Kaczyńscy szkodzą Polsce

    Kaczyńscy szkodzą Polsce

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Bascha Mika. Urodziła się w 1954 r. w Polsce, cztery lata później razem z rodziną przesiedlona do RFN. Studiowała germanistykę, filozofię i etnologię.

    Bascha Mika. Urodziła się w 1954 r. w Polsce, cztery lata później razem z rodziną przesiedlona do RFN. Studiowała germanistykę, filozofię i etnologię. Wykłada dziennikarstwo, ma profesurę gościnną na Uniwersytecie Sztuk Pięknych w Berlinie. Od 1998 r. naczelna "Taz” - gazety określanej mianem "lewicowej”, związanej z antyglobalistami. ©fot. Beata Bielecka

    Rozmowa z Baschą Miką, redaktor naczelną dziennika "Die Tageszeitung", który wywołał ,,aferę kartoflaną'' .
    Bascha Mika. Urodziła się w 1954 r. w Polsce, cztery lata później razem z rodziną przesiedlona do RFN. Studiowała germanistykę, filozofię i etnologię.

    Bascha Mika. Urodziła się w 1954 r. w Polsce, cztery lata później razem z rodziną przesiedlona do RFN. Studiowała germanistykę, filozofię i etnologię. Wykłada dziennikarstwo, ma profesurę gościnną na Uniwersytecie Sztuk Pięknych w Berlinie. Od 1998 r. naczelna "Taz” - gazety określanej mianem "lewicowej”, związanej z antyglobalistami. ©fot. Beata Bielecka

    Spotykamy się w berlińskiej redakcji gazety, do której naczelna zaprosiła grupę polskich i niemieckich dziennikarek. W prezencie dostała od nich odbity na ksero dowcip, który ukazał się niedawno w ,, Przekroju''. Stosunki polsko - niemieckie są dla nas ważne, ale nie można zapominać o II wojnie światowej i artykule w "Tageszeitung''- mówi minister spraw zagranicznych Anna Fotyga. B. Mika wybucha śmiechem.

    - Co pani sądzi o poczuciu humoru Polaków?
    - Wiem, że je mają, bo u nas opowiadano sobie różne polskie dowcipy, szczególnie w okresie socjalizmu. Było to niezwykle ważne, także w NRD, żeby bronić się przy pomocy dowcipu, bo nic innego ludziom nie pozostawało. Szkoda, że humor Polaków zatrzymuje się obecnie na granicy. Bardzo wiele osób u was dowcipkuje na temat tego, co dzieje się w Polsce, ale broń Boże, żeby z tego samego śmiał się ktoś z zewnątrz. Od razu odzywa się wasza duma narodowa i to na arenie międzynarodowej wygląda głupio. Nie można też z jednej strony zamieszczać karykatury kanclerza Schroedera, który służy za konia dla występującej w mundurze nazistowskim Eryki Steibach (chodzi o okładkę tygodnika ,, Wprost'' z 2003 r. - przyp. red.), co było trochę przesadzone i bez gustu, a jednocześnie denerwować się, że z powodu satyry na Kaczyńskich i porównania ich do kartofli, jak oni rzeczywiście tak wyglądają.

    .

    - Stylistyka waszych artykułów o Kaczyńskich jest jednak bardzo złośliwa. Minister Fotyga stwierdziła, że tak nie pisano nawet o Husajnie czy Łukaszence.
    - To kompletna bzdura. A już całkowicie idiotyczne było porównanie nas do ,,Stuermera''(niemiecki nazistowski tygodnik wydawany od 1923 r. do końca wojny, który był istotnym elementem propagandy - przyp. red.). Jesteśmy w stanie znieść to porównanie, ale trudno mi pogodzić się z tym, że polska minister wyśmiewa się z ofiar. Jeżeli porównuje się satyrę na prezydenta Polski z wyśmiewaniem się z ludzi w okresie narodowego socjalizmu, to nie ma się pojęcia o tym, co narodowy socjalizm wyprawiał ze swoimi ofiarami i jaką rolę odgrywał ,,Stuermer''. Albo więc pani minister jest kompletnie głupia, czego się niestety obawiam, albo kompletnie nie zna historii. A co do naszej satyry. Ona nie musi się podobać. Można nawet powiedzieć, że jest bez smaku. Na tym polega jednak wolność prasy.

    - Zaskoczyła panią tak ostra reakcja polskiego rządu?
    - Bardzo, choć oczywiście cieszymy się też, że wywołaliśmy skandal polityczny. Tyle, że powód wydaje się nam głupi, bo taki nieważny. To, co mnie jednak dziwnie nastraja, to brak suwerenności polskiej prasy, która świetnie rozwinęła się po 1989 roku, a teraz siedzi w jakiś okopach politycznych. W niemieckim krajobrazie prasowym cenię to, że dziennikarze są w stanie być solidarni jeśli chodzi o zasadniczy temat, na przykład właśnie wolność prasy. Kilka lat temu zainicjowaliśmy akcję związaną z autoryzacją wywiadów z politykami niemieckimi. Denerwowało nas, że używają autoryzowania wywiadów do tego, żeby je zmieniać, łagodzić ostre wypowiedzi, których nie mają odwagi powtórzyć. W ciągu kilku dni zmobilizowaliśmy niemal wszystkie gazety do zawiązania koalicji przeciwko manipulowaniu wywiadami. Dziennikarze byli w stanie wznieść się ponad wszelkie granice ideologiczne. Tego w Polsce nie ma i to budzi zastrzeżenia. Polska prasa zareagowała histerycznie.

    - A jaka była reakcja Niemców na tę satyrę?
    - Prasa niemiecka zajęła się tym tematem dopiero wtedy gdy powstał oficjalny spór i pojawiła się plotka, że Kaczyński odwołał szczyt weimarski z powodu artykułu w Taz (skrót ,,Tageszeitung''- przyp. red). Mniej jednak zajmowała się samą satyrą, a bardziej skutkami. Ci, co tę satyrę przeczytali stwierdzili, że oczywiście zostało to napisane bez smaku, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś napisał, że nie można obrażać obcej głowy państwa. Do tego służy satyra. Innej broni przeciwko rządzącym nie mamy.

    - Słyszałam, że wielu niemieckich dziennikarzy mówi: - Tak długo jak w Polsce będą rządzić bracia Kaczyńscy, nie będziemy prowadzić poważnych dyskusji o Polsce. Czy tak rzeczywiście jest?
    - Tak. Wśród dziennikarzy zajmujących się Europą Wschodnią odczuwa się rozczarowanie, bo wielu z nich z wielką sympatią obserwowało wcześniej rozwój wypadków w Polsce. Bracia Kaczyńscy bardzo dużo zepsuli w stosunkach polsko-niemieckich i nadal szkodzą. Takie głosy słyszę po obu stronach granicy. W Polsce wielu ludzi, którzy reprezentują oświeconą opinię polityczną, nie może pojąć, co się dzieje w ich kraju? Są sfrustrowani, że coś takiego jak Kaczyńscy przydarzyło się Polsce i nie widzą możliwości pozbycia się tych facetów przed następnymi wyborami. Dlatego mówią, że tak długo jak bracia będą przy władzy, oni nie wyjdą z okopów.

    - Dziękuję.




    CO NAPISAŁA ,, DIE TAGESZEITUNG''?

    W czerwcu ub. roku, na tydzień przed zaplanowanym spotkaniem prezydenta Kaczyńskiego z Merkel i Chirakiem w Weimarze, "Taz" opublikowała, na satyrycznej stronie gazety, artykuł "Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić światem". Publicysta Peter Kohler porównał Kaczyńskiego do kartofla i napisał, że wzorem dla niego i jego brata jest Piłsudski. ,,Tak jak Piłsudski Kaczyńscy są polscy do szpiku kości. Obydwoje udowodnili, że z przodu i z tylu są czyści. Lech zabronił mężczyznom w Warszawie paradować z gołymi tyłkami, Jarosław zaś mieszka z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu''.
    Po pełnych oburzenia słowach Polaków autor satyry przeprosił - ale kartofla - za to, że porównał go do prezydenta. W grudniu, w przeddzień spotkania w Niemczech przywódców krajów Trójkąta Weimarskiego, Taz nawiązał do satyry i kolejny raz porównał Kaczyńskich do kartofli. ,,Który z was znów teraz przyjeżdża? - pytała gazeta na stronie tytułowej. Obok dwóch identycznych zdjęć prezydenta zamieszczono dwa zdjęcia kartofli.



    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo