Kornel Ocytko z Zielonej Góry zdobył srebrny medal na olimpidzie chemicznej w Japonii

Leszek Kalinowski 68 324 88 74 [email protected]
- Dzięki chemii odbyłem podróż mojego życia - mówi Kornel Ocytko z Zielonej Góry
- Dzięki chemii odbyłem podróż mojego życia - mówi Kornel Ocytko z Zielonej Góry fot. Mariusz Kapała
Tydzień temu wrócił z Tokio ze srebrnym medalem międzynarodowej olimpiady chemicznej. Ale musiał się zmagać nie tylko z pierwiastkami i menzurkami. Przez dziesięć dni trzeba było jeść pałeczkami.

Kornel Ocytko z Zielonej Góry chemię ma w jednym paluszku. Nic dziwnego, że od pierwszej klasy w I LO startował w olimpiadzie z tego przedmiotu. Ba, już w gimnazjum odnosił sukcesy. Teraz znalazł się w czteroosobowej reprezentacji Polski i walczył na międzynarodowej olimpiadzie w Japonii. Wrócił ze srebrnym medalem. Ale podkreśla, że koledzy też dobrze wypadli, przywieźli jeszcze jedno srebro i dwa brązy.

W Gimnazjum nr 6 miał fantastyczną nauczycielkę Barbarę Jakubską, która potrafiła pokazać chemię z innej strony. I zaraziła Kornela pasją. A prezydent miasta Janusz Kubicki nagrodził go za sukcesy. Dzięki temu chłopak mógł kupić menzurki, odczynniki i urządzić w domu laboratorium. Rodzice byli trochę zaskoczeni. Mieli obawy. Ale zaufali synowi.
- Wybuchu nie było, jedynie kilka plam na parkiecie - śmieje się Kornel. I dodaje, że mając odpowiednią wiedzę, doskonale się wie, ile, co i jak zastosować, żeby eksperymenty były bezpieczne.
Chłopak ma nie tylko wiedzę i umiejętności, ale też potrzebę dzielenia się tym z innymi. Stąd pomysł, by poprowadzić dla rówieśników kółko chemiczne. - Aż mnie serce zabolało, gdy pomyślałam o wybuchach i dymach nad szkołą - mówi Ewa Habich, dyrektorka I LO. - Ale że cenię osoby z pasją, musiałam się zgodzić. Zwłaszcza że to miały być zajęcia teoretyczne.
Drugie kółko Kornel poprowadził już wspólnie z nauczycielem Edwardem Kremerem. Pedagog nazywał olimpijczyka swoim asystentem chemicznym. Spotkał się z nim, gdy chłopak jeszcze jako gimnazjalista walczył w konkursie, w którym Kremer był jurorem. Od razu wiedział, że znalazł się tam nie przez przypadek. Ucieszył się, gdy zobaczył go na korytarzu I LO. Dziś ceni ucznia za systematyczność, odpowiedzialność, koleżeńskość. Bo Kornel przyjaźni się nie tylko ze znajomymi z liceum, ale też na przykład z swoim rywalem z Poznania.

Jolanta Żochowska, wicedyrektorka I LO, nie miała wątpliwości, że chłopak pojedzie do Japonii. Nie tylko dlatego, że zdobył największą liczbę punktów w kraju. - Od wielu lat marzył mi się szalik, jaki noszą kamikadze. No i powiedziałam sobie: Kto mi go przywiezie, jak nie Kornel?! - śmieje się. Uczeń oczywiście nie zapomniał o pani dyrektor.
Dzięki sukcesom Kornela szkoła zyskała nie tylko kolejnego olimpijczyka i ciągle - w rankingu "Rzeczpospolitej" i "Perspektyw" - jest najlepszą w mieście i jedną z najlepszych w Polsce (w tym roku miała 37 laureatów i finalistów olimpiad). Miasto kupiło I LO specjalną szafę - dygestorium.
- Zbiera trujące gazy. Można pracować i nie martwić się, że coś niewłaściwego wdychamy - wyjaśnia Habich, która z całą szkołą mocno trzymała kciuki, by licealista dostał się do czteroosobowej reprezentacji.
- A mnie zależało także z tego względu, że wyjazd do Japonii poprzedzał dwutygodniowy obóz naukowy - dodaje Kornel. I kiedy młodzi ludzie szaleli nad Bałtykiem, on myślami był już w Kraju Kwitnącej Wiśni, choć formalnie w stolicy spotykał się z profesorami Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej.
- Obóz był dla naszej czwórki i rezerwowego. Mieliśmy po dziesięć godzin dziennie, sześć razy w tygodniu - wspomina Kornel. - To było ciekawe doświadczenie. Nigdy nie zapomnę zajęć z profesorem Kusiem. Dotyczyły analizy miareczkowej, czyli oznaczania ilościowego. Z tego zakresu każdy z nas w Tokio zdobył maksymalną liczbę punktów.

Już w samolocie podano im jedzenie z... pałeczkami. - Japończyk, który siedział obok, powiedział, że nieźle sobie radzę, więc z każdym dniem posługiwałem się pałeczkami coraz lepiej - przyznaje licealista.
Polska reprezentacja w składzie: Kornel Ocytko, Marcin Malinowski z Warszawy, Witold Hoffmann z Poznania i Maciej Gryszel z Kołobrzegu stanowiła zgrany zespół. Nie tylko doskonale radzili sobie z zadaniami, ale też potrafił świetnie się bawić. Wszak był czas na wycieczki i zwiedzanie Tokio.
- Czas spędzaliśmy przede wszystkim z drużyną z Czech i Węgier - opowiada Kornel. - Ale też nawiązaliśmy fajny kontakt z reprezentantami Kuwejtu, Pakistanu, Urugwaju, Kostaryki, Wenezueli. Dzięki internetowi wysyłamy sobie informacje, zdjęcia.
W olimpiadzie uczestniczyło 278 zawodników z 68 krajów. Żeby Polacy nie mogli porozumiewać się z opiekunami: prof. Markiem Orlikiem i dr Karoliną Pułką zabrano im komórki. Podobnie jak innym uczestnikom.
- Tak naprawdę z opiekunami widzieliśmy się tylko podczas ceremonii otwarcia i zakończenia - mówi Kornel. - Zadania laboratoryjne trwały pięć godzin, było ich więcej i trudniejsze niż te, które obowiązywały w ogólnopolskim finale.
Po dniu przerwy młodzi chemicy przez pięć godzin zmagali się z zadaniami teoretycznymi. Było ich dwa razy więcej i o wyższym stopniu trudności niż w Polsce. Nasza ekipa wypadła bardzo dobrze. Kornel cieszy się z sukcesu i z tego, że wyjazd do Japonii to była wycieczka życia.

- Myślałem sobie: ryż będzie na śniadanie, obiad, kolację. I się nie myliłem. Ryż podawali nawet w lodach czy słodyczach - śmieje się Kornel. - A jedliśmy nie w studenckiej stołówce, tylko w ekskluzywnych restauracjach. I to takie potrawy, że nierzadko sam nie wiedziałem, co połykam.
Na długo zapamięta też ceremonię otwarcia olimpiady. Nie można było robić zdjęć, kamerować. Bo uczestników witał sam książę Akishino z małżonką. Gdy się pojawił, należało bić brawo.
Co jeszcze go zaskoczyło? - Otwartość, gościnność Japończyków. Raczej miałem o nich inne wyobrażenie. Podobnie o Azjatkach. Tymczasem okazało się, że są naprawdę urodziwe - nie ukrywa chłopak. Myślał też, że Japończycy dobrze mówią po angielsku. Ale trudno było znaleźć taksówkarza, który włada tym językiem.
- Po powrocie Warszawa w porównaniu z Tokio wydała mi się małą wioską - przyznaje. - Mimo że w Japonii było bardzo przyjemnie, towarzyszył nam też stres. Wszak chcieliśmy dobrze reprezentować nasz kraj. Dopiero teraz mam wakacje.
Na szczęście, aż do października. Bo wtedy Kornel rozpocznie studia na Politechnice Wrocławskiej. Na chemii rzecz jasna. Choć planuje już, że za rok podejmie też naukę na drugim kierunku: zarządzanie inżynierią produkcji albo ekonomii.

PS Kornel Ocytko dołączył do grona uczniów I LO, którzy też zdobywali medale na międzynarodowych olimpiadach: Daniel Bąk (srebro - biologia), Tomasz Zemleduch (srebro - biologia), Marcin Dublański (brąz - matematyka).

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

u
uczenlo1

do autora tekstu: nie Edward lecz Edmund Kremer

l
lubniewice

Panie Leszku Kalinowski
proszę nie używać słowa "kamerować".
W innym tekście w dzisiejszej GL redaktor napisał ... je "loda".
Co się z Wami dzieje?
Nie macie słowników ortograficznych, poprawnej polszczyzny..

n
ness

tylko pogratulować

Dodaj ogłoszenie