Kanadyjkarz Wiktor Głazunow z AZS AWF Gorzów: Na 1000 metrów jest dużo czasu na błędy. Oby popełnić ich jak najmniej

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Wiktor Głazunow
Wiktor Głazunow Fanpage Wiktora Głazunowa
– Mam nadzieję, że te czwarte miejsca na mistrzostwach Europy czy w Pucharze Świata przełożą się na dobry rezultat na igrzyskach – mówi kanadyjkarz AZS AWF Gorzów Wiktor Głazunow, który na igrzyskach olimpijskich w Tokio popłynie w C-1 i C-2 na 1000 m.

Witek, jest forma?
O nią nie muszę się martwić, bo tak był ustalony plan treningowy, by forma była właśnie na igrzyska. Teraz nic, tylko czekać na start i pokazać na nim to, co wypracowaliśmy.

A stres?
Delikatny, nie odczuwam bardzo dużej presji. Naszym zadaniem jest po prostu wystartować i jak najlepiej popłynąć w tym biegu. Na tyle, na ile potrafimy. A jaki do ta rezultat, to się okaże. I nie ma co gdybać, jakie miejsce można zająć, bo nie wiemy, w jakiej dyspozycji będą inni, czy przygotowali się lepiej od nas. Czy inaczej, czy w tym dniu, w którym będzie start, będą od nas lepsi. Trudno powiedzieć, więc skupiamy się na sobie.

To jest coś, co może zburzyć ten twój spokój tuż przed startem?
Jedyne, czego mogę się obawiać, to tego, by nie wyszedł nagle test pozytywny na koronawirusa. Bo organizatorzy nie pozwoliliby na start w zawodach. A nie do końca wiadomo, czy taki test realnie wskazuje na aktualny stan zdrowia. I chyba tylko tym można się delikatnie stresować, niczym innym.

Jak się tak ciebie słucha, to naprawdę wydaje się, że zachowujesz – nomen omen – olimpijski spokój. A może po prostu igrzyska to dla ciebie zawody jak każde inne?
Na pewno to nie będą zawody takie, jak wszystkie inne, bo nigdy nie startowałem na takiej imprezie. Ale biorę pod uwagę to, że tor jest ten sam dla każdego, dystans też, a zawodnicy ci sami, którzy startują na mistrzostwach świata. Tak naprawdę więc zmienia się jedynie nazwa imprezy, a nie sama konkurencja. Bo to nie jest tak, że nagle pojawi się ktoś, kogo my w ogóle nie znamy. Wiemy, kto będzie w czołówce.

To kto będzie w czołówce?
Generalnie na igrzyskach płyną wszyscy najlepsi z różnych krajów. Na pewno bardzo mocni będą Niemcy, Czesi, Chińczycy, Kubańczycy czy Ukraińcy. To Tokio nikt z przypadku nie pojechał, nikt tam za darmo nie wystąpi.

W czołówce powinniście być też wy. Byleby nie na czwartym miejscu, jak w tegorocznych mistrzostwach Europy w Poznaniu i Pucharze Świata w węgierskim Szeged. W ogóle, w ostatnich latach to czwarte miejsce was czy ciebie prześladuje. Co trzeba zrobić, by zerwać w Tokio z tą łatką wiecznie czwartego?
(Śmiech). Myślę, że popełnić jak najmniej błędów w trakcie wyścigu. A 1000 m to jest dużo czasu na ich popełnienie. Bo tak jak wspomniałem, do samego biegu na pewno będziemy przygotowani. Nie sądzę, by było inaczej. Co więcej, mam nadzieję, że te czwarte miejsca na mistrzostwach Europy czy w Pucharze Świata przełożą się na dobry rezultat na igrzyskach. To były jedyne sprawdziany z tymi konkurentami, z którymi będziemy ścigać się w Tokio. Te starty też pokazały, że przygotowania szły dobrym tokiem. Tak że jest pełen optymizm, ale wiadomo, że każdy start różni się i różnie rzeczy mogą wydarzyć się. Miejmy nadzieję, że u nas wszystko wyjdzie tak, jak sobie to zaplanujemy.

A jeśli – czego ci nie życzę – znowu byłoby to czwarte, to co?
To z jednej strony byłoby to bardzo dobre, wysokie miejsce, ale z drugiej, wiadomo, byłby niedosyt, bo medal byłby blisko. Chociaż, to też zależy od tego, o ile przegrywasz ten medal. Bo jak przegrywasz o 0,15 sekundy [tak było na mistrzostwach Europy – przyp. autor], to tak na dobrą sprawę zabrakło ci szczęścia. Po prostu, możesz gorzej trafić ostatnie pociągnięcie wiosłem. Ale jak przegrywasz dwie czy trzy sekundy, to już jest dość spory dystans dzielący cię od czołówki.

To co cię w takim razie zadowoli? Tylko medal?
Zadowoli mnie to, kiedy skończę bieg i powiem sobie, że dałem z siebie wszystko. Sport jest taki, że raz się wygrywa, a raz przegrywa. Trzeba popłynąć tak, by być dumny z tego, że walczyło się.

A w której konkurencji jest większa szansa na ten medal? O czwartych miejscach w dwójce już mówiłem, ale ty też byłeś… czwarty w jedynce, w tym roku w Pucharze Świata w rosyjskim Barnauł.
Trudno powiedzieć. Każde zawody rządzą się swoimi prawami. Może być różnie, ale przykładam taką sama wagę i do jedynki, i do dwójki. Przygotowany jestem równie mocno na obie konkurencję. Fajnie jest też to, że między jednym startem a drugim będzie dwa dni przerwy [2 sierpnia są eliminacje i ćwierćfinał C-2, a dzień później półfinał i finał, za to eliminacje C-1 zaplanowane są na 6 sierpnia, a kolejnego dnia finał – przyp. autor]. Wszystko więc sprzyja temu, by wystartować i tu, i tam. Zwłaszcza, że jest taka możliwość. I szkoda byłoby, żeby z tego nie skorzystać. Tym bardziej, że większość krajów tak samo do tego podchodzi.

W dwójce pływasz z Tomaszem Barniakiem z AZS AWF Poznań. Wspólnie cztery lata temu zostaliście mistrzem Europy i wicemistrzem świata, ale w C-4 na 1000 metrów. Jak możesz scharakteryzować waszą obecną osadę?
Oboje jesteśmy wybuchowymi zawodnikami. Ale to może działać na naszą korzyść. Mamy przede wszystkim wspólne cele i dążymy do tego, by dogadywać się, po to by ta osada chodziła jak najlepiej. Bo to dwójka musi być motorem napędowym. Jeden z nas nie może przejąć inicjatywy. Musimy wspólnie wiosłować. Tu nie może być lidera, bo inaczej nie będzie to współgrać.

Awans na igrzyska wywalczyłeś na wspomnianym Pucharze Świata na Węgrzech. Ale kto wie, jak by to potoczyło się, gdyby nie twoja decyzja, by zmienić tok przygotowań do tych kwalifikacji i zrezygnować ze szkolenia centralnego.
Tak, dwa lata temu z trenerem klubowym Markiem Zacharą zadecydowaliśmy, że pójdziemy swoim tokiem, a nie reprezentacyjnym. I podjęliśmy współpracę z trenerem Markiem Plochem, który bardzo mocno pomagał nam w przygotowaniach. Na szczęście, ta decyzja była słuszna. I udało się wygrać w wewnętrznych kwalifikacjach dwie konkurencje, co jest dla mnie fajną niespodzianką. A presję mieliśmy dużą. Szczególnie w dwójce, bo w trakcie tych dwuletnich przygotowań nie pływaliśmy razem z Tomkiem. W każdym razie obrana strategia dała nam rezultaty adekwatne do tych, które chcieliśmy osiągnąć. Chociaż z drugiej strony, spodziewaliśmy się tego. Nie ukrywajmy, ja cały czas byłem w czołówce. To też nie jest tak, że nagle skąd się urwałem. Ale dzięki temu planowi i zrealizowanym przygotowaniom udało się wygrać kwalifikacje i jestem na igrzyska. I samego tego faktu bardzo cieszymy się.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie