęcały. Wielbiciele bachusowego trunku oblegali stoisko z gruzińskimi winami, które wyjątkowo warte są grzechu, a do tego zdecydowanie tańsze od naszych regionalnych. Winogron nie było. Pani, która sprzedawała winogrona poza terenem deptaka, na swoim stałym stoisku, wyjaśniła mi, że ludzie nauczeni cen winogron w supermarketach za kilka złotych nie kupują tych sprzedawanych ze straganów, na których słodkie, delikatesowe owoce kosztują kilkanaście złotych. - Ja nigdy bym ludziom nie sprzedawała tego, co proponują markety. Gdyby ludzie wiedzieli, co jedzą też by się zastanowili nad zakupem - skwitowała sprzedawczyni. Tak, więc pierwszej, jakości winogron nie opłaca się sprzedawać.

    Przedzierając się przez gęsty tłum słyszałam strzępy rozmów w języku niemieckim, rosyjskim i ukraińskim. A nasz polski, z miłym dla ucha wschodnim zaśpiewem, słychać było na stoiskach z litewskim chlebem i świetnymi wędlinami. Nikogo już z nas nie dziwi spotkanie i rozmowa w języku polskim z ukraińskimi pracownikami w Polsce. Już teraz w niemal wszystkich branżach: produkcyjnej, usługowej, budowlanej, handlowej blisko 40 procent pracowników to Ukraińcy. A jak wynika z najświeższych badań firmy Personnel Service: 14 proc polskich firm twierdzi, że obecnie coraz trudniej o pracownika z Ukrainy, a w branży produkcyjnej takie trudności dostrzega aż 28 proc. przedsiębiorstw. Ciekawe czy duńska fabryka czekolady, która właśnie powstaje w Nowej Soli znajdzie polskich czy ukraińskich pracowników?

    Uciekając od gęstniejącego tłumu skierowałam się w kierunku sprzedawców staroci wszelkich, antykami zwanych. Tam natknęłam się na starszego pana, który chodził od stoiska do stoiska. Zapytałam czego szuka. Niczego nie szukał. Chciał sprzedać mundury rodzinne. Jeszcze z kampanii wrześniowej. Potrzebuje pieniędzy, bo umarła mu żona i trudno z jednej emerytury….Godzinę wcześniej, w redakcji rozmawialiśmy właśnie o wrześniu 1939 roku, bo za kilka dni będzie 17 września i 79 rocznica agresji Rosjan na Polskę. Za przyzwoleniem naszych ówczesnych i obecnych sojuszników. Szukaliśmy rozmówców, bezpośrednich świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Niestety bez skutku. Mogłabym porozmawiać z moim dziadkiem, bo 18 września 1939 roku, w Wilnie, trafił do transportu sowieckiego, kierunek kopalnie na Donbasie. Niestety dziadek już nie żyje. Ówczesne historie opowiadają nam teraz dzieci tamtych żołnierzy.

    Poszłam na deptak w poszukiwaniu chwili relaksu od codzienności , a dopadła mnie codzienna Polska.

    Zobacz też wideo: Wieczorny spacer po winobraniowym deptaku



    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo