Koronawirus w Zielonej Górze. Co dzieje się w sklepach? Czy sprzedawcy boją się kontaktu z ludźmi? Jak zachowują się klienci?

Jakub Kłyszejko
Jakub Kłyszejko
Sprzedawcy przyznają: klienci są ostrożniejsi, my również. Jacek Katos
Odwiedziliśmy zielonogórskie sklepiki osiedlowe. Byliśmy w piekarni, mięsnym, monopolowym, spożywczym czy kiosku. Zachowania pracujących tam osób, jak i klientów były przeróżne. Jedni starają się nie przejmować i próbują normalnie pracować. Inni opowiadali o nietypowych zachowaniach ludzi robiących zakupy. - Boimy się o siebie, ale nie możemy zrezygnować z pracy. Co z tego, że nasze dzieci siedzą w domu, jak my cały czas mamy kontakt z ludźmi - mówiły zaniepokojone ekspedientki...

Koronawirus w Zielonej Górze. "Nic się zbytnio nie zmieniło"

Jedno z największych zielonogórskich osiedli. Dookoła mnóstwo bloków i wieżowców. Jeden większy „spożywczak” i malutki osiedlowy sklepik, w którym znajdzie się produkty pierwszej potrzeby. W trakcie kilkuminutowej wizyty przewinęło się przez niego kilkanaście osób. Ruch był dość duży, można nawet rzec, normalny. - U nas nic się nie zmieniło – mówiła nam pani tam pracująca. – Wszystko wygląda tak, jak wcześniej. Może jest nieco mniej klientów, ale robią większe zakupy. Nie przychodzą dziesięć razy, tylko wolą raz, góra dwa - zauwaza i dodaje: - ja się nie boję kontaktu z klientami. Jestem oddzielona od klientów, mam żel antybakteryjny, płyn, ciepłą wodę, mydło. Ludzie są teraz bardziej ostrożni. W sklepie mogą stać tylko trzy osoby. Ludzie też stoją dalej od siebie.

Wszystko wygląda tak, jak wcześniej. Może jest nieco mniej klientów, ale robią większe zakupy.

Czytaj także

Jak zielonogórzanie radzą sobie w obecniej sytuacji? Czego się boją?

Koronawirus w Zielonej Górze. Więcej rękawiczek, a poza tym spokojnie

Jedna z sieci sklepów dość szybko wprowadziła dodatkowe obostrzenia. Sklepy są otwarte krócej, pracownicy mają wiele środków ostrożności. W tej popularnej sieci wciąż możemy dostać hot-doga, czy kawę. Czy jej funkcjonowanie mocno się zmieniło?.

– Ludzie kupują więcej i robią zapasy jedzenia. – tłumaczyła nam kasjerka. – Schodzi najwięcej produktów długoterminowych. Klienci stosują się do zaleceń. Starają się nie robić tłoku. Wszystko funkcjonuje w miarę normalnie, tyle że jest nieco mniejszy ruch - opowiada. - Zauważyłam, że coraz więcej osób przychodzi w rękawiczkach. My musimy je mieć. Klienci też robią w nich zakupy – podsumowała kobieta.

Ja nie ulegam panice i biorę wszystko na spokojnie. Trzeba zachowywać się w sposób zdyscyplinowany i jakoś normalnie żyć. Nie zauważyłam, aby ktoś u nas w sklepie był bardziej nerwowy.

Czytaj także

Koronawirus w Zielonej Górze. Małe sklepiki nie tracą

Na dużym zielonogórskim osiedlu aż roi się od małych sklepików. Owszem, mieszkańcy mają pod nosem popularny market, ale w sporym pasażu mogą dostać potrzebne produkty od lokalnych sprzedawców. Wydawałoby się, że na obecnym obrocie sprawy mogą ucierpieć sklepy spożywcze, w których ceny często są znacznie wyższe niż w marketach. Nic bardziej mylnego.

– Jest tak, jak było, a może nawet lepiej – z dużą pewnością w głosie odpowiedziała nam pracująca tam kasjerka. – Mamy większy ruch i większe obroty. Sprzedajemy więcej alkoholu i papierosów. Ja nie boję się kontaktu z ludźmi. Jesteśmy oddzielone barierą, mamy płyny antybakteryjne. W sklepie jest przyjazna atmosfera. Ludzie częściej żartują sobie z tego wszystkiego, niż przejmują się tym. Nie widzę żadnej paniki. – dodała sprzedawczyni.

OBEJRZYJ: Ratownik medyczny z Międzyrzecza apeluje: - Nie kłam medyka!

Czytaj także

Koronawirus w Zielonej Górze. W mięsnym kupimy wszystko

Obok niewielkiego „spożywczaka” znajduje się sklep mięsny. Nie brakuje w nim żadnego towaru. Ceny także w żaden sposób nie wzrosły. Wszystko toczy się normalnym trybem. – W ubiegłym tygodniu mieliśmy duży przyrost, a teraz jest normalnie. Teraz przychodzi nieco mniej klientów, ale różnica nie jest znacząca. Wchodzą do sklepów pojedynczo. Ludzie chodzą w maskach i rękawiczkach. Praktycznie każdy robi w nich zakupy. Czy boimy się kontaktu z ludźmi? Tak. Jakiś strach mimo wszystko jest. – wtrąciła się druga pracująca tam ekspedientka.

Czytaj także

Koronawirus w Zielonej Górze. Złośliwi klienci i strach pracowników

W obrębie kilkudziesięciu metrów możemy znaleźć kilka piekarni. Każda z nich jest teraz otwarta w innych godzinach. Mimo obaw, w pierwszych dniach kwarantanny, niczego nie brakuje, a świeży chleb i bułki możemy kupić nawet w godzinach popołudniowych.
– W poprzednim tygodniu mieliśmy zakupowy szał – przyznała pani pracująca w piekarni. – Ludzie kupowali więcej chlebów, schodziło nam bardzo dużo słodkości. Potem się uspokoiło, a teraz jest tak, jak przed całą akcją. Nic wielkiego się nie dzieje.
Sprzedawczynie przyznały nam, że z ich obserwacji wyniki, że niektórzy ludzie dziwnie się zachowują. - Przy zawodzie sprzedawcy trzeba mieć dużą cierpliwość do kupujących. Nieraz gryziemy się w język. Teraz klienci są bardziej dokuczliwi i upierdliwi. Niektórzy cieszą się, że jesteśmy i pracujemy, ale większość osób jest niemiła. Dokuczają, narzekają, denerwują się, że mogą wchodzić tylko po dwie osoby. Część tłumaczy się wielką przesadą, my odpowiadamy, że też mamy rodziny i się boimy. Starałam się nie panikować, ale gdy widzę wzrost osób zakażonych, to zaczynam się bać. Przecież cały czas mamy kontakt z ludźmi. Jednak chcemy pracować, bo mamy rodziny i dzieci w domu. One są odcięte od świata, ale co z tego, skoro my pracujemy i możemy coś przenieść. – z niepokojem w głosie zakończyła sprzedawczyni.

Czytaj także

Koronawirus w Zielonej Górze. Branża alkoholowa na pewno nie ucierpi

Na gorsze obroty nie mogą narzekać sklepy monopolowe. W każdym z nich słyszymy, że sprzedaż alkoholi znacząco wzrosła. Każdy spędza kwarantannę na swój sposób i duża część społeczeństwa sięga po mocniejsze trunki. – Handel zdecydowanie się zwiększył – słyszymy od pracującej tam ekspedientki.

Trochę się boję tego, z czym mamy do czynienia, ale pracować trzeba. Muszę do wszystkiego podchodzić racjonalnie

– Mamy więcej klientów, mimo tego, że mogą wchodzić do sklepu w mniejszej ilości. W niektórych sklepach są już pleksy, które oddzielają sprzedawców od klientów. U nas jeszcze ich nie ma, ale na dniach mają zostać założone. Klienci są wyrozumiali i normalnie się zachowują. Trochę się boję tego, z czym mamy do czynienia, ale pracować trzeba. Muszę do wszystkiego podchodzić racjonalnie – zakończyła.

Trwa głosowanie...

Jak radzisz sobie z zakupami?

Koronawirus w Zielonej Górze. Zapasy papierosów i ludzka solidarność

Wchodzimy do kiosku znajdującego się w sklepikowym pasażu. Pracujący tam mężczyzna właśnie coś majstruje przy drzwiach. Jak się okazało, przygotowuje specjalne okienko, przez które będzie obsługiwał klientów. Wszystko po to, aby jak najbardziej ograniczyć kontakt z ludźmi. – Z tego co zauważyłem, to więcej osób robi zapasy. Szczególnie papierosów, które się nie psują i można je przechować na dłużej – usłyszeliśmy od sprzedawcy.

– Jeżeli chodzi o zachowanie ludzi, to widać solidarność. W obliczu kryzysu ludzie się jednoczą i można zaobserwować u nich pozytywne zachowania. – z dużym optymizmem skwitował mężczyzna.

Czytaj także

Koronawirus w Zielonej Górze. Strach i ogromne obawy, co będzie jutro

Swoją wizytę kończymy w dużym osiedlowym sklepie spożywczym połączonym z piekarnią. W nim znajdziemy praktycznie wszystko. Na jednej zmianie pracuje tam kilka ekspedientek. Mają rękawiczki, płyny, ale nie są szczególnie oddzielone od ludzi. Po sklepie krząta się sporo osób, w tym rodziny z dziećmi. Jedna z pracujących tam pań zwraca na to szczególną uwagę. – W poprzednim tygodniu był szał. Teraz też jest dobrze i po południu chleb jest już sprzedany w całości – słyszymy od pracownicy wykładającej towar. – Nie odczuwamy żadnego spadku. Klienci robią większe zapasy papieru toaletowego. Niektórzy potrafią kupić po dziesięć bochenków chleba. Od dłuższego czasu brakuje drożdży. W przeciągu godziny stu klientów potrafi spytać o drożdże. Nie wiem, co ludzie z nimi robią, czasami pytam, czy pędzą bimber – śmieje się ekspedientka.

– Na początku śmiano się z nas, że obsługujemy w rękawiczkach, dezynfekujemy ladę. Dla nich było to dziwne zachowanie z naszej strony. W poprzednią niedzielę koleżanka aż się popłakała, bo jeden z klientów wyzywał ją, że ma „koronę”, bo chodzi w rękawiczkach. Ustawiają się w metrowych odstępach, ale nie wchodzą do sklepu w mniejszej liczbie. Nie patrzą na to, że my też tu jesteśmy i też się obawiamy o siebie. Mam bardzo chorego męża i zastanawiam się, jak długo jeszcze popracuję. Boję się kontaktu z ludźmi. Przy ladzie nie mamy żadnej ochrony. Jak wszystko się bardziej rozprzestrzeni, to chyba będę musiała zostać w domu. Nie wiem, co będę jadła, bo renta męża w wysokości 1.200 złotych nie wystarczy nam na życie. Jest duże ryzyko, że jeśli ja coś takiego złapię, to mój mąż zarazi się ode mnie i tego nie przeżyje... On jest bardzo schorowany i dla niego zwykła grypa jest problemem. Przychodzę tu z wielkim poczuciem winy. Idę do domu, myję ręce po dziesięć razy, ale nie wiem, jak to będzie. Naprawdę bardzo się boimy, ale nie mamy innego wyjścia. Musimy pracować. – zakończyła pełna obaw ekspedientka.

Koronawirus: Część sklepów jest zamknięta

Czytaj także

Czytaj także

WSZYSTKO, CO MUSISZ WIEDZIEĆ O KORONAWIRUSIE

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Gazety Lubuskiej i bądź na bieżąco!
Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Sprzedawcy się boją i każą stać klientom w odstępach przy kasach a klienci jeden obok drugiego w kolejkach się tłoczą. Przestańcie już takie głupoty mówić.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3