Jazda rowerem pozwala uwolnić głowę

Artykuł sponsorowany
(wyścig Rydzyna)Starszy księgowy ze SWISS KRONO Bartosz Gajdemski na trasie wyścigu MTB z cyklu Kaczmarek Elektric, Rydzyna 2017 rok, dystans 50 km(Bolesławiec)2019 r., Bartosz Gajdemski podczas wyścigu MTB w Bolesławcu, rozgrywanym w 35-stopniowym upale(stas)Bartosz Gajdemski z 4-letnim synem Stanisławem, który rowerem jeździ już od roku Fot. Archiwum Bartosza Gajdemskiego
- Rower daje mi uwolnienie. Każdy ma jakąś odskocznię, u jednego to ogródek, u innego kijki czy bieganie… Inaczej byłoby ciężko. Trzeba umieć się oderwać, uwolnić głowę - mówi Bartosz Gajdemski, starszy księgowy w SWISS KRONO, który uwielbia jazdę rowerem. Ma ich kilka, i MTB, i do jazdy na szosie, próbował też kolarstwa ekstremalnego.

Odetchnął Pan z ulgą, gdy po zakazach związanych z koronawirusem znów mógł wsiąść na rower?

Tak, oczywiście. Ale ja, mówiąc w kolarskim języku, kręciłem cały czas. Mam w domu trenażer, podpinałem więc rowery i trenowałem. Lubię ćwiczyć na trenażerze.

A na trening na zewnątrz zakłada Pan maseczkę?

Maseczkę nie, lecz buff, komin po prostu. Jestem do niego przyzwyczajony, bo zimą, także wiosną i jesienią jeżdżę w nim stale. Tak się nauczyłem i jazda w buffie mi odpowiada.

Trenuje Pan codziennie?

Codziennie byłoby ciężko z powodu braku czasu, ale 4-5 razy w tygodniu już tak. Na rowerze szosowym robię 80-120 km. To nie są super długie treningi, niektórzy bowiem pokonują nawet 200 km. Ale dla mnie liczy się fun, jeżdżę dla zabawy i przyjemności, więc 100 km jest ok. Lubię trening na trenażerze, z reguły nie przekracza on 70 proc. objętości treningu na trasie. Ponieważ nad techniczne rzeczy, gadżety, przedkładam to, by z jazdy mieć przyjemność, mój trena-żer jest dobry, ale bez nowoczesnych czujników pokazujących np. trasę Tour de France. Na trenażerze jeżdżę od 1 godz. 10 minut, do dwóch godzin. Jeśli jest to trening w tlenie, czyli dłuższy, ale lekki, w czasie którego jestem w stanie jeszcze prowadzić rozmowę, swobodnie oddychać, wtedy trwa on dwie godziny. Kiedy jest to mocny trening, interwałowy, o wysokiej intensywności, to trochę ponad godzinę. Do treningów mam konkretne podejście, nie lubię zastanawiania a może to czy to, wyjeżdżam i wiem, co chcę zrobić.

Jeździ Pan na szosie i MTB?

Tak, ale jeździłem też w lekkim downhillu, czyli jeździe w dół po stromych zboczach, trochę we freeride (podobna jazda do downhillu, na specjalnym rowerze, najpopularniejsza dyscyplina kolarstwa ekstremalnego). Przez parę lat to był street, bardzo techniczna jazda bez hamulców, na sztywnym widelcu, małej mocnej stalowej ramie. Każdy styl daje co innego, każdy uczy techniki. W międzyczasie cały czas jeździłem na szosie.

Jazda bez hamulców to czyste wariactwo!

Tak, jazda „breakless” to trochę wariactwo. To nie było tak, że nagle zachciało się mi jeździć bez hamulców. Najpierw zdemontowałem przedni hamulec, później zepsuł się tylni, no i jeździłem bez. Dużo mnie to nauczyło, czasem w MTB też nie używam hamulca i radzę sobie bez problemu.

To jak można zatrzymać rower?

Hamowałem butem o tylną oponę.

Co daje jazda na rowerze?

Każda forma kręcenia daje coś innego. Wyjeżdżam na szosę, na 3-4 godziny, dzięki czemu zyskuję spokój i wyciszenie. Jeśli jadę mocny trening, spinam się, uderzam w pedał i wtedy nie widzę, co dzieje się wokół. Pierwszy rower szosowy kupiłem około 20 lat temu, był stalowy, różowy i gdy wychodziłem z domu, jeszcze w lycrach, śmiała się połowa sąsiadów. I na rowerach jeździło tak mało ludzi, że znało się wszystkich. Teraz jeździ bardzo dużo osób, z czego bardzo się cieszę.

Czy rower daje wolność?

Tak, tylko trzeba to lubić. Rower jest teraz modny, ale gdy patrzę na jeżdżących, wydaje mi się, że nie widzą tego, co najważniejsze.

To znaczy?

Ludzie powinni skupiać się na tym, by jeździć, a nie na gadżetach, super sprzęcie, drogich ciuchach, okularach itp. Oczywiście są one ważne, jeśli ktoś ma pieniądze, niech je kupuje. Znam kolarzy, kolarzy właśnie, którzy mają słabe rowery, ale jeżdżą, bo sprawia im to przyjemność, na treningach objeżdżając większość tzw. gadżeciarzy.

Ile miał Pan lat, gdy pierwszy raz wsiadł na rower?

Zawsze jeździłem… Mój ojciec w latach 70. ubiegłego wieku z sukcesami ścigał się w Małym Wyścigu Pokoju. Dwa razy go wygrał, raz był trzeci. Później założył warsztat i naprawiał rowery dla całego osiedla. Byłem przy nim, siedziałem w warsztacie, patrzyłem, jak naprawiał rowery, centrował koła. Teraz mój czteroletni syn Stanisław też już ma swój rower i od ponad roku sam pedałuje, sam jeździ wokoło domu. Jak tak dalej pójdzie, to wyrośnie trzecie kolarskie pokolenie. Wracając do rowerów... Kiedyś nie było ich aż tyle, składałem pieniądze, by kupić części i złożyć cokolwiek. Pierwszy rower szosowy kupiłem na giełdzie w Lubinie za 300 zł. To było 18 lat temu, miałem wówczas 18 lat. Ktoś mówi mi, że jego rower ma 15 lat i nic się nie dzieje, a ja w swoim co chwila coś wymieniam… Bo rower drogi nie znaczy długowieczny. Nasze rowery są lepsze, lżejsze, sztywniejsze, mocniejsze, z amortyzacją, ale przy takiej jeździe części się zużywają.

Z kim Pan się ściga?

Nie jestem zawodnikiem PRO (krótsze określenie profesjonalisty – dop. red.), nie ścigam się, by wygrywać wyścigi. Jeżdżę w różnych cyklach MTB, by cisnąć na maksa. W klasyfikacjach generalnych mieszczę się w pierwszej dwudziestce, nieraz dziesiątce. Oczywiście rywalizacja też jest, bo jak człowiek wepnie się w pedał, zmienia się w środku, pojawiają się agresja i moc. Trasy w cyklach MTB są przygotowywane przez osoby, które znają się na kolarstwie górskim i pozwalają się wykazać. Bo to nie jest prosta droga przez pola i lasy, ale pełna utrudnień – podjazdów, ostrych zjazdów, błota, gdy pada. Ma być ciężko, ale ja lubię techniczne kawałki. Takie właśnie są w Zielonym Lesie, w którym jeżdżę od 15 lat, a od 5 lat tylko tam przeprowadzam treningi na rowerze górskim. Tu spokojnie mógłby być rozgrywany Puchar Polski, nawet Europy. Na przykład zjazdy są szybkie, ale też bardzo techniczne i trzeba na nich wykazać się umiejętnościami. Są dropy (w slangu rowerowym pionowy uskok, skarpa), są korzenie. Jeśli ktoś nie ma techniki, może sobie zrobić krzywdę. Ja też się wywalam – myślę, że raz na pięć treningów walę glebę. Warto podkreślić, że gdy trenuję w Zielonym Lesie, nie patrzę na liczbę przejechanych kilometrów, ale na przewyższenia (różnica wysokości między dwoma punktami – dop. red.). Na jednym treningu pokonuję ok. 700 m w pionie, czyli prawie jakbym wjechał ze świątyni Wang na Śnieżkę.

Gdzie jeszcze Pan jeździ?

W Niemczech, Czechach, dużo w naszych Karkonoszach, bo blisko. Na dalekie wyjazdy potrzeba czasu, a my chcemy kręcić na rowerze. Poza MTB prawie się nie ścigam, choć w zeszłym roku pokonałem m.in. etap z Gorzowa do Zielonej Góry – blisko 120 km w temperaturze 35 stopni, a przy asfalcie pewnie 50. Było ciężko, dojechałem w pierwszej grupie ze stratą ok. 2 minut do zwycięzcy. Do mety dotarła co najwyżej połowa zawodników. W Polsce na szosie jeździ się bardzo ciężko, bo kierowcy nie zważają na rowerzystów. Zero kultury jazdy. W zeszłym roku kobieta wyprzedzała kilka aut i jechała na czołówkę z nami. Wylądowaliśmy w rowie. Ja byłem tylko poobdzierany, kolegę zabrała karetka. Jeżdżę więc czasami do Niemiec, bo tam na drodze nie czuję zagrożenia. Warto zauważyć, że MTB jest popularne, ale każdy, kto przesiądzie się na rower szosowy, wtapia się w jazdę i płynie. To inna jazda, inne pedałowanie, pozycja, oddychanie, prędkości, zupełnie inne odczucia. Rower szosowy jest trochę magiczny.

Księgowy i rower to dla niektórych może być dziwne połączenie. Może lepiej do księgowego pasowałby golf?

Volkswagen golf... Wiem, że rower pozwala mi uwolnić głowę. Moja praca wymaga dużego skupienia, skrupulatności, znajomości przepisów. Gdy więc daję sobie wycisk, głowa ma relaks. Z drugiej strony - praca to zadania do zrealizowania i w tym bardzo przypomina trenowanie.

Nieżyjący premier prof. Zbigniew Messner, prezes Stowarzyszenia Księgowych w Polsce twierdził, że dobry księgowy powinien być człowiekiem pragmatycznym, dokładnym, przyzwyczajonym do porządku. Czy księgowy musi kochać porządek?

Kochać to może nie, ale w tej pracy trzeba być pragmatycznym, ważne są poukładanie i ten porządek. Z pewnością musi być ona planowana. Trzeba mieć wiedzę i ciągle się doszkalać, bo zmieniają się przepisy. W kolarstwie pragmatyzm przejawia się w podejmowaniu decyzji, które dadzą nam konkretny efekt, ...pozwolą dojechać do celu.

Mówi się, że księgowi to smutasy. Jaki jest starszy księgowy w SWISS KRONO?

Nie wiem, czy jestem smutasem, ale z pewnością w pracy jestem trochę inny, bardziej poważny i skupiony na zadaniach. Może dlatego ten rower daje mi uwolnienie. Każdy ma jakąś odskocznię, jeden ma ogródek, inny kijki czy bieganie… Inaczej byłoby ciężko. Trzeba umieć się oderwać, uwolnić głowę.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3