Karolina Zakrzewska, Miss Polski: Chińczycy? Za niscy...

    Karolina Zakrzewska, Miss Polski: Chińczycy? Za niscy...

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Karolina Zakrzewska. Ma 21 lat. Mieszka w Zielonej Górze, w jednej z kamienic w śródmieściu. Przy której ulicy, nie chce zdradzić. Studiuje administrację

    Karolina Zakrzewska. Ma 21 lat. Mieszka w Zielonej Górze, w jednej z kamienic w śródmieściu. Przy której ulicy, nie chce zdradzić. Studiuje administrację w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Jak sama przyznaje, jest domatorką. W dzieciństwie była niejadkiem. Teraz nie tknie tylko golonki. ©fot. Tomasz Gawałkiewicz

    Rozmowa z zielonogórzanką Karoliną Zakrzewską, Miss Polski, która reprezentowała Polskę na wyborach Miss World w Chinach.
    Karolina Zakrzewska. Ma 21 lat. Mieszka w Zielonej Górze, w jednej z kamienic w śródmieściu. Przy której ulicy, nie chce zdradzić. Studiuje administrację

    Karolina Zakrzewska. Ma 21 lat. Mieszka w Zielonej Górze, w jednej z kamienic w śródmieściu. Przy której ulicy, nie chce zdradzić. Studiuje administrację w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Jak sama przyznaje, jest domatorką. W dzieciństwie była niejadkiem. Teraz nie tknie tylko golonki. ©fot. Tomasz Gawałkiewicz

    [galeria_glowna]

    WIELKI FINAŁ

    WIELKI FINAŁ


    Decydująca batalia o tytuł Miss World odbyła się na początku grudnia ub.r. w chińskiej miejscowości Sanya. To miasto położone na malowniczej wyspie w prowincji Hainan. Wzięło w niej udział 107 najpiękniejszych kobiet z całego świata. Zdaniem jurorów najpiękniejsza była reprezentantka gospodarzy Zhang Zi Lin. I wicemiss wybrano Micaeli Reis z Angoli, II wicemiss - Moran Gordill z Meksyku.



    - Czujesz się brzydsza od Zhang Zi Lin?
    - (uśmiech) Nie! Choć faktycznie w gronie tylu ładnych, młodych kobiet można wpaść w kompleksy.

    - Taka dziewczyna i kompleksy? Nie wierzę!
    - A jednak. Pamiętam pierwsze wrażenie ze spotkania z pozostałymi kandydatkami. Pomyślałam: oj, są ładniejsze ode mnie. To naprawdę piękne dziewczyny.

    - Po tym jak zostałaś najładniejszą Polką, pewnie niejeden facet chciał cię poderwać?
    - Jakiś wyjątkowy natarczywiec się nie napatoczył (śmiech). Ale wyczułam w rozmowach z niektórymi panami, że chcieli mnie bliżej poznać.

    - Odsyłałaś ich gdzie pieprz rośnie?
    - Ale grzecznie.

    .

    - Nikt cię nie przekonał do siebie?
    - Zawsze pilnowałam, żeby sytuacja nie potoczyła się za daleko. Swoje serce oddałam narzeczonemu, z którym byłam przed wyborami i jestem nadal. Nikt poza znajomymi nie ma mojego numeru telefonu

    - No i ja mam... OK, na poważnie: jeszcze przed finałem, za kulisami mówiło się, że tym razem gospodarze nie pozwolą wygrać kandydatce spoza Azji. Wygrała Chinka. Czy na miejscu, czuło się jakieś naciski, że być może finał jest ustawiony?
    - Nie, zupełnie nie. Wiadomo, nawet my miałyśmy faworytki we własnym gronie. Fakt faktem jednak, nowa Miss World na pewno wyróżniała się urodą. Jest ładna. Choć egzotyczna. Osobiście nie odczułam nic, co mogłoby świadczyć, że któraś z dziewczyn była faworyzowana. Myślę, że każda miała szansę za zwycięstwo.

    - Też na nie liczyłaś?
    - Nie myślałam za wiele o wygranej. Cały miesiąc, łącznie z finałem, traktowałam jako wielką przygodę i zabawę. Przecież to wielka sprawa już być tam. Byłam dumna, że reprezentowałam Polskę.

    - Ostro rywalizowałyście o wygraną?
    - Właśnie nie. Zapamiętam świetną atmosferę, jaka panowała wśród nas. Może niektórzy pomyślą: a co ma dziewczyna innego powiedzieć? Ale naprawdę byłyśmy do siebie nastawione bardzo pozytywnie. Właściwie każda kandydatka przywiozła dla innej upominek. Przyleciałam do kraju z wielką torbą prezentów.

    - Masz wśród nich ulubiony?
    - Jakoś specjalnie umiłowałam sobie figurki dziewczynki i chłopca, które dostałam od Miss Tajlandii. Choć nie wiem co oznaczają, to lubię takie drobiazgi.

    - Miesiąc to sporo czasu. Tęskniłaś za domem?
    - Pierwsze dwa tygodnie jeszcze jakoś się trzymałam. Później już było ciężko. Choć miałam dostęp do internetu. A dzięki niemu także do rodziny. To ułatwiało mi przetrwać rozłąkę.

    - Podobają ci się Chiny?
    - Bardzo. Sławny mur robi ogromne wrażenie. Potęgowało je uczucie, że przecież nie każdy ma okazję przeżyć podobną przygodę. Pewnie gdyby nie wygrana w wyborach Miss Polski, też nigdy bym nie poleciała do tego kraju. Trochę żałuje, bo program miałyśmy napięty. Ćwiczenia, przygotowania choreografii, pokazy mody, umówione spotkania i kolacje. Brakowało czasu na zwiedzanie. Większość czasu spędzałyśmy w hotelu. Miałyśmy swoich ochroniarzy, którzy cały czas dbali o nasze bezpieczeństwo. Bo budynek był otwarty także dla innych gości. W sumie widziałam jeszcze tylko Stadion Olimpijski.

    - Chińczycy to fajni faceci?
    - Gustuję w innym typie urody (uśmiech). Są mili, sympatyczni ale...

    - ...niscy?
    - No tak. Patrzyłam na nich z góry. Podobnie zresztą jak Zhang Li. Ona ma 182 centymetry wzrostu. To raczej u Chinek niespotykane.

    - Wspomniałaś o Stadionie Olimpijskim. Chińczycy pewnie uwijają się jak w ukropie. Przecież do igrzysk zostało już niewiele czasu. Czy już wyczuwa się atmosferę wielkiego, sportowego wydarzenia, które zorganizują?
    - Odniosłam wrażenie, że już teraz cały kraj żyje tą imprezą. Gdzie się człowiek nie obejrzał, pełno było olimpijskich gadżetów. A najczęściej miejscowi pytali nas, czy przyjedziemy też na olimpiadę. No i oczywiście wszędzie coś się buduje. Obiekty rosną jak na drożdżach. Nie miałam ani przez chwilę wątpliwości, czy zdążą.

    - Panuje opinia, że Chiny to kraj przeciwieństw. Podobno na ulicach w oczy rzuca się rozwarstwienie społeczne a przepych miesza się z ubóstwem. To prawda?
    - Nie zauważyłam. Pod tym względem myślę, że Chiny niewiele się różnią od Polski.

    - A smog? Ponoć Chiny to kraj, w którym aż ciężko oddychać?
    - To niestety prawda. Niektóre miasta wyglądają, jak we mgle.

    - Najpierw tytuł Miss Polski, później wyjazd do Chin. Pewnie firmy reklamowe walą do Ciebie drzwiami i oknami?
    - Żadnego, dużego kontraktu jeszcze nie podpisałam.

    - Pukasz do bram show biznesu. Czujesz to?
    - Wciąż do wszystkiego podchodzę z dystansem.

    - Ale spotykasz się już z gwiazdami telewizji?
    - Nawet nagrałam program rozrywkowy. Prowadziłam go wspólnie z Krzysztofem Ibiszem. To wszystko.

    - Chciałabyś być gwiazdą? Kusi cię magia wielkiego świata po tamtej stronie szklanego ekranu?
    - Nie wiem (uśmiech). Chyba jednak nie. Cenię sobie spokój. Teraz muszę też nadrobić zaległości na uczelni. Jedno wiem na pewno. Z Zielonej Góry nie mam zamiaru się nigdzie przenosić.

    - Dziękuję.

    Artur Matyszczyk
    0 68 324 88 20
    amatyszczyk@gazetalubuska.pl

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo