Katarzyna Boruch i Olga Michałkiewicz z AZS AWF Gorzów bez medalu na wioślarskich mistrzostwach Europy. Ale żadna z nich nie panikuje

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Mistrzostw Europy w wioślarstwie Julia Kowacic
Bez medalu, ba, bez finału A wróciły do Gorzowa zawodniczki AZS-u z mistrzostw Europy w Varese we Włoszech. – Jest rozczarowanie, ale imprezą docelową są igrzyska olimpijskie – mówią Olga Michałkiewicz i Katarzyna Boruch.

Ta druga w czwórce podwójnej wygrała finał, ale B. Tym samym zajęła siódme miejsce i nie obroniła brązowego medalu z tamtego roku z Poznania, kiedy to zastąpiła Marię Sajdak. – Uważam, że mimo wszystko ponownie wykorzystałam szansę – mówiła w rozmowie z „GL” gorzowianka. – Wiadomo, na zawody jedzie się po to, by dać z siebie wszystko, co można i powalczyć. I dałyśmy z siebie tyle, ile byłyśmy w stanie na chwilę obecną. Jest przykro i jest ogromny niedosyt, bo dziewczyny – patrząc na ich wyniki od kilku lat – głównie jeżdżą w finale A i liczą się w stawce, stąd też chciałoby się więcej. Ale przed samym wylotem na mistrzostwa Europy było też dużo przypadków losowych. Początkowo ja miałam wsiąść za Kasię Zillmann, a potem okazało się, że Kasią wsiadła za Agnieszkę Kobus-Zawojską, która zakaziła się covidem. Była to więc sytuacja losowa. Dopiero niecały tydzień przed zawodami został wyłoniony skład. A nie miały okazji, by popływać dużo razem i zrobić treningów typowo przygotowawczych do zawodów.

Do pierwszej szóstki nie awansowała też czwórka bez sterniczki z Olgą Michałkiewicz, która w finale B uplasowała się na dziewiątej pozycji. Te lokaty olimpijskich osad są poniżej oczekiwań i możliwości załóg, ale należy wziąc pod uwagę to, że w obu przypadkach w trakcie przygotowań do sezonu Polkom przytrafiały się kontuzje oraz zdarzały się zakażenia koronawirusem. – Trenerzy nas bardzo uspokoili, mówiąc że mamy nie panikować i że ta złość z tego wyniku ma być przełożona na jeszcze większą determinację do pracy. Mamy robić swoje, realizować ich plany, bo oni wiedzą, co robią – powiedziała Michałkiewicz.

Trenerzy uspokajali zawodniczki AZS AWF Gorzów

Akademiczka przyznała, że szkoleniowcy musieli ją uspokajać. – Bo nie byłyśmy przygotowane na taką porażkę. Przyjechałyśmy na te zawody i powiedziałyśmy sobie, że w tym składzie jesteśmy od pięciu lat i mimo różnych w ostatnim czasie przejść związanych z przeciążeniami, to wiemy, że możemy popłynąć na całkiem niezłym poziomie. Bo to my jesteśmy starymi wyjadaczkami. Fizycznie czułyśmy się dobrze. W życiu nie spodziewałabym się więc przed wyjazdem na mistrzostwa Europy, że nie znajdziemy się w finale i nie będziemy rywalizować o medale. I trochę zestresowałyśmy się tym, że nie było wyniku, na jaki liczyłyśmy. Nie ukrywam, że było u nas dużo żalu i rozczarowania. Z drugiej strony, żaden ze startów w naszym wykonaniu nie był zły, naprawdę. Biorąc pod uwagę, że mało pływałyśmy i to był nasz pierwszy start. Technicznie całkiem nieźle przepłynęłyśmy ten dystans. Zaprezentowałyśmy dobrą jazdę w stosunku do tego, co było na obozie. Mimo tych wszystkich perturbacji, które miałyśmy po drodze – nie ukrywała Michałkiewicz, mając na myśli m.in. kontuzję, z którą zmagała się Joanna Dittmann.

Biało-czerwone są też na innym etapie tych przygotowań, bo w odróżnieniu od wielu ekip dwa lata temu wywalczyły kwalifikacje olimpijskie. – Większość załóg, z którymi ścigałyśmy się, są na innym etapie przygotowań, bo za miesiąc mają regaty ostatniej szansy na zakwalifikowanie się na igrzyska olimpijskie. My taką mamy, więc u nas spokój w przygotowaniach był olbrzymi. My przygotowujemy się nie pod mistrzostwa Europy, a pod igrzyska. Ale mimo wszystko myślałam, że na ten czas będziemy dość szybko pływać. Jednak okazało się, że inne załogi wiosłują od nas znacznie szybciej w tym czasie. W każdym razie powtarzam, my mamy spokój i trzy miesiące, 100 dni do igrzysk i wiemy, że ta nasza prędkość torowa przyjdzie. My o tej porze nigdy nie byłyśmy szybkie – dodawała Michałkiewicz.

To samo potwierdza Boruch. – Nie przygotowywałyśmy się pod mistrzostwa Europy. Wiadomo, w tym roku główne zawody to igrzyska i główną formę robimy na okres lipca-sierpnia. Mistrzostwa były po to, by wystartować i sprawdzić się, zobaczyć, jak Europa trenuje. Nikt nie stoi i każdy idzie naprzód – dodała wioślarka.

Katarzyna Boruch walczy o igrzyska olimpijskie

Ta ostatnia w odróżnieniu od starszej i bardziej utytułowanej klubowej koleżanki nie ma pewnego miejsca w składzie na igrzyska olimpijskie, bo te kwalifikacje są wywalczone dla związku, a nie imienne. Stąd do ostatniego startu w nadchodzących Pucharach Świata będzie trwała rywalizacja. – Trener powiedział nam na koniec obozu w Portugalii, że chce wystawić trzy składy na zawody i w dwóch startach chciałby mnie sprawdzić. Najbliższym miały być mistrzostwa Europy, gdzie miała usiąść razem z Agnieszką. W kolejnych zawodach miał jechać stary skład i raz miało być tak, że zamiast Agnieszki wsiadam ja. Ale ten skład został wyłoniony teraz. Jakie teraz trener podejmie kroki, to nie mam pojęcia, bo jeszcze z nim o tym nie rozmawiałyśmy – stwierdziła Boruch.

Od środy nasze panie będą przygotowywać się w Wałczu do wspomnianych pierwszych regat w Pucharze Świata. Te odbędą się na przełomie kwietnia i maja w Zagrzebiu.

Mały Bartosz Zmarzlik ze Stali Gorzów na zdjęciach z rodzinn...

Tak mieszka zawodnik Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik, mistrz ś...

Kiedyś były podprowadzającymi Stali Gorzów. Zobacz, jak dziś...

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie