Krzyknął i skonał

    Krzyknął i skonał

    MICHAŁ IWANOWSKI (68) 324 88 12 miwanowski@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Dombas (pochyla się po prawej) i oskarżeni Romowie wszystkiego wypierają się w sądzie. Ale dowody coraz bardziej ich obciążają.

    Dombas (pochyla się po prawej) i oskarżeni Romowie wszystkiego wypierają się w sądzie. Ale dowody coraz bardziej ich obciążają. ©Marcin Łobaczewski

    Przełom w sprawie zabójstwa króla nowosolskich Romów i jego rodziny przed 14 laty: sąd przesłuchał świadka incognito. Ten potwierdził, że główny oskarżony, Dombas, chwalił mu się podrzynaniem gardeł.
    Dombas (pochyla się po prawej) i oskarżeni Romowie wszystkiego wypierają się w sądzie. Ale dowody coraz bardziej ich obciążają.

    Dombas (pochyla się po prawej) i oskarżeni Romowie wszystkiego wypierają się w sądzie. Ale dowody coraz bardziej ich obciążają. ©Marcin Łobaczewski

    Król Cyganów z Nowej Soli Waldemar Huczko zginął w nocy z 19 na 20 czerwca 1991 r. w swojej willi. Sam wpuścił oprawców do domu. Musiał ich znać. Nie było śladów włamania. Około drugiej w nocy sąsiedzi z willi naprzeciwko usłyszeli rozdzierający krzyk umierającego. Następnego dnia znaleziono zwłoki jego, jego syna i przyjaciółki z poderżniętymi gardłami, utopione w kałużach krwi. Z domu króla zniknęły kosztowności, w których gromadzeniu lubował się Huczko.
    Tyle wiadomo na pewno. Resztę od 14 lat próbują ustalić na przemian prokuratorzy i sędziowie. Ze zmiennym szczęściem.

    Krzyknął i skonał

    Już w 1992 r. pod zarzutem potrójnego mordu stanęli przed sądem inowrocławianin Jacek D., pseudonim Dombas, oraz Cygan - Szymon G. Nie przyznawali się do winy. Dombas twierdził, że nigdy nie był w domu Huczki ani nawet w Nowej Soli. Podejrzani byli też dwaj inni Romowie, ale ukrywali się, byli ścigani listami gończymi.
    W lipcu 1994 r. zielonogórski sąd uniewinnił obu. Powód był z pozoru błahy, ale dawał alibi oskarżonym. Otóż tłumaczyli oni, że 20 czerwca 1991 r. o 3.50 rano dotarli do zajazdu leśnego w Białych Błotach pod Bydgoszczą. Mieli na to dowód: rejestrację w recepcji motelu. Tymczasem sąsiad Huczki pamiętał, że krzyk mordowanego rozległ się około 2.20. Spojrzał wtedy na zegar. Sąd uznał, że oskarżeni nie mogli przebyć ponad 250 km w półtorej godziny.
    Ale inaczej spojrzał na to sąd apelacyjny. Nie wykluczył, że syn Huczki mógł jeszcze dogorywać w chwili, gdy oprawcy odjeżdżali, lub potem odzyskać przytomność i wydać przedśmiertelny okrzyk. A oskarżeni byli już wtedy w drodze do Białych Błot.
    Sąd nakazał też przeprowadzenie badań kodu genetycznego DNA oskarżonych i porównania ich ze śladami organicznymi morderców, znalezionymi w miejscu zbrodni. Wcześniej nie było takich możliwości technicznych.

    Jeden do miliardów

    Sprawa wróciła do prokuratury, potem powtórnie do sądu. Ekshumowano zwłoki ofiar, by pobrać ich materiał genetyczny. Na ręczniku nieopodal ciał ofiar znaleziono 11 obcych włosów, które - według prokuratury - należały do morderców. Ruszyły badania genetyczne.
    Okazało się, że dziewięć włosów wykazywało tzw. zbieżność mitochondrialną (pokrewieństwo w linii matczynej) z trzema Cyganami: Szymonem G., Aleksandrem G. i Hieronimem W.
    - Sekwencje tego kodu DNA mają unikalny charakter i prawdopodobieństwo ich powtórzenia jest jak 1 do 400 miliardów - mówi prokurator Przemysław Radzik. Biorąc pod uwagę, że na świecie żyje tylko 6 mld ludzi, badania dają niemal pewność. Lecz słabością tych badań jest to, że nie odróżniają osób spokrewnionych w linii matczynej. Czyli włosy mogły z takim samym prawdopodobieństwem należeć do brata oskarżonego.
    Drugi dowód z badań DNA (metodami jądrowymi) obciąża Dombasa. Po morderstwie część klejnotów zrabowanych w willi trafiła do pasera z Ciechocinka. Ten zaś zeznał, że dostał je od Dombasa w charakterystycznej dzierganej torbie. Na tej torbie były ślady krwi. Jak wykazały badania DNA, była to krew syna zamordowanego króla Cyganów.

    Nowa Sól? Gdzie to?

    Dombasa obciążają przede wszystkim zeznania świadka incognito, którego sąd przesłuchał w końcu grudnia (co powiedział incognito - czytaj w ramce). Pod warunkiem zachowania anonimowości opowiedział relację, jaką zdał mu Dombas, chwaląc się rzekomo udziałem w nowosolskiej rzezi. Świadek incognito dodał, że boi się o swoje życie, bo nie chce skończyć jak dwaj fikcyjni prezesi spółek Dombasa z Inowrocławia, którzy w latach 90. zaginęli bez wieści. Prokurator Radzik potwierdza: - Tak było, do dziś nie wiadomo, co się z tymi ludźmi stało.
    Tymczasem Dombas wszystkiemu zaprzecza. - Nigdy nie byłem w Nowej Soli, nie znałem ofiar tych zabójstw - oświadczył w sądzie. Pozostali oskarżeni Romowie w sądzie milczą. Nie chcieli nawet podtrzymać ani zaprzeczyć swoim wyjaśnieniom ze śledztwa.
    Proces więc wciąż jest poszlakowy. Przekonany o winie oskarżonych jest prokurator Radzik. A także brat zamordowanego, Józef Łuczko, który jest oskarżycielem posiłkowym. W sądzie powiedział, że po morderstwie przyszedł do niego ojciec oskarżonego Aleksandra G. i prosił go o wybaczenie. - Padł na kolana, całował mnie i matkę po nogach. Przyznał, że jego syn i kilku innych jest zamieszanych w ten mord. Choć nie mówił, kto bezpośrednio mordował - zeznał Łuczko i wymienił nazwiska wszystkich oskarżonych.
    Romowie zasiadający na ławie oskarżonych zostali już wyklęci ze społeczności cygańskiej.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo