Joanna Kołaczkowska: Nie wyobrażam sobie życia bez kabaretu

    Joanna Kołaczkowska: Nie wyobrażam sobie życia bez kabaretu

    Zdzisław Haczek

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Joanna Kołaczkowska. Urodziła się w Polkowicach, dziś z mężem i córką Hanią mieszkają w Warszawie. Studiowała pedagogikę kulturalno-światową na ówczesnej

    Joanna Kołaczkowska. Urodziła się w Polkowicach, dziś z mężem i córką Hanią mieszkają w Warszawie. Studiowała pedagogikę kulturalno-światową na ówczesnej WSP w Zielonej Górze. Tu występowała w kabaretach Drugi Garnitur, Potem i brała udział we wszelkich działaniach środowiska, również w filmach Wytwórni A’Yoy. Od 2002 r. z Dariuszem „Kamolem” Kamysem, Tomaszem Majerem, Łukaszem Pietschem tworzą kabaret Hrabi, którego najnowszy, piąty program „Kobieta i mężczyzna”, tydzień temu został uznany za najważniejsze wydarzenie 3. Festiwalu Kabaretu. ©fot. Tomasz Gawałkiewicz

    Rozmowa z Joanną Kołaczkowską z kabaretu Hrabi, który wygrał 3. Festiwal Kabaretu w Zielonej Górze.
    Joanna Kołaczkowska. Urodziła się w Polkowicach, dziś z mężem i córką Hanią mieszkają w Warszawie. Studiowała pedagogikę kulturalno-światową na ówczesnej

    Joanna Kołaczkowska. Urodziła się w Polkowicach, dziś z mężem i córką Hanią mieszkają w Warszawie. Studiowała pedagogikę kulturalno-światową na ówczesnej WSP w Zielonej Górze. Tu występowała w kabaretach Drugi Garnitur, Potem i brała udział we wszelkich działaniach środowiska, również w filmach Wytwórni A’Yoy. Od 2002 r. z Dariuszem „Kamolem” Kamysem, Tomaszem Majerem, Łukaszem Pietschem tworzą kabaret Hrabi, którego najnowszy, piąty program „Kobieta i mężczyzna”, tydzień temu został uznany za najważniejsze wydarzenie 3. Festiwalu Kabaretu. ©fot. Tomasz Gawałkiewicz

    - Kiedy dwa lata temu dostałaś na Festiwalu Kabaretu nagrodę solo, było ci trochę smutno, że odbierasz ją sama, bez chłopaków?
    - W pierwszym momencie bardzo się cieszyłam i szczerze mówiąc, o nich nie pamiętałam. Myślałam egoistycznie, że jaaa! Nagroda! Ale super! Zwłaszcza że nigdy nie dostałam indywidualnej nagrody. A później się zastanowiłam, że tak głupio trochę wyszło, ja sama wyróżniona w zespole... A teraz to się wyrównało.

    - Na pewno nie dostałaś wcześniej indywidualnej nagrody?
    - Była jakaś na Famie w Świnoujściu, kiedy występowałam w Drugim Garniturze, ale to nie było aż takie strasznie ważne, bo tam bardzo dużo osób dostało takie wyróżnienia. A później - jak byłam w Potem - nie mieliśmy już okazji startować w konkursach.

    .

    - Tu, na 3. Festiwalu Kabaretu, spotkałem się z opinią, że to dziś najlepsza tego typu impreza w Polsce.
    - Oczywiście. Nie ma dyskusji. I to nie kwestia tego, że ja jestem związana z Zieloną Górą. Tak po prostu jest i to mówią wszystkie kabarety, które tu przyjeżdżają, czy organizatorzy innych festiwali.

    - Czyli warto było czekać na ten festiwal w tym mieście, które przez Zielonogórskie Zagłębie Kabaretowe prosiło się o taką imprezę od lat? Przy pierwszej edycji padały głosy: dlaczego dopiero teraz, kiedy mapa festiwali kabaretu jest już bardzo gęsta?
    - To rzeczywiście dziwne, że w Zielonej Górze nie było takiego festiwalu. Ale to dlatego, że myśmy wszyscy jeździli po innych festiwalach i widzieliśmy, że to strasznie duży wysiłek coś takiego zorganizować. Ale w pewnym momencie Zielona Góra stwierdziła, że w końcu trzeba, jest jakiś pałer, jakaś chęć.

    - Pamiętasz swoje pierwsze wejście do klubu studenckiego Gęba? To już będzie chyba ze 20 lat...
    - Pamiętam! Jeszcze nie studiowałam, przyjechałam na egzaminy i to był moment, kiedy kabaret Potem miał próbę w Gębie. Ćwiczyli skecz z Indianami, a ja siedziałam z boczku, obserwowałam, chciałam coś ustalić z "Kamolem"...

    - ... on był już wtedy twoim szwagrem?
    - Tak, był moim szwagrem i pewnie chcieliśmy ustalić, czy jedziemy razem do naszego Lubina. To było moje pierwsze wejście do klubu. I tak patrzyłam: Boże, studenci, klub, kabaret, artyści...

    - Ale wcześniej miałaś jakieś doświadczenia sceniczne?
    - Tylko wariacje na imprezach typu studniówka. Byłam przebrana za Wodeckiego, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wypychałam sobie słomą buty, przyklejałam czarny papierek na ząb, rozśmieszałam wszystkich... To był taki tego poziom. Uwielbiałam się wygłupiać, ale nie pchało mnie na scenę. Dopiero Adam Nowak na siłę wciągnął mnie do Drugiego Garnituru.

    - Później były różne kabarety, zaproszenie do reaktywowanego Potem, który ostatecznie zszedł ze sceny w 1999 r. Długo bez kabaretu nie wytrzymałaś...
    - Najpierw mówiłam, że koniec. Byłam przemęczona, wydawało mi się, że to już za dużo, za intensywnie. Postanowiłam oddać się życiu rodzinnemu, urodziłam córeczkę, posiedziałam z nią trzy lata w domu. I to był bardzo dobry pomysł. Wtedy myślałam, że tak już zostanie. Ale "Kamol" zaczął zakładać kabaret i bardzo mnie namawiał. Nie byłam przekonana. Mówiłam, że przecież nic nie może być lepszego od Potem. Trochę się bałam powrotu, rozczarowania, że już mi nie pójdzie, że nie mam energii. Mnóstwo lęków, ale w końcu mówię: no dooobra, tak delikatnie spróbujmy. I się potoczyło. Teraz sobie nie wyobrażam, żebyśmy mieli nie robić kabaretu.

    - Jak sobie dajesz radę z trzema, a z menadżerem z czterema facetami?
    - Jest super. Normalnie. Każdy ma swój zakres obowiązków. Ja w pewnych kwestiach staram się też opiekuńczo działać, chłopaki zajmują się budowaniem scenografii przed koncertem...

    - Twoje kobiece wcielenia to tak z ciebie wychodzą?
    - Ze mnie. Jak jeszcze grałam w Potemach, to Sikora się tym zajmował. On wymyślał, że ta postać będzie taka i taka, będzie się zachowywała tak i tak. Ja się starałam do tego dostosować. Natomiast w Hrabi niewiele się zastanawiamy, jaka to powinna być postać. To wypływa bardzo spontanicznie, naturalnie. Myślę, że w programie "Kobieta i mężczyzna" operujemy z widzem troszeczkę innym humorem. Stawiamy na szczerość i kontakt z publicznością. Mamy w programie skecz "Sielanka kanciasta", gdzie krzyczymy po niemiecku. To taki skecz, gdzie udajemy postacie, zachowujemy się nienaturalnie i to trochę mniej lubię.

    - Wolisz iść w publiczność i z widzem naciągać pranie?
    - Tak, wolę normalnie spojrzeć widzowi w twarz i coś z nim zrobić, powiedzieć do człowieka jak do człowieka, tak prywatnie. Bardzo mnie kręci, gdy nie ma czwartej ściany.

    - Dziękuję.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo