Józef Zych o tragedii w Smoleńsku: - Nie była to śmierć...

    Józef Zych o tragedii w Smoleńsku: - Nie była to śmierć nadaremna

    Henryka Bednarska 68 324 88 73 hbednarska@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    - Jest szansa na pojednanie między Polakami a Rosjanami. Jeśli do tego dojdzie, będzie to wielki pośmiertny sukces prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówił nam wczoraj Józef Zych, poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego.
    Józef Zych o tragedii w Smoleńsku: - Nie była to śmierć nadaremna

    ©fot. Mariusz Kapała

    - Tragedia straszna, największa w historii Polski.
    - Jeśli weźmiemy pod uwagę skład, że zginęli prezydent, przedstawiciele wszystkich niemalże środowisk, a szczególnie ugrupowań parlamentarnych, to tak. Nie żyją posłowie, generałowie, księża, szefowie ważnych instytucji. Nigdy i nigdzie nie było takiej sytuacji.

    - Co o takim przypadku mówi Konstytucja?
    - Obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu. Może wykonywać wszystkie czynności, poza rozwiązaniem parlamentu.

    - Co może robić?
    - Ogłasza żałobę narodową, co już zrobił. Samo przygotowanie pogrzebu spoczywa na rządzie, ale pewnie będzie komisja wspólna. Dalej - powołuje pełniącego obowiązki szefa kancelarii prezydenta.
    Do uprawnień głowy państwa należy powołanie szefa sztabu generalnego i szefów wojsk. Nie mamy stanu wojennego, więc nie ma tu pilnej potrzeby, tym bardziej, że są wszyscy zastępcy. Ale zapewne w stosunku do szefa sztabu marszałek skorzysta z tego uprawnienia. Zginęli prezesi Narodowego Banku Polskiego i Instytutu Pamięci Narodowej, Rzecznik Praw Obywatelskich. Ich wybierze Sejm, zapewne po konsultacjach. Kandydaturę na szefa NBP zgłasza prezydent, czyli teraz marszałek Komorowski. Już zapowiedział, że wybór rzecznika jest pilny. Może stanie się to na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Nie sądzę, by tak szybko poszło z prezesami NBP i IPN.

    - Jak będą uzupełniane ławy poselskie?
    - W przypadku tych 15 posłów marszałek musi stwierdzić wygaśnięcie mandatu. Państwowa Komisja Wyborcza poda, kto na liście uzyskał największą liczbę głosów po danym parlamentarzyście. I te osoby zostaną posłami. Chyba że ktoś zrezygnuje, wtedy propozycję otrzyma następny z listy. Robocze posiedzenie Sejmu zwołane jest na 21 kwietnia i wtedy marszałek stwierdzi wygaśnięcie mandatu. Myślę, że nie będzie z tym czekał. Na tym posiedzeniu mogą już zostać powołani nowi posłowie. Nie muszą wszyscy od razu, może być na przykład kilku, a na następnym - kolejni. W przypadku senatorów czekają nas wybory uzupełniające.

    - Co we wtorek będzie działo się w Sejmie?
    - Będzie zgromadzenie posłów i senatorów, ale nie zgromadzenie narodowe zwoływane w nadzwyczajnych sytuacjach. Zapewne nie zabraknie wspomnień, parlamentarzyści oddadzą hołd tym, którzy zginęli. I to wszystko.

    - Panie marszałku, pan był takim Komorowskim, czyli pełniącym obowiązki prezydenta.
    - To była taka sytuacja, że skończyła się kadencja Wałęsy, a zaprzysiężenie Kwaśniewskiego miało nastąpić, tuż przed Wigilią, 23 grudnia. Między tymi faktami była różnica 24 godzin. I to wtedy, jako marszałek Sejmu, pełniłem obowiązki prezydenta. Skomplikowana sprawa: protestowało KPN, było 600 tysięcy podpisów o niezaprzysięganie Kwaśniewskiego. W sądzie były protesty wyborcze, protest dotyczący nieprawdziwego oświadczenia w sprawie świadectwa i polisy ubezpieczeniowej. Apelowano do mnie, abym nie zaprzysięgał prezydenta. Pamiętam, że dzień przed tym faktem meldunek o sytuacji w kraju złożyły mi służby specjalne. Na bieżąco informowano mnie o protestach. W dniu zaprzysiężenia Kwaśniewski przyszedł do mnie dwie godziny przed uroczystością. Długo dyskutowaliśmy o przyszłości kraju. A po zaprzysiężeniu... Wspomina to marszałek Borowski. Powiedziałem coś takiego: A teraz niech opatrzność ma nas swojej opiece.

    - Jak pan wspomina kolegów, którzy zginęli?
    - Jestem w Sejmie od 21 lat, znam wszystkich od początku. Są mi bardzo bliscy, bez względu na to, z jakiego klubu pochodzili. Kierując komisją odpowiedzialności konstytucyjnej, nie miałem żadnych problemów ze współpracą. Bardzo długo znamy się..., znaliśmy się z prezydentem. Jeszcze jako marszałek Sejmu w zakresie czynności miałem NIK. Mieliśmy sytuacje trudne, ale zawsze rozmawialiśmy elegancko. On prawnik, ja prawnik, dobrze się rozumieliśmy. Kiedyś braliśmy udział w nocnej debacie o przywróceniu kary śmierci. Później prezydent powoływał się na moje poglądy. Ja jestem w szczególnie tragicznej sytuacji - zdziesiątkowana moja komisja odpowiedzialności konstytucyjnej: zginęło dwóch wiceprzewodniczących - Sebastian Karpiniuk i Przemysław Gosiewski, znakomita prawniczka Jolanta Szymanek-Deresz. Bardzo lubiłem Grzegorza Dolniaka, wiceszefa klubu PO. Krzysztof Putra, klasa człowiek. No i moi koledzy: Deptuła, Woda...

    - Płakał pan?
    - Tak. Kilka godzin po tragedii poproszono mnie o wywiad telewizyjny. No to mi się zrobiło..., nie mogłem mówić. Gdy zdałem sobie sprawę... Dla mnie to była rodzina. Ogromny żal. Myślę jednak, że tragedia przyniesie pozytywne owoce. Kaczyński walczył, żeby o Katyniu dowiedział się świat. I się dowiedział. I moim zdaniem Putin zrozumiał. Nie, on nie gra. Jego zachowanie jest autentyczne. Ogłoszenie żałoby narodowej w Rosji, puszczenie filmu "Katyń" w telewizji, spontaniczne reakcje Rosjan... To zwrot. Opatrznościowy. Nie była to śmierć nadaremna. Jest szansa na pojednanie między Polakami a Rosjanami. Jeśli do tego dojdzie, będzie to wielki pośmiertny sukces Kaczyńskiego.

    - Dziękuję.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo