Jak to się stało

ANDRZEJ WŁODARCZAK (95) 722 57 72 awlodarczak@gazetalubuska.pl
Prawie 700 szwów założyli lekarze czteroletniej Nikoli, którą w sobotę w Wiejcach zaatakowały dwa kundle. Gdy dzieci bawiły się z psami, dorośli pili alkohol.

W odwiedziny do leśniczego w osadzie Leszczyny koło Wiejc przyjechali znajomi spod Drezdenka. Po 16.00 czteroletnie dzieci: córka gości i synek leśniczego, wyszli na dwór bez opieki. - Nagle ktoś krzyknął, że Nikola leży w kojcu dla psów. Pobiegłam, dziewczynka była przytomna, mówiła, że boli ją rączka. Wzięliśmy ją do domu i wezwaliśmy pogotowie - opowiada pani Anna, żona leśniczego.

Jak to się stało

Kobieta nie wie, jak Nikola znalazła się w kojcu dla psów. - Nie była w stanie otworzyć zacinającej się furtki. Może przeszła przez ogrodzenie lub otwór w dolnej części furtki? - zastanawia się. Zapewnia, że pięcioletnie kundle: Demon i Dragon nigdy nie okazywały agresji. - Teraz najlepiej, żeby je uśpiono - mówi wstrząśnięta właścicielka. Jej mąż, chrzestny Nikoli, z powodu nadciśnienia trafił wczoraj do szpitala w Skwierzynie.
Policjanci ze Skwierzyny wykluczają, że tak mała dziewczynka mogła przejść przez półtorametrowy płot. Przypuszczają, że do kojca wpuścił ją syn leśniczego albo zaciągnęły psy - Przesłuchaliśmy świadków, ale to niczego nie przesądza - mówił nam wczoraj aspirant Waldemar Sobański ze Skwierzyny. Z naszych ustaleń wynika, że policjanci zbadali trzeźwość dorosłych. - Leśniczy z żoną i ojciec Nikoli mieli ponad 1 promil alkoholu - potwierdza Andrzej Kulesza z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie. Matki nie zbadano, bo pojechała z córką do szpitala. Najpewniej jednak była trzeźwa. - Pogotowie nie wpuściłoby pijanej do karetki - mówi nam jeden z policjantów.

Rany na całym ciele

Pogryziona przez psy Nikola leży na oddziale intensywnej terapii szpitala w Poznaniu. W czasie siedmiogodzinnej operacji założono jej prawie 700 szwów. Nie udało nam się porozmawiać z matką, która cały czas czuwa przy łóżku Nikoli. - Dziecko jest w stanie ciężkim. Na skórze całego ciała, także twarzy, ma mnóstwo rozległych ran, w tym zakażonych. Obrażenia są bardzo poważne, zagrażają życiu
- poinformowała wczoraj ,,GL’’ Alina Kwiecińska, lekarz dyżurny w poznańskim szpitalu.
Demona i Dragona zamknięto na obserwacji w schronisku dla zwierząt w Gorzowie. - Po zastrzykach są bardzo spokojne, jedzą i piją normalnie. Dziś zbada je powiatowy lekarz weterynarii, potem zapadną decyzje w sprawie losu psów - zapowiada Dawid Żołądkowski z gorzowskiego schroniska dla zwierząt.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.