Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Lars Gunnestad i Jimmy Nilsen raczyli się wódką z colą u Andrzeja Huszczy, a z meczów wracali w eskorcie policji

Cezary Konarski
Cezary Konarski
Lars Gunnestad i Jimmy Nilsen poprowadzili zespół Morawskiego Zielona Góra do tytułu mistrza Polski.
Lars Gunnestad i Jimmy Nilsen poprowadzili zespół Morawskiego Zielona Góra do tytułu mistrza Polski. Alicja Skowrońska/Tomasz Gawałkiewicz
Lars Gunnestad jest farmerem w Norwegii, a Jimmy Nilsen pracuje na rynku wyposażenia ogrodowego w Stanach Zjednoczonych. 30 lat temu obaj Skandynawowie tworzyli „zabójczy” duet żużlowej drużyny z Zielonej Góry. Dziś, poza wspomnieniami i zdobytymi trofeami, z żużlem nic ich nie łączy. O startach w zielonogórskim klubie mówią zgodnie: - To był fantastyczny czas.

30 lat temu Zbigniew Morawski przejął upadający klub żużlowy w Zielonej Górze. Razem ze swoimi pieniędzmi objął władzę w Falubazie, wyciągnął klub z finansowej i sportowej zapaści, a pierwsze co zrobił, to zmienił nazwę klubu na KS Morawski. Prezes wielkimi pieniędzmi skusił jednego z najlepszych na świecie zawodników – 25-letniego wówczas Szweda Jimmy’ego Nilsena. Razem z nim kontrakt z zielonogórskim klubem podpisał utalentowany, 20-letni Norweg Lars Gunnestad. Obaj natychmiast zrobili furorę na polskich torach. Zielonogórscy fani speedway’a uwielbiali ich fantastyczną jazdę, „kochali” już nie tylko Andrzeja Huszczę. Wielką kibicowską miłość przelewali też na obu żużlowców ze Skandynawii. Ci odwdzięczyli się tym, na co czekała cała sportowa Zielona Góra, doprowadzili drużynę do tytułu mistrza Polski.

Lepszy był tylko słynny Hans Nielsen

Lars Gunnestad, niezbyt znany wówczas norweski żużlowiec, błyskawicznie stał się gwiazdą nie tylko Zielonej Góry, ale również całej ekstraklasy. Ścigał się wybornie, panował nad motocyklem, jak mało kto. Norweg uzyskał znakomitą średnią biegopunktową - 2,491 pkt./wyścig. Lepszy w lidze był tylko słynny Duńczyk Hans Nielsen.

Lars Gunnestad: Pan Morawski nagle to podwoił

50-letni dziś Lars Gunnestad o tamtych czasach i o tym, czym zajmuje się dziś, opowiadał w emitowanym na antenie nSport+ magazynie „This is speedway”. Rozmawiał z nim Łukasz Benz.

- Zawsze interesowałem się motocyklami, a zaczynałem od jazdy ma motocrossie, na polu, z kolegami. Nikt mnie nie pchał do żużla, wszystko było moim pomysłem. W tajemnicy kupiłem swój pierwszy motocykl żużlowy, który przed rodziną chowałem u kolegi. Wszyscy myśleli, że po szkole chodziliśmy do niego odrabiać lekcje, a my razem ujeżdżaliśmy ten sprzęt – mówił Norweg, który opowiedział m.in. o tym, jak trafił do Zielonej Góry: - Na farmie mojego ojca mieliśmy dwóch pracowników z Zielonej Góry. Gdy wiosną jechałem na treningi do Polski, oni powiedzieli, że mogą skontaktować się z klubem i zapytać, czy byłaby dla mnie szansa na pokazanie się w kilku meczach. Dali klubowi namiar na mnie. Początkowo pan Morawski miał zwracać mi pieniądze jedynie za paliwo, ale nagle podwoił tę sumę i dołączyłem do zespołu. To były bardzo dobre czasy. Pamiętam niesamowite tłumy na stadionach, mam z Polski same pozytywne wspomnienia. Wszystko było wtedy szalone.

Blisko 50 zawodników zagranicznych w barwach zielonogórskiego klubu żużlowego „przewinęło się” przez ligowe tory.

TOP 15. Najlepsi żużlowcy zagraniczni Falubazu Zielona Góra

Nie było tego szaleństwa w Norwegii, Szwecji czy Anglii

Na pytanie, co mocno utkwiło w pamięci Norwega z czasów starów w Polsce, były żużlowiec odpowiedział:

- Dojechanie na stadion nie było większym problemem. Często schody zaczynały się dopiero wtedy, kiedy miałeś go opuścić. Zwłaszcza, kiedy wygraliśmy spotkanie na wyjeździe. Wtedy potrzebna była policyjna eskorta. Dobrze to pamiętam. Nie znaliśmy tego szaleństwa w Norwegii, Szwecji czy Anglii. Tam takie sytuacje się nie zdarzały, w Polsce przytrafiło mi się to przynajmniej dwa razy. Najlepsze wspomnienia z czasów startów w Polsce mam z Zielonej Góry. Bardzo dziękuję fanom, którzy jeździli za mną po całym kraju.

Wciąż w garażu mam motocykl, niech tam zostanie

W ślady Larsa Gunnestada próbowali pójść dwaj synowie, ale były to próby nieudane. - Od kiedy moi synowie zrezygnowali ze speedway’a ja też całkowicie odciąłem się od żużla – mówił Norweg. - Oglądam zawody w telewizji, ale rzadko. Śledzę głównie cykl Grand Prix, ale żużla w Norwegii nie oglądam. Wciąż w garażu mam motocykl, ale go nie używam, niech tam zostanie. Moje życie mocno się zmieniło, jestem bardzo zapracowanym człowiekiem. Przejąłem rodzinną farmę, zająłem się uprawą warzyw. Poza tym, mam jeszcze małą firmę budowlaną. Nic wielkiego, ale wszystko to sprawia, że jestem bardzo zajęty. Oczywiście nie narzekam.

Jimmy Nilsen: To był najlepszy okres w moim życiu

Jimmy Nielsen ma w tej chwili 55 lat. W 1991 roku „wykręcił” ósmą średnią w lidze – 2,231 pkt./wyścig. Był żużlowcem solidnym i pracowitym, ale przez całą karierę pozostawał w cieniu swoich bardziej utytułowanych rodaków.

- Kiedy polska liga otworzyła się na zawodników zagranicznych, brat Zbigniewa Morawskiego skontaktował się ze mną i zapytał, czy chciałbym dołączyć do zespołu – wspominał Szwed w magazynie „This is speedway”. – Z tamtych czasów nie pamiętam wielu nazwisk polskich żużlowców. Dla nas wszystko było nowe, nikogo nie znaliśmy. Po prostu mieliśmy dotrzeć na stadion, odjechać zawody, odebrać pieniądze i wracaliśmy do domu. Morawski stworzył jednak prawdziwy zespół, chodziliśmy razem na kolacje, spotykaliśmy się przed zawodami, by najeść się polskich potraw. On tak tworzył drużynę. Wiedzieliśmy, że nie wszystkim polskim zawodnikom podoba się to, że przyjeżdżaliśmy na mecze i odbieraliśmy im miejsca w składzie. Morawskiemu jednak udało się zbudować ducha zespołu, wiedzieliśmy, że razem możemy osiągnąć sukces. Lubiłem wszystkie polskie tory, klubowych działaczy i oczywiście kibiców, jednak najlepsze wspomnienia mam z Zielonej Góry. Mieliśmy niesamowitą drużynę. Andrzej Huszcza i inni zawodnicy tworzyli świetny klimat. Nie byliśmy indywidualistami, zawsze mocno wspieraliśmy się, a Morawski i jego rodzina bardzo nam pomagali. On zawsze marzył o złocie w polskiej lidze, to był jego cel numer jeden. Kiedy masz takiego szefa, który nakręca cię na zwycięstwo, to przeżywasz niesamowity czas. Tak było w Zielonej Górze.

Żużlowe prawo jazdy Piotr Protasiewicz zdobył 7 maja 1991 roku na zielonogórskim torze.

Ponad 30 lat na wirażu. Piotr Protasiewicz, ikona Falubazu Z...

Wpadaliśmy do domu Andrzeja Huszczy. Mieliśmy niezły ubaw

Jimmy Nielsen wspomniał o tym, jak zespół Morawskiego integrował się: - Gdy jeździłem w Zielonej Górze wiele razy wpadaliśmy do domu Andrzeja Huszczy. Tam mieliśmy niezły ubaw i oczywiście raczyliśmy się wyłącznie coca colą i wodą. Polską wodą, którą nazywali wódką. Niesamowici ludzie, niesamowite czasy, najlepszy okres w moim życiu.

Przed dwoma laty, w wywiadzie dla „Gazety Lubuskiej” Jimmy Nilsen mówił m.in. o tym, że wciąż ma zloty medal zdobyty z Morawskim: - Zajmuje wyjątkowe miejsca na półce z trofeami i w moim sercu. Mieliśmy bardzo dobry zespół, w którym wszyscy jeździli dobrze. Po sukcesie całą noc śpiewaliśmy „We are the champions panie Morawski".

Miał być pół roku w Ameryce, jest już 18 lat. Teraz mam inne życie

Co dziś porabia Jimmy Nielsen, wicemistrz świata z 1998 roku? - Mieszkam na Florydzie, przeprowadziłem się tu w 2002 roku – mówił Szwed w programie „This is speedway”. - Cieszymy się życiem, które jest tu bardzo dobre, nie narzekamy. Gdy przygotowywałem się do przejścia na sportową emeryturę, miałem różne pomysły. Może pracowałbym dla szwedzkiej telewizji, może dla żużlowej federacji, jednak dostałem propozycję pracy w Ameryce. Obiecałem firmie [działającej na rynku wyposażenia ogrodowego – red.], że jeśli potrzebuje mojej pomocy, to przyjadę popracować sześć miesięcy. Pomogłem im rozkręcić biznes, miałem wrócić do Szwecji. Miało być pół roku, a jestem tu już 18 lat. Nie odwiedzam Szwecji zbyt często, ostatnio byłem tam jakieś trzy lata temu. Zdecydowanie częściej rodzina nas odwiedza. Mamy tu piękne słońce, nie musimy latać do Szwecji. Dziś nie śledzę tego, co dzieje się w żużlu, który był moim życiem w młodości. Teraz mam inne życie.

40 lat temu, 4 października w 1981 roku, po wyjazdowym zwycięstwie nad ROW-em Rybnik żużlowcy Falubazu Zielona Góra po raz pierwszy sięgnęli po złoty medal drużynowych mistrzostw Polski. - Był to czas wielkich niepokojów w kraju, ale życie się toczyło. Sukcesy sportowców osładzały trudności dnia codziennego - wspomina Alicja Skowrońska, która żużel fotografuje „od zawsze".  Obejrzyjcie złotą drużynę Falubazu na zdjęciach Alicji Skowrońskiej >>>>ARCHIWALNE ZDJĘCIA Z LUBUSKICH DERBÓW: Tak kiedyś wyglądały mecze żużlowców Stali i FalubazuZOBACZ TEŻ: Żużel retro. Huszcza, Jancarz, Plech podczas treningu w 1984 rokuPOLECAMY: Pamiętacie Oliwię Brówkę? Pierwszą Miss Startu z FalubazuWIDEO: Morawski Zielona Góra w 1991 r. zdobył mistrzostwo Polski

Ponad 40 lat temu ta drużyna zdobyła pierwsze złoto dla Falu...

WIDEO: Morawski Zielona Góra w 1991 r. zdobył mistrzostwo Polski

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska