Jak tarcza antykryzysowa wpłynie na firmy w Lubuskiem. Czy już zwalniają pracowników?

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski

Wideo

Zobacz galerię (6 zdjęć)
W prywatnym żłobku w Zielonej Górze boją się, że po zwolnieniu pracowników, trudno będzie, by wrócili po epidemii. W dużej firmie kosmetycznej nie wykluczają zwolnień w kwietniu. Jak wygląda rynek pracy w dniu wejścia w życie „tarczy antykryzysowej”?

- Jak na razie, to bezrobotnych jeszcze nam ubywa. Mamy jednak świadomość: to jest cisza przed burzą – mówi Roman Rutkowski, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Gorzowie. – Pierwsze zwolnienia z pracy będą widoczne dopiero w kwietniowych statystykach. A i to nie pokaże tego, co spowodował koronawirus. Jeśli ktoś został teraz zwolniony i ma miesięczny okres wypowiedzenia, bezrobotnym będzie w maju, a kto ma trzy miesiące na wypowiedzeniu, to w lipcu – dodaje R. Rutkowski.
Choć mówi się, że właśnie ruszyły pierwsze zwolnienia w zakładach pracy, na razie tego jeszcze nie widać. I w urzędzie pracy, i w firmach.

Trwa głosowanie...

Na jaką maksymalną obniżkę swojej pensji byś pozwolił(a)?

Zielonogórzanka Agnieszka Klukowska od kilku lat prowadzi prywatny żłobek. – Zatrudniam cztery osoby. Nie zwolniłam nikogo. Boję się, że jeśli rozstanę się z jakimś pracownikiem, to on teraz pójdzie do pracy do jakiegoś sklepu, bo przecież tam zatrudniają, a do pracy w żłobku nie będzie już chciał wrócić – mówi zielonogórzanka. Przy okazji ocenia ustawę wprowadzającą tzw. tarczę antykryzysową. Weszła ona w życie w środę 1 kwietnia. Jednymi z jej punktów są m.in. trzymiesięczne zwolnienia mikroprzedsiębiorstw z płacenia składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz dofinansowanie wynagrodzenia wypłacanego przez firmy. Rząd ma dopłacać nawet do wysokości połowy pensji, jednak nie więcej niż 40 proc. wynagrodzenia przeciętnego.

- Ta dopłata to dotyczy w zasadzie tylko handlu. My się na to nie łapiemy. Na razie nie możemy liczyć na dofinansowanie – mówi A. Klukowska z Zielonej Góry. Zachęca rodziców do tego, by – choć dzieci przebywają teraz w domach – płacili choć część czesnego, aby żłobek nie upadł. – Nie licząc wynagrodzeń, musimy jeszcze opłacić rachunki, a wpływów nie mamy żadnych. Jeśli rodzice maluchów nas nie wspomogą, ich dzieci nie będą miały gdzie wracać – mówi zielonogórzanka.

Pracowników nie zwalnia też gorzowski Silcare. To firma, która produkuje m.in. kosmetyki do paznokci. Zatrudnia około 400 osób. – Mamy zamówienia na około 1 mln zł z Włoch. Towar nam nawet teraz nie dojedzie. Te pieniądze stracimy. Nie jest więc powiedziane, że nie będziemy musieli zwolnić część pracowników już pod koniec kwietnia – mówi Włodzimierz Gajewski, właściciel firmy. Co ważne podkreślenia, zwolnienia są niewykluczone, choć forma produkuje płyny antyseptyczne do dezynfekcji. – Są problemy z dostawami etanolu, więc może być tak, że i te płyny przestaniemy produkować – mówi szef Silcare’a.

Czy tarcza pomoże firmom?
- Obawiam się, że „tarcza antykryzysowa” przyniesie niewielki efekt albo nawet nie przyniesie go wcale – mówi Henryk Maciej Woźniak, prezes Lubuskiej Organizacji Pracodawców w Gorzowie, ale też szef PUBR-u w Międzyrzeczu (to firma produkująca betony). Jego zdaniem rządowe pieniądze należało spożytkować inaczej.

– To powinna być pomoc osłonowa w postaci zasiłków dla pracowników – mówi. Gdyby odroczyć ludziom konieczność spłacania rat kredytów czy czynszów, a dać kilkusetzłotowy zasiłek na przetrwanie (czyli jedynie na jedzenie), to po ustaniu epidemii można byłoby wrócić na miejsca pracy. – Teraz będziemy mieć fikcyjne zatrudnienie. Ludzie będą dostawać wypłatę, a firmy i tak będą stały. Pójdzie na to znacznie więcej pieniędzy niż poszłoby na zasiłki – mówi Woźniak.

Apel: - Bądźmy solidarni!
Lubuska Organizacja Pracodawców, której Woźniak jest szefem, wystosowała apel do „wszystkich stron dialogu społecznego” o zgodne działanie na rzecz ochrony pracodawców i miejsc pracy.

„Pracodawcy, dzisiaj tak bardzo, jak nigdy wcześniej, powinni okazywać wzajemne zrozumienie i solidarność w pokonywaniu trudności gospodarczych dotykających nas wszystkich. Renegocjacje warunków umów – terminów realizacji i płatności będzie często warunkiem przetrwania firm. Co więcej, nasze zrozumienie i dobra wola, które dzisiaj okażemy naszemu kontrahentowi, mogą być jutro warunkiem naszego przetrwania, a więc okazujmy je sobie nawzajem już teraz, na początku kryzysu – apeluje Henryk Maciej Woźniak, były senator i były prezydent Gorzowa.

- Zawsze staramy się reagować na potrzeby klientów i ich. Będziemy to robić także teraz – mówi Zbigniew Wilczyński, prezes Meprozetu w Starym Kurowie (firma specjalizuje się w produkcji konstrukcji stalowych i cynkowaniu). W rozmowie z nami przyznaje, że „tarcza antykryzysowa” ma szanse pomóc małym przedsiębiorcom, z reguły słabszym, a nie tym zatrudniającym więcej pracowników. – Pomoc powinna jednak być na równych warunkach. Z punktu widzenia zdrowej gospodarki ta sytuacja jest niezdrowa – mówi prezes Meprozetu. Zatrudnia około 200 osób. Firma, jak na razie radzi sobie dobrze. – 50 proc. naszej działalności to produkcja, a 98 proc. z niej idzie na eksport. Ciężarówki jeszcze jeżdżą, więc kryzysu na razie nie odczuwamy – dodaje Wilczyński.

Branża turystyczna prosi: - Nie odwołujcie wycieczek!
Kryzys odczuwa za to Piotr Nogieć, właściciel biura podróży Juventur w Gorzowie, które zatrudnia dwie osoby. Firma ma szansę przetrwać kryzys, bo istnieje już od ponad 30 lat i przez ten czas zdążyła sobie wypracować poduszkę finansową.
- „Tarcza antykryzysowa” jest niewystarczająca. Zwolnienie ze składek ZUS na trzy miesiące to dla naszej branży za mało. Nawet jeśli epidemia skończy się w maju, w czerwcu, to przez pierwszy okres po niej i tak świat nie wróci do normy. Ludzie będą się bać podróżować. Branża turystyczna będzie odżywać pewnie dopiero od września. Uda nam się przetrwać, jeśli klienci nie będą rezygnować z już zamówionych i opłaconych wycieczek i zgodzą się je poprzesuwać na inny termin – mówi gorzowianin.

Będzie fala bankructw?
O tym, że nastroje wśród przedsiębiorców są mocno niewesołe, mówiła nam też Joanna Zielińska z Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej. - Konfederacja Lewiatan zdiagnozowała ok. 800 należących do niej firm z całej Polski. Aż 69 proc. z nich zakłada obecnie redukcję etatów. Lewiatan alarmuje, że zbliża się fala bankructw, więc działania pomocowe są obecnie bardzo pożądane. Wszystko zależy też od skali epidemii w naszym kraju oraz okresu jej trwania. To są dwa kluczowe czynniki, które w tej chwili są wielką niewiadomą – mówi J. Zielińska.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie